DUCH

Nad całą okolicą zapadł mrok,tego jeszcze brakowało w tym ciemnym lesie pełnym połamanych drzew po ostatnich burzach,

nie było to nic dziwnego wkoncu zbliżała się zima i noc nadchodziła wcześniej niż zazwyczaj.

Wiedziałem ze wizyta w karczmie nigdy nam w niczym nie pomoże ale nie miałem wyboru ci tchórze nie ruszyli by się

na krok z twierdzy wiedząc co ich czeka,a ja miałem rozkazy które trzeba było wykonać bezzwłocznie,dlatego musieliśmy

wcześniej odwiedzić ten przybytek aby wypić parę kufli piwa.

Rzadko kiedy się boję,zawsze umiałem walczyć ze strachem ale tym razem i moim sercem zawładnął,wkoncu musieliśmy udać

się w nieciekawe miejsce a do tego już się ściemniło a to w niczym nie pomoże,dlaczego ja posłuchałem tych psich synów

żadnego z nich pożytku.

-Ser,dlaczego my zawsze musimy wykonywać tak kurewskie zadania ?

-Kurewskie powiadasz?przez ostatni tydzień siedzieliście w koszarach a jedyne co robiliście to patrolowanie ulic.

-Ale do tej misji pewnie znalazło by się kilku lepszych kandydatów.

-Tak,dwóch najdzielniejszych strażników trzech królestw, którzy własnie zemną podążają-odparł dowódca śmiejąc się przy tym.

-Bardzo to wszystko śmieszne,ser mogliśmy chociaż wziąć beczułkę wina ze sobą wtedy byłbym spokojniejszy.

-Wypiliście po pięć kufli tyle wam wystarczy i tak już straciliśmy za dożo czasu przez to wasze tchórzostwo.

-Wypraszam sobie ser,nic nie jest nam straszne żadna bitwa czy przeciwnik ale to jest nie dla mnie ,zawsze trzymałem

się z daleka od takich spraw.

-Jakie konkretnie masz na myśli?

-Duchy,magie i tych przeklętych czarodziejów nie ma nic gorszego i bardziej nieprzewidywalnego.

-Skończ już,musicie się z tym pogodzić a obecnością czarodzieja to bym teraz nie pogardził i wy tak samo,kurwie syny.

-Ser mogę o coś zapytać?

-Pytaj śmiało byle by to znów nie było pytanie o cel naszej podroży,już tłumaczyłem trzy razy.

-Dlaczego dowódca nazywa nas ciągle kurwimi synami?

-Bo urodziła was jakaś nędzna kurwa a wy jesteście jej synami już teraz pojmujesz?-odpowiedział śmiejąc się głośno.

-Wkoncu mam jasność,po dziesięciu latach służby wszystko się wyjaśniło-strażnicy buchnęli śmiechem.

-Śmiejcie się do woli póki możecie.

Powoli zbliżaliśmy się do celu to miejsce zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych,wszędzie te przeklęte

drzewa,ciemność i tylko słychać sowy a i wyjące wilki w oddali nie dodawały otuchy ,smród też dawał się we znaki

,szliśmy traktem wyjeżdżonym przez wozy które woziły zmarłych,błoto sięgało nam momentami do kolan,płaszcz przerzuciłem

sobie przez plecy by go całkiem nie zniszczyć a na buciory założyłem dwie warstwy starych szmat miałem małe wyobrażenie

tego co nas może tu spotkać,nie to co moi towarzysze podróży którzy w pewnym momencie stwierdzili ze lepiej będzie iść

boso z ich butów już niewiele pozostało.Miecz włożyłem do worka razem z pozostałą bronią by ułatwić podróż a przy pasie

miałem podręczny sztylet,nigdy nie było wiadomo co nas spotka o północy w mrocznym lesie ,dla większego spokoju zostawiliśmy

ubrania królewskie w koszarach mając na sobie tylko kolczugi nie jeden oprych bez powodu by zapolował na nas widząc królewskie barwy.

Z oddali było widać migotające światło to znak ze byliśmy już blisko to pewnie był ten stary dureń,strażnik cmentarza

ten na wpół ślepy starzec był już całkiem obłąkany gdy widziałem go jakieś dwie zimy temu a w tym momencie to on jest pewnie

gorszy niz jakieś tam duchy.

-Kto się zbliza,odpowiadać i to szybko bo się z wami rozprawie!no kto!mówić! to wy te psie syny bandyci?

Wołał z daleka siwy starzeć mocno przygarbiony,cały ubrany na czarno,trzymając w jednej ręce starą oliwmą lampę a w drugiej

miecz który w zupełności pasował do jego właściciela,był cały wyszczerbiony i niewiadomo czy by przetrwał jedno uderzenie,

lecz starzec był bardzo pewny siebie mimo iż chwiał się na nogach a do tego pokrzypywał jak by miał się zaraz przekręcić,

daleko do grobu by nie miał.

-Jesteśmy strażnikami królewskimi z miasta,przyszliśmy załatwić sprawę tego waszego ducha.

-Z Stargnaru?odpowiadać!szybko bo zabiję!

-Spokojnie jesteśmy pokojowo nastawieni.

-Spokojny?to nie jest spokojnie miejsce i wy też nie potrzebnie tu przybyliscie lepiej zawracajcie.

-Co ty wygadujesz,skoro ktoś taki jak ty daje sobie tutaj radę to co może nam zagrozić?

-Mrok..ciemność czyhająca za rogiem...zło nie znające litości,rozumiesz chłopcze?!

-Dobrze już dość usłyszałem ,chyba funkcja strażnika cmentarza już ci nie służy.

-Byłem nim gdy przyszedłeś na świat więc nie mów mi co mi służy chłopcze,chcecie tam isć,wasza wola ale czeka was smierc albo

cos gorszego.

-Co moze być gorsze od smierci?-spytał jeden ze strażników z przerażeniem w głosie.

-Zniewolenie twojej duszy. niekączące tułanie się po tych pustkowiach w poszukiwaniu zaznania spokoju to jest gorsze od smierci

a przedtem męki.... niewobrazalny ból i cierpienie to was tam czeka....-rzekł starzec z smutkiem w głosie dotykając ramienia straznika.

-Hmm to co mówisz nie brzmi zbyt realnie wydaje mi się ze na starość juz całkiem postradałeś zmysły co tu się naprawdę dzieje?

-Pilnuje tego miejsca od osiemdziesięciu lat!nic nie wiecie!....Ale juz dobrze chcecie wiedziec co was czeka? zawsze chętnie słuzę pomocą tym

krtórzy chcą sobie poradzić z przekleństwem tego cmentarza-mówiąc to starzec lekko się uśmiechał,ale to bardziej wyglądało na radość szaleńca.

-Więc mów,juz za długo z tobą rozmawiamy.

-Spokojnie młody wojowniku,czasu będziesz miał dostatek,a więc gdzieś na terenie tego przerazającego miejsca jest coś co poluje na istoty

zywe ale tylko gdy się sciemni przez dzien ten cmentarz przypomina ciche i spokojne miejsce.

-I jak ty potrafisz tutaj przezyć noc ?

-To coś nie opuszcza terenu cmentarza a ja trzymam się od niego w bezpiecznej odległości po zmroku,dlatego was ostrzegam juz mam dośc oglądania martwych

o poranku lub wchodzących tam ludzi dzielnych wojów jak wy,lub rożnej maści najemników którzy znikają na zawsze,a ten ohydny smród....

dochodzący z krypty,ten zapach....mrożący krew w żyłach,,,wszędzie śmierć,,,,

-Ser niewiem jak ty ale mi się to nie podoba,lepiej zawracajmy powiemy ze wykonaliśmy rozkaz,nie wchodźmy tam.

-Dostałem zadanie i muszę go wykonać jak chcecie uciekać to proszę,pamiętajcie jak kończą dezerterzy.

-Ale panie mozemy marnie skonczyć.

-Dosc tego,wejdziemy tam i wykonamy rozkaz,dowiemy się co się dzieje na tym cholernym cmentarzu,przygotujcie się zmiencie pochodnie na nowe i wyciągnijcie bron,

bywaj starcze ,do zobaczenia wkrótce.

-Do zobaczenia....ja idę odpocząć już nie jestem wytrzymały jak kiedyś,a wy...życzę powodzenia.

Minęliśmy starą bramę obok której leżało pełno rożnych przedmiotów kielichów,zużytych pochodni parę starych mieczy i zuzyta kusza .Znajdowaliśmy się na terenie

cmentarza nie było już odwrotu, starzec miał rację im dalej zapuszczaliśmy się idąc pomiędzy grobami czuliśmy jakiś przeklęty smród,dziwną aurę która nas otaczała,

panował tu klimat jaki jeszcze nigdy w zyciu mi nie towarzyszył,dokoła było słychac jakieś dziwne szelesty,podmuchy wiatru co najdziwniejsze napotkaliśmy mnóstwo

rozkopanych grobów obok których walały się sczątki umarłych ,czaszki i przerózne kosci.

-Ser po co myśmy tutaj weszli,staruch mówił prawdę mam jakieś złe przeczucia coś przycmiewa moje zmysły.

-Co ty wygadujesz ? Bądźcie silni!nic nam nie grozi dopóki zachowujemy zimną krew i rozsądek.

-Panie spójrz tam,to krypta o której mówił straznik.

-Rzeczywiscie wydaje się być dośc duza musimy się do nie zblizyć.

-Psia mać!po co niby ? wszyscy zginiemy...

-Zamknij mordę i skup się na zadaniu bo to nie jakiś jebany duch tylko ja cię zabiję!

Widać było ze z nimi juz się dzieje coś złego jakaś zła siła zawładneła ich sercami i umysłami,

ja jakoś się trzymałem ale i z moją głową coś się działo ,coś chorego cięzkiego do zrozumienia,ale to napewno chwilowe,to przez to miejsce po powrocie wszystko wróci

do normy,o poranku zapomnę o tym cholernym miejscu przecież mam do kogo wracac czeka na mnie rodzina kochająca zona i dwie córeczki,dam radę przezyję to...

-Schody prowadzące w dół,patrzcie tylko.

-To się mi jescze bardziej nie podoba .

-Co to psia jego mać jest?-straznik delikatnie odciągnął krzew który porastał sciany krypty na której były napisane krwią jakieś dziwne znaki.

-Bogowie cóz to znaczy,co to za napis?

-To starodawny język pierwszych załozycieli Stargnaru,którzy budowali najstarsze cmentarze w tej okolicy.

-Ser potrafisz to odczytać?

Serce w jednym momencie mi stanęło,a całe ciało przeszył drescz,ręce zaczeł się trząsć po skroni płynął pot-to oznacza SMIERC....

Wszyscy staliśmy nieruchomo dzięrząc miecze, w sekundzie z krypty rozległ się przerazający krzyk rozpaczy,jakby przeklinający w jakimś innym strasznym języku

przypominającym głos samego diabła z otchłani piekieł.

-Argg gin!gincie wszyscy !!

Szaleństwo zawładnęło moimi ludźmi,zła siła jakby uderzenie powietrza powaliło jednego na ziemię wyrywając mu miecz z dłoni ,drugi ruszył w moim kierunku

krzycząc przedziwne rzeczy,jego ciało i umysł opętała ciemna moc,nim się zorientowałem zadał mi cioś którego nie byłem w stanie sparować,,walczyłem jakby z inną

istotą posiadającą nad ludzką siłę,oczy miał przekrwione a twarz bladą jakby juz umarł,z jego krzyku rozumiałem tylko giń,giń,giń lecz się nie poddawałem

starałem się jakoś go pokonac ale smierc i złe siły ogarneły nas wszystkich,czy to juz koniec?czy już po mnie?powalił mnie na kolana przedziwna aura która krązyła

wokół nas odrzuciła mój miecz gdzieś daleko,to był juz koniec...

-Nieee!!!-opętany straznik nagle zamarł w bezruchu,miecz wypadł z jego bladych i chłodnych dłoni,nieznajomy topór wbił się w jego sniezno białą głowę,

to był mój drugi człowiek,tak mało brakowało..

-Panie wstawaj szybko musimy uciekac,to co tu się dzieje przechodzi ludzkie pojecie!

-Nie możemy musimy...

-Nikt z stąd nie odejdzie żywy!

Rozległ się głos jakiegoś starszego człowieka po czym zła aura uderzyła straznikiem o pobliskie drzewo rozwalając jego ciało na drobne częsci.

-Kim ty jesteś?Dlaczego to robisz?Stał nademną jakiś przerazający męzczyzna mający chyba ponad sto lat ale nie przypominał człowieka był cały siwo-biały

niczym duch,pomarsczony na całym ciele z brodą do pasa białą jak mleko.

-Słyszysz!Czemu to robisz!?

-Ja jestem dziadek,mówią na mnie duch dziadek,przeklenstwo tego cmentarza lub coś z tych straasznych rzeczy -odparł duch smiejąc się głosno.

Kim ze on jest, miałem mocno mieszane uczucia gdy podchodząc do mnie podał mi ręke i pomógl mi wstac.To jest ten mroczny dziadek?ten który opętał moich ludzi

a potem ich zabił,ten który nawiedza cmentarz mordująć niewine osoby ,to nie może być prawda,jest to nie mozliwe.

-Dziadek,dlaczego dziadek?

-Chyba nie zdążyliście przeczytać napisu kto spoczywa w tej krypcie?

-Wybacz,bylismy chwilowo zajęci.

-A przepraszam to moja wina zawsze tak impulsywnie reaguje na nowych gości.

-Gosci?chcesz mi przez to powiedzieć ze to ty jesteś tą złą mocą która tylu zabiła i potrafi zawładnąć ludzką duszą ?

-Rozejrzyj się dookoła,co widzisz?

-Opustoszały cmentarz nic więcej.

-Dokładnie cichutki cmentarz,spokojny jak nigdy nic się tu nie dzieje.

-Mów do rzeczy.

-A jaki był gdy się tutaj pojawiliście,jaki klimat panował,co się wydarzyło przed chwilą?

-Nie wierzę by ktoś taki...

-Jaki?

-Taki jak ty sam to powiedziałeś dziadek,stary duren nie budzący strachu robił takie rzeczy.

-Dawno nikt mnie nie nazwał starym durniem,tóż to dla mnie komplement.

-Tyś naprawdę jest szalonym duchem,pokręconym wariatem,mów mi o co tak naprawdę tutaj chodzi?

-Hmm dobrze a mozę zacznę od początku,opowiem ci swoją historię,dawno bardzo dawno temu..

-To chyba będzie długa opowieść.

-Dla kogoś kto przezył tyle lat jako duch na tym pustkowiu bardzo krótka.

-A zatem kontynuuj.

-A więc w dawnych czasach prowadziłem dosyc dobre zycie,byłęm bardzo dobrym rycerzem a co za tym idzie otrzymałęm własną ziemię,zamek i bogactwa,posiadałem duzą rodzinę

od dziecinstwa było to moim celem i marzeniem by załozyć silną i potęzną rodzinę która będzie bardzo dobrze ze sobą zyła,współpracowała aby nasz ród był coraz to bardziej

potęzniejszy,w głebi serca wierzyłęm ze mozemy kiedys w przyszłosci stać się potęgą,jednym z największych rodów trzech królestw lecz marzenia moje pozostały tylko w głowie

a moje wnuki okazały się jescze większym rozczarowaniem niż moje dzieci.

-Zawsze nasze dzieci nie są takie jakie bysmy sobie je wymarzyli,czasem zdarzają się lepsi potomkowie innym razem trochę gorsi ale wnuki zawsze są dumą swoich dziadków.

-Dokładnie tak samo myslałem o moich pociechach,wychowałem je na dobrych ludzi,mowiłem i uczyłem co się w zyciu liczy,co muszą zrobic aby byli szanowani i jak rozwijać

potęge naszej rodziny,ale rozczarowałem się bardzo,i to wszystko skonczyło się dla mnie w najmniej oczekiwanym momencie mojego zycia.

Byłem juz starszym człowiekiem spodziewałem się juz tylko bezbolesnej smierci naturalnej bo dozyłem ładnych i sędziwych lat czując dumę z tego co pozostawię swoim potomkom

ale zawiodłem się,pękło mi serce byłem naiwnym głupcem i ślepcem żyjącym marzeniami o długo trwałym rodzie bez skazy na honorze...

-I co się takiego wydarzyło ze skonczyłeś jako duch mordujący niewinnych i co takiego złamało ci serce?

-Stałem się czyms strasznym przeciwienstwem starego siebie,pewnego dnia o północy przemierzając zakątki mojego zamku dostrzegłem dziwne swiatło w okienkach lochów ,była bardzo

pózna godzina to i tym większe było moje zainteresowanie zszedłem po głównych schodach na dziedziniec mijając dwóch strażników kompletnie pijanych śpiących obok wejścia do

podziemi,bezszelestnie ich minąłem by uniknąć zbędnych rozmów wkoncu nie wypadało staremu lordowi kręcic sie o północy po lochach.Powoli pokonałem kilka mniejszych

schodków i ruszyłem do pomiesczenia z którego dobiegało swiatło,im blizje byłem celu tym bardziej slyszałem głosne rozmowy,pewnym juz było ze ktoś tam jest prawdopodobnie

kilka osób a nawet jakaś kobieta .Poczułem lekki strach ale co moze się mi stać złego w moim własnym zamku powiedziałem do siebie w ciszy.

Znalazłem się juz przy samych drzwiach komnaty nasłuchując znajdujących sie w niej ludzi,i wtedy sie to wydarzyło złamano mi serce,moje marzenia legły w gruzach,wszystko

co było moimi ideałami zyciowymi w jednym momencie sie posypało to był koniec mojego rodu,a najgorsze miało dopiero nadejsc...

-Co się wydarzyło dalej,kto znajdował się w komnacie?

-Wiesz co,już dosc usłyszałeś ,więcej niż inni wgl jesteś pierwszym któremu darowałem zycie i opowiedziałem moją historę,dla reszty jestem przeklenstwem,pomiotem z piekieł

i niech tak pozostanie.

-Opowiedziałes ale nie wszystko..To znaczy ze mi darujesz zycie jak to jest mozliwe?

-Bo cię wybrałem i polubiłem jest cos w tobie wyjątkowego co mi imponuje wydajesz się być dobrym człowiekiem ale to się jescze zobaczy...

-Wybrałes doczego,bym został duchem tak jak ty i mordował?Nie, juz wolę smierc.

-Uwierz mi ze niewiesz co mówisz,smierc to ostatecznosc a zycie jakiekolwiek by nie było i w jakiej postaci byś nie był oferuje ci kolejne szanse by odkupić swoje winny.

-Więc do czego jestem ci potrzebny?

-Chcę byś odwiedził moją rodzinę,powiedz im kto cię przysłał i kto ich pozdrawia,powiedz ze dziadek powraca by odwiedzić wnuki. KONIEC

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania