Psi Jęk

U nas na wsi Kości Wielkie czasem po zmroku można usłyszeć psi skowyt. Bynajmniej nie mam tutaj na myśli szczekania ani wycia psów, które trzymamy na smyczy. Te hałasują pod domami. Natomiast na skraju wsi, właściwie, to już prawie że w lesie, można usłyszeć jakiegoś innego psa.

 

Ten dźwięk przypomina skowyt wiejskich psów do księżyca, ale jest w nim coś innego. Coś, co powoduje, iż mam pewność, że nie jest to typowy pies. Trudno wyjaśnić, na czym ta inność polega. To jakoś nie mieści się w granicach racjonalności. Po prostu kto ten skowyt usłyszał, wie o co chodzi, a kto nigdy go nie słyszał, ten mnie nie zrozumie.

 

Psa słyszeć można tylko po zmroku. Można by rzec, że dostosowuje się on do pory roku. Zimą pojawia się czasem nawet już po 17-tej, a znika dopiero na 7-mą rano. Latem natomiast nie można go usłyszeć przed 21, ani po 4. Reasumując, na dworze musi być już ciemno.

 

Idąc przez wieś lub próbując z niej wyjść, można tego psa usłyszeć. Jego skowyt wydobywa się z lasu.

 

Ludzie różnie na niego reagują. Niektórzy w popłochu zaczynają uciekać; czasami wręcz gubiąc przy tym to, co mieli ze sobą. Inni przystają i zaczynają słuchać, jakby to była jakaś muzyka. Jednak najczęstsza reakcja mieszkańców Kości Wielkich to machniecie ręką i pójście w swoją stronę. Wiem, może się to wydać wam dziwne, ale u nas większość osób już się do tego psa przyzwyczaiła i nie zwraca uwagi na jego pojękiwanie.

 

Ale zapewne spytacie, czy byli tacy, którzy próbowali go zobaczyć? Owszem, byli. Niektórzy idąc za dźwiękiem szli do lasu. Szybko odnajdywali psa, już za pierwszymi drzewami. I opisy są w miarę podobne, można więc przyjąć, że mamy już pewien obraz. Nie jest to typowy pies. Bardziej przypomina cień psa, który ledwo można dostrzec w mroku nocy. Nie jest to jednak z pewnością cień, gdyż zamiast leżeć na ziemi, chodzi na czterech łapach. Przypuszczalnie nie jest materialny, aczkolwiek nikt tego nigdy nie sprawdzał.

 

Jest dość duży i ze znanych nam ras najbardziej przypomina wilczura, ale takiego pokaźnego. Ktoś mógłby powiedzieć prawie że wilka.

 

Tak skowycząc, wygląda dumnie, ale i strasznie zarazem. Na ludzi zupełnie nie reaguje. Tylka nadal stoi w miejscu i wyje. Czasami nawet się przy tym nie rusza i nie kiwa łbem.

 

Niektórzy widząc go, zaczynają uciekać. Jednak byli też tacy, którzy mu się dłużej przyglądali. Zawsze wyglądało to tak samo. On zupełnie na nich nie reagował tylko dalej wył; nawet nie wiadomo, czy ich zauważył. Oni zaś wpatrywali się w niego, a potem, jak im się odechciało, odchodzili. Nigdy nie przestał; nigdy nie odszedł ani nie zniknął. Co jednak najważniejsze, nie zdarzyło się, ażeby zrobił komuś krzywdę. Właściwie, to możemy stwierdzić, że jest niegroźny. Nie zapowiada on również jakichkolwiek nieszczęść. Właściwie wyje i tylko tyle. Naprawdę to nie sposób stwierdzić, jaka jest jego funkcja. Tratujemy go jako niegroźne zjawisko, pewną formę uatrakcyjnienia naszej wsi. Część za nas nawet go na swój sposób polubiła. Bo, czy to nie jest urocze, idąc nocą, uszyłeś skowyt psa, który nie jest psem?

 

Oczywiście, pozostaje pytanie, czym on właściwie jest i z skąd się u nas wziął? Niestety nie udało się tego wyjaśnić. Jest natomiast mnóstwo teorii.

 

Według księdza, jest to jedna z form działalności diabła. Nawet zastanawiał, się czy nie przepędzić tej istoty przy pomocy egzorcyzmów.

 

Czarownica zapewnia natomiast, że to na pewno nie jest nic diabelskiego; gdyż diabeł by ją powiadomił. Jej zdaniem, jest to jakiś duch czy inna zjawa.

 

Jeszcze inaczej objaśnia to córka sołtysa. Dla niej to efekt jakiegoś eksperymentu.

 

Są jeszcze inne formy wyjaśnień, przy czym te wersje są mało wiarygodne i nie warto zawracać sobie nimi głowy.

 

Co do trzech głównych, to jeśli się im dokładnie przysłuchamy, możemy uznać jedno. Wszystkie są ogólnikowe i naprawdę nic nie wyjaśniają. Jedynie naprowadzają trop. A więc tak naprawdę nic nie wiemy.

 

Być może zastanawiacie się od kiedy owa istota nas nawiedza? Wzmianki na ten temat są różne. Nikt nie kwestionuje, że w roku 1992 usłyszał ją nieżyjący już dzisiaj, pan znany pod przezwiskiem Beczułka. Wracał nocą z zabawy. Gdy przechodził obok lasu, pojawiły się te odgłosy. Wystraszył się i od razu uciekł. Ponieważ był podpity nikt mu potem nie wierzył. Jednak z czasem pojawili się inni świadkowie.

 

Czy jednak był ktoś przed nim? Po wsi krąży kilka, rzekomo wcześniejszych, świadectw, najstarsze jeszcze z okresu tuż po wojnie. Jednak ich autentyczność jest wątpliwa. To przypuszczalnie legendy.

 

Czy były próby uwiecznienia zwierzęcia? Były i to niektóre nawet udane. Z góry jednak zaznaczam, że trudno byłoby je uznać za wielkie sukcesy.

 

Kilka razy nagrano ten skowyt. Był jednak słabo słyszalny. Niemniej należy zaznaczyć, że jeśli ktoś dobrze się przysłuchał mógł już odczuć tę niesamowitość o której pisałem na wstępie.

 

Były też nagrania wideo, ale z nimi było jeszcze gorzej. Na filmach widać było tylko jakąś czarną plamę, która właściwie niczego nie przypominała. A na pewno nie psa wyjącego do księżyca. Te nagrania okazały się zupełnie bezużyteczne.

 

Jak można natrafić na psa? Właściwie to nie ma żadnej reguły. Jak już pisałem pojawia się nocą na skraju lasu i tyle. Raz jest, a innym razem go nie ma. Nie sposób tutaj dojrzeć jakiejś logiki czy stałych zasad. Nie ma więc sensu na niego polować. Po prostu jedni maja szczęście go spotkać, a inni mają pecha i go nie usłyszą, a nie nie zobaczą. Oczywiście, jest kwestią sporną, co w tym przypadku jest pechem.

 

Kończąc już należy odpowiedzieć na jedno pytanie. Wszyscy miastowi je zadają, więc i wy zapewne zamierzacie usłyszeć na nie odpowiedź.

 

Jak wytrzymujemy z tym czymś?

 

Otóż, odpowiedz jest bardzo prosta. Zwyczajnie. Jest już z nami tyle lat i nigdy nie zrobił niczego złego ani człowiekowi, ani jakiemuś zwierzęciu. Zapewne nigdy nie zrobi. Jest więc to zupełnie niegroźna istota.

 

Jej skowyt jest zaś nawet miły dla ucha. Sam widok zaś piękny. Czemu więc, nie uznać tego za formę naszego skarbu? Chociaż niektórzy twierdzą, że to nie skarb, ale nasza codzienność, która nie robi na nich żadnego wrażania.

 

Wiem, dziwi was to. Być może, nawet nam nie wierzycie.

 

My jednak też nie wierzmy kiedy wy mówicie, że w mieście przywykliście do ciągle latających na głowami samolotów i hałasu dyskotek. Oraz wielu innych rzeczy, których u nas na wsi nie ma.

 

Marek Adam Grabowski

Warszawa 2018

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Cofftee 5 miesięcy temu
    Bardzo miło czytało mi się powyższy tekst, mój wzrok i umysł płynęły po nim gładko i z ciekawością. Elementy rozluźniające, choć zwykle ich nie lubię w tekstach, tym razem dobrze spełniły swoją rolę. Zastanawia mnie, co by się wydarzyło gdyby ktoś spróbował pogłaskać to zwierzę. Szkoda, że autor nie uchylił rąbka tej tajemnicy.
    Wiem że nie był to tekst "akcjowy" i to zupełnie w porządku, jednak zabrakło mi troszkę tego dreszczyku, wszak widnieje pod sztandarem horroru.
  • Marek Adam Grabowski 5 miesięcy temu
    Dziękuję. Bardzo miły i rzeczowy komentarz.
  • Bogumił 5 miesięcy temu
    Pewnie tęskni za zmarłym przyjacielem i płacze. Tak jak ten pies co jeździł koleją.
  • Marek Adam Grabowski 5 miesięcy temu
    Może...
  • Ozar 5 miesięcy temu
    Fajnie opisane. Mnie to wygląda na psa albo zbitego na śmierć, albo takiego, którego Pan zmarł i zostawił go samego. Można się przyzwyczaić do wszystkiego9, ale trochę mnie dziwi, że nikt nie chciał spróbować go jakoś przygarnąć, no chyba że to rzeczywiście tylko czarny obłok wtedy wiadomo strach i przerażenie. Psy to bardzo tajemnicze zwierzęta, znamy przykłady wrecz niewyobrażalnej miłości, typu siedzenie przy grobie itd. Masz smykałkę do takich opowieści, zawsze wchodzę z ciekawością. 5 za ten talent. Aż dzwi, że tak mało masz komentarzy...
  • Marek Adam Grabowski 5 miesięcy temu
    Dziękuję! Super komentarz! Rzeczywiście, coś mało ludzi się tutaj wypowiada.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania