.

 

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Pasjo→Bardzo na Tak.... tylko nie potrafię dokładnie rzec, jak rozumiem. Jakby trzymała... pestki nadziei, które zechciała zasiać w sen, który przerodzi się w lepszą rzeczywistość. Wyzwoli z ''całunu''... wysiądzie z wagonu... na stacji gdzie nie ma bólu? Różnie można rozumieć.
    Tak czy siak - 5 Pozdrawiam.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj DD
    Tak Dekaosie pestki tutaj mają znaczenie i pewnie tak jest jak mówisz. Dobrze, że mamy różne spojrzenie i to jest piękne.
    Pozdrawiam
  • Justyska 2 miesiące temu
    Pocieszyć przeszlosc, pslodzic zle wspomnienia... yak mi sie skojarzyło. Bardzo poruszajacy tekst. Pasja - mistrzyni emocji.
    Pozdrawiam serdecznie
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj Justysko
    Jak miło cię ujrzeć i posłuchać twoich wzruszeń.
    Pozdrawiam serdecznie
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Pięknie.Nie wiem więc tak po swojemu jakby droga donikąd, w śmierć, poznawszy kierunek drogi, a raczej cel, lęk i panika.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj Kalko
    Tak dobrze wybrałaś kierunek do śmierci, jednak jechali po życie.
    Cieplutko pozdrawiam
  • Ritha 2 miesiące temu
    Kolejny raz urzekasz. No lubię, lubię, Pasjo, Twoje pióro. Nic na to nie poradzę :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Wiem! Wiem co w nim lubię (m.in.) - nienachalność. Czytając Twoje teksty czuję się ugoszczona, jakbym ja weszła w Twój świat, a nie, że został narzucony. Fajne uczucie.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj Ritha
    Oh jakie to miłe, że czujesz się u mnie jak w domu. Dziękuję za możliwość ugoszczenia ciebie.
    Ciepło pozdrawiam
  • Canulas 2 miesiące temu
    Opakowani w strach - piękne.
    Przypomina tekst Jolki, Maska swastyki. Jak zwykle językowy kunszt.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Tak jesteśmy opakowani w rożne stany emocjonalne i nieraz robimy coś nieprzyzwoitego. Ale ważne jest odnaleźć drogę do ciszy umysłu.
    Uśmiech na dzień dobry ślę
  • nimfetka 2 miesiące temu
    Znów ta piękna kompozycja słów, układająca się w prawdziwą poezję.
    „Niema cisza. A przecież słyszała melodię wzywającą miłość. Nieprzyzwoite? Ludzkie.“ – Ten to faworyt. Proste, chwytające za gardło, cudne.
    Całość pełna skomplikowanych niedosłowności i metafor, jak zwykle.
    Bardzo, bardzo ładnie.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Już pisałam, ale powtórzę, jesteś bardzo dojrzała w swoich komentarzach... ten fragment mówi wszystko. Dobry wybór.
    Pozdrawiam i pięknie dziękuję
  • 00.00 2 miesiące temu
    Widzę coś czego nie powinnam być może skojarzyć.
    Ciężki kawałek chleba.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Pewnie dobrze kojarzysz Szu. A chleb zawsze jest ciężki, jak tkwi w nim zakalec.
    Pozdrawiam
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    Kurde, bardzo fajne. Dużo tutaj takiego psychologicznego sosu, możliwości interpretacji.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Miło cię gościć i cieszę się na ciekawe podsumowanie mojej miniatury. Sos psychologiczny... może być smaczny i gorzki, słodki i słony itp
    Pozdrawiam
  • Hypokryta 2 miesiące temu
    Pasja - Ty wiesz dobrze, że ja chłop prosty, od pługa ledwo co oderwany i prozy poetyckiej nie lubię. Nie lubię i już. Jak proza to proza, jak poezja to poezja. Kropka. Więc mnie akurat nie biorą pod siusiu takie rzeczy.

    Więc omijam bezczelnie wymyślne metafory i odczytuję lubieżnie sens (lub bezsens), rozebrany do naga, "roztworzony" na wszystkie strony, penetruję, defloruję a nawet z czeska defenestruję zakładając, że jeśli ktoś pisze dziś mgliście i niezrozumiale, to nie dlatego, że jakieś prawdy głębokie skrywa, ale dlatego, że nie ma co skrywać i zasłona dymna po to tylko, by ukryć płytkość, nijakość i siermiężne prostactwo. Kiedyś to wiadomo - cenzura - trzeba było przed jej okiem ukryć i czytelnik znajdował podwójną nagrodę - czytając, że uczestniczy w spisku, że oszukał i zrozumiał.

    Więc nie lubię i już. Tyle.

    No ale jednak, za każdym razem u Ciebie przekonuję się, że warto wychodzić poza swoją strefę komfortu. I swym umysłem zbyt męskim by pojąć zamysł najprostszy nawet kobiety (Was w końcu od tysięcy lat próbujemy zrozumieć, bez powodzenia) - zagłębiam się w otchłań znaczeń i przeinaczeń, zawiłości i niedosłowności, wyrazów co niby bez wyrazu, co niby uderzają obok, by zaraz potem powrócić bumerangiem, wielokrotnym echem odbitym stukrotnie zapisywanego starożytnego palimpsestu, tego Jungowskiego "Das kollektive Unbewusste", zbiorowej (i zbirowatej) podświadomości.

    A więc co widzę? W soczewkach moich lat minionych... Pasjo, młoda pasjo, sama nie wiesz, jakie struny w starczych duszach potrącasz. W sumie to przecież jesteś w tym jak boska idiotka, szalona pieśniarka, stuknięta prorokini, wróżąca wstecz czasu jak żeński Merlin...

    Widzę więc pociąg.

    Obserwuję pociąg. A raczej pociągi. Pociągi. Trains. Obserwowanie pociągów. Trainspoting.

    Od tytułu "Losem są własne pułapki" - bo to tylko my jesteśmy pułapką, losu jako takiego nie ma. Zdarzają się rzeczy. Wszystkim. Różne. Nie mamy wpływu na wiele z nich. To jak je odbieramy, jak na nie reagujemy, oto cały nasz wpływ. Dlatego pułapką najgorszą jest zdać się tu na to co z zewnątrz. Kowalem własnego losu już nie będziemy, nikt nie jest taki naiwny. Kowal dawno wyzionął ducha, umarł, zdechł, mięsień i żołądek, własne ciało jest więzieniem i kaźnią. Jedyna wolność jako pozostała, to wewnętrzna.


    "Z niedokarmionym głodem zasypiała." - i tu zaczynają się różne obrazy, które sobie nakładam, w zależności od nastroju, bo dwie pocztówki widzę. W zależności od tego co to za głód.

    "Sen o cytrynach" - doprecyzowuje. W każdej z tej założonych przeze mnie interpretacji inaczej. Inaczej, ale za każdym razem boleśnie mocno i po oczach.

    Bo ja w końcu jestem człowiek prosty, nie potrafię tu widzieć metafor, więc czytam tak jak jest dosłownie. Choć na trzy różne sposoby, w zależności co uznam za tą dosłowność, a co pominę i odrzucę jako lukier niemoty.

    Pierwszy pociąg, eschatologiczny, jak w żarcie - pociąg do Zakopanego.

    Wiem, że tak naprawdę go tam nie zawarłaś, tylko po mojej duszy szynach pędzi ku nicości. Nie będę więc o nim pisał, bo to zbyt osobiste i nie każdy musi wiedzieć, czym dla mnie są te śnione cytryny i jakiego chleba już mi zapach niedostępny, ani jakie pestki (nie-)pamięci w wieczny sen rzucę. Kropka. Tę interpretację zachowam dla siebie, schowam ją głęboko i przeżuję. A jedyne pestki, to po staro-żołniersku - naboje. Precz sentymenty. Pora na pestkę w głowie.

    Druga interpretacja - oczywista. Praktycznie obraz nieludzkiej, nieprzyjaznej ziemi, bez żadnych metafor. Stłoczeni, ponumerowani, oznakowani, szarzy ludzie opakowani w strach. A więc ten wagon - pewnie bydlęcy - wiedzie ich wprost nie ku jakiejś metaforycznej, ale ku fizycznej zagładzie. Już dawno nie karmieni, nie ma co pić, wagon śmierdzi fekaliami, odruch wymiotny już dawno wygasł, a jedyne co zostało by oszukać głód to jakieś pestki. Wszystko jedno czy to Oświęcim czy Kołyma. Tu w papierowych całunach, tak blisko cielesności, brudnej, okropnej, zaropiałej, pozbawionej nawet zwierzęcości, bo już dawno nieludzkiej - myśl jakakolwiek o seksualności wydaje się absurdem, dysonansem, wręcz bluźnierstwem, naigrywaniem się z katorgi i śmierci... a mimo to tu się właśnie rodzi, dojeżdżają do stacji, słychać piosenkę, która budzi wspomnienia, ożywia wyniszczone ciało nieprzyzwoitą aktywnością. Nieprzyzwoitą? Ludzką. Dziennik Anne Frank to w końcu nie tylko świadectwo barbarzyństwa nazistów, ale również kronika seksualnego rozwoju trzynastolatki. Choć się o tym głośno nie mówi obozy - zarówno sowieckie jak i niemieckie - były nie tylko miejscami zagłady, ale też miejscami, gdzie życie i jego największa manifestacja - seksualność wychodziła poza sztywne ramy, w zniewoleniu odnajdując ścieżki, które byłyby niemożliwe na wolności.

    Albo narkotyki. A więc trzecia interpretacja. Już nie tak "wesoła" jak życie obozowe. Wesoła zupełnie inaczej.

    Ten trainspoting.

    Gapienie się. Pustym wzrokiem.

    Jest wiele takich miejsc na ziemi. Tam gdzie nie można dojechać pociągiem, lub gdzie pociąg się nie zatrzymuje. Gdzie pociąg seksualny nie istnieje. Gdzie wszystko zostało sprowadzone do głodu. Gdzie kwas i ścieżka wyznaczają dni i godziny. Sny odchodzą niczym nie nakarmione, zanim na dobre się zaczną, chce się je zatrzymać, gdy jeszcze parzą, gdy jeszcze coś znaczą, ale już za chwilę się ich nie pamięta. Seksu nadal nie ma, tylko parzenie się. Pary dobierają się mimo wzajemnego obrzydzenia. Obezwładniająca potrzeba natychmiastowego spełnienia nie ma nic wspólnego z orgazmem. Chodzi o zastrzyk, chwilowego szczęścia w skłute żyły.

    Boczny tor i margines. W tych ciemnych zaułkach śmierć drwi z tych, którzy by już jej chcieli. Całuny pokrywają tych, co jeszcze pragnęli życia. Ale nie przebijesz pustki myślą. Werdykt koronera i oznakowanie kolejnego trupa, opakowanego w worek. Strach opakowuje szczelniej i zabiera oddech i łkanie.

    Minął stupor. Choć oczy nie błyszczą i bardzo mechanicznie podciąga spódnicę a zlepione strąki włosów śmierdzą, jest niesamowicie teraz ruchliwa. I znów seks bez seksu i bez sensu, głodna narkomanka zarabia na kolejną działkę. Jest muza. O miłości, a jakże. W jej rytm. Cóż. Parę ruchów, sapnięć i koniec. Nawet nie zastanawia się, czy nie zasiał w niej kolejnego żałosnego życia. Byle kasy starczyło, by znów zasiała swój sen.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj i dzień dobry Hypokryta
    Rozebrałeś moje myśli do nagości i mnie do kości, chociaż mam sporo na swojej posturze sadełka. Twoje rozbiory na części rozumiem jako znakomitego historyka. I chylę czoła za trafną analizę, tylko która? A to już zostawię w tajemnicy moich głębin.
    „Skądże mają wiedzieć w syberyjskich borach, że to życie to tylko taka metafora”, śpiewał Jacek Kaczmarski nieżyjącemu Osipowi Mandelsztamowi. I niektórzy dziennikarze wierzyli, że on żyje.
    Metafor, czyli przenośni, używamy nieustannie, sami nie zdając sobie z tego sprawy i ty też używasz. Bo metafory mają magiczną moc poruszania nieporuszalnych części naszej wyobraźni.

    Metafory to również wielkie idee, określone pustymi metaforami. Nie znaczy, że nie mają w sobie żadnej treści, wręcz przeciwnie, są bardzo pojemne i skupiają w sobie niczym w soczewce powszechne pragnienia ludzi, i mają niezwykłą moc jednoczenia, powracania w przeszłe, nieznane nieraz nam obszary.

    Kobieta,a metafora, czy częściej młoda dziewczyna bywa w tekście Tory często utożsamiana z Izraelem. Podobnie jak kobiety, bywały kruche, lecz waleczne, tak Izrael zwyciężał niekiedy nie potęgą militarną, lecz siłą moralną, słusznością swoich racji. Metafora „kobieta z namiotu”, cywilną bronią (kołkiem od namiotu) zabija wodza wrogiej armii. A dzieje pięknej Estery, mają potwierdzić, że podobnie jak Estera i lud Izraela w diasporze może nie tylko zwyciężyć, ale zachować tożsamość.

    "Słuchajcie tego słowa, które ja nucę nad wami jako pieśń żałobną, domu Izraela! Upadła, już nie powstanie, dziewica Izraela; leży na własnej ziemi i nikt nie może jej podnieść"(5, 1-2). - czy tutaj kobieta nie jest metaforą?

    W moich odległych czasach, kiedy zdobywałam nauki, nie do pomyślenia było mieć inne zdanie, były ramy interpretacji i nie można było wyjść poza nie.
    Dzisiaj, kiedy widzę edukację moich wnuków cieszy mnie fakt, że mogą wychodzić poza ten schemat stereotypów.

    Pasjo, młoda pasjo, sama nie wiesz, jakie struny w starczych duszach potrącasz. W sumie to przecież jesteś w tym jak boska idiotka, szalona pieśniarka, stuknięta prorokini, wróżąca wstecz czasu jak żeński Merlin... czyż to nie metafora w moim kierunku, kobiety która, aż się zarumieniła jak młoda koza.
    Nie jestem pisarką, ani nie mam predyspozycji i parcia na wydanie siebie. Piszę dla radości swojej i czytelnika, jeśli takową odczuje. Mój warsztat pięcioletni ( bo tyle trwa) jest chwilą oddechu od rzeczywistości, jest odskocznią od pewnych zdarzeń i tyle.
    Bardzo mnie poruszyłeś takim komentarzem i to jest miód na serce, chociaż jest w nim i łyżka "dziegciu" gorzkiej metafory. Dziękuję za takie, a nie inne spojrzenie.

    "Kobieta to niedotrzymana tajemnica"

    Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia życzę.
  • Hypokryta 2 miesiące temu
    pasja Pasjo, młoda pasjo, przez odniesienie do Zmartwychwstania Mandelsztama, jednej z moich ulubionych pieśni nieodżałowanego Kaczmarskiego, zaplusowałaś u mnie jeszcze bardziej. Moje wnuki niestety nie słuchają takich piosenek. A co do łyżki dziegciu - zbyt dużo słodkości mdli, trzeba by nadać życiu smak, trochę goryczy, a nawet nieco kwasu. Pięcioletni warsztat i już taki poziom? Chylę czoła.
    Co do biblijnych, izraelskich metafor - bardzo ładnie to spięłaś i zebrałaś i w sumie natchnęłaś mnie do karkołomnego przedsięwzięcia. Może napiszę tu na opowi artykuł o roli Żydów w budowaniu Polski. Podejrzewam, że zostanę potem spalony na stosie... I to z obu stron - Żydo-fillów i Żydo-fobów.
  • pasja 2 miesiące temu
    Hypokryta a niech tam spalą cię, wszak Sati chociaż było najbardziej brutalnych praktyk funeralnych, jaka towarzyszyła hinduskiemu obrządkowi pogrzebowemu, ale oznacza „cnotliwą drogę prawdy”
    Czekam z niecierpliwieniem na artykuł, ponieważ ostatnio uczęszczam na wykłady judaistyki na Jagielońskim i jestem zafascynowana tym tematem.
    Pozdr
  • Hypokryta 2 miesiące temu
    pasja Wątpię, żebym mógł przebić, czy choćby zbliżyć się do poziomu jaki oferują wykłady na Jagiellońskim, zresztą artykuły tutaj z konieczności muszą być krótkie i mocno zdawkowe, no ale może byś Ty coś napisała na podstawie wykładów? Z miłą chęcią bym przeczytał :)
  • pasja 2 miesiące temu
    Hypokryta nie kryguj się tylko połóż się na stosie. A ja może też coś skrobnę.:)
  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Tekst jest pięknie skomponowany, ale trudny do interpretacji. Pierwsze co mi wpadło do głowy, to myśli kobiety podążającej ku zagładzie, w transporcie do obozu śmierci. Wie, że może zginąć, ale marzy aby oderwać od tragicznej rzeczywistości i głodu. "Zasiała sen w ziemię" - czyżby to był przekaz miłości? Pozdrowienia!
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj Bożenko
    Bardzo dobry kierunek i cieszy mnie ta różnorodność w interpretacji. Sen o miłości wolnej od snu.
    Pozdrawiam ciepło
  • MarBe 2 miesiące temu
    Dużo poświęcasz czasu jego upływowi, lecz on pozostał w jednym miejscu niezmieniony, czyli w naszym wnętrzu.
    Pozdrawiam
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Czas coraz bardziej ucieka i to może jest jednym elementem mojej chwili.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania