Dziecię dębu Rozdział 16. Bolący problem

Derwan nerwowo przechadzał się po izbie, nie mając pojęcia, co ma zrobić. Korzeń lubczyku wciąż działał, a on nie miał pojęcia, kiedy przestanie. Nie mógł normalnie iść do kuźni, w obawie, że ktoś zobaczy jego przypadłość, wszakże nie dało się jej jakkolwiek zamaskować. Z tego powodu nie mógł też udać się do Wierzby, która na pewno miała przy sobie jakieś antidotum na działanie tego parszywego ziela.

 

Kowal irytował się tym bardziej, im większy dyskomfort odczuwał. Musiał jednak zadbać o Kudłacza, który drapiąc o drzwi wejściowe, domagał się wypuszczenia na podwórze. Ostrożnie więc otworzył odrzwia, wypuszczając z domu szczeniaka, po czym ponownie je zamknął.

 

Gdy już jego gniew zelżał, postanowił, że zje śniadanie, a potem obmyśli plan jakby tu zakamuflować swój stan, by dotrzeć chociaż do chaty wujostwa i tam zaczekać na pomoc. Już w myślach słyszał, jak wuj i ciotka śmieją się z całej sytuacji, tylko zastanawiał się, co rozśmieszy ich bardziej. Fakt, że Derwan był tak głupi, by przyjąć ciasto, czy nocna próba wejścia do jego domu. Mężczyzna dziwił się, że Praojciec pozwala rodzić się tak głupim i irytującym dziewkom.

 

Nagle ku swemu przerażeniu posłyszał znajomy dziecięcy głosik, przywołujący do siebie radośnie Kudłacza. Derwan zaklął siarczyście potykając się o stołek, dopadł do swych drzwi wejściowych i zaparł się o nie całym ciałem, sycząc przy tym z bólu. Nie mógł dopuścić do tego, by to kochane przez niego dziecko zobaczyło go w tym stanie.

 

Dziecko zapukało do drzwi, zdziwione, że wuj nie jest jeszcze o tej porze w warsztacie. Derwan szybko obmyślał, jakby tu odwieść dziecko od chęci wejścia do domu, jednocześnie zachęcając je do przysłania doń Wierzby. Zażenowany tym, co ma zrobić, zakasłał więc najlepiej jak potrafił i udając zachrypnięty głos, wycharczał:

 

— Nie mogę ci otworzyć, bo jestem bardzo chory — powiedział i zakaszlał po raz kolejny. — Wczoraj wieczorem źle się poczułem i dzisiaj jest mi jeszcze gorzej. Nie wchodź więc tu do mnie, ale poproś Wierzbę, żeby mnie odwiedziła. Na pewno mi pomoże.

 

Mała Jabłonka przeraziła się na słowa wujaszka, ale prędko wykrzyczała do zamkniętych drzwi:

 

— Dobrze, wujaszku, już po nią pobiegnę.

 

Kowal usłyszał jak dziecko się oddala, po czym podniósł się z klęczek, by postawić sobie stołek przy drzwiach i zaczekać na wiedźbę. Trochę bolało go to, że oszukał dziecko, które zapewne się teraz o niego martwi, ale cieszył się, że nie musi wyjść z domu i stara Wierzba będzie jedyną osobą wiedzącą o jego przygodzie z ciastem.

 

888888888888888888888888888888888888888888888888

Jabłonka na złamanie karku biegła w stronę domostwa swojej starszej. Wierzba żyła w starej, zarośniętej z zewnątrz bluszczem chatce na skraju lasu, niedaleko wioski. Mała wiedziała, że właśnie tam ją znajdzie, bo po odwiedzeniu wujaszka miała pomóc wiedźbie w sortowaniu ususzonych po lecie ziół, które zebrały razem na okolicznych łąkach.

 

Pokłoniwszy się szybko domowemu dębowi Wierzby, bez pukania wpadła do jej chaty. Stara kobieta zdziwiła się, ujrzawszy ją tak zdyszaną i zmartwiwszy się, odłożyła ususzoną wiązankę krwawnika i spokojnie czekała, aż mała uspokoi swój oddech i powie, jej co się stało. Dziecko przez chwilę łapało nerwowo powietrze, po czym rzekło:

 

— Wujaszek jest bardzo chory, nie chciał mnie wpuścić do domu. Prosił, żebyś do niego przyszła, i strasznie kaszlał.

 

Wierzba zdziwiła się na słowa dziewczynki i wstawszy ze stołka, na którym siedziała, sięgnęła po swój węzełek, gdzie trzymała najpotrzebniejsze zioła i ruszyła do chaty kowala. Fakt, że straszliwie zaniemógł, bardzo ją zaniepokoił wszak od dzieciństwa Derwan miał silny organizm i zawsze przechodził wszelkie dziecięce choroby dość łagodnie, w dorosłości zaś może dwa razy przyszedł do niej po zioła na lekkie przeziębienie. Jego dzisiejsza niemoc dziwiła ją więc bardzo, wszakże nikt wiosce tej jesieni nie chorował.

 

Przeszła więc spokojnie przez całą wioskę, witając się z mijanymi chłopami, aż wreszcie przekroczywszy rzeczkę, dotarła do gospodarstwa kowala. Za bramą przywitał ją sporawy już, kudłaty szczeniak, łasząc się i liżąc jej starcze dłonie. Pogłaskała szczeniaka po łebku, po czym skierowała się ku chacie. Stanąwszy przed drzwiami, zapukała i zapytała:

 

— Witaj, Derwanie, co ci jest?

 

Usłyszała poruszenie za drzwiami i, chwilę później, zdrowo brzmiący głos mężczyzny:

 

— Witaj, Wierzbo. Co mi jest? Nie jestem pewny, ale chyba korzeń lubczyku.

 

Wiedźba prędko pojęła słowa kowala i zaniosła się gromkim śmiechem, domyśliła się bowiem, kto był sprawcą jego ,,niemocy". Zaniechała jednak dalszego śmiania się, rozumiała bowiem, że jeżeli Derwan sam nie był w stanie poradzić sobie z problemem, musiał teraz cierpieć ogromny dyskomfort.

 

Zdając sobie sprawę, że dziewka, która upatrzyła sobie za cel biednego kowala, nie zna się kompletnie na ziołach i pewnikiem wcisnęła mu cały korzeń lubczyku, nie bacząc, że może mu zrobić krzywdę, stara wiedźba zamyśliła się, po czym pogrzebała w swoim węzełku w poszukiwaniu odpowiedniego antidotum. Wydobyła odpowiedni woreczek, po czym podeszła do studni i nabrawszy wody z wiadra, wlała wodę do poważnej czarki, którą zawsze nosiła ze sobą i wsypała doń całą zawartość woreczka. Pomieszała napój i odczekała trochę aż zioła oddadzą swoją leczniczą moc wodzie, po czym zadowolona z koloru napitku, podeszła do drzwi i zapukawszy do drzwi raz jeszcze, powiedziała:

 

— Proszę, oto lekarstwo dla ciebie, smakuje paskudnie, ale dość szybko pomoże.

 

— Dziękuję — powiedział Derwan i uchyliwszy lekko drzwi, przyjął czarkę.

 

Nie bacząc na okropny smak napoju, wypił zawartość czarki w mgnieniu oka, czekając na wybawienie od swego kłopotliwego stanu. Wiedźba również czekała na to, czy lekarstwo zadziała, postanowiła więc z ciekawości wypytać, gdzie też Rosa przemyciła cały korzeń lubczyku.

 

— W czym ci to ziele podała? — zapytała zaciekawiona staruszka.

 

— W cieście. Mogłem się domyślić, ale byłem bardzo głodny, bo przyszła akurat przed wieczerzą. Na szczęście, jej plugawe starania zniweczył Kudłacz. Tak się rozszczekał, gdy zbliżała się do chaty, że mnie rozbudził i mogłem zaryglować drzwi i okiennice.

 

Wiedźma roześmiała się raz jeszcze, dziwiąc się upartości tej dziewki. Co prawda, Derwan był przystojny i na pewno był dobrym kandydatem na męża, jednak córka garbarza oparzyła sobie go jedynie ze względu na jego status, a nie o to powinno chodzić przy wybieraniu sobie osoby, z którą się ma zamiar spędzić całe życie. Wierzba ufała tedy, że to był jej ostatni wybryk względem Derwana, i już się poddała, jeśli chodzi o wymuszanie na nim małżeństwa.

 

Derwan poczuł, jak za sprawą ziół jego ciało się rozluźnia, a dyskomfort znika. Po porannym problemie nie było już śladu, tedy wstał ze stołka i otworzył drzwi swej chaty, by podziękować za zioła wiedźbie. Staruszka ucieszyła się, widząc, że z Derwanem wszystko w porządku i poklepała go żartobliwie po ramieniu. Jednak oto na jego twarzy zagościł kolejny grymas, który wiedźma w pełni rozumiała. Inne życiowe funkcje kowala dały o sobie znać, żądając wizyty w wychodku. Kowal pospiesznie podziękował wiedźbie i czmychnął w róg swego gospodarstwa, by sobie ulżyć, wiedźba zaś, zadowolona z udzielenia pomocy, pogłaskała pałętającego się koło niej szczeniaka i ruszyła do swej chatki, gdzie czekała na nią Jabłonka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania