Poprzednie częściDovrat - Rozdział 1 - Poczytalność  

Dovrat - Rozdział 2 - Lady Maria

Stąpając po drodze z idealnie ułożonego bruku mijał latarnię za latarnią, a przy każdej stał dom. Budynki zbudowane z ciemnozielonego kamienia i dębowych desek były ustawione w niewielkich odstępach od siebie i dosięgały wysokość co najwyżej trzech pięter. Pomiędzy nimi znajdowały się ciemne alejki w których mogło znajdować się wszystko. Z niektórych okien dobiegały jaskrawe żółte światła. Przez umiejscowienie część ludzi śpi, podczas gdy druga pracuje. Jednakże mimo tego ulice zawsze świeciły tu pustkami. Światło słoneczne prawie tu nie docierało, z tego też powodu uliczne lampy nigdy nie gasły. W dali mógł usłyszeć cięcie drzewa siekierą, a także pluskanie wyławianych ryb. Szedł na wprost siebie ku jak przypuszczał po neonowym napisie na górze "H.S." barowi. Wszedł do środka, a skrzypienie drzwi zwróciło uwagę barmana.

 

- Przybysz? - Zapytał starszy mężczyzna z lekkim uśmiechem.

 

Jeden z klientów siedzący przy drugim z czterech od wejścia sosnowych stołów nawet nie zwrócił uwagi na wejście innej osoby. Siedział w czarnym kapeluszu i płaszczu patrząc w swoją pustą szklankę whisky. Purpurowy obrus stołu był ciemniejszy przy pustym szkle, jakby wylał jego zawartość na stół.

 

- Tak, przypłynąłem z najbliższego portu na kontynencie Asentrel. - Odpowiedział mu szybko i stanowczo Grime.

 

Usiadł na jednym z trzech obitych czerwoną skórą siedzeń przy barze.

 

- Widać po skórze. Jest ciemniejsza niż miejscowych. Dawno nie widzieliśmy tu takich. - Zaczesał swój wąs obserwując młodszego mężczyznę swoimi szarymi oczami. - Ach tak! Podać coś?

 

- Nie, dziękuję. Chciałem tylko zapytać o to, gdzie znajdę Lady Marię Hagmar.

 

Mężczyzna w czerni nagle podniósł się i wyszedł w ułamku sekundy po tych słowach trzaskając drzwiami za sobą. Przybysz odwrócił się, by zobaczyć co się właśnie stało.

 

- Przepraszam za niego. Niektórzy... Niektórzy ostatnio mają koszmary. Stają się one coraz częstsze i ludzie powoli mają dość tego spokojnego miejsca. Jak tak dalej pójdzie może nawet popadną w jakiegoś rodzaju szaleństwo.

 

- Rozumiem...

 

“Czyli coś tu nie gra od niedawna. Zaginięcie, koszmary...”

 

- A co do Lady Marii... Znajdzie ją Pan cztery budynki dalej, jej posiadłość jest lekko wyższa od pozostałych, ale za to bardzo szeroka. Nie wiem po co im taki duży budynek... Za czarną bramą znajduje się niewielka fontanna. Jej mąż jest naprawdę zręcznym człowiekiem, by stworzyć takie domostwo. Odstaje od reszty, nie da się go pominąć.

 

"On nie wie, że zaginął?" - Wnet napłynęła mu ta myśl.

 

- Dziękuję za pomoc, będę się już zbierał. - Grime podniósł się i zaczął kierował ku wyjściu.

 

- Dlaczego jej Pan właściwie szuka? - Zapytał klienta, który się nagle zatrzymał.

 

Detektyw odwrócił się w stronę łysego barmana.

 

- Pracuję dla niej, a po tym, co usłyszałem od Pana zbadam też przyczynę koszmarów tutejszej ludności. - Uśmiechnął się, a po tych słowach wyszedł, lekko zamykając drzwi.

 

Ruszył szukać miejsca, o którym się dowiedział i dwie minuty później stał przed poszukiwaną budowlą.

 

"To miasteczko naprawdę jest małe."

 

Przed nim widniała czarna stalowa brama z takim samym płotem wokół budynku, natomiast sama posiadłość pomalowana na jednolity śnieżnobiały kolor. Dom miał trzy piętra i był większy od pozostałych. Na przodzie każdego pięter dostrzec można było dwanaście okien, po sześć na lewą i prawdą stronę. Otworzył bramę i ruszył ku wejściu do domu, lecz właścicielka ubiegła go i otworzyła mu je.

 

- Jesteś wreszcie. - Chłodno powiedziała lekko zirytowana lady Maria.

 

Przywitała go kobieta, której włosy były purpurowe, oczy fioletowa, a skóra biało-liliowa, na sobie miała tylko brązową suknię z żółtymi spiralami na końcu. Z jakiegoś powodu nie dziwił go ten widok. Przypomniał sobie, że w Frigen z którego pochodzi też żyją ludzie z innymi kolorami włosów, oczu albo skóry.

 

- Wejdź proszę. - Kobieta uśmiechnęła się i zachęcająco otworzyła szerzej drzwi.

 

Jej humor nagle się zmienił. Grime przez moment czuł się zakłopotany tą zmianą, ale by tego nie okazać wszedł przodem, a za nim właścicielka. Detektyw stanął w korytarzu oświetlonym białym światłem lamp. Podłoga ułożona z desek czarnego drzewa nie odbijała żadnego błysku, nie było tam nic poza otworami na równie czarne drzwi.

 

“To miejsce jest dziwne. Poniekąd straszne.”

 

- Tutaj, po prawo proszę. - Maria wskazała dłonią pierwsze drzwi od wejścia.

 

Był to salon, a w nim przy ścianie sofa obita białą skórą, przed nią mały szklany stół. Na czerwonych ścianach ze złotymi wzorami lotosu wisiały fioletowe świeczniki płonące pomarańczowym ogniem.

 

- Rozgość się proszę.

 

- Dziękuję, ale... - Kobieta przerwała mu.

 

- Chcesz coś do picia? Podróż pewnie była męcząca.

 

Grime westchnął.

 

- Chętnie, napiję się kawy.

 

Podróż na tą wyspę trwała dwie godziny, ale ten klimat był zupełnie inny niż w pozostałych rejonach świata. To było coś innego, a ta atmosfera niszczyła powoli człowieka. Mężczyzna rozglądał się w tym czasie po pomieszczeniu. Dostrzegł półki z książkami i podniósł się chcąc zobaczyć cóż ciekawego może tam znaleźć. Uwielbiał czytać książki, a każdy nowy tytuł bardzo go interesował. Przeglądał okładki jednej za drugą i nie rozumiał z tego kompletnie nic. Uznał, że jest to zapewne język miejscowych. Wewnątrz to samo, nawet nie było ani jednej ilustracji. Odłożył wszystkie na swe miejsca. Potem zwrócił uwagę na obraz powieszony nad sofą. Na pierwszym planie przedstawiał on rybę i ośmiornicę w zielonkawym stawie, a obok niego kobieta o blond włosach z drugim głowonogiem w rękach. Na kolejnym planie jeleń oraz polujący na niego człowieka ze strzelbą, a w dalszym maszerowała armia.

 

“Może to normalne, przynajmniej tutaj.”

 

Kobieta wróciła.

 

- Proszę. - Powiedziała gospodyni kładąc przed detektywem kawę na stole.

 

Grime wypił od razu całą zawartość różowej filiżanki i nawet nie drgnął.

 

- Więc mam znaleźć Pani męża? - Zapytał stanowczo.

 

Lady była chyba lekko zdziwiona tym, że potrafił wypić tak gorący napój. Jednak szybko się otrząsnęła zdając sobie sprawę, z tego, że nie tylko ona ma jakieś niezwykłe zdolności.

 

- Tak, chcę byś go odnalazł i przyprowadził go całego, a jeśli to będzie niemożliwe to chociaż zwłoki. Możesz obejść dom, sprawdzić te całe poszlaki i wskazówki, chcę tylko, żebyś go odnalazł. Potem rozliczymy się co do zapłaty.

 

Nie chcąc tracić czasu wstał i zaczął przeglądać liczne pomieszczenia. Nie znalazł nic szczególnego, wszytko było w idealnym porządku. Żadnych śladów walki czy porwania.

 

"Albo odszedł dobrowolnie, albo... użyto magii."

 

Nie chciał teraz jednak myśleć o tym drugim, to zbyt bardzo skomplikowało by sprawę.

 

“Koszmary, szaleństwo... Może odszedł chcąc zaznać spokoju?”

 

Ostatnim miejscem do sprawdzenia była piwnica. Zszedł na parter po to, by otworzyć drzwi, które wcześniej pominął znajdujące się obok schodów.

 

- Lepiej tam nie zaglądaj. - Znikąd odezwała się właścicielka, a jej głos brzmiał niczym echo w głowie.

 

Stojąc tuż przed drzwiami po chwili zawahania wkroczył do środka.

 

- Ostrzegałam. - Kobiecemu głosowi pobrzmiewał chichot.

 

W środku nie było żadnego światła, dlatego mężczyzna wyjął z swojej brązowej skórzanej torby latarkę. Schodząc po schodach ujrzał dość dużą przestrzeń. Było tu prawie pusto, tylko kilka zbędnych rzeczy, a oprócz nich wiszące ciało. Sznur zawiązany na szyi i przykuty do sufitu. Grime zbliżył się i ujrzał, że osoba, a raczej potwór. Wyglądał jak człowiek, jednakże posiadał pięć oczu na twarzy oraz jedenaście rozlokowanych po korpusie różnej wielkości. Rozbolała go głowa i przypomniał sobie białe światła, dziwne istoty z mackami wychodzącymi z oczodołów, rozcięte w pół ciała, które chodziły. Widział śmierć niezliczonych istot, które były nieludzkie. Po chwili wizji wrócił do siebie, a ból przeminął.

 

"Co to było do cholery? Czy to się wydarzyło? A może już tracę poczytalność." - Pomyślał sobie nie znając żadnych odpowiedzi, a jedynie zwiększając ilość pytań.

 

Usłyszał za sobą kroki.

 

- Znalazłeś coś? - Zapytała spokojnie lady Maria stojąc przy schodach.

 

- Zwłoki.

 

- Zwłoki? - Kobieta była zaciekawiona tym odkryciem, jednakże nie była przestraszona.

 

Zbliżyła się pospiesznie, a detektyw oświetlił dla niej ciało wisielca.

 

- To był niegdyś jeden z nas, mieszkańców tego miasteczka. - Odezwała się spokojnie fioletowa osoba.

 

- Wiesz może co się z nim stało?

 

- Pierwszy raz widzę takie coś, ale zakładam, że jest to związane z tymi koszmarami, które wszyscy mają. Nieludzkie moce ingerują w nasz świat, a ten oto tu biedak to wynik szaleństwa jednej z nich.

 

Kobieta wydawała się wiedzieć więcej niż mówiła.

 

- Interesujące. Popytam innych mieszkańców o te koszmary, może znając odpowiedź na to, co je powoduje odnajdę Pani małżonka.

 

Detektyw ruszył ku wyjściu, a Lady Maria odprowadziła go tylko w milczeniu. Bez żadnego słowa pożegnania Grime odszedł w poszukiwaniu dalszych wyjaśnień.

Następne częściDovrat - Rozdział 3 - Coś w cieniu  

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Podtrzymaj klimat, polepsz styl, zwolnij, rozwiń.
    Moim zdaniem za szybko przechodzisz od sceny do sceny. Zupełnie tak jakby nie było okresu przejściowego. Granicy między nimi po prostu nie ma. Możliwe że stworzenie gładkiego przejścia będzie pomocna dla czytelników - szczególnie w tekście tego typu.
    Pozdrawiam i chylę się nisko
    Kapelusznik

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania