ᴅʀᴏɢɪᴇᴊ ᴛᴇᴏᴅᴏᴢᴊɪ

Nikt  nie doceniał jego sztuki, choćby stanął na wyżynach swoich, miernych umiejętności.

 Nikt.

Nikt po pokusił się nawet zwrócić wiekszej uwagi, na jego sztukę.

Od niechcenia chwycił za telefon, jego ociężały i znudzony wzrok spoczą na wyświetlaczu. Żadnych wiadomości, rzucił nim na stół. Dopił resztkę kawy i odszedł. 

Wyszedł z mieszkania, nie miał może wielkiego celu, sam dokońca nie wiedział. Wiele razy tułał się po mieście, wmawiał sobie, że szuka swojej życiowej drogi, ale widocznie trafiał na same ślepe uliczki.

  Można rzec, iż był po prostu sobą, tylko Lawrencem niedocenionym artystą, który mimo starań dalej ledwo żył. W środku staczał swoją własną walkę, czy da radę jeszcze ten jeden dzień, czy da radę zmagac sie z odrzuceniem i niezrozumieniem.

Z każdym razem gdy ludzie pytali czym się zajmował, odpowiadał, że różnie bywało, a jak dopytywali się co dokładnie, odpowiadał: próbowałem malować, ale nikt nie rozumiał przekazu farb i płótna. Próbowałem być pisarzem, uznali mnie za przeciętnego, moje prace w ich oczach były jak wypociny nastolatka nuezrozumianego przez społeczeństwo, który chce to zyskać rozgłos.

Uważali go za ekscentryka, lecz kiedy bezsłowa opuściła go Teodosia, zdziwaczał jeszcze bardziej. Na płótnie nie widniały już piękne kwiaty, zachwycająca swą urodą kobieta, wiadniały sylwetki kobiet spowiane czernią. Akapity powieści przywdziały mroczną tematykę, w jego pracach nie istniało coś tak błachego jak ,,milość", a pojawił się strach, mrok, śmierć i strata.

Ona cały jego świat, z dnia na dzień, opuściła go. Stało się to po jednej z kłótni, ta jednak była najgorsza. Wypowiedzieli na swój temat nieco za dużo, cóż skutki tego odczuł on jednak najbardziej.

Z dnia na dzień strata po dziewczynie była coraz mniejsza, ból stał się dla niego weną tak więc oto powstała jego pierwsza powieść. Nikt jej nie docenił. Oni woleli inne tematy niż te które podją. Nie szkodzi, postanowił pisać wiersze, lecz i to go przerosło. Skończyło się na sprzedawaniu obrazów. Jako pierwsze poszły te wszysktie które przypominały mu o niespełnionej miłości, robił wszystko by o niej  zapomnieć, spalił nawet sowoje wspólne zdjęcia z nią. 

Po prostu nie chciał już pamiętać. Zacząć od nowa nie ważne jakie to trudne było, próbował. Nawet mu się udało, przez jakiś czas. 

Przechodził ulicami, widywał je codzienie, teraz wydają  mu się nudne i monotonne. Nienawidził świata który go otacza. Wydawał mu sie kłamliwy. Wabi swym pięknem aby następnie zniszczyć się psychocznie.

 Lawrence, zbliżał się do galerii która skupuje jego malowidła. 

Przywitały go czerwone jaskrawe ściany, w holu. Również ta sama recepcjonistka która przyzwyczaiła się już do niego. Tak jak i wszyscy pracownicy.

Nie spełniony artysta nie mogący pogodzić się ze stratą ukochanej, której to istnienie wymazał ze swojego mieszkania doszczętnie. Żałosne.

Przechodził przez wystawy, każda była inna, każda miała coś w sobie, drugie dno.

Większość z nich przepełniona była radością, pogodnym wesołym nastrojem. Jasne i ciepłe barwy będące na nich, odawały ten nastrój. 

Dotarł do pomieszczenia w którym były jego obrazy. Przysiadł na pufie która znajdowała się na przeciw jego najbardziej znienawidzonego, a zarazem jedynego który wywołuje u niego tak silną agonię obrazu. 

Nosił nazwę ,,Drogiej Theodozji". Przedstawią ją szczęśliwą, wśród kwiatów, tych których teraz tak nienawidził. 

— Czemu jest pan tutaj sam? 

Z zamyśleń wyrwał go dziewczęcy głos, była niska, możliwe, że miała ze pięć lat. 

— A ty? czemu jesteś tu sama? — zapyatał, chciał zmienić temat, z resztą czy ona aby napewno nie powinna być pod opieką dorosłego?

— Nie jestem sama! — Naburmuszyła się — jestem tutaj z mamą! — Wykrzyczała do niego. Jej kręcone włosy były w nieładzie, mimo że były związane, czarne jak smoła. Cera oliwkowa, a oczy zielone, tak jak liście oraz pełne życia.

Zaśmiał się, przypominała mu kogoś. 

— Nelly! 

Za niemówił. Znał ten głos.

— Przepraszam za nią... — przerwała. Widocznie go poznała.

— Nie trzeba — oddalił się, nie chciał znów jej widzieć. — Żegnaj Teodozjo, nigdy mnie nie rozumiałaś, mojej sztuki również.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Neurotyk 3 tygodnie temu
    Jak udało Ci się użyć innej czcionki w tytule ?
  • abominacja 3 tygodnie temu
    Używam do tego tej strony https://lingojam.com/VaporwaveTextGenerator
  • Neurotyk 3 tygodnie temu
    abominacja, dzięki, obadam.
  • Neurotyk 3 tygodnie temu
    abominacja, dziękuję, obadam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania