Elfie życie

Isena skończyła poranna czarkę mokki- przyjęła od elfów ten miły zwyczaj od elfów - i wyszła na dziedziniec gdzie pozostali w cebrzyku płukali naczynia po śniadaniu.

- Pójdziemy dziś zbierać zioła? - zapytał głośno stając za nią Gandalf. Potrząsnela głową zgarniając z twarzy zbyt wiele uczuć naraz i przyjęła jego konwencję.

- Nie męczy cię to? - zapytała tak samo .

- Nie, czuje się ostatnio jakby mi sto lat ubyło!

Isena roześmiała się głośno.

- Pójdziemy zbierać zioła - przytakneła poprzez śmiech .

Zwyczajem bowiem czarownic i czarodzieju solarnych nie o północy a w środku dnia wychodzili na ukrytą, nagrzana słońcem polankę pod sosnami aby być ze sobą.

Gandalf nieustannie żałował że zostało im tak mało czasu. Tak, spotkań było kilka, aż żal liczyć, jak mało.

Wracając dostrzegli konny patrol i konia Aragorna.

Powitanie ucznia i mistrza, czarodzieja i króla , przyjaciół zostawmy im samym.

- Nie pytasz o bitwę? - zdziwił się później Aragorn.

- Widziałem wszystko poprzez pierścień- uspokoił go Gandalf.

Aragorn odzyskał swoje dziedzictwo. Spustoszone, zrujnowane, wypalone. Potrzebował teraz wszelkiej pomocy by przed zimą zbudować schronienia dla ludzi, zgromadzić zapasy, opracować prawa nowej tworzącej się społeczności. Umowa o ktorej wiele razy marzyli obaj z Gandalfem będzie wzorem dla innych władców i czarodzieji. Ci mają służyć władcom swą wiedzą i mocą w określonych zadaniach i sytuacjach. Trzeba będzie je dokładnie określić aby czarodzieje nie mogli już wykorzystywać władców dla swej potegi, jak Saruman Gondor, ani by władcy nie wykorzystywali mocy przeciwko innym ludziom.

Najpierw jednak Aragorn uporządkował bieżące sprawy. Narzucił swój płaszcz, przypasał miecz i ogłosił.

- Mistrz Gandalf oficjalnie zajmuje stanowisko doradcy królewskiego które zajmował zawsze w ukryciu.

Isena opuściła dla nas Gondor i tytuł księżniczki. Ogłaszamy ją więc księżniczką z naszej ręki i może wrócić do Gondoru jeśli serce ją tam ciągnie .

Isena skłoniła się wdzięcznie.

- Dziękuję panie, lecz serce moje jest tutaj - na moment położyła głowę na ramieniu stojącego obok Gandalfa.

- Tak, zatwierdził byś nasze zaręczyny - powiedział Gandalf. Aragorn uśmiechnął się aprobująco.

- Rycerz Athenor. Jak rozumiem, jego tytuł był tytułem zwyczajowym. Zostanie pasowany na rycerza, i może pozostać w naszej służbie lub wybrać sobie własny los.

Athenor potrząsnął głową.

- Twoje pochodzenie nie stanowi przeszkody. Wiemy że pochodzisz z elfiego rodu i sądzę że krewni mej narzeczonej ustalą tego szczegóły. Jeśli nie, to każdy elfi ród adoptuje cię uważając to za zaszczyt- tłumaczył Aragorn.

- Nie mogę - szepnął Athenor, czując niemal ostrze miecza na szyi. Nie odrzuca się łaski króla. Nie tak jawnie wobec wszystkich.

- Wyjaśnimy to - mruknął Gandalf chwytając go za ramię i wyprowadzając z kręgu.

 

Weszli do pustej chaty.

- Nikt nas nie usłyszy - uspokoił Gandalf rzucając szybkie zaklęcie.

Athenor kilkakrotnie próbowali przełamać tkwiący w gardle opór.

- Jest jeszcze jakaś tajemnica? Masz jedyną szansę wreszcie to powiedzieć - ciepło zachęcał go Gandalf.

- Zostałem ranny. Draśnięty. W udo. Nie ma prawie śladu, ale - powiedział wreszcie Athenor.

- Zostały następstwa? - domyśla się mistrz.

- Tak. Nigdy nie chciałem ....z kobietą...jak inni

- Rozumiem. Czy tylko wobec kobiet? - uściślił mistrz

- Nigdy - uściślił.

- No cóż - będę musial chyba zobaczyć blizne- rzeczowo powiedział Gandalf.

Athenor rozpiął pas i odwrocil głowę. Ręka Gandalfa była zimna i sprawiała ból.

- Wygląda na to że jesteś zdrowy - powiedział wreszcie mistrz. Athenor potrząsnął głową że zdumieniem.

- Oczywiście, byłes w mocy potężnego zaklęcia , które dopiero teraz powoli ustępuje. Musisz być kimś naprawdę ważnym i mocnym skoro twój pan tak bardziej cię zniewolił. Przez to zachowałeś swą moc. Spotkasz kiedyś swoją księżniczkę która zdejmie z ciebie resztę tego uroku.

Gandalf zostawił Athenora by ten doszedł do siebie i wrócił do pozostałych.

- Nasz przyjaciel obawiał się mocy pewnego zaklęcia ale teraz nie ma ono już nad nim władzy. Wieczorem możemy dokonać ceremonii.

 

Wieczorem król i rycerz poszli wraz z elfami na polanę. Athenor ukląkł przed królem, ten podniósł go i opasał rycerskim pasem. Potem Athenor wraz z elfami odśpiewał uroczyście wieczorny hymn elfów.

Tak do Athenora przyszło jego drugie, elfie życie.

-

 

- Tym bardziej że z krainy elfów wyruszył już orszak mojej narzeczonej.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Zaciekawiony miesiąc temu
    Bardzo niedopracowany tekst, powtórzenia, różne błędy.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania