Dla kogo żyjemy?

Notka: Z dedykiem dla mojego przyjaciela, który to właśnie zadaje takie o, bardzo mądre pytania. Obiecałem ci, że będzie inspiracja i coś wymyślę. No to jest. Nie zjedź mnie za bardzo :P

 

Mędrzec usiadł na kamieniu, pogładził pomarszczonymi już i skostniałymi palcami swą długą, siwą brodę, i popatrzył na ogrom swojej widowni, zebrany tuż przed nim w ciasnym półokręgu. Za nimi na tle zachodzącego w krwistej łunie słońca majaczyły solidne mury miasta, nieopodal którego zebrała się grupa.

Ponad horyzontem poczęły wznosić się z wolna oba księżyce, a mędrzec patrząc na nie, wiedział, iż ten wieczór należał do więcej niż wyjątkowych. Powietrze wydawało się dziś wyjątkowo magiczne, a wirująca wokół energia niezwykle silna, jak gdyby pobudzona samą obecnością starca. Nie chodziło mu jednak o moc, jaka przesycała okolicę, lecz o towarzystwo. Dziś bowiem mędrzec miał o jednego słuchacza więcej, niż się spodziewał. Wyjątkowego słuchacza…

Pora więc zaczynać, pomyślał. A nuż się spodoba. Bez ryzyka nie ma zabawy, jak to zwykł niegdyś mówić.

– Czy ktoś ma jakiś pomysł, co mogłoby być tematem dzisiejszego spotkania? – zwrócił się do zebranych ciepłym tonem. Mówił na tyle głośno, by wszyscy bez wyjątku mogli go dosłyszeć. Jego mocny głos potoczył się echem po dolinie, docierając zapewne do samego miasta, pukając donośnie do jego bram i wzywając do posłuchu.

Wśród bliższych mu słuchaczy podniosła się nagła wrzawa spowodowana jego pytaniem. Jedni przez drugich prześcigali się w wykrzykiwaniu różnorakich pomysłów. Czasem trafnych, często nudnych, a niekiedy nawet bezbrzeżnie głupich.

Mędrzec za każdym razem odpowiadał im cierpliwie, nie przestając uśmiechać się pod nosem na widok żądzy wiedzy, jaka cechowała jego dzieci.

– Nie, nie… – powtarzał. – Aksjologiczne podejście do życia przerabialiśmy już w zeszłym miesiącu. Nie pamiętacie? Ach… Niemożność obserwacji pełni rzeczywistości ze względu na materialny i duchowy dualizm świata chyba sobie dziś odpuścimy. Nie jesteście jeszcze gotowi… Paralelizm życia doczesnego i pośmiertnego? Wdaje mi się, że póki co musimy wrzucić to do jednego worka z tym nieszczęsnym dualizmem świata… Co?! Nie, nie, nie… Wyższość empiryzmu nad racjonalizmem w sferze poznania to same nudy. Nie będziemy marnować na to czasu…

W końcu usłyszał jednak pytanie, na które czekał.

– Po co żyjemy?! – ktoś krzyknął donośnie.

– A to, moi drodzy jest znakomite pytanie – ucieszył się mędrzec. – Sądzę, że doskonale nada się na nasze dzisiejsze spotkanie. Zgadzacie się?

Wszyscy zebrani potwierdzili chórem zgodnych, radosnych i przepełnionych zaintrygowaniem okrzyków.

– Dobrze. Słuchajcie więc, bo tak się składa, iż mój dobry przyjaciel zadał mi ostatnio bardzo podobne pytanie. Nie pytał bowiem, po co żyjemy, lecz dla kogo żyjemy? Rozumiecie różnicę, prawda? – Mędrzec popatrzył przez chwilę po zebranych, jakby chcąc wybadać skupienie i uwagę, z jaką pochłaniali jego słowa. Usatysfakcjonowany kontynuował: – Drobna różnica, lecz znacząca, jak śmiem twierdzić. Sądzę, że jest to ten rodzaj uciążliwego pytania, na które nie macie szans znaleźć jednej, a już na pewno nie jednoznacznej odpowiedzi. To jest właśnie związany z nim problem. Bo widzicie… Ile ludzi na świecie, tyle będzie pomysłów, jak podejść do tego jakże skomplikowanego zagadnienia.

– Dla kogóż mamy, żyć, jeśli nie dla siebie? Nasza to wola i nasze prawo! – z tłumu dobiegł go stanowczy okrzyk.

– Ha! – wykrzyknął mędrzec z uśmiechem. – No właśnie! Niektórzy i tak mówią. Tak jak zdobywamy wiedzę, poszerzamy horyzonty, zdobywamy nowe umiejętności na własny rachunek, dla zaspokojenia własnej ambicji, tak i żyjemy z własnej woli. Dla siebie. Sami jesteśmy sobie panami. Nie my zadecydowaliśmy o tym, czy się urodzimy, lecz to do nas należy decyzja, czy pragniemy w tym życiu trwać. Mam rację? Pomyślcie nad tym uważnie. Czy to ambicja nadaje nam chęci do życia? Niektórym z pewnością. Pragnienie osiągnięcia czegoś jest siłą napędową, prowadzącą ich przez całe istnienie, lecz jaki pożytek im z tego, skoro przed śmiercią nie mogli mieć pewności nawet, czy ich spuścizna zostanie zapamiętana przez przyszłe pokolenia? A co z innymi? Nie umierają wszakże, gdy braknie im ambicji. Istnieją przecież miliony istot żyjących z dnia na dzień, nieaspirujących wcale do wielkości. Ich życie przesiąknięte jest rutyną, ale o rutynie z pewnością nie można rzec, by była sensem życia dla kogokolwiek, prawda, moi drodzy?

– Racja! – potwierdził ktoś gromkim głosem. Reszta powoli pokiwała głowami.

– Może w takim razie ciekawość? – zapytał mędrzec. W jego srebrnych oczach odbił się tajemniczy błysk. – To ciekawość nas napędza? Ciekawość, co stanie się dalej? Ciekawość, co przyniesie przyszłość? Ale nie tylko nasza przyszłość… Co z przyszłością świata? Czy to możliwe, by niektórzy ludzie trzymali się swej egzystencji tylko po to, by za dziesiątki lat ujrzeć, jak daleko dotarło jego pokolenie? Jak wiele osiągnęło i jak bardzo w związku z tym zmienił się otaczający ich świat? Jak uważacie, czy ci ludzie nie boją się czasem, że zwyczajnie nie będą potrafili odnaleźć się w tej przyszłości, której wyczekiwali, której pożądali i za którą walczyli? Dla której trwali i trzymali się życia z całych sił? Wciąż widujemy przecież starców, takich jak ja, którzy drżą, krzywią się i machają ręką z lekceważeniem na każdą nowinkę techniczną, która pojawia się w zasięgu ich wzroku, a która jednocześnie nie mieści się w zakresie ich pojmowania. Czy to jednak niemożność zrozumienia zmian powoduje z ich strony brak akceptacji, czy raczej strach, iż w tym świecie, który okazuje się znacznie większy, niż sądzili, mimo tego zaczyna brakować dla nich miejsca? Ich dom staje się dla nich czymś obcym, pełnym rzeczy, których się boją i nie rozumieją. Jednym zdaniem, przestaje należeć do nich. Cóż więc nam po ciekawości, skoro drżymy przed ryzykiem nadejścia przyszłości, w której staniemy się zbędnym reliktem dawno minionej historii? Nikt nie żyje tylko po to, by ostatecznie stać się oderwanym od rzeczywistości starcem. Wielu z was na pewno się ze mną zgodzi w tej kwestii…

Słońce skryło się już za horyzontem, pozostawiając nad nim jedynie ledwie widoczne pasma czerwieni i złota. W zastępstwie jasne, srebrzyste światło księżyców skąpało swym blaskiem polanę, na której się zebrali, oraz całą roztaczającą się pod nią dolinę. Mędrzec uznał jednak, że wolałby widzieć swych słuchaczy raczej w ciepłych barwach aniżeli w cieniu mocy starych, dawno martwych bogów.

– Rean, bądź tak dobry i zapalże no pochodnie – polecił jednemu z siedzących najbliżej chłopaków, na co młodzieniec pospiesznie i gorliwie pobiegł rozpalić przygotowane wcześniej, wetknięte w miękką ziemię lampy. – Mój wzrok nie jest już tak dobry jak kiedyś, a wasze twarze stanowią widok, którego za nic nie chciałbym teraz tracić.

Już po paru chwilach zebranych skąpało pomarańczowe światło migających gdzieniegdzie płomieni. Jedynie stojącą w nieznacznym oddaleniu zakapturzoną postać wciąż okrywał cień.

Mędrzec usatysfakcjonowany mówił dalej:

– Nie żyjemy dla kaprysów bogów, to jasne. Bywają oni bowiem tak zmienni, iż kwestia życia i śmierci tysięcy istnień może stać się dla nich dziecinną igraszką. Po cóż więc starać się trzymać życia, skoro może ono skończyć się niezależnie od nas? Nagle, raptownie i bez powodu… Wiele osób twierdzi jednak, że ludzie żyją tylko dlatego, iż boją się umrzeć. Cóż za bzdura! Wystarczająco jest w świecie ludzi tak głupio odważnych, by spróbować, lecz mimo tego nie decydują się odejść. Zrozumcie, że życie to nie jest zaledwie droga do śmierci. Nie zostaliśmy stworzeni po to, by umierać, lecz po to, by żyć. Choć jedno nie może istnieć bez drugiego, to nie rodzimy się jedynie po to, by umrzeć. Nasze życia są wartościowe. Trwamy przez nie nie tylko dlatego, iż boimy się śmierci, tak samo jak nie umieramy jedynie dlatego, iż boimy się żyć.

– Prawda!

– Co jednak jeśli żyjemy tylko i wyłącznie z przyzwyczajenia? Czy taka myśl kiedykolwiek pojawiła się w waszych głowach, hm? Urodziliśmy się, istniejemy… Czemu by więc tego nie kontynuować? Nie mamy żadnego powodu ani chęci, by umrzeć, więc skoro już żyjemy, to równie dobrze możemy żyć sobie dalej i nic nie musi nas ku temu napędzać. Jak bardzo puste jest to przeświadczenie? Nie jestem w stanie uwierzyć bowiem, iż takiej osoby po wielokroć nie będzie dręczyć pytanie o sens własnego istnienia. Nigdy do końca nie zaakceptuje bezcelowości swojego życia, ani jak bardzo nieznaczące wydaje się być, gdy spogląda się na nie poprzez pryzmat takich właśnie przekonań. Postawił się bowiem w roli drobiny pyłu osadzonej na skale i mknącej przez nieskończoną pustkę czerni i niebytu, niezdolnego do wywarcia efektu na niczym innym poza drugim podobnym mu pyle. Jaki człowiek w głębi duszy tak naprawdę byłby gotów zaakceptować takie przeświadczenie? Nikt nie winien myśleć o sobie tak nisko. Ja sam wiele przeżyłem i wiele widziałem, dlatego wiedzcie, że nawet ktoś mały może znaleźć w sobie siłę, by poruszyć skały kosmosu. Nie żyjemy więc dla samego życia… pobudzeni jedynie biologicznym impulsem, by bez końca utrzymywać sobie podobnych przy życiu i przekazywać równie pozbawione znaczenia życie dalej. W momencie, w którym uwierzymy, że tak jest, przestaniemy istnieć, a nasze życie naprawdę straci jakąkolwiek wartość dającą nam chęć do tego, by trwać.

– Żyjemy dla innych – odezwał się ktoś.

– Żyjemy dla innych – powtórzył mędrzec z uśmiechem. – Mam nadzieję, że rozumiecie już istotę problemu. Nie, po co żyjemy, lecz dla kogo...? Bo widzicie… Jak mówiłem, sprawa jest złożona, a na te pytania nie istnieje jednoznaczna odpowiedź. Może w takim razie warto się zastanowić, czy istnieje taka, która stanowiłaby złożenie wielu odpowiedzi… wielu omawianych tu przez nas dzisiaj kwestii… Poszukajmy jej… Rodzimy się nie z własnego wyboru, ale pomimo ciężaru życia, rutyny, strachu, jaką niesie przyszłość, decydujemy się trwać dalej i bynajmniej nie ma to nic wspólnego ze strachem przed śmiercią ani boskimi przykazaniami. Jesteśmy kowalami własnego losu. Wybieramy, by żyć i żyjemy dla siebie. Napędza nas ambicja, ciekawość oraz pragnienie założenia rodziny, by ujrzeć przychodzące na świat dzieci. Skrawki własnego istnienia, które będą trwać dalej, podczas gdy my sami przemienimy się proch i staniemy się dawno zapomnianą historią. To prawda, żyjemy sami sobie, ale to bliscy nam ludzie tak naprawdę nadają naszemu życiu sens. Prawdziwą wartość. Uczymy się i pracujemy, ale nie tylko z osobistych pobudek, lecz również po to, by utrzymać rodzinę… zapewnić byt tym, których kochamy. Zdobywamy różnorakie umiejętności, lecz co nich za pożytek oraz pociecha, jeśli nie możemy pochwalić się nimi albo za ich pomocą pomóc naszym bliskim? Co nam po ciekawości do świata, jeżeli nie mamy nikogo, komu moglibyśmy ją przekazać? Kogo moglibyśmy zarazić tą samą ciekawością, by później cieszyć się nią wspólnie z nim… Żyjemy dla innych. To nasi bliscy są sensem, wartością, celem oraz prawdziwie ważnym powodem, by żyć. Przy tym wszystkie pozostałe powody wydają się blaknąć i niknąć w pustce nieskończoności, ochładzając nam widmo nieuchronnego końca. Bliscy ludzie są nam jedynym prawdziwym światłem. Zapamiętajcie to sobie dobrze, bo w trudnych chwilach, ta myśl może okazać się waszym jedynym pokrzepieniem. Jedynym powodem, by trwać, gdy wszystko wokół rozpada się i obraca w perzynę. Myślcie o swoich bliskich i o tym, co przez całe życie dla nich robiliście i co jeszcze jesteście gotowi dla nich zrobić. Przypomnijcie sobie… Gdy świat przestanie mieć dla was sens, gdy dalsze życie będzie wydawać się wam niczym więcej poza niekończącym się pasmem cierpień, przypomnijcie sobie o wnioskach naszego dzisiejszego spotkania.

Mędrzec zakończył. Jego twarz sposępniała nieco, wyzuta z wcześniejszego uśmiechu, choć nikt zdawał się tego nie zauważać. Zebrani kiwali głowami i pokrzepieni poczęli podnosić się z coraz chłodniejszej ziemi, myśląc już tylko o domu, rodzinie, ciepłym posiłku i zdrowym śnie w łóżku.

Gdy część zaczęła już oddalać się w stronę miasta, ktoś postanowił zapytać jeszcze:

– O czym będziemy rozmawiać za tydzień, mistrzu Caidenie?

Miejmy nadzieję, że kolejny tydzień w ogóle nastanie, starzec westchnął ciężko, lecz mimo to zdobył się na szeroki uśmiech wobec młodzieńca, który zadał pytanie.

– Ile wieków się już spotykamy, co Koreth? – zwrócił się do niego wesoło.

– Trzy miesiące, mistrzu – odrzekł niepewnie chłopak.

– No widzisz! – wykrzyknął ucieszony mędrzec. – To znaczy, że mamy jeszcze mnóstwo czasu przed sobą. Bądź pewny, że coś wymyślę do naszego przyszłego spotkania. A teraz zmykaj już. No, dalej! Zmykaj, powiedziałem!

Chłopak odwrócił się i zbiegł pośpiesznie w stronę doliny. Mędrzec tymczasem na powrót opadł ciężko na swój kamień.

Nie minęła pełna minuta, jak zakapturzona postać zbliżyła się do niego i odezwała cichym głosem:

– Myślisz, że twoje filozoficzne wykłady pomogą tym wieśniakom, starcze?

– Pamiętam czasy, gdy miałeś jeszcze w zwyczaju zwracać się do mnie z szacunkiem…

– Te czasy już dawno odeszły w niepamięć – tajemniczy zakapturzony odrzekł hardo.

– Cóż… Nie mam pewności, czy moje wykłady pomogą tym ludziom, ale jestem pewien, że im nie zaszkodzą. Lubię myśleć, że dzięki nim daję im choć promień nadziei. To zawsze się przydaje – mruknął mędrzec.

– Jesteś… Zawsze byłeś głupcem, niezależnie od tego, co udało ci się dokonać. Tym razem szczęście ci nie dopisze. Odejdź stąd, póki możesz, starcze – postać mówiła z coraz większą złością. W jego głosie pobrzmiewała aż nazbyt wyraźna groźba. – Nic co robisz nie powstrzyma mnie przed wejściem do tego miasta i zabraniem tego, na czym mi zależy.

Mędrzec spokojnie podniósł się z miejsca i spojrzał prosto, w ukryte pod cieniem kaptura oczy swego rozmówcy i zwrócił się do niego stanowczo:

– To miasto… Ci ludzie… Są pod moją ochroną i opieką. Bądź pewien, że jeżeli zagrozisz im w jakikolwiek sposób… jeżeli wyrządzisz im jakąkolwiek krzywdę, nie spotka cię z mojej strony żadna litość. Niezależnie od przeszłości, która nas łączy…

– Do następnego spotkania więc, mistrzu Caidenie – prychnął mężczyzna, po czym w ułamku sekund dosłownie rozpłynął się w powietrzu.

Mędrzec westchnął po raz ostatni, po czym ze zmęczonym, zbolałym wzrokiem zwróconym w kierunku pogrążającego się w ciemności miasta, uczynił dokładnie to samo.

 

ΘΣ

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Angela 11.11.2016
    Piękna, mądra i doskonale przedstawiona historia, do połknięcia na raz : ) 5
  • Numizmat 11.11.2016
    Ślicznie dziękuję ;)
  • Rasia 12.11.2016
    "Ponad horyzontem poczęły wznosić się zwolna" - z wolna*
    "– A to, moi drodzy jest znakomite pytanie" - przecinek po "drodzy"
    "prawda moi drodzy?" - po "prawda"
    "okazuje się znacznie większy niż sądzili" - po "większy"
    "w ciepłych barwach, aniżeli w cieniu mocy starych" - bez przecinka. To to samo co "niż", więc w wypadku występowania jednego czasownika nie ma przecinka, bo też nie ma co rozdzielać :)
    "zebranych skąpało pomarańczowe światło, migających gdzieniegdzie płomieni. Jedynie stojącą w nieznacznym oddaleniu, zakapturzoną postać wciąż okrywał cień." - bez przecinka x2
    "lecz mimo tego, nie decydują się odejść" - bez przecinka
    "Trwamy prze nie nie tylko dlatego" - tu chyba czegoś zabrakło :)
    "Nie mamy żadnego powodu, ani chęci" - bez przecinka
    "ani jak bardzo nieznaczące wydaje się być" - błędne wyrażenie. Albo się wydaje, albo jest. Nie wydaje się być.
    "dlaego wiedzcie" - dlatego*
    "że nawet ktoś mały, może znaleźć w sobie siłę" - bez przecinka
    "Myślcie o swoich bliskich i o tym, co dla przez całe życie dla nich robiliście" - tutaj znów czegoś zabrakło, albo czegoś jest za dużo? :)
    "– Ile wieków się już spotykamy, co Koreth?" - przecinek po "co"
    "Odejdź stąd póki możesz" - po "stąd"
    No i rozważyłabym, czy nie zmienić tego wyrażenia "bez ryzyka nie ma zabawy", bo jak na całą wyniosłość tekstu, to niezbyt pasuje :)
    No, teraz przyszła kolej na Ciebie w nadrabianiu tekstów moich obserwowanych :) Troszkę zdarzyło się niedociągnięć, a i przyznam szczerze, że tym razem temat mnie nie porwał. Fajne przesłanie, ale jednak skróciłabym troszkę te filozoficzne wywody, bo troszkę mi się ciągnęły. Co prawda to oczywiście kwestia gustu, ale chyba jestem zwolenniczką Twoich wcześniejszych tekstów :) Pomysł był ciekawy, ale troszkę zabrakło mi powiewu niekonwencjonalności i jakiegoś dynamizmu. Mimo wszystko tekst spokojnie zasługuje na czwórkę :)
  • Numizmat 12.11.2016
    Widzę, że wkradło się sporo literówek, no ale jakoś mnie to nie dziwi. Mogłem jeszcze raz przejrzeć, ale nie starczyło mi czasu, a zależało mi, żeby wrzucić. Poprawię zaraz, dzięki za pomoc w wyszukaniu tych cholernych przecinków ;)

    "Bez ryzyka nie ma zabawy" musi zostać, choć wiem, że niezbyt pasuje ;)

    No rozumiem, że mógł nie porwać. Wywód filozoficzny nie wszystkim musi przypadać do gustu, zwłaszcza, że ten temat trochę w sobie wymusiłem.

    Skrócić nie skrócę, ale w pierwotnym założeniu to miał być w ogóle jeden ciąg, ale że uznałem, że to będzie dramat, dodałem opowiadacza, kontekst i jakieś umiejscowienie w świecie. Także i tak wyszło lepiej, niż miało ;)

    Wcześniejszych tekstów, czyli których? XD
  • Rasia 12.11.2016
    Wcześniejszych to znaczy wcześniej przeze mnie czytanych :P
  • ausek 12.11.2016
    Numi filozofuje... To jakaś nowa seria będzie? ;)

    ''A nóż się spodoba.'' - nuż
    ''nie jednoznacznej'' - niejednoznacznej
    ''nie aspirujących'' - nieaspirujących
    '' zapal że'' - zapalże - wydaje mi się, że łącznie bo cząstka ''że'' jest tu wzmocnieniem rozkazu
  • Numizmat 12.11.2016
    Ojezu, takie brzydkie błędy. Wstyd. Szybko poprawić, żeby zniknęły. Dzięki ;)
  • Numizmat 12.11.2016
    Ale z 'niejednoznacznej' to się niestety nie zgodzę. Nie w tym kontekście
  • pasja 31.01.2017
    Jak istniejemy? Odnaleźć sens choroby, śmierci, cierpienia to drogowskaz, aby zrozumieć sens życia. Przychodzi mi na myśl - Koniec jest moim początkiem Tiziano Terzani.
    Zdajesz w tekście pytania na które każdy powinien sam znaleźć odpowiedzi. 5 Zdrówko

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania