Czas dla nikogo

Przez baldachim z liści ciepłymi smużkami przesączało się słońce. Lekki wiatr poruszał te smużki, które drobniutkimi kroczkami przebiegały przez jej zamknięte powieki. Wplątywały się w krótkie jasne włosy. Słoneczne palce głaskały całą postać w granatowym wełnianym swetrze, odpoczywającą na leżaku pod drzewem. Promyczki ześlizgiwały się na dłonie, w których trzymała kolejny dziergany sweter. Sweter dla jej mężczyzny. We wszystko, co robiła, wkładała uczucia, których miała wystarczająco dużo, aby obdzielić potrzebujących. W każdą dzianinę wplatała swoje myśli i emocje. Sweter wtedy jest ciepły i napęczniały od dodatkowej zawartości. Lubiła przyrodę. Las i zwierzęta, ogród, także wodę w każdej postaci. Rozumiała się z deszczem, rzeką, mgłą, morzem czy kałużą. Rozmawiały bez słów. Słowa są czasem nieporadne, nieokreślające. Milczeniem można powiedzieć więcej. W każdym języku milczenie jest cudownie takie samo.

Leniwe sierpniowe popołudnie było dziwnie chłodne, ale pełne zapachów dojrzałych owoców, brzęczenia owadów, ale też dźwięków odległej autostrady. Odgłosy przejeżdżających w oddali samochodów dziś brzmiały jakoś inaczej. Od dłuższej chwili z uwagą wsłuchiwała się w ten szum. Mimo woli mocniej zaciskała powieki, próbowała wychwycić odgłos pojedynczych pojazdów, jakby zaciśnięcie powiek wyostrzało słuch. Chciała zrozumieć, co dziś jest odmiennego w samochodowych dźwiękach. Dziś brzmiały jak zgrzyt piasku na szkle… Jej uwagę odwróciło jednak coś innego. Mruczenie i ciche pomiaukiwanie kota przypominało o obowiązku wobec „braci mniejszych”. Uśmiechnęła się do niego, odłożyła sweter, podrapała burasa za uchem i poszła do domu, aby podać kotu podwieczorek. Przechodząc obok szafki w przedpokoju, zwróciła uwagę na leżący na blacie zegarek swojego mężczyzny.

- Zapomniał? Dziwne – pomyślała – lubił go i nigdy go nie zostawiał. Spojrzała na czarny cyferblat i szare wskazówki. Za pięć piąta… Dobrze chodził. Pozostałe dwa zegarki wskazywały tę samą godzinę.

- No, kiedyś musiał być ten pierwszy raz – pomyślała – to nic takiego. Zawsze wszystko w życiu musi mieć swój pierwszy raz. Choć później nic już nie będzie takie samo.

A jednak było coś dziwnego w tym błahym zdarzeniu. Coś, co zmieniało przyzwyczajenia.

Wróciła na swój leżak. Zamknęła oczy i znów pozwoliła złotym wstążeczkom przebiegać po swojej twarzy. Chciała dośnić swój sen, rozmarzyć się jeszcze raz w swoim poukładanym „tu i teraz”. Lubiła się śmiać. Robiła to często. Była szczęśliwa. Lubiła swoje wygodne życie, swój poukładany dom, ogród, burego kota, przygarniętego bezpańskiego psa, który teraz leniwie nie musiał ruszać się z bujanego fotela, ale spod przymkniętych powiek spoglądał na tę sielankę, w każdej chwili gotowy do obrony tego kawałka raju, który miał pod opieką, tę boginię, pana, który teraz był daleko i tego burasa, który też tu mieszkał.

W oddali dało słyszeć się odgłos burzy.

- Może przejdzie bokiem, może oddali się? – pomyślała. Choć lubiła deszcz, to jeszcze przez kilka godzin chciała cieszyć się promieniami słońca.

Z marzeniami też rozmawiała- milcząc. Kreśliła scenariusze, co ma się zdarzyć, a marzenia spełniały jej wszystkie zachcianki… Odpływała w cudowne miejsca, kolory, w lasy szumiące, w spacery brzegiem morza o zachodzie słońca. Jej umysł rozpływał się w ciepłych uczuciach. Tylko dźwięki autostrady dziś brzmiały jak fałszywa nuta. Burza przeszła daleko i pogodne popołudnie trwało nadal.

Błogi spokój został przerwany cichym sygnałem telefonu. Nawet miała zamiar nie odebrać. Sygnał nie pochodził od jej bliskich, najważniejszych. Każdy z nich miał przypisany inny dźwięk. Ten, który uporczywie terkotał, pochodził od kogoś obcego, nieznajomego. Kto jej teraz przeszkadza? Jeżeli nie odbierze, to się nie dowie.

- Halo. Witam Panią. Moje nazwisko… – nie dosłyszała męskiego trochę zdenerwowanego głosu – dzwonię z ambasady polskiej w Madrycie. Mam przykrą wiadomość. Pani mąż miał wypadek samochodowy. Na autostradzie w pobliżu Barcelony. Była godzina 16,55. Niestety nie żyje. Przykro mi. Czy planuje Pani przyjazd tu, czy mamy zająć się przewozem ciała do kraju? Bardzo mi przykro. Pozwolę sobie jeszcze do Pani zadzwonić za dwie godziny, wtedy będę oczekiwał odpowiedzi. Do usłyszenia. Naprawdę bardzo mi przykro – głośnym echem odbił się dźwięk odkładanej słuchawki.

-Ile może zdarzyć się pomiędzy mrugnięciem powiek – nie docierało do niej to, co usłyszała.

To przecież zły sen, który wkradł się w jej kolorowe, ciepłe marzenia.

- Komu jego zegarek teraz odmierza czas? Czas dla nikogo… w jej głowie nastała ciemność gęsta jak smoła.

Przez baldachim z liści ciepłymi smużkami przesączało się słońce. Lekki wiatr poruszał te smużki, które drobniutkimi kroczkami przebiegały przez jej zamknięte powieki. Wplątywały się w krótkie jasne włosy. Słoneczne palce głaskały całą postać w granatowym wełnianym swetrze, odpoczywającą na leżaku pod drzewem. Promyczki ześlizgiwały się na dłonie, w których trzymała kolejny dziergany sweter. Sweter dla jej mężczyzny.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 3 miesiące temu
    Jest to ładne. Ma cel. Cel jest zrealizowany. Uzyskujesz zamiar.
    Troszkę - jak w każdym tekście - można podokręcać. Usynonimić sweter, gdzieś tam wyciąć nadmiar dookreśleń. Być może przemyśleć technikę w zapisie myśli, gdyż wygląda na dialogową, ale jak mówię, można, ale nie trzeba. Na tej wysokości technicznej tekst jest dość sprawny. Broni się. Nie uważam poświęconego czasu za stracony.

    PS. Trochę pospiesznie rzedstawiona relacja telefoniczna. Typ dzwoniący jawi się jako ułomny gbur.
    Tyle.
  • Klementyna 3 miesiące temu
    Dzięki. Dopiero zaczynam pisać i wszystkie uwagi chętnie przyjmuję. Urzędowe powiadomienia tak własnie wyglądają. Najprzyjemniejsze dla mnie jest stwierdzenie, że czas poświęcony na mój tekst, nie był czasem straconym :)
  • pkropka 3 miesiące temu
    Ładne. Czytało się płynnie, dobrze oddałaś nastrój chwili.
    Podobało mi się :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania