Poprzednie częściNa dobre i na złe  

dobre

"Pamiętnik biznesmena Eryka Bladerdascha"

 

 

Zastanawiałem się od dawna, czy można zrobić interes tylko na dobru. W kraju, w którym żyje tylu dobrych ludzi, nie powinno być to niemożliwe.

Pewnego dnia w głowie błysnęła myśl i już wiedziałem co mam robić.

Założyłem firmę i nazwałem ją: "Dobro" Zarejestrowałem znak towarowy o tej samej treści. Moim sloganem reklamowym stał się tekst: "Zło dobrem zwyciężaj". Za slogan nie musiałem nikomu nic płacić, nawet episkopatowi. Slogan powstał dawniej niż pięćdziesiąt lat temu i nie obejmowały go prawa autorskie.

Zalałem prasę, telewizję i internet reklamami z hasłem "Zło dobrem zwyciężaj". Przekaz ten znany był już wcześniej społeczeństwu, z lekcji religii choćby, więc łatwo zapadał w pamięć, ogólnie się podobał i wywoływał pozytywne skojarzenia.

Po dwóch miesiącach intensywnej kampanii reklamowej, rzuciłem na rynek sporą ilość świetnych kijów bejsbolowych z logo mojej firmy. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Kije z napisem "Dobro" sprzedawały się jak świeże bułki. Pod sklepami ustawiały się kilometrowe kolejki dobrych ludzi pragnących zło dobrem zwyciężać, czyli, mówiąc w skrócie, czynić dobro. I chcieli to robić używając sprzętu mojej firmy.

Dobro ludzi, moim dobrem, pomyślałem, i nie była to żadna metafora. Moje kije nie były tanie, więc konto w banku szybko napęczniało, nie mogłem nadążyć z produkcją, taki był popyt.

Opanowałem 90% świetnie rozwijającego się rynku kijów bejsbolowych. Potem wypuściłem jeszcze serię "dobro-maczet" i "dobro-kastetów", jednak te nie cieszyły się już takim powodzeniem. Co dobry kij, to kij, nic się do niego nie umywa, tak to zweryfikował rynek.

Jedyne czego się obawiam, to dekoniunktury. Co będzie, kiedy dobrzy ludzie zwyciężą w końcu całe zło? Co będzie wtedy z moim dobrem? Jeśli ogólne dobro zatriumfuje niepodzielnie, nikt nie będzie już potrzebował mojego dobra. To był problem bardzo skomplikowany. Jeśli nie będzie już ludzi złych, tylko sami dobrzy, to do szerzenia dobra nie będą potrzebne bejsbolowe kije... Wszyscy będą się zgadzać co do potrzeby dobra i nikogo nie będzie trzeba przekonywać. Co wtedy?

Jedyną nadzieją była myśl, że złych ludzi nigdy nie zabraknie. A nawet jeśli. Nawet gdyby pojawił się deficyt, zawsze może się zdarzyć, że ktoś nowy okaże się tym złym, że jacyś nowi przestaną być dobrzy i staną się źli, i wtedy ci dobrzy, ci którzy pozostali dobrzy, będą musieli nadal zło dobrem zwyciężać.

A skoro już będą musieli, najlepiej jeśli będą to robili moimi dobrymi bejsbolami.

Średnia ocena: 4.1  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Antoni Grycuk 3 tygodnie temu
    O! To jest to!
    Sensol,
    żeż Ty, że tak powiem! Pojechałeś, chłopie! :)
    Podoba mi się.
    I wbrew pozorom można się zastanowić, co jest dobrem. A co złem. Niestety, czasem sprawy finalnie mają się inaczej, niż składowe zdarzenia - bywa, że zło rodzi dobro! Tak, tak. Często nie istnieją jednoznaczności...

    Jeden błąd zauważyłem:
    A skoro już będą musieli, najlepiej jeśli będą to robili moim dobrymi bejsbolami.
    moimi - powinno być.

    Pozdrawiam.
  • sensol 3 tygodnie temu
    dzięki za wizyt i wyłapanie błędu!
  • kalaallisut 3 tygodnie temu
    Przewrotne :)
  • Angela 3 tygodnie temu
    Bardzo dobre : )
  • Pan Buczybór 3 tygodnie temu
    Dobre.
  • sensol 3 tygodnie temu
    dobre :)
  • pkropka 3 tygodnie temu
    To się nazywa łeb do interesów.
    Dobre to było :)
  • yanko wojownik 3 tygodnie temu
    Dobre tak samo jak walka o pokój, tylko zyski może niższe, z drugiej strony sprzedaż masowa, karabiny i czołgi są droższe zazwyczaj od dobrego kija. Oferta jest atrakcyjną.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania