E-Eren, ty żyjesz!!~ [ERERI WARING]~

*Pov. Eren* (WLASNORECZNE XD)

Już od ponad półtorej roku zniknąłem z twierdzy. Twierdzy, w której żyłem przez rok. Zdążyłem się stęsknić.. Za Armin'em, Mikasą, Marco, Conny'm, Sashą, Ymir, Christą.. Nawet za koniomordym.. Za Hanji...i za Levi'em... Moim Levi'em. Cóż, Wiem, dziwne jest to, że mogłem się kiedykolwiek zakochać w osobie, która jest dwa razy starsza ode mnie.. Levi to taki mały dzieciaczek... uroczy, słodki, Tsundere dzieciaczek. Uśmiechnąłem się na tą myśl.

Dosiadłem konia, i złapałem za wodze. Pojechałem pędem w stronę twierdzy. Jutro... są moje urodziny, ale zapewne nikt nie pamięta o nich. Haha.. Po ok. Dwugodzinnej jeździe, dotarłem do twierdzy. Zeskoczyłem z konia, i przywiązałem go do płota.

Z kopniaka, wszedłem do wielkiego i starego "zamczyska." Poszedłem w stronę stołówki, wiedząc, że oni mają o tej porze śniadanie. Co jak co, ale chciałem ten jeden i ostatni raz, zobaczyć swojego Levi'a. Otworzyłem drzwi z hukiem. Każda para oczu była skupiona na mnie. Nasz kapral, Levi, patrzył na mnie oniemiałym wzrokiem.. Uśmiechnąłem się słabo.

- Uhm, cześć? - Burknąłem po kilku minutowej ciszy. Wstali. Każdy wstał. Każdy żołnierz korpusu zwiadowczego i każdy generał, jak i pułkownik i kapral.

- E-EREN! TY ŻYJESZ! - krzyknęli chórem, zaskoczeni byli tym, że Levi bez słowa do mnie podszedł i przytulił mnie mocno prawie dusząco. Zaśmiałem się nerwowo i spojrzałem na nich.

- Eren, masz zakaz wyjazdów z twierdzy. Od dzisiaj siedzisz tylko w twierdzy, i nigdzie indziej... - Burknął kobelatowooki chowając twarz w mojej klatce piersiowej.

*Dzień Później, bo why not*

*Pov. Levi*

Od samego rana zaganiałem każdego do roboty. Ma tu być idealnie wystrojone wnętrze. Zbiegłem do podziemi i podbiegłem do celi, w której przesiadywał mój Eren.

- Eeeereeeen, musimy jechać do miasta kupić płyn do naczyń. - Niby to wymówka, ale lepsza taka niż żadna.

- Eh, już idę. - Mówiąc to, wstał i zarzucił na siebie kurtkę. Wyszedł za kraty, więc złapałem go za rękaw i zacząłem ciągnąć za sobą. Co było dalej?

Wywiozłem go na jakieś zadupie, oczywiście to nie tu odbędzie się kilku godzinne bajlando. Zaprowadziłem go w takie jedno miejsce, i go puściłem. Spojrzałem na niego. Był zdezorientowany, co było widać po jego rozglądaniu się.

- Eren, nie martw się, nic ci się tu nie stanie.. idź minutę prosto i skręć w prawo, potem idź kolejną minutę i będziesz na miejscu.. - Gdy to powiedziałem pocałowałem go przelotnie w polik i pojechałem spowrotem do twierdzy. Miałem tu jeszcze wiele do zrobienia..

*Pov. Eren*

Uśmiechnąłem się sam do siebie i poszedłem zgodnie z instrukcją. Na miejscu czekało na mnie...

1) Grill

2) Popijawa

3) Alkohol

4) prezenty

5) Żołnierze + Erwin i Hanji z korpusu.

6) Levi w platynowej pościeli w twierdzy w jego sypialni ( ͡° ͜ʖ ͡°)..... mrau...( ͡° ͜ʖ ͡°)

Okey, Popijawa itp się zaczęło. Oprócz numeru 6 .. Oh. :( ;-;

Gdy wróciłem, od razu pognałem do Levi'a. To co tam zobaczyłem, niemal nie oszalałem...

 

Ciąg dalszy nastąpi

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 miesiące temu
    :) szczerze mówiąc najbardziej mi się podoba nick.
    Widziszka - jakie sympatyczne i ciut niebezpieczne miano.
  • Pan Buczybór 3 miesiące temu
    Parodia, parodią, ale pisać trzeba porządnie. Zawsze. Dość dużo tu błędów, nawet nie jestem pewien, czy specjalnie. Ogólnie ubogo, mało i bez sensu, ale ja to samo robiłem z SAO, więc trochę wybaczam. Ale błędy trzeba poprawić.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania