Cywilizacja paraboli

Wróble złapały skrzydłami mechaniczne piły

i wycinają drzewa, pełne ulepionych ptasich gniazd;

śpiewały o zagładzie innej rasy.

Ich niefałszujący głos, dla uszu zbyt miły,

raz malał, potem rósł, niczym drożdże do ciast,

maskując coraz gorsze czasy.

 

Psy rzucając się pod samochody, testowały wytrzymałość

swoich skór i jęcząc, lekko kołami potrącone,

biegały na przód — na przód.

Były ich najlepszymi przyjaciółmi, więc pokazywały małość

przed gatunkami, co są mało z nimi spokrewnione

i za to znoszą trud.

 

Ryby zjadały pływające, plastikowe torby jednorazowe;

ich małe brzuchy były tego pełne, a skrzela

filtrowały z wody ropę.

Zahipnotyzowane tą wonią wpływały w szyby naftowe,

a nie spotykając po drodze żadnego portiera,

zaczęły tworzyć na część Kalliope.

 

To garstka przykładów miliona zwierząt,

co zastąpiły ludzkie dziwactwa,

gdy człowiek został wyrzutkiem.

Tak się stało, bo jego nierząd

poukładała biurokracja.

A zwierzęta same rozdzieliły stołki

— nastał czas ascetów.

Mogłeś przystąpić do:

niszczycieli, niewolników lub poetów.

 

A koty? Koty śpią.

 

15 listopada 2018

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Angela tydzień temu
    Niewątpliwie jakieś przesłanie w tym jest, ale sama forma przekazu pozostawia wiele do życzenia.
  • sensol 6 dni temu
    coś ma!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania