Cud na wsi!

Od pewnego czasu opowiadają kobiety u mnie na wsi, w Jarnołtowicach, że zdarzył się cud, oczywiście nie ten świątobliwy, lecz taki ludzki, zwykły, a nawet trochę smutny.

Sprawa dotyczy mojego sąsiada Wojtka Burajewicza, o którym ironicznie mówiono, że urodził dziecko. Wiadomo, że żaden mężczyzna nie może tego dokonać, zatem od razu sprawa wyglądała na jakiś żart. Wiejskie gospodynie jednak upierały się i z kpiną na ustach, z ironią w sercu głosiły, że to możliwe!

- Idźcie i zobaczcie! Przecież on ma to dziecko. Nikt nie mówił, że zaadoptował, bo samotny to nie może. To skąd je ma? Urodził! – gadają gospodynie i śmieją się z niego.

Jak to na wsi bywało, czasami w tych żartach było trochę prawdy. Wojtek ma dziecko, ale go siłą rzeczy nie urodził.

Historia ta przestawia się żałośnie. Przez pięć lat chodził on z Martą, córką sąsiada. Najpierw spotykali się w ogrodzie, potem spacerowali po wsi w niedzielę. Z czasem widziano ich w czułych objęciach, a po jakimś czasie to nawet rodzice ich się spotkali, aby ku przestrodze i dla przyzwoitości omówić ewentualne plany odnośnie do młodych. Wszyscy na wsi wiedzieli o miłości Wojtka. Nie wszystkim to się podobało, bo on był mały, gruby i nie miał ukończonej żadnej szkoły, a dziewczyna zaś była ładna, trochę wyższa od niego i chodziła jeszcze do średniej szkoły.

- Taki śmieszny ten Wojtek a taka ładna dziewczyna, nie pasują do siebie – mówili czasami sobie przy piwie trochę zazdrośni koledzy.

Swego czasu na wsi miała miejsce zabawa, taka zwykła wieczorna potańcówka. Przyszedł też Wojtek ze swoją dziewczyną. Jak już sobie wszyscy popili, potańczyli, to starym wiejskim zwyczajem zaczęli się kłócić: starsi z młodszymi, chłopcy z dziewczynami i zakochani ze swoimi ulubienicami. Wojtek też się pokłócił i to na poważne. Poszło o taką zwykłą męską sprawę jak zazdrość. Po prostu zobaczył swoją dziewczynę z innym chłopakiem i to w jego objęciach. Każdy mężczyzna to zrozumie, że młodzieńca trafiło to w samo serce, a jeszcze dziewczyna do tego złego się przykrymi słowami dołożyła.

- Taki jesteś zazdrosny i nie rozumiesz nowoczesnego życia, więc to koniec z nami – krzyknęła na chłopaka i poszła sobie z nowym przyjacielem.

Wojtek rozpaczał, o tym wiedzieli prawie wszyscy na wsi, ale nikt go nie żałował, bo typ z niego był niedobry. Nigdy nie postawiał piwa kolegom — to jeszcze nic złego, ale kpił sobie z ludzi, ze swoich sąsiadów. Głupio się chwalił, że jest lepszy od innych, bo ma traktor i kilkadziesiąt świń, zatem czuł się ważny. Na wsi miarą życia nie jest rozum, lecz potęga chłopa: jego pole, świnie i traktor.

Mimo że, porzuciła go dziewczyna, a wedle wiejskich zwyczajów to haniebna sprawa, to się nie zmienił, nie okazał pokory i skruchy. Jak na wsi kobieta porzuca chłopa, nieważne czy młodego, czy starego, to zawsze świadczy to źle o tym porzuconym.

- Jakby byłby dobry, to by go nie rzuciła. Raz mu się przytrafiła dziewczyna, to powinien szanować. On głupszy od ślepej kury. Taka kura to jak ziarno napotka, to połyka. On taki skarb miał i nie umiał skorzystać – gadały gospodynie i się śmiały z niego.

Minęło sporo czasu, aż tu pewnego dnia zaczęto rozpowiadać, że widziano w polu Wojtka, jego matkę i ojca oraz niemowlaka zawiniętego w gruby koc. Szczegół ten wzbudził ciekawość gospodyń.

- Jakby ten dzieciak nie był jego, to nie brałby go w pole – gadały kobiety.

- A przecież nikt nie widział go od wielu miesięcy z żadną dziewczyną, zatem skąd się dzieciak wziął? – dziwiły się gospodynie.

- Ano, jak kobiety przy nim nie widziano, a dzieciaka ma, to znaczy, że go urodził, bo tak jak w polu się rodzi, to i chłopu się coś w chałupie zrodzi! - zaśmiała się jedna z nich.

Na wsi owe baby — wiejskie wyrocznie, filary dobrych obyczajów i moralnych zasad, rozpowiadały, że chłopu się dziecko urodziło, ale kobiety przy tym nie było.

Pewnego dnia do domu Wojtka przyszedł listonosz z listem z sądu. Wyrokiem sądu przegrał sprawę i został uznany za ojca. Rzecz przedstawiała się znacznie poważniej. Gdy jego dziewczyna się z nim rozstała, to związała się z pewnym młodzieńcem z pobliskiej wioski. Zamieszkała z nim, a po jakimś czasie urodziła dziecko, ale jej partner miał wątpliwości co do własnego ojcostwa. Zażądał on zbadania sprawy, ale na drodze sądowej. Okazało się, że to Wojtek jest ojcem tego dziecka. Zawstydzona tym faktem jego dawna dziewczyna podrzuciła mu pewnego dnia dzieciaka, a sama wyjechała i mówiono, że pojechała zagranicę. Chcąc nie chcąc, Wojtek musiał zająć się niemowlakiem oczywiście pomagała mu w tym jego matka.

A wiejskie baby nie lubiły Wojtka, więc mu dokuczały i sobie z niego kpiły.

- Cud się na wsi niesłychany zdarzył, chłop dzieciaka na świat sprowadził! – tak na wsi sobie kobiety przez wiele tygodni gadały.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Oni 03.03.2017
    "Wojtek ma dziecko, ale je nie urodził." - GO nie urodził.
    Nie jest to opowiadanie idealne. Choć podoba mi się bardzo słownictwo, to czasami zdania brzmią niezgrabnie, a w skrajnych miejscach istnieje widoczny problem z fleksją (jak w tym wyżej), czasem też z powtórzeniami. Fabularnie nie jest to dzieło szczytowe, podejrzewam że miało mieć charakter zabawny (i tym nadrabiać), jednak dla mnie napisane jest nieco zbyt sztywno i chaotycznie. Ale potencjał jest.
  • Anonim 04.03.2017
    bardzo mi się podoba - fabuła oraz język, jakim posługuje się Autor, niby banalne opowiadanie, ale ile w nim uroku, widzę tę wieś i te rumiane, grube baby, i chłopów z piwem, i świnie, widzę świnie, to dobry znak. 5 :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania