Do not let me stop loving—Rozdział 6

Leżałam tak dłuższy czas. Łzy płynęły po moich policzkach niczym rzeka. Z każdą minutą czułam jeszcze większy ból. Okazał się kompletnym dupkiem. Zresztą i tak nic nas nie łączyło... Zanim się zorientowałam do pokoju weszła Kate. Usiadła na skrawku mojego łóżka i czekała aż coś powiem, lecz nie naciskała. Za to ją lubię. Nie naciska tylko jest cierpliwa i czeka.

— nienawidzę go — powiedziałam cicho — on jest skończonym dupkiem.

— Twój szef? — spytała marszcząc brwi.

— A kto inny? — zapytałam z sarkazmem i przyjęłam pozycję siedzącą.

Dziewczyna patrzyła na mnie z troską i pozwoliła mi dokończyć — on... Gdy poszłam... po kawę dla niego nikt nie odpowiadał, gdy pukałam... Więc postanowiłam wejść. On całował się, z jakąś kobietą w jego biurze to wyglądało, jakby miało dojść do czegoś więcej. — wyszlochałam. Po moich policzkach spłynęły świeże łzy. Przyjaciółka przytuliła mnie. Po chwili poczułam, jak delikatnie zaczynam się uspokajać.

— Hej nie martw się tym skończonym idiotą...może kiedyś zrozumie co stracił. Teraz musisz wziąć się w garść — szepcze do mojego ucha głaszcząc delikatnie moje plecy.

***

Cały dzień myślałam o tym wszystkim. Próbowałam wyrzucić go z głowy, ale to na nic. Z każdą kolejną myślą odczuwałam większy smutek. Siedzę z Kate na kanapie i przez cały dzień oglądamy śmieszne komedie. Ona wie jak poprawić mi humor. Co jakiś czas spoglądam na dziewczynę, z delikatnym uśmiechem jednak kryje się w nim także smutek. Dobrze jest mieć kogoś, z kim możesz porozmawiać...z kimś, kto cię rozumie i jest zawsze przy tobie, gdy go potrzebujesz.

 

Nathan

Podjeżdżając na posesję mojego rodzinnego domu zgasiłem silnik i stanowczym ruchem wysiadłem z samochodu. Idąc pod dom cały czas miałem w głowie Skyler jej piękny uśmiech...a ja wszystko spieprzyłem. Nagle w drzwiach stanęła moja mama z pełnym troski uśmiechem.

— Cześć mamo — mówię cicho

— Witaj synku — mama przytuliła mnie troskliwie i zaprosiła do środka.

Ściągnąłem buty i zacząłem rozglądać się dyskretnie. Nagle moim oczom ukazał się mój ojciec.

— Hej tato — posłałem mu wymuszony uśmiech, ale chyba jednak mi to nie wyszło.

— Cześć synu — tata zamknął mnie w męskim uścisku.

— Em... Gdzie jest reszta? — zapytałem, patrząc raz na mamę raz na tatę.

— Theo poszedł z twoim bratem i Kamilą na spacer. Niedługo powinni wrócić. Charlotte musiała zostać dłużej w pracy — powiedziała moja rodzicielka i natychmiast zaczęła patrzeć w moje oczy, jakby próbowała coś z nich wyczytać.

Theo jest synem mojego brata Huberta i jego żony Kamili cudowny ten maluch tyle w nim energii. Raz to nawet wymęczył całą naszą rodzinkę. Nadal był wulkanem energii. Ten maluch naprawdę czasem mnie zaskakuje. Hubert jest znanym architektem. Kamila pracuje jako stomatolog. Za to Charlotte jest pediatrą. A ja po prostu jestem szefem największej kancelarii w mieście.

***

Siedzę z rodzicami przy stole i cały czas patrzę w stół. Rodzice patrzą raz na siebie raz na mnie.

— Synu co się dzieje? — spytał ojciec po chwili milczenia. Gdy chciałem coś powiedzieć, do pokoju wbiegł Theo ze swoim małym robotem w rączce. Dostał go ode mnie na 4 urodziny. Cieszę się, że nadal go ma. "Dzięki Bogu, ten maluch to ma wyczucie. " Pomyślałem.

— Wuja! — maluszek krzyknął i od razu rzucił mi się na szyję.

— Hej maluchu — śmieje się lekko i stawiam go na ziemię.

— Pobawisz się ze mną? — chłopiec spojrzał na mnie maślanym wzrokiem.

— Najpierw ściągnij buciki i trochę odpocznij — posłałem mu rozbawiony uśmiech i wziąłem łyk kawy przygotowanej przez mamę.

Do pokoju wchodzi mój brat i Kamila widząc ich wstałem z miejsca i zamknąłem brata w męskim uścisku. Jego żonę pocałowałem w policzek.

— I jak tam braciszku nadal sam? — spytał rozbawiony. Z mojej twarzy zniknął uśmiech i znów do mojej głowy zawitała Skyler.

— Tak nadal sam — mruknąłem i usiadłem z powrotem na miejscu, nastąpiła cisza.

— Siadajcie, zrobię kawy — powiedziała mama i natychmiast ruszyła do kuchni.

***

Usiadłem na kanapie w salonie i włączyłem telewizor, jednak długo się tym nie nacieszyłem, bo poczułem, jak ktoś zaczyna mnie ciągnąć za rękaw.

— Wujaszku chodź się pobawić — maluszek patrzy na mnie i dalej ciągnie za rękaw.

— Już smyku — cicho westchnąłem i leniwie wstałem z miejsca.

Poszedłem za Theo do jego pokoiku. Nic się nie zmieniło, nadal jego półki były wypełnione pluszakami, a na szafce nad jego łóżkiem znajdowały się figurki superbohaterów. Usiadłem z nim na dywanie i zaczęliśmy układać klocki.

W pewnym momencie mama weszła do pokoju i usiadła na krześle obok. Cały czas obserwowała albo mnie, albo Theo.

— Co się dzieje synku? — kobieta spytała z troską.

— Nic mamo — powiedziałam cicho i wróciłem do zabawy z maluchem.

-przecież widzę, że coś jest nie tak. Odkąd tu przyjechałeś, jesteś jakiś nieobecny — mówi łagodnie, a w jej oczach było widać troskę i zmartwienie.

— Miałem małe problemy w pracy — mówię cicho i odrywam się od zabawy. Czując wzrok mamy, wstaję i siadam na krześle naprzeciw niej.

— Chyba kłopoty z dziewczyną — mama spojrzała na mnie ciepłym wzrokiem.

-po prostu zniszczyłem wszystko... Zatrudniłem ją jako asystentkę... Było wszystko okej... postawiła mi się... Żadna z kobiet nigdy tego nie zrobiła... Dzisiaj w biurze zastała mnie z inną kobietą i chyba raczej nie muszę mówić szczegółów — poczułem, jak by cały ciężar zszedł mi z serca. Mówiąc o tym, komuś, komu ufam... Komuś, kto mnie nie będzie oceniał — Skyler jest taka piękna...taka delikatna — szepcze, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech na myśl o dziewczynie.

— Synu to może pora to naprawić hmm — zapytała ciekawa mojej odpowiedzi, a ja tylko skinąłem głową na potwierdzenie.

-tylko jest mały problem... Ona nie chce mnie widzieć, a poza tym nigdy mi nie wybaczy — ciężko wzdycham.

— Wymyśl coś. Jeśli ta kobieta coś do ciebie czuje, to na pewno ci wybaczy — rodzicielka posyła mi ciepły uśmiech i delikatnie głaszcze moją dłoń, po czym znika za drzwiami.

***

Rodzinna kolacja była pełna pytań, śmiechów, żartów... Jednak przez ten cały czas myślałem o Skyler. Dziewczynie, która mi się postawiła, która wywołała u mnie tysiące emocji. Jestem w drodze do mieszkania. Jest piękna noc pełna milionów srebrzystych gwiazd rozświetlających niebo. A ja cały czas myślę o dziewczynie, którą zraniłem...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Night_sing 9 miesięcy temu
    Z góry przepraszam za wszelkie błędy. Jeśli jakieś się znajdą od razu zabieram się do poprawiania. Miłego czytania i liczę na jakieś komentarze.
  • jolka_ka 9 miesięcy temu
    Błędy są. Może jak usiądę do komputera, to Ci ogarnę trochę, ale tutaj leży dużo rzeczy. Począwszy od stawiania przecinków nie w tym miejscu, przez pomieszanie czasów w narracji aż do niezgrabnej składni. Pomysł jakiś tam jest, gorzej właśnie z wykonaniem. Powiedz mi czy czytasz swoje opowiadania przed wrzuceniem? Bo spójrz na pierwsze zdanie: "Leżałam, tak dłuższy czas, a łzy cały czas..." Powtórzenie w i to bardzo blisko siebie. Czy Ci się to nie gryzie? Już nie mówię o przecinku, który jest w złym miejscu, bo tego to i ja czasem nie ogarniam. Staraj się nie nadużywać tych samych określeń, można je zastąpić synonimem. Można też pominąć, jeśli z kontekstu czytelnik domyśli się o co chodzi. Później też masz coś takiego " Z każdą kolejną nową myślą..." Skoro kolejna to nowa. Nie trzeba powielać. Dialogi już trochę lepsze. Przynajmniej wielkie litery stosujesz i długie kreseczki :)
  • Night_sing 9 miesięcy temu
    Dziękuję za uwagi już poprawiłam w niektórych miejscach :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania