"Ciąg dalszy przygód Syzyfa"

Mijały dni, tygodnie, miesiące, lata i dekady, a Syzyf nie dawał rady dotoczyć kamienia na szczyt Olimpu. Próbował katapulty-rozpadła się. Próbował wielkiego kija bilardowego-nic z tego nie wyszło. “Co począć?” myślał Syzyf. “Ten kamień nie chce wturlać się na szczyt, a ja robię to już parę milleniumów! Ale chyba mam plan…”

Syzyf postanowił na pogórzu Olimpu skonstruować nową maszynę. Wziął deski, belki, skały, stal, piłę tarczową, klej do drewna, sklejkę, żywicę i zaczął konstruować. “To będzie niezłe” powiedział z hartem ducha. Wziął deski i belki-porozkładał na skały i stal. Przypiłował drewno, skleił je klejem, sklejką i żywicą, przetestował na skałach, potem na stali, maszyna działała.

I kamień byłby już na szczycie, gdyby nie sam Dzeus. Pił sobie spokojnie nektar i jadł ambrozję ze świeżo zakupionej amfory, aż tu nagde PUF! - zaledwie 54 km od wierzchołka Olimpu wielki kamień miał zgnieść bogów, lecz Zeus ich uratował.

Jego moce uratowały bożki, ale nie uratowały Syzyfa, który do dziś wymyśla nowe pomysły na przeniesienie kamienia na szczyt góry. Kto wie, może w 2120 wymyśli napęd “na 4” specjalnie dla kamieni.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania