Poprzednie częściTW 4.0 #4 - Dziewiątka cz.1  

Dziewiątka cz.2

Wtorek. 24 stycznia 2012. Godzina 10:40

 

Cześka zupełnie przypadkiem zauważyła znienawidzoną lafiryndę spod dziewiątki, kiedy akurat wyjrzała przez okno. Poczuła nagłą potrzebę spojrzenia na puchową pierzynę otulająca przestrzeń między blokami. Jej pomarszczona twarz skrzywiła się odruchowo. Rude włosy przerzuciła przez ramię i odeszła szybkim krokiem od parapetu. Nie była oryginalna w swoich poglądach dotyczących Kaśki. Ale jak nikt inny szczyciła się faktem, że jako pierwsza zauważyła odmienność nowej mieszkanki bloku. Wystarczyło do tego jedno, przeszywające spojrzenie. Niektórzy już tak mają. W każdej większej dobrze zorganizowanej społeczności występuje doświadczona w życiu, pokorna szamanka, która pełni rolę strażnika.

Czesława wiedziała od lat, że została powołana to tego odpowiedzialnego zadania. I chociaż swoich nadludzkich zdolności użyła, jak na razie, raz to wystarczyło, aby ugruntować pozycję kobiety na osiedlowym podwórko nie wspominając o bloku, w którym mieszkała. Tu uchodziła wręcz za wyrocznię wszechwiedzy. A może po prostu była za cwana? Może trafiła na bezrozumne bydło kiszące się w wielkich, betonowych płytach? Z pewnością jej kariera zawodowa ułatwiła podczas emerytury sprytne manipulowanie ciemną masą ludzką. Wiekowa starucha właściwie większość obecnych mieszkańców witała jako już dobrze zaaklimatyzowana w swoich ciasnym, czteropokojowym mieszkaniu. Liczne uśmieszki i dobre słowa na każdy temat sprawiły, że stała się głęboko poważana, a kolejne lata owocowały w coraz to mocniejszą pozycję.

Nienawidziła zmian. Nienawidziła jakichkolwiek odchyleń lub wydarzeń przerywających betonową rutynę? Dlaczego? Może się bała? Kiedy człowiek działa w rutynie, ciągnącej się latami, jest bardziej podatny nawet na absurdalne sugestie. A Cześka zdążyła wmówić ludziom, że to wszystko, ten spokój i ład, wręcz idealny stan egzystencji nie może zostać zachwiany. Dewotka musi odejść. To jedyne rozwiązanie. Ale zaraz! Nagle w jej głowie zrodził się zupełnie nowy pomysł. Pogratulował sobie w myślach. Starcza twarz wykrzywiła się w nienaturalnym uśmiechu. Nawet nie musiała nikogo pytać o słuszność swojego pomysłu. Dobrze wiedziała, że poprze ją każdy bez wyjątku.

 

Wtorek. 24 stycznia 2012. Godzina 10.45

 

Opanowała emocje dopiero na progu klatki schodowej. Płomienie szalejące w jej oczach tracił na mocy, by ostatecznie wypalić się całkowicie. Znowu ma kontrolę. Kilkadziesiąt stopni dzieliło ją od drzwi mieszkania. Może wytrzyma. Dzień dopiero nabierał rumieńców, ale ona postanowiła już nigdzie nie wychodzić. Stara Cześka. Czuła jej obecność przez betonowe ściany. Ten palący wzrok, kiedy po raz pierwszy spojrzały sobie w oczy. Wtedy dwa miesiące temu. Kobieta nie odpowiedziała nic, jedynie mruknęła coś pod nosem, jednak wyglądało, że to tylko drobne odchrząknięcie.

Teraz wolała jej nie widywać. Jak to możliwe, że to stare ścierwo ma tyle zapału i niezmierzonego gniewu wobec niej?

— Dzień dobry — usłyszała nagle zza pleców. Ochrypły głos wydawał się nad wyraz miły, wręcz przesłodzony.

— Dobry — odpowiedziała szybko, odwracając się jednocześnie.

— Ja w sprawie sklepu — Mikołaj Rębus spod piątki prężył się pond siły, ale nadal utrzymywał na twarzy pogodny uśmiech.

— Sklepu? Nie rozumiem.

— Czyżby? Awantura w warzywniaku Mariolki była ledwie kilkanaście minut temu. Aż taka słaba pamięć?

— Nie mamy o czym rozmawiać — Kaśka czuła, że zbliża się nieuniknione.

— Jest dużo rzeczy, o których chciałbym z tobą porozmawiać. Ale teraz chodzi mi tylko o tę awanturę...

– Do widzenia — syknęła i ruszyła pośpiesznie na górę.

— Ile to będzie trwało, hmm? Pamiętaj, że kiedyś cierpliwość się skończy, tak samo moja, jak i wszystkich innych — rzucił szybko, po czym skrzywiony wyszedł na zewnątrz.

Słyszał dokładnie każde słowa Kaśki, gdy była w warzywniaku. Odczekał trochę, kiedy ogarnięta demoniczną furią wyszła ze sklepu, po czym wszedł do środka. Mariolka stała blada w bezruchu jakby odłączona od tego świata. Chwilę zajęło, zanim doszła do siebie. Co raz więcej osób co do jednego nie miało wątpliwości. Dziewiątka opustoszeje.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania