Poprzednie częściDruga Twarz - Rozdział 1  

Druga Twarz - Rozdział 2

Wśród tłumu ujrzałam wysokiego, przystojnego blondyna. Miał na sobie czerwoną bluzę skate, jeansy z dziurami i białą czapkę z daszkiem. Gdy mnie ujrzał to puścił do mnie oczko.

" Jak ja go kocham..." - powiedziałam w myślach.

Szedł do mnie szybkim krokiem. W końcu stanął koło mnie.

- Cześć kotku - powiedział Casey po czym pocałował mnie na przywitanie.

- Gdzie idziemy? - zapytałam.

- Chodźmy coś zjeść, jestem strasznie głodny.

- No spoko, a gdzie?

- Lubisz zapiekanki?

- Oczywiście. Jak każdy.

- Haha, no to idziemy po świeże, gorące zapiekanki z kawałkami kurczaka.

Casey złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić przez tłum ludzi.

- U Freda są najlepsze - oznajmił.

- W takim razie idziemy do Freda - powiedziałam i uśmiechnęłam się.

Była godzina piętnasta dwanaście. Ludzi było coraz mniej, ale i tak tłum był spory.

Zazwyczaj pusto robiło się w takich dniach około godziny szesnastej lub siedemnastej.

Wokół były różne budki z jedzeniem lub z jakimiś pamiątkami albo innymi pierdołami.

Z głośników leciały same letnie hity. Nie było się co dziwić. Wakacje były za niecały miesiąc.

Tak bardzo ich pragnęłam. Wiedziałam, że te będą wyjątkowe. Już sobie wyobrażałam te namiętne pocałunki o zachodzie słońca... Wszystkie cudowne, szalone wycieczki i pomysły... Nasze wszystkie słodkie selfie i zdjęcia z cudownymi wspomnieniami...No może trochę przesadzałam z tą idealną wizją, ale wiedziałam, że te wakacje dzięki Caseyowi staną się piękniejsze i barwniejsze niż poprzednie. Z moich rozmyślań wybił mnie Casey:

- Patrz to tam - powiedział, po czym wskazał na skromną budkę.

Doszliśmy do niej w minutę. Sprzedawał tam młody brunet z lekkim zarostem. Uśmiechnął się kiedy nas zobaczył.

- Siema stary! - powiedział chłopak do Caseya. Na oko miał 20 lat, czyli tyle ile mój chłopak.

- Siema Fred. Poznaj moją dziewczynę, Susan.

Chłopak spojrzał na mnie, a następnie podał mi dłoń:

- Cześć, jestem Fred.

- Susan, miło mi.

- Chcecie coś zjeść?

- Po to tu przyszliśmy - Zaśmiał się Casey.

- Haha, no wiadomka. Zapiekaneczki te co zawsze? - zapytał.

- Oczywiście - Mój chłopak wyciągnął portfel, jednak Fred nie chciał przyjąć pieniędzy.

- Na koszt firmy - uśmiechnął się do Caseya, a później do mnie.

- Dzięki mordeczko. Będę mieć u ciebie dług - zaśmiał się Casey.

- No wiadomka, haha. Poczekajcie 15 minut i będą gotowe.

- Okej. Susan, może pójdziemy gdzieś się przejść za ten czas?

Mój chłopak spojrzał na mnie i upewnił się czy mi to pasuje. Pokiwałam znacząco głową.

Casey postanowił, że pójdziemy do budki fotograficznej i zrobimy sobie pamiątkowe zdjęcia. Zgodziłam się.

Budka była niedaleko. Po kilkunastu krokach byliśmy już przy niej. Weszliśmy do środka. Zapłaciliśmy automatowi, a następnie zrobiliśmy najróżniejsze ujęcia. Wyszedł piękny kolaż.

Były tam zarówno zdjęcia śmieszne jak i słodkie. To było dziwne, ale się wzruszyłam. Taki cudowny chłopak był akurat ze mną. Właśnie ze mną...

Trzymałam w ręce kolaż zdjęć i obaj patrzyliśmy na nie z uśmiechem. Po chwili jednak Casey zaczął patrzeć na mnie. Gdy to zauważyłam, od razu spojrzałam w jego niebieskie oczy.

- Kocham cię - powiedział czule.

Nie odpowiedziałam nic. Po prostu zaczęliśmy się całować. Tak namiętnie, tak uczuciowo, tak jakbyśmy się mieli pożegnać... Ale jesteśmy tu razem i będziemy razem zawsze...

Wyszliśmy z budki i poszliśmy w stronę Freda aby odebrać jedzenie.

- Już gotowe moje gołąbeczki - powiedział Fred, gdy nas ujrzał.

Podał nam zapiekanki, a ja podziękowałam.

Smakowały nieziemsko. Casey miał rację - U Freda są najlepsze.

- Masz sos w lewym kąciku ust - oznajmił Casey.

Poczułam na sobie wzrok obu chłopaków, a potem zaczęli się podśmiewać.

- Ale śmieszne - powiedziałam po czym wytarłam sos chusteczką. - Zapiekanka jest pyszna - dodałam i skierowałam wzrok na Freda.

- Bo ja ją robiłem - odpowiedział chłopak.

- Mi nie smakuje. Jest spalona, obrzydliwa, a składniki chyba przeterminowane - zażartował Casey.

- Wszelkie reklamacje i zwroty prosimy składać do końca tygodnia - oznajmił Fred.

Wszyscy zaśmialiśmy się. Rozmawialiśmy jeszcze potem przez 15 minut. Fred wydawał mi się fajnym chłopakiem. Wprowadzał jakąś taką przyjemną atmosferę i fajnie się z nim rozmawiało.

Nie wiem czemu to zrobiłam, ale jakoś tak mnie podkusiło żeby go zabrać z nami.

- Fred... O której kończysz pracę?

- O osiemnastej, a co?

- Może poszedłbyś z nami po pracy?

Casey spojrzał na mnie zdziwiony. Zrozumiałam, że to miało być spotkanie we dwójkę. Zawaliłam sprawę, ale czasu już nie mogłam cofnąć.

- No spoko...Ale nie chcecie być sami? - Fred spojrzał na mojego chłopaka.

- Nie, nie. No co ty? Im więcej osób tym lepiej - Casey udawał szczęśliwego i zachwyconego pomysłem.

- No dobra. No to o osiemnastej tu bądźcie i pójdziemy gdzieś.

Odeszliśmy. Spoglądałam w ziemię, bojąc się reakcji Caseya.

Wymowna cisza mnie przerażała. Z każdą chwilą czułam, że zaraz wybuchnie mimo, że to do niego nie podobne.

- Susan, dlaczego go zaprosiłaś? - powiedział lekko zdenerwowany.

- Przepraszam. Zapomniałam, że mieliśmy iść tylko we dwójkę.

Casey odetchnął głęboko, a ja na niego spojrzałam przepraszającym wzrokiem.

- Dobra, już dobra. Nic się nie stało. Będzie fajnie.

Co robimy? Mamy czas do osiemnastej.

- Idziemy do parku?

- Eee... No nie wiem. Wieje nudą.

- Masz lepszy pomysł?

- W sumie tak. Czekaj tu.

Nie wiedziałam co chce zrobić Casey. Widziałam tylko jak biegnie w stronę budki Freda.

Po dwóch minutach wrócił.

- Idziemy po Mię.

- Kto to jest Mia? - zapytałam.

- Dziewczyna Freda.

- No spoko - Pomyślałam, że to dobry pomysł. - Gdzie mieszka? - zapytałam.

- Trochę daleko, ale ona poszła teraz do opuszczonego domu.

- Gdzie? - zapytałam zdziwiona.

- Do opuszczonego domu. Mia jest fotografką. Poszła porobić zdjęcia. Pójdziemy po nią, dobra? To nawet niedaleko.

Zgodziłam się.

- Musimy pójść lasem.

- Okej. A tak w ogóle to ona jest fotografką z zawodu czy jest amatorką?

- Z zawodu. Robi różne sesje na przykład ślubne, ale też może zrobić zdjęcia do dowodu lub legitymacji.

Natomiast Fred powiedział, że woli zdjęcia robić dla siebie w ciszy i spokoju, kiedy ma kontakt z naturą.

Mimo wszystko kocha ludzi i mocne imprezy. Taka trochę szalona laska.

- To już mi ją całą opisałeś - zaśmiałam się.

Szliśmy teraz ulicą, ale już widziałam z daleka wejście do lasu. Wokół była tylko zielona trawa, a ja zaczęłam się wpatrywać w białą linię ciągłą, która powoli prowadziła nas do celu. Poczułam nagle na sobie pojedynczą kroplę.

- Cholera, zaczyna padać - powiedziałam.

- Więc chodźmy szybciej.

Przyspieszyliśmy kroku, jednak coraz więcej kropel czułam na sobie.

- Daleko jeszcze? - zapytałam obawiając się deszczu.

- Niedaleko. Spokojnie, nie jesteś przecież z cukru.

Wejście do lasu było już bardzo blisko. Nagle lunęło jak z cebra. Pobiegliśmy szybko w stronę lasu. Drzewa chociaż trochę mogły nas chronić przed tą ogromną ulewą.

- Mój makijaż! Cała się rozmazałam! - Zaczęłam lekko panikować.

Nienawidziłam deszczu, ani rozmazanego makijażu na mojej twarzy.

- Kurwa, jebać ten makijaż! Nie masz większych problemów?- krzyknął Casey.

Nie ukrywam - byłam w szoku. Pierwszy raz się tak do mnie odezwał. Spojrzałam na niego - widać było, że zrobiło mu się głupio.

- Przepraszam. Nie powinienem tak do ciebie mówić. Po prostu ty jesteś śliczna nawet bez makijażu. - Casey miał umiejętność doskonałego odratowania sytuacji.

Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.

- Nic się nie stało, mój romantyku.

Casey pogładził mnie po włosach, a następnie pocałował delikatnie w usta. Deszcz spływał po nas, mocząc nasze ubrania i włosy. Usłyszeliśmy też po chwili piorun.

Zapowiadała się ostra burza.

- To już niedaleko - oznajmił. - Mam nadzieję, że Mia tam nie zejdzie na zawał.

Szliśmy jeszcze parę minut przez las, a następnie ujrzeliśmy łąkę. W oddali był opuszczony dom.

Zauważyłam dziewczynę, która stała koło niego. Myślałam, że będzie wolała skryć się w środku.

- Chyba ta pogoda jej nie przeszkadza - zażartował Casey, po czym znowu usłyszeliśmy trzask pioruna.

Z każdym krokiem zbliżaliśmy się do dziewczyny i mogłam zobaczyć z bliska jej wygląd.

Miała nietypową urodę. Czarne włosy sięgały jej do ramion. Była ubrana w stylu grunge - czarna czapka, czarny crop top, czerwona koszula w kratę, jeansy z dziurami i trampki. Wyglądała jakby grała w jakimś dobrym zespole rockowym.

Spoglądała w ziemię, a my szliśmy do niej szybkim krokiem.

- Cześć Mia - powiedział Casey, gdy stanęliśmy blisko niej.

Nie odpowiedziała.

- Cześć - powtórzył.

Dziewczyna uniosła tylko głowę i spojrzała na nas. Była przerażona.

- On nie żyje... powiedziała w końcu zapłakanym głosem.

Spojrzałam na Caseya. On spojrzał na mnie.

Bez chwili zastanowienia pobiegliśmy szybko w stronę wejścia do opuszczonego domu. Weszliśmy do środka.

Wokół były stare ściany, porozwalane meble i jakieś śmieci. Penetrowaliśmy każde pomieszczenie, aby znaleźć coś co nie do końca mogło nam się spodobać.

Wszystko było puste i czyste w tym przenośnym znaczeniu. Zostały nam tylko jedne drzwi do otwarcia.

Wyglądały na najbardziej zadbane z tych wszystkich.

Odetchnęliśmy głęboko i lekko je uchyliliśmy.

W środku leżał mężczyzna, a wokół niego było pełno krwi...

Następne częściDruga Twarz - Rozdział 3  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania