Dziecię dębu Rozdział 14. Młode panny

Dziwa dość szybko zadomowiła się w nowym miejscu. Święte dziewice, jak i wiedźba i Jabłonka, od początku otaczały ją życzliwą opieką. Od pierwszego spotkania mała przypadła jej do serca, ale po prostu nie dało się jej nie lubić. Ciągle wpatrywała się w nią zachwytem swoimi modrymi oczętami, raz po raz pytając, czy dobrze się czuje i niczego jej nie trzeba, zachowując się przy tym nad wyraz nadgorliwie, co było wprost przeurocze.

 

Dziwie pozwolono odpocząć od odwiedzin obcych, korzystała więc z okazji, spędzając czas na polanie pomiędzy chatami świętych dziewic, ciesząc się jesienną pogodą w ich towarzystwie. Sama nie mieszkała w ich chatach, lecz w specjalnej izbie na tyłach chramu. Zawsze było tam przyjemnie ciepło i Dziwa żartowała, że co jak co, ale tej zimy nie będzie marznąć. Znajdowało się tam wąskie łoże z dobrze wypchanym siennikiem, stołek, gdzie mogła położyć kaganki oraz sporo miejsca na jej skrzynię z wyprawą. Na jej prośbę jedna ze świętych dziewic przyniosła tam też krosna, z których Dziwa miała zamiar robić użytek w wolnym czasie.

 

Nosicielka miała bowiem swoje obowiązki, które kumulowały się w pierwszych tygodniach pobytu. Pierwszym jej obowiązkiem było uczestniczenie w codziennie składanych przez święte dziewice ofiarach. Drugim zaś było przyjmowanie darów na rzecz świątyni lub drobnych upominków dla niej samej. Miało to mieć miejsce na początku jej pobytu w chramie, potem zaś wizyty okolicznych mieszkańców miały stać się sporadyczne.

 

Owe odwiedziny nosicielki miały też swoje zasady. Dziwa nie musiała nosić w chramie welonu, był on przeznaczony do wyjść na zewnątrz, chyba że w chramie miał pojawić się meżczyzna, by złożyć jej ofiarę. Wtedy musiała założyć swą woalkę. Było bowiem tak, że od chwili, gdy jej ojciec zasłonił jej twarz zielonym welonem, aż do momentu, gdy przekroczy próg swojego nowego domu w dniu zaślubin z ojcem dziecka, jedynie wieszczowie mogli widzieć jej twarz. Dlatego też jedna ze świętych dziewic - Ruta pilnowała wejścia do chramu, by wiedząc, kto nadchodzi, uprzedzić wcześniej Dziwę. Było to zajęcie dość nudne, ale będąca już w średnim wieku, płowowłosa Ruta wcale się tym nie przejmowała. Miłując Praojca, godnie przyjmowała na siebie nowe obowiązki i otaczała Dziwę nieustanną opieką.

 

Oprócz Ruty w chramie żyły jeszcze trzy inne święte dziewice. Starsza już wiekiem Jara, choć pomarszczona i pochylona, rozpromieniona pilnowała świętego ognia, z lubością przyglądając się siedzącej po przeciwnej stronie ognia Dziwie. W chramie mieszkały także dwie bliźniacze siostry, Daga i Mira. Choć obie miały czarne kręcone włosy, nie były identyczne. Mimo tych samych pociągłych twarzy i mimo tego samego wzrostu miały inne kolory oczu. Od maleńkości czuły potrzebę służenia w świątyni, chcąc w pewien sposób zadość uczynić za swe przyjście na świat. Było bowiem tak, że ich matka zmarła na skutek gorączki połogowej, która przez wiele dni po ich urodzeniu dręczyła jej ciało. Choć dorastały później pod troskliwą opieką macochy, ich serca nie pałały chęcią umiłowania drugiego człowieka. Pragnęły służyć Praojcu.

 

Trzecim obowiązkiem nosicielki było uczestniczenie we wszystkich uroczystościach, jakie miały miejsce w okolicy. Od samego początku nastawiono ją więc, że przyjdzie jej być gościem na wielu zaślubinach.

 

888888888888888888888888888888888888888

 

Pierwszeństwo w odwiedzeniu Dziwy miały panny, które jeszcze przed pierwszymi mrozami miały stać się mężatkami. Gdy tylko więc uznano, że Dziwa wystarczająco już wypoczęła, Wierzba szepnęła im słówko zachęty i już następnego dnia do chramu pobieżała skromna grupka panien.

 

Akurat w chramie była także Jabłonka, toteż Dziwa miała zabawną okazję przyjrzenia się temu, jakie relacje łączą dziecko z każdą z nich. Miały pojedynczo wchodzić do chramu i składać na podołku Dziwy swoje kosy, by później spaliła je ona w świętym ogniu. Potem zaś każda z nich w małym woreczku miała otrzymać popiół do wykorzystania w czasie zaślubin.

 

Pierwsza do chramu weszła, lekko przestraszona powagą mającej miejsce chwili, Jagna. Była to dość pulchna dziewczyna o miłej dla oka okrągłej twarzy, z której emanowało zakłopotanie. Jednak gdy tylko spostrzegła Jabłonkę, uśmiechnęła się do niej życzliwie. Złożywszy Dziwie jak najbardziej staranny pokłon, który ta bardzo doceniła, położyła na jej podołku swoją brązową kosę. Potem zaś zadowolona usiadła na ławie tuż przy wejściu do chramu, obdarowując przy tym Dziwę życzliwym uśmiechem, która ta prędko odwzajemniła. Jabłonka, trzymająca się z boku nosicielki, przedstawiła jej pół szeptem nieznajomą:

 

— To moja sąsiadka Jagna, bardzo dobrze gotuje.

 

Dziwę rozbawił ten drobny szczegół udzielony przez dziecko, biła z niego prawdziwa życzliwość tej małej istotki. Mira okadziła wejście do chramu i zaprosiła kolejną dziewkę do środka. Jabłonka bardzo rozpromieniła się na jej widok, toteż Dziwa przyjęła, że musi być dziewczynce bardzo bliska.

 

Płowowłosa, piegowata dziewczyna także rozpromieniła się na widok dziecka. Skłoniwszy się równie pięknie jak Jagna, podarowała Dziwie swoją płową kosę, po czym usiadła zadowolona obok swej towarzyszki. Tu także pojawił się komentarz:

 

— To Luba. Wychodzi za mojego wujaszka — powiedziała dziewczynka z wyraźną dumą.

 

Wejście do chramu po raz trzeci zostało okadzone i do świątyni weszła ostatnia spodziewana dziewka. Dziwę wyraźnie zaskoczyło z jaką niechęcią patrzy w jej stronę, zdziwiło ją to znacznie, czuła na sobie oceniające swoją osobę spojrzenie owej dziewczyny, kątem oka spostrzegła wyraźną złość i irytację na twarzy swojej ulubionej drobinki. Jabłonka wyglądała, jak gdyby miała za chwilę siłą wyprowadzić dziewkę z chramu. Opanowała się jednak w swej gwałtownej dziecięcej złości, dziewczyna zaś pokłoniła się Dziwie i złożywszy również i swoją czarną kosę na jej podołku, usiadła obok pozostałych.

 

Jabłonka i tutaj nie poskąpiła komentarza, ograniczyła się jednak do trzech wycedzonych zza zaciśniętych usteczek słów:

 

— Tej nie lubię...

 

Dziwa zaś, tak jak poinstruowała ją we wcześniejszej rozmowie Wierzba, wstała ze swego stołka i pokłoniwszy się ku świętemu ogniu, z szacunkiem złożyła na nim kosy dziewcząt. Powrotnie usiadła na swym stołku i walcząc z lekkimi mdłościami, które przybyły wraz ze swądem palonych kos, cierpliwie czekała.

 

Zaciekawiło ją jak dwie z dziewcząt patrzą na ostatnią przybyłą. Tak jakby się jej wcale nie spodziewały. Zirytowana czymś wyraźnie Jabłonka, pogładziła Dziwę po włosach i z miłością odparła:

 

— Na mnie już pora, muszę iść do wujaszka...

 

Dziwa pogłaskała płowowłosą główkę i pożegnała się z dzieckiem, które skinąwszy wyraźnie jedynie w stronę dwóch pierwszych panien, zniknęło za drzwiami chramu. Kosy zaś paliły się z wolna. Jagna zaś, wyraźnie zaaferowana przybyciem Rosy do chramu, starając się poczynić się jak najmniejszy hałas, zapytała:

 

— Rosa, co ty tutaj robisz?

 

Czarnowłosa uśmiechnęła się krzywo i odpowiedziała z wyrazem zadowolenia i wyższości na twarzy:

 

— Jak to co, a tak, wy nie wiecie, między mną a Derwanem wszystko już ustalone — powiedziała tajemniczo i rzuciła lekko pogardliwe spojrzenie w stronę Dziwy.

 

Dziwa nie rozumiała bijącej od niej niechęci, jednak wzięła to na karb, że dziewczyna może mieć po prostu taki charakter. Rzuciło się już o uszy imię mężczyzny, o którym ona mówiła. Ach tak, był to zapewne wuj Jabłonki. Dziewczynka opowiadała jej bowiem na początku jej pobytu w chramie, o tym, kto ją prowadził ku świętemu ogniu. Okazało się, że był to jej wuj Nadar. Miał on dwóch synów, starszy z nich musiał być narzeczonym płowowłosej dziewki, na którą mała tak życzliwie zareagowała. A Derwan? Kim dla niego był? Dziwa poznała już tyle koligacji Jabłonki z mieszkańcami wioski, że ciężko jej było sobie przypomnieć. A tak, bratankiem Nadara. Patrząc na jego przyszłą małżonkę, Dziwa szczerze mu współczuła.

 

Kosy się wreszcie spaliły i Wierzba wręczyła każdej z dziewcząt woreczek z popiołem. Każda z nich skłoniła się ku świętemu ogniu, po czym w ciszy wyszły z chramu. Dwie z nich przy tej okazji, życzliwymi skinieniami głowy pożegnały się z Dziwą i świętymi dziewicami. Ostatnia zaś nie zawracała sobie tym wcale głowy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania