Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Dzień, w którym nie było obiadu

Wspinał się mozolnie na trzecie piętro. Atakowany ze wszystkich stron przez zapachy gotowania (żarcie u niektórych śmierdzi jak dla psa) czuł rosnącą irytację na samą myśl, że u niego obiadu pewnie jeszcze nie będzie. Usiądzie, czekając, aż Gaba łaskawie ogłosi, że ziemniaki już doszły, ślamazarnie ułoży talerze i wtedy go zawoła. Zawsze trwało to zbyt długo. Ta kobieta nie mogła zrozumieć, że człowiek wraca z pracy wykończony i głodny, i wszystko, czego pragnie, to miska jedzenia czekająca na niego na stole. Nie, to było dla niej za trudne.

Otworzył drzwi, oczekując głupiego uśmiechu witającego go w progu, ale nie. Nawet na to nie było jej stać. Klęczała na podłodze, chowając do kartonów zimowe ubrania, wyciągając letnie, coroczna rutyna doprowadzająca go do szału – dlaczego cała podłoga musi być zawalona ciuchami? Powinna zapytać kogoś, jak to się robi w innych domach, sąsiadki, czy koleżanki, do cholery, chyba miała jakieś koleżanki?

– Cześć – przywitał się. Miał wystarczająco dużo kultury, by to zrobić, kiedy wchodził do domu. Człowieka obowiązywały pewne zasady, nawet gdy nie miał humoru, to go odróżniało od zwierząt, od obleśnych sierciuchów srających na trawnik pod blokiem. I naprawdę życzyłby sobie, żeby żona jednak witała go w progu.

– Hej – odpowiedziała. Nie patrząc na niego. Co u licha? Nagle dotarło do niego coś jeszcze dziwniejszego. Nie czuł zapachu obiadu. Więc tak wyobrażała sobie wspólne życie? On haruje codziennie po osiem godzin, znosi obraźliwe komentarze klientów, nie może nawet klepnąć koleżanki w pupę (bo ta zaczyna świrować i grozić donosem, chociaż on jest kierownikiem), a teraz wraca do domu i co – ma się prosić o obiad? No bez przesady.

Stał i patrzył na swoją kobietę. Może chora? Może matka do niej dzwoniła i znowu jej głupot nawciskała? Klęczała nad stertą rzeczy, jakby od nich zależało życie. Mysie włosy zakrywały twarz, cała była mysia i nijaka. Zupełnie inaczej niż Aneta, kurde no, ale że tak zareagowała dziś na niego. Tego się nie spodziewał. Byli razem na zapleczu. Gdy przechodził, powąchał jej złote włosy, niemal otarła się o niego biustem, a kiedy sięgnęła po pudło, jej pupa wypięła się kusząco, no przecież prosiła się o ten klapsik, mały klapsik na potwierdzenie, że on docenia jej wdzięki. A potem udawała, że ją obraził. Dziwka. Kobiety to dziwki. No może ta jego trochę lepsza, ale z drugiej strony – kto by ją chciał? Lepsza taka niż żadna, mówił sobie w chwilach zwątpienia. Poza tym dała mu dziecko, musiał przyznać uczciwie. Poprzednia nawet tego nie potrafiła. Czekał pięć lat zanim się znudził. Z nią też trochę potrwało, ale wreszcie dostał Amelusię, swoją księżniczkę. Takiego dzieciaka to jeszcze nie widział. Jak skończyła dwa latka, już wierszyki recytowała. Aż się ludzie dziwili. Moja krew, śmiał się. Teraz, w pierwszej klasie, też świetnie sobie radziła. I urodę miała, hoho, trzeba się szykować na kolejkę adoratorów. Już sobie tatuś pogada z każdym z nich.

No dobrze, dziecko było, za to plus, ale obiadu nie i za to wielki, tłusty minus.

– Zjadłbym coś. – Starał się być uprzejmy, naprawdę się starał. Podniosła głowę, po skroni spływała jej kropla potu. Fuj. I druga po dekolcie. Na litość boską, czy nie można się trochę ogarnąć? Czy musi witać go taka rozmemłana i śmierdząca? Już nie mówił o tej twarzy. W jej wieku mogłaby o siebie trochę bardziej zadbać, pomalować się chociaż trochę. Taka Aneta codziennie ma twarz perfekt. Długie rzęsy, rumieńce, wszystko jak trzeba. Lubił sobie myśleć, że to dla niego, ale dzisiaj… Zresztą, to się da na pewno jakoś wyjaśnić. Może to jakaś gra? Co on wiedział o grach kobiet?

– Nic nie zrobiłam, jeśli chcesz, możesz sobie coś zamówić – w jego myśli wdarł się bezlitośnie głos żony. Było w nim coś… no właśnie – co? Nie wiedział, ale brzmiała inaczej niż zwykle. Żołądek ścisnął mu się lekko, na pewno z głodu.

– Zamówię pizzę. – Wiedział, że ona nie lubi pizzy, a szczególnie nie lubi karmić pizzą Amelki, bo dziecko powinno jeść warzywa i owoce, bla bla bla. Ale jak tak, to tak.

– Okej. – Mruknęła i wróciła do ubrań, część wrzucała do pudła, drugą część do walizki. Wiedział, co będzie dalej – to on będzie musiał wziąć tę walizkę, która ważyła chyba ze sto kilo i ułożyć ją na najwyższej półce w komandorze. Ale że zgodziła się na pizzę? Jakby nic się nie stało? Jakby nie zrobił jej właśnie na złość? Żadnych zranionych spojrzeń, żadnych tłumaczeń? To było naprawdę dziwne. Dziwaczne.

Niepokojące.

Znalazł numer i czekał na połączenie, jednocześnie wpatrując się w Gabę, która z niezmąconym spokojem kończyła swoje idiotyczne zadanie. Wyobraził sobie, że to Aneta tu siedzi, z tymi czerwonymi ustami, z tym zalotnym uśmieszkiem. Ach, rzuciłby się na nią zaraz, przeleciał tutaj, na dywanie…

– Pizzeria Romantika, słucham.

– Eeee, dzień dobry – szybko zbierał myśli. – Poproszę dużą pizzę. Jakąś taką bardziej mięsną – zerknął na reakcję żony. Nic. – I żadnych warzyw. – Nadal nic.

Podał adres, odłożył telefon. Z Gabą było coś wyraźnie nie tak. Tylko jak się dowiedzieć, co? Milczeli więc, trudno powiedzieć, jak długo; ona zamykała karton i walizkę, coś tam jeszcze przekładała i poprawiała. On przyglądał się temu z rosnącym zniecierpliwieniem.

Wreszcie się odezwała:

– Wyprowadzam się.

Co to za informacja? Jak się wyprowadza? Gdzie? Dlaczego?

– Co za głupoty… – już był przy niej, cofnęła się, ale bez zwykłego w tej sytuacji strachu. Suka na pewno udawała. Wiedziała, że nie ma z nim szans. A jednak stała i patrzyła mu w oczy.

– Na dole już czeka taksówka. Rozumiem, że nie pomożesz mi znieść rzeczy?

Kurwa, co to ma być? O co ona…? Co ona sobie…?

– Zginiesz beze mnie – musiał jej to uświadomić, zanim idiotka zajedzie z tymi rzeczami w dół.

– Wynajęłam mieszkanie…

– Gdzie?

– I znalazłam pracę. Nie zginę. Ale to miłe, że się martwisz.

– Nie pozwolę, nie możesz… tak po prostu…

– Chcesz sprawdzić? – zapytała wyzywająco. Skąd ta kretynka stała się nagle taka… taka pewna siebie?

– Mała zostaje ze mną.

– Nie.

Wyminęła go, wzięła pudło, walizkę… Nie, nie mógł na to pozwolić. Zwariowała. Może od początku była nienormalna. Złapał ją przy wyjściu, chwycił nadgarstki, przygwoździł do drzwi.

– Nigdzie. Nie. Idziesz.

Zobaczył w jej oczach ślad strachu. Wreszcie. Niestety znowu zaczęła gadać.

– Amelka nie jest twoja.

Poczuł się, jakby dostał w splot słoneczny. Co ona gada, niech przestanie, natychmiast, bo nie ręczy za siebie…

– Kilka dni temu odebrałam wyniki. Chcesz je zobaczyć?

Czy chciał? Chciał ją walnąć w tę żałosną mordę. Tak bardzo chciał, że aż drżały mu ręce.

I wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.

– Otwórz – powiedziała. – Albo będę krzyczeć.

Otworzył. Ona wyszła.

– Dzień dobry, duża z szynką, boczkiem i podwójnym salami. Pięćdziesiąt cztery złote.

Płacił za pizzę trzęsącymi się rękami, drobne wypadły mu z ręki, schylił się i je zbierał, podczas gdy chłopak od pizzy stał i patrzył, a żona po raz ostatni schodziła z trzeciego piętra.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Cofftee 6 dni temu
    – Zjadłbym coś. – starał się być uprzejmy, naprawdę się starał. - bez kropki po "coś"? Chyba. Albo z dużej "staral,".

    Ła... Łał...
    Trudno mi pozbierać myśli po tym, co przeczytalam. Świetne odwzorowanie tragicznej codziennosci, niestety, wielu rodzin na całym świecie... Umiejętnie zajrzałas do głów obu bohaterów, a wizyta w myślach tego mężczyzny skutecznie zmazała mi uśmiech z ust - czyli tak, jak miało być. Dokładny, dobitny tekst. Z pewnością zasługuje na uwagę. Nie balas się wywlec pewnych brudów z ludzkich dusz. Brawo za to, choć to historia łamiąca serce...
    Piszesz lekko, czyta się piernikiem. Wspaniały warsztat.
    Jedyne co mi nie zatrybilo - pizza jak na mój gust przyjechała ciut za szybko.

    Dawno żaden tekst z Opowi tak mnie nie chlasnął po twarzy...
    Ode mnie pięć z plusem, chociaż jest mi po części głupio, bo nieracjonalnie czuje, jakbym "propsowala" takie tragiczne sytuacje - czyli potrzasnelo widzem.
  • jesień2018 6 dni temu
    Co za komentarz!! Bardzo dziękuję! Błędy poprawione:) Wiesz, można powiedzieć, że to historia z pozytywnym zakończeniem, więc możesz czuć, że propsujesz pozytywne rozwiązania ;) Pozdrowienia!
  • Marzyciel 6 dni temu
    Świetny sposób na dietę. Z pewnością na końcu tego opowiadania bohater nie był już głodny. :) A tak poważne, jak to u Ciebie, dobry kawałek obyczaju. Dobrze narysowany bohater i czytelna sekwencja zdarzeń.

    Widzę kilka minusów. Używasz za dużo imiesłowów. To zaburza rytm. Naprawdę nie musisz wszystkiego tak dokładnie opisywać. Daj czytelnikowi trochę miejsca. Poza tym czasowniki w takiej formie sprzyjają zagubieniu podmiotu.

    Już wspinając się mozolnie na trzecie piętro, przez atakujące go ze wszystkich stron zapachy gotowania, czuł rosnącą irytację na samą myśl, że u niego obiadu pewnie jeszcze nie będzie.

    Podmiotem jest irytacja. Pierwsza część zdania pełni funkcję partykuły i jest zbędna, ponieważ o ile zapach (choć nieprzyjemny, może potęgować uczucie głodu), to wspinaczka po schodach już niekoniecznie. Lepiej rozbić to na dwa zdania, z jasno określonymi podmiotami.

    Jaś (czy jak mu tam?) wspinał się mozolnie na trzecie piętro, atakowany ze wszystkich stron przez zapachy gotowania. Czuł rosnącą irytację na samą myśl, że u niego obiadu pewnie jeszcze nie będzie.

    Analogicznie:

    Byli razem na zapleczu, przechodząc, dała mu powąchać swoje złote włosy, niemal otarła się o niego biustem,
    Przechodząc obok, dała mu powąchać swoje złote włosy, niemal otarła się o niego biustem,
    Byli razem na zapleczu. Gdy przechodził, powąchał jej złote włosy, niemal otarła się o niego biustem,

    – Cześć – chrząknął sucho.
    Ta sama przyczyna. Niepewność, czy będzie się zrozumianym. Trochę więcej zaufania do Siebie samej. :) Pamiętaj, że swiftki (przysłówki w atrybucjach) i pakowanie dopalaczami samych atrybucji (chrząknął), często odnosi przeciwny skutek do zamierzeń. Musisz pamiętać, że didaskalia czyta się później niż wypowiedź, więc jest za późno na utwierdzanie czytelnika w przekonaniu, jak bohater wypowiedział daną kwestię.

    Pozdrawiam.
    M.
  • jesień2018 6 dni temu
    Hej! Super, że mi pokazujesz takie rzeczy! Poprawiam i biorę sobie na przyszłość! Jesteś wymarzonym komentatorem, Marzycielu ;)
  • Marzyciel 6 dni temu
    Gadam, a sam źle złożyłem. :)

    Jaś (czy jak mu tam?) wspinał się mozolnie na trzecie piętro. Atakowany ze wszystkich stron przez zapachy gotowania, czuł rosnącą irytację na samą myśl, że u niego obiadu pewnie jeszcze nie będzie.
  • jesień2018 6 dni temu
    Masz rację, dzięki:)
  • Antoni Grycuk 6 dni temu
    Na duży plus to, co potrafisz robić doskonale - wchodzić do głowy bohaterom. Te wszystkie myśli były takie męskie, znaczy takie samcze. To już kolejny tekst, w którym wczuwasz się w samca i wychodzi Ci to bardzo dobrze.
    Ale żeby nie było zbyt kolorowo, to sama fabuła to, przepraszam, nudna obyczajówka. Ale w sumie nie chodzi tu o akcję, ale właśnie o jego myśli.
    Znalazłem dwa błędy:

    – odpowiedziała. Nie patrząc na niego.
    Chyba powinien być przecinek, zamiast kropki.

    Po za tym dała mi dziecko
    Poza - razem.

    I tyle. Bardzo dobre, choć fabuła mogłaby być lepsza...

    Pozdrawiam.
  • jesień2018 6 dni temu
    Antoni! Aż się zaśmiałam, jak zobaczyłam Twój komentarz... Bo masz rację! To jest historia z gatunku takich, które każdy gdzieś tam już słyszał... Nie jest oryginalna, znajduje się jakieś dziesięć pięter pod Łowcami sprzed kilku dni... I chodziło mi właśnie o to, żeby napisać ją wiarygodnym głosem prostackiego faceta, sprawdzić, czy potrafię się wczuć w kogoś takiego. I żeby czytelnik czuł odrazę do głównego bohatera i kibicował komuś innemu (żonie, bohaterce drugoplanowej).
    Ponieważ temat jest jednak ważny i udało mi się obudzić emocje (wiem, że nie u Ciebie), cieszę się tym bardziej, to znaczy, że zrobiłam to przekonująco. Zależało mi też na ukaraniu drania! Trochę takie dobre zakończenie historii, które w życiu często kończą się źle... Słowem: ja też go nie znoszę i dobrze mu tak! ;)
    Pozdrowienia!
  • Maurycy Lesniewski 6 dni temu
    No, no, no:)
    Tekst bardzo, bardzo mi się podobało, jedna mała uwaga, ta pizza to mistrzostwo świata jeśli chodzi o prędkość realizacji zamówienia, chyba jednak za szybko przyjechało to jedzenie... Ale to szczegół :) 5
  • jesień2018 6 dni temu
    Pizza... taaa… ale trochę tam wprowadziłam strategicznego milczenia, może wystarczy? :-D Dzięki, Maurycy!
  • kalaallisut 6 dni temu
    Jesień mocny teksto zwyklej codzienności, która ma targiczny koniec i chwyta za serce. Dobrze ukazane postacie. Brawo
  • jesień2018 6 dni temu
    "Chwyta za serce" - dziękuję! <3
  • sensol 6 dni temu
    ale kawał chuja z tego faceta. dobrze, że dostał kopa w dupę - takie moje pierwsze myśli po przeczytaniu. świetny kawałek. miniatura obyczajowa. podczas czytania nic mnie nie uwierało. po przeczytaniu komentarza Marzyciela - faktycznie, kilka zmian może by wyszło tekstowi na dobre. przysłówki nie służą historiom. fajnie potrafisz skrótem przykuć uwagę i opisać postaci. poza tym - domyśliłem się, ze córka nie jest jego. wszystko się układało w taki ciąg zdarzeń. gratulejszyn :)
  • jesień2018 6 dni temu
    Bystry, domyślny Sensol :) Kilka zmian zostało już wprowadzonych, myślisz, że jeszcze coś zgrzyta? Pozdrowienia:))
  • pkropka 6 dni temu
    "Po za tym dała mi dziecko," - *mu
    "No dobrze, dziecko było, za to plus, ale obiadu nie i za to wielki, tłusty minus." - jakoś ujęło mnie to zdanie :)
    Super kawałek tekstu z przyciągającym tytułem. Zakończenie mi się bardzo podobało.
    "moja krew, śmiał się" - cudo <3
  • jesień2018 6 dni temu
    Bardzo mi miło, pozdrowienia!
  • Angela 6 dni temu
    Pierwsza myśl już po pierwszym akapicie brzmiała: zgniotłabym tego faceta jak karalucha, bo tym przecież jest.
    Kawał świetnie napisanego tekstu, a zakończenie sprawiło mi wiele radości : )
    Pozdrawiam *****
  • jesień2018 6 dni temu
    No widzisz, udało się dać mu nauczkę ;) Dzięki i też pozdrawiam!
  • Ritha 5 dni temu
    „– Zginiesz beze mnie – musiał jej to uświadomić, zanim idiotka zajedzie z tymi rzeczami w dół” – hahahahaha. Dobre. Serio, dobre. Tacy kretyni serio żyją i chodzą po świecie? Nie wierzę.
    Napisałam trzy komentarze, każdy skasowałam, gdyż więcej było w nich przekleństw niż spokojnych słów. Nie skomentuje tego tekstu. Wolę czytać o zabijaniu niż o życiu takich ludzi.
    Co za, kurwa, kretyn.

    No dobrze, dużo emocji, tak irytująca postać stworzyłaś, że no po prostu nie mogę. Łap gwiazdy i idę zapomnieć o tym tekście. Zepsułam se jeszcze gilotynę do papieru w pracy, weszłam tu poczytać i się uspokoić i kurde nie pomogło xD
  • jesień2018 5 dni temu
    To ja bardzo przepraszam :-D Mam nadzieję, że gilotynę udało się naprawić ;) (Dzięki, Ritha!)
  • Justyska 3 dni temu
    Czytałam wcześniej, ale nie miałam czasu na komentarz. Fajnie weszłaś w głowę bohatera, brzmi to wiarygodnie, choć trudno uwierzyć, że można być aż takim cymbałem.
    Tak sobie pomyślałam, że ten jej spokój przy pakowaniu... taki prawdziwy i charakterystyczny dla kobiet, które wiedzą co robią i są świadome dobrej decyzji.
    Bardzo dobre. Przepłynęłam:)
    Pozdrawiam
  • jesień2018 3 dni temu
    Dziękuję, Justysko. Dobre obserwacje:) Co do gościa - wiesz, on może nie na co dzień aż taki okropny (choć w duszy cymbał na pewno), ale tego dnia został odrzucony, no i wiadomo. Męska duma ;) Wygląda na to, że opowiadanie wyszło lepiej, niż się spodziewałam, miła niespodzianka.
    Pozdrowienia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania