Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

"Dalsze życie..." Dzień 5.

- Panie Arku, jak się dziś czujemy?

- Bardzo dobrze, dzisiaj już jak by wszystko mnie miej boli. Jedynie żebra ale złamane to szybko się nie zagoją…

- Oj na to bym nie liczył. Badania wyszły bardzo dobre, jeżeli dalej nam tak pójdzie to może pan opuści szpital jeszcze w tym tygodniu.

- Naprawdę? A panie doktorze, już się tu udomowiłem więc trochę szkoda opuszczać…

- Proszę nawet tak nie myśleć, to jest szpital, stąd trzeba uciekać – zaśmiał się mój lekarz prowadzący. A więc wyniki są dobre, na dniach opuszczę szpital i wrócę do domu, zostało mi zapewne dwa lub trzy dni a więc muszę się streszczać z moim dziennikiem.

 

Tak więc dzisiaj coś o tym jak tu wylądowałem…

 

-Siemasz, ty wiesz kto wrócił do Polski? – zaczepił mnie najarany Bercik kiedy to wypakowywałem zakupy z samochodu.

- Siemasz, nie wiem a co?

- Adolf, jebany jaki przypakowany, wydziarany, to nie ten sam lamus co był kiedyś, słyszałem, że ma chęć się z nami klepać. Sprowadził z Anglii swoich kolegów.

- Mnie to on wiesz gdzie lata? – odparłem lekceważąco.

- No lepiej niech ci zacznie latać bo to na ciebie się szykuje – i spojrzał na mnie dość poważnie. Czyli Adolf chciał się ze mną bić, no dobra, przecież nie odmówię ale na to przyjdzie czas i miejsce, teraz idę do żony na górę abyśmy wspólnie zrobili kolację, świetnie się przy tym bawiliśmy. Tak spędzaliśmy swoje wieczory, wspólna kolacja, do tego wino a później jakiś film leżąc w łóżku.

 

Często tez chodziłem do rodziców Pauliny na jakąś kawę, która zazwyczaj kończyła się piwem z moim teściem. Nie miałem do nich daleko a lubiłem odwiedzać ich od czasu do czasu. Po jednej z wizyt już dosyć późną godziną w okresie jesiennym wracałem do domu przez park. Kocham jesień, pokochałem przyrodę, te liście żółto brązowe leżące na ziemi, jesień była magiczną porą roku. Od teściów zawsze wracałem parkiem nawet kiedy to była nocna pora.

 

-No i co? Spotkaliśmy się? – przywitał mnie Adolf. A więc to on, faktycznie wyrósł i do tego przepakował bardzo dużo, miał ze sobą trzech chłopaków, również dobrze wyglądających jak on. Tego wieczoru wiedziałem, że czekają mnie kłopoty.

- No spotkaliśmy, wyrosłeś trochę, do rzeczy, co chcesz?

- Napluć ci w mordę jak już będziesz leżał na glebie.

- No dobra, ale solówka? – zapytałem.

- Ta, dawaj tu wariacie.

 

A wiec dobra, bez chwili zastanawiania dosyć szybko zacząłem się z nim bić, może był przypakowany ale nie był sprytny i zwinny jak ja, zaczął szybko przegrywać,

Jednak walka nie była honorowa, kiedy tylko upadł na ziemię, jego koledzy wyciągnęli batony.

- Kurwa co jest solo to solo – odparłem. Na nic to się zdało. Dostawałem naprzemiennie ciosy w głowę pięścią i batonami w żebra i nogi. Upadłem, ból przeszywał mnie od stóp po głowę, chłopaki odeszli zaraz po tym jak usłyszałem Adolfa głos.

- Teraz jebana kurwa jest moja.

Wykorzystał sytuację, leżałem bezsilny, zaczął bić mnie po twarzy raz za razem zadając cios, ostatkami sił trzymałem gardę ale w pewnym momencie ciało odmówiło posłuszeństwa.

 

Co się dzieję? Co to za buczenie? Czemu unoszę się do góry?

 

- Potwierdzam, godzina 23:47, zgon.

Jaki zgon skoro cię widzę? Co ty doktorku mówisz? Czemu wciąż unoszę się do góry? Zaraz, chwila, to przecież… ja.

Co tu robi mój tata i moja babcia? Patrzą na mnie i uśmiechają się. Czemu jest tutaj tak dobrze i beztrosko? Nie czuję nic złego, czuję ukojenie, chcę tu jednak zostać.

Już nie widzę siebie, widzę tylko moich najbliższych, tu jest bardzo przyjemnie, ktoś zbliża się do mnie. Pojawił się tunel, w nim światłość i wielka osoba, wielka swym majestatem zbliżająca się do mnie, bije od niej ciepło i miłość, nie zrobi mi krzywdy na pewno, ta osoba mnie kocha, czuję to, zbliża się do mnie bardzo szybko, zatrzymuje się i pokazuje mi moje życie od początku narodzin do miejsca w parku, nie czuję wstydu, nie czuję zażenowania ani skruchy, nie czuję nic oglądając swoje życie. Widzę tam najczarniejsze momenty mojego życia, ze mną jest ciągle mój tata i moja babcia, czy widzą to? Chyba tak skoro patrzą w tą samą stronę. Tu jest tak przyjemnie, idę dalej, idę za tą majestatyczną osobą która daje mi bezpieczeństwo i prowadzi wzdłuż tunelu. Odwraca się nagle, patrzy na mnie, dociera do mnie, że przecież zostawiłem swoje ciało na ziemi, muszę wrócić tam, mam dla kogo, mam żonę, postać uśmiecha się do mnie, nie mówi nic ale rozumiem „nie tym razem, do widzenia”, muszę wracać, patrzę znowu na moje ciało i lekarzy reanimujących mnie. Wracam.

 

Po paru dniach od cudownego uzdrowienia lekarze nie dają mi spokoju, niekończąca się ilość pytań i tych sugerowań, że może to tylko halucynację doprowadza mnie do szału.

- Więc od początku, co pan słyszał i widział? – zapytali mnie lekarze po dwóch dniach od obudzenia, było ich trzech.

- Słyszałem jak pan (wskazałem palcem na mojego lekarza prowadzącego) potwierdza zgon o 23:47, po tym słyszałem jakieś buczenie, ciężko opisać mi ten dźwięk, następnie zacząłem unosić się do góry, widziałem mojego ojca i moją babcię…

- Czy coś mówili? – przerwał mi młody lekarz.

- Nie, uśmiechali się, tam było naprawdę przyjemnie.

- Czy zauważył pan coś dziwnego?

- Dookoła robiło się czarno ale nie bałem się, stworzył się tam jak by tunel a na końcu jego poświata, stamtąd w moim kierunku szła postać, to była bardzo ważna osoba…

- Skąd pan wie, że to była bardzo ważna osoba?

- Bo biła od Niego miłość, był postacią dobrą, nie miał skazy…

- Skąd pan wie takie rzeczy? – przerywali mi na przemian lekarze.

- Czułem to, ciężko mi to opisać, po prostu to wiedziałem. Gdy postać do mnie podeszła pokazała mi moje całe życie, gdy oglądałem to życie nie czułem zażenowania ani nic innego, nie czułem wstydu ani dumy. Po obejrzeniu…

- Jak to obejrzeniu życia? Na czym oglądał pan te życie?

- Jak by to był hologram, porostu przede mną pokazało się moje życie. Po obejrzeniu zacząłem iść za tą postacią. Odwróciła się do mnie i wtedy sam zrozumiałem że muszę wrócić. Spojrzałem na swoje ciało z góry…

- Mówi pan, że widział pan swoje ciało z góry, opisze pan co dokładnie widział ale bardzo dokładnie.

- Spojrzałem na swoje ciało, leżałem na łóżku, obok mnie było pięć osób, pan panie doktorze (wskazałem na mojego lekarza prowadzącego) oraz pan ( i wskazałem tego młodego lekarza) i tu dziwne, miał pan czapkę, taką jak mają na zakończeniu studiów w stanach zjednoczonych tyle że białą a na górze napisane czerwonym kolorem „Wracaj”…

- Jest pan tego pewny? – zapytał ten młody lekarz, szczęka opadła mu prawię do ziemi, czyżby to była prawda?

- Tak, ale to nie wszystko, był jeszcze jeden lekarz, raczej to ten ratownik z karetki ponieważ miał na sobie pomarańczowy mundur oraz dwie pielęgniarki…

- Czy widział pan coś jeszcze? – przerwał mi lekarz prowadzący.

- Tak, jedna z pielęgniarek rozkładała obrazki wokół mojego łóżka.

- Jakie obrazki? – zapytał młody lekarz.

- Obrazki jak by malowane przez dzieci, samochody, domy, rodziny typu mama tata i dziecko, zwykłe…

- Ile ich było?

- Nie liczyłem, widziałem tylko, że ta pani rozkłada te obrazki, raczej byłem bardziej skupiony na swoim ciele, leżałem w bez ruchu, chciałem je ożywić…

- Proszę pana, a gdy byśmy pokazali panu kilka pielęgniarek to by mógł pan wyłonić wśród nich która to rozkładała te kartki?

- Ale nie trzeba, to jest ta pani która podaje mi kroplówki, taka czarna krótko ostrzyżona, pani Basia…

- A ta druga? Mówił pan, że było ich dwie?

- Ta druga to pani Ela, też podaje mi kroplówki i leki.

- A ten jak pan to nazwał, ratownik z karetki?

- Rozpoznał bym. Mam opisać czy rozpoznać ze zdjęcia? Zresztą, ten pan często odbiera też pacjentów z helikoptera…

- Z jakiego helikoptera- nerwowo zerknęli wszyscy przez okno, dopiero dotarło do nich, że mam widok na lądowisko.

- Proszę pana ostatnie pytanie, czy kontaktował się pan wcześniej z którąś z pielęgniarek lub z tym panem który jak pan to opisał, ratownik z karetki? Rozmawiał pan z nimi po wybudzeniu?

- Nie, nie myślałem nawet nad tym, to jest moje przeżycie, zresztą nawet nie chciałem dzielić się tym z panami ale skoro robicie jakieś badania i eksperymenty to postanowiłem współpracować, jeżeli to co opowiedziałem nie miało miejsca i te rysunki czy też ten kapelusz nie istnieją to bardzo możliwe, że miałem halucynację…

- To wszystko miało miejsce proszę pana – odpowiedział mi ten trzeci lekarz z długą gęstą czarną brodą, wszyscy mieli kamiennie twarze i patrzyli na mnie.

 

Czyli doznałem śmierci klinicznej? Tak, sami potwierdzili to. Miałem przyjemność spotkać Jezusa?

 

- Proszę pana, pańskie słowa nie mogą zostać jednak odebrane jako prawdziwe, trzeba zrobić postępowanie czy aby na pewno nie miał pan informacji od pielęgniarek lub od tamtego pana zaraz po przebudzeniu, eksperyment nie jest do końca wiarygodny. Dziękujemy jednak za informacje, zostanie wszczęte śledztwo w tej sprawie. Zostanie pan przesłuchany przez policję ale proszę się nie bać, nie będzie z tego żadnych konsekwencji.

 

Nie wierzycie mi? Przecież widać po was ewidentnie, że powaliłem wasz eksperyment na łopatki, byłem poza ciałem, widziałem was tam z góry, widziałem przecież… Jezusa. Straszycie mnie policją? Czy myślą, że trafili na głupka? Jaka policja będzie zajmować się taką sprawą?

 

Zacząłem szukać informacji w sieci na temat śmierci kliniczne, pierwsza strona jaka przyszła mi do głowy to oczywiście Wikipedia. To co tam znalazłem sprawiło, że tym razem to mi opadła szczęka, informacja na dole strony brzmi: „Większość badaczy jest zdania, że klasyfikowanie tego typu zjawisk jako paranormalne jest nieuzasadnione. Wątpliwości budzą jednak m.in. odczucia zmysłowe związane z obserwowaniem i zapamiętywaniem otoczenia przez osobę nieprzytomną. We wrześniu 2008 uruchomiono międzynarodowy projekt AWARE. Naukowcy z University of Southampton, wspólnie z zespołem ponad 30 lekarzy i naukowców, chcą dokładnie zbadać etiologię tych zjawisk. Badacze umieścili w salach na oddziałach ratunkowych obrazki, które można zobaczyć jedynie spod sufitu. Następnie mają zamiar przepytać osoby, które przeżyły zatrzymanie akcji serca o swoje wspomnienia z tego wydarzenia. Osoby, które będą twierdzić, że widziały z góry swoje ciało, będą pytane, czy pamiętają, co było na obrazkach. Badanie to ma rozstrzygnąć, czy świadomość istnieje niezależnie od mózgu, czy też wrażenia takie są jedynie "wytworem" mózgu.”

 

A więc jednak mój eksperyment się udał, doznałem opuszczenia ciała, doznałem śmierci klinicznej. Ale nie tylko tego ponieważ drugiego dnia po przeczytaniu tego artykułu stało się coś jeszcze…

 

To właśnie, w szpitalu, w tym pokoju uzyskałem odpowiedź. Nie od gościa ze strony internetowej w której ogłosiłem, że potrzebuję pomocy ponieważ remontuję mieszkanie i szukam dobrego majstra. To nie była też odpowiedź od kogoś z ulicy na ulotkę powieszoną na drzewie z moim numerem telefonu, że zaginał nasz ukochany pies. Nie była to też odpowiedź od kogoś z rodziny i od nikogo znajomego z pracy a już na pewno nie od znajomych z dawnych lat bo ich już nie ma, że potrzebuję pomocy ponieważ córka bratowej ma operację, która jest bardzo kosztowna. Otrzymałem odpowiedź na pytanie którego w głowie nigdy nie miałem i którego nigdy nikomu nie zadałem. Odpowiedź na pytanie… Co jest po śmierć?

 

Przeżyłem spotkanie z osobą, która pokazała mi całe życie, z postacią okazującą miłość przy pierwszym spotkaniu, przeżyłem spotkanie z kimś kto mnie kochał mimo, że nie znałem Jej wcześniej ale ta postać za to znała mnie bardzo dobrze. Można by rzec, że żyła moim życiem. Czemu wcześniej ta osoba nie była obecna przy mnie? Czy to ze względu na moje grzeszne życie? Zaślepiony bycia kimś ważnym na mieście sprawiło, że nie miałem miejsca na religię? Teraz tego żałuję, moje życie powinno mieć miejsce a raczej otwarte serce dla Niego. Zapytacie dla kogo, kim jest ten o kim piszę?

 

Poznałem dalsze życie, i tym właśnie chcę podzielić się z Wami. To co spotkało mnie tamtego dnia przejdzie do historii. Dziś jednak kończę ten rozdział, wyjątkowo chce mi się spać. Jutro opiszę wam jakie jest dalsze życie…

Następne części"Dalsze życie..." Dzień 370.  

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Brynowiak tydzień temu
    Bardzo dobre opowiadanie. Nie zgadzam się tylko w jednym zdaniu: Wg. mnie powinno ono brzmieć- Można by rzec, że żyła moim życiem. ...a nie ...była.
  • Paul Hartway tydzień temu
    Dziękuję za miłe słowo i za uwagę, zgodzę się z tą opinią. Zdanie zostało poprawionę, zapraszam do Przeczytania ostatniego rozdziału.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania