Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cztery razy dwa równa się dwa? // 01. Dzień jak co dzień

Jak zawsze wpadła do domu, robiąc dużo szumu. Zanim weszła dalej, już trzasnęła drzwiami, rzuciła torebkę na ziemie. Fabiana doprowadzał do szału hałas, który wokół siebie robiła, ale z drugiej strony uśmiechał się pod nosem na myśl o kolejnym wspólnym popołudniu.

Poznali się kiedy skończył szkołę, ona się jeszcze uczyła. Właściwie z widzenia znali się od dawna, bo kibicowali jednej drużynie, a dziewczyny, które przychodziły na stadion nigdy nie były anonimowe. Długo zastanawiał się jak do niej zagadać, na meczach obserwował jej piękne długie nogi. Najbardziej lubił kiedy stawała przed nim, bo mógł poczuć owocowy zapach jej włosów. Otylia z kolei zdawała się w ogóle nie interesować facetami na stadionie. Od dawna wiedziała, że nie chce być jedną z tych, które na stadion przychodzą szukać męża albo – co gorsza – być uciechą dla oczu i często „deserem” po wygranym meczu. Dlatego na stadion ubierała jeansy i za duże bluzki z emblematem ulubionego klubu, nie malowała się. Przychodziła, bo kocha. Kocha piłkę, kocha tą drużynę, kocha klimat stadionu. Nie wiązała swojej przyszłości z żadnym z tych chłopaków, nie wyznawała zasady, że „łobuz kocha najbardziej”. Tym bardziej nie zwróciła uwagi na Fabiana, który często ją obserwował – jego przeciętny wzrost, wygląd i niezwykle piękne ciemne oczy – których bardzo długo nie zauważała – w dodatku z jeansami i czarną kurtką – nie pozwoliły mu wyróżnić się z tłumu, wyglądał jak 85% chłopaków stojących na sektorze.

Kiedyś wracali z meczu wyjazdowego pociągiem. Dobre kibicowskie widowisko połączone z wygranym meczem i przejechaniem połowy Polski wiele osób doprowadziło do euforii mocno zakropionej alkoholem - więc w pociągu większość spała. Otylia siedziała i patrzała za okno słuchając chrapania swoich kolegów. Ktoś zajął miejsce koło niej i się zaczęło. Gadali całą drogę, o głupotach, o życiu, o rodzinie, o muzyce. Kiedy podróż dobiegała końca pożegnał się i poszedł, nie zostawiając po sobie śladu. Wieczorem wysłał jej SMS-a „Spacer? Jutro? Nie wiem o Tobie jeszcze wszystkiego :)”, zaśmiała się pod nosem, ceniąc „prywatność” jaką daje stadion, ale już wiedziała, że ten krótki epizod potrwa dłużej.

No i trwa. Prawie 10 lat. Od trzech są szczęśliwymi posiadaczami małego stumetrowego domu, który wybudowali na ziemi, którą dostali od rodziców Otylii.

Dała mu buziaka i walnęła się na kanapę kładąc głowę na jego nogach.

-Ciężki dzień? - zapytał przerzucając kanały i sprawdzając wyniki wszystkich rozgrywanych dziś meczów. Był piątek – każdy kibic wie, co to oznacza.

-Noooooo… jak zawsze- wyrzuciła z siebie przed potokiem słów.

Siedział, filtrował ważniejsze i mniej ważne informacje. Wiedział, że musi to robić, żeby nie zwariować. A przy Otylii było to możliwe. Gadała non stop, o wszystkim. Nic nie mogło go ominąć.

Zjedli obiad, kolację, poklikali na telefonach, obejrzeli kilka meczów, mniej lub bardziej dokładnie. Dużo gadali, wygłupiali się jak zawsze - to była zdecydowana przewaga ich związku – byli jak prawdziwi przyjaciele.

W piżamach szykowali się do spania. Przez jego głowę przemknęło już milion myśli. Od jakiegoś czasu wieczory nie sprawiały mu przyjemności. Sam nie bardzo umiał to sobie wytłumaczyć. Seks zawsze był dla niego bardzo ważny, ale od jakiegoś czasu był kolejnym obowiązkiem na liście. W przeciwieństwie do Otylii. Jej wyobraźnia była na najwyższym możliwym poziomie i potrzebowała seksu – ale nie takiego. Nie tego, który od ponad roku miała w domu. Zawsze było tak samo - gra wstępna polegała na dwóch pocałunkach, krótkiej palcówce i do dzieła. Szybki seks, najczęściej na jeźdźca, 15 minut i po sprawie. Czasami zdarzała się minetka albo lodzik, ale nic więcej prosto, krótko iii… Nudno do bólu. Tyle.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania