Poprzednie częściEyre — część I (TW 4#01)  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Eyre — część II

Wysiedli w bliźniaczym tempie. Tak spójnie, że gdy zamykali drzwi, nastąpił tylko pojedynczy trzask. Mała mogła mieć dziewięć, maks jedenaście lat. Ubrana w upieprzone ogrodniczki, bosa i potargana, jedną rączką robiła daszek przed słońcem, z drugiej zwisały obcążki. Wielgachne. Niemal długości jej nogi.

— Cześć. — Uśmiechnęła się Ellin. — Co tam porabiasz, skarbie?

Spens stanął tyłem i... Cholera, mógł się przynajmniej schować za samochód.

Nadleciało zwrotne "cześć", ale, o ile pierwsze było nieinwazyjne, o tyle zwrotne trącało już zadziornością.

— Czemu płaczesz? Czemu jesteś sama? Zgubiłaś się?

Trzy pytania kontra jedna odpowiedź. Odpowiedź zaskakująca, w postaci wyprostowanego, środkowego palca. Czyjąkolwiek była pasażerką, ten ktoś musiał często "pozdrawiać" innych kierowców.

— Wow, widziałeś Spens? Dziecko, czemu mi w ten sposób pokazujesz? Wiesz, co to znaczy w ogóle?

Niby słowa wypowiadane z uśmiechem, ale pokropione nerwowością. Brat wrócił. Minę miał taką, jakby właśnie dowiódł teorii, że niezależnie od wymachiwania fujarą, ostatnia kropla zawsze i tak pójdzie w spodnie. Wskazał palcem gdzieś w pustynny bezkres.

— Chyba jej rodzice się znaleźli.

Ellin powiodła wzrokiem po mapie wskazującego palca. Istotnie. Dwie albo trzy postacie i... chyba pies. Czyli już po zagadce. Zaraz wymienią ze trzy grzeczności na krzyż i będzie można stąd jechać. Czego oczekiwała? Że dziecko jest tutaj samo? Że wypadło diabłu spod ogona?

Mała spojrzała także. Następnie podbiegła i wtuliła się dziewczynie w nogi.

— Spokojnie. Już wszystko dobrze. Twoi rodzice wracają.

— Prędzej siostry.

— Co?

— Sama spójrz. To tylko kolejne dzieciaki. Jak w tym kukurydzianym polu u Mastertona czy Kinga.

Pogłaskała dziewczynkę po włosach, mówiąc, by się nie bała. Uniosła wzrok. Faktycznie. Troje dzieci, choć zauważalnie starszych od tego rozdygotanego szkraba tutaj i przeogromny pies, który gabarytami przypominał trochę pasterskiego, ale z pyska już zdziczałego dingo. Mieszanka anioła z diabłem, prosto ze świata kopulujących zwierząt.

Czasem nie masz pojęcia, czemu coś robisz albo dlaczego pytasz. To wychodzi z ciebie bezwiednie. Instynktownie. Coś jak choroba pod naporem silnego antybiotyku.

— Spencer, czy my mamy ze sobą jakąś broń?

Oczekiwała, że brat wybuchnie śmiechem, albo wyzwie ją od zdziwaczałych bab. Że zaraz powie, by się popukała nogą w czoło.

On jednak tylko odebrał dziecku narzędzie.

*

Nie było żadnego "witajcie" czy "jak się macie?" Dwie młode pannice i rudowłosy paw obwieszony krowim łańcuchem, nieudolnie imitującym srebro. Cała trójka do siebie tak podobna, jakby tuż przed stosunkiem ich przyszły ojciec zamoczył wacka w tuszu od drukarki. Bliźniacze trojaczki o nadąsanych minach, ubrane w ciuchy po rodzicach. Po lewej tak wielki pies, że gdyby nagle zaczął machać ogonem, pewnie by ich wszystkich poprzeziębiał.

— Chodź, Lilli. Już czas.

Jedna z dziewczęcych, porcelanowych figur, rozpostarła ręce, jakby oczekując, że mała do niej przybiegnie. Poza Pana Jezusa z obrazka w ich samochodzie głoszącego: "Czekam na Ciebie zawsze".

Dziewczynka tylko uczepiła się mocniej.

— Może jakieś dzień dobry na początek? To wasza siostra?

Nie odpowiedzieli. Patrzyli wyniośle. Źle. Generałowie własnych życiorysów. Za długie spodnie, przyduże buty i nazbyt ciepłe palta. Trzydzieści stopni, dziesięć miesięcy w roku. Kto kupuje palta w Australii?

— Lilli — wycedziła przez zęby lala w niemodnym koku — na ciebie pora!

— Mówiłem, że może byście się najpierw przedstawili. Ty. Jak masz na imię, chłopcze?

Zagadnięty zmierzył Spencera wzrokiem, dając do zrozumienia, że jest przezajebisty i tylko ta podrabiana biżuteria utrzymuje go przed lotem w kosmos. Potem wystawił przed siebie środkowy palec i puścił psa.

*

Gdyby mężczyzna miał moment na analizę sytuacji, mógłby pójść drogą skojarzeń — środkowy palec po raz kolejny... bardzo możliwe, że oto nauczyciel gestykulacji małej Lilli. Czyli się znają i można im ją oddać.

Jednak problem polegał na tym, że nim zdołał choćby zakrzyknąć, by brali dziecko w cholerę, szczęka tego przepasionego wielozęba uszarpała go w ramię. Wszystko w tak szybkim tempie, że nawet cholerny gepard pokiwałby łbem z aprobatą. Od upuszczenia sznura do doskoku, nie dłużej niż trzy sekundy. Ellin krzyknęła z bólu, kiedy mała przywarła do niej jeszcze mocniej. Impuls lęku albo odruch ucieczki. Szczupłe nogi kobiety jako wątły fantom bezpieczeństwa. Gówniarzowi podły grymas oblał calutkie ryło. Widać było, że liczy na rozrywkę.

"Ty mały gnoju...", przemknęło przez głowę Spens'a. Obcążki przydały się szybciej, niż przypuszczał. Prawo Murphy'go — jeśli coś może pójść źle, pójdzie źle. Włochaty żarłacz oberwał żelazem w gębę, jednak już po samym ugryzieniu. Zaskomlał, otrzepał się, ale zdawał wcale nie mieć dość. Jakby tego cyrku było mało, po prawej bocznej zamigotał wóz. Odkryty, wielki kombajn, długością przypominający autobus. W środku, bez mała, kilkunastu chłopa, dzierżących w łapach widły, sierpy, siekiery. Stado wiejskich kocmołuchów poodrywanych rykoszetem huraganu od kaflowych pieców. Banda odmieńców o tak pokrzywionych twarzach, jakby igraszki cielesne od dobrych kilku pokoleń nie opuszczały wewnątrzrodzinnych kręgów. Dosłownie jakby ładowanie kuzynki, czy skakanie po kindybale ojca nie było dla nich najmniejszą choćby ujmą. A nawet jeśli kiedyś ktoś zapisał kredą, że nie można, to drugi szybko po nim przyszedł i to starł. Prostackie lica kraśniejące od potęgi słońca i owrzodziałe pyski niepokarane choćby ułamkiem myśli. Słomkowe kapelusze czy fantazyjne brody. Kubraki oraz drelichy. Jedni o gołych torsach, a inni w paltach. Podobna ekipa mogła kiedyś zaciukać Frankensteina.

Jedna z dziewczyn podeszła bliżej, wyciągając ręce w kierunku małej.

— Chodź, Lilli Tempus... — syknęła. — Chodź!

Teraz już nie tylko dziewczynka obejmowała Ellin, co tuliły się obie. Dwie bezgranicznie przerażone twarze, które dzieliło przynajmniej osiemnaście lat. Spens jednak nie dał po sobie poznać, że się boi. Złapał je i w dwie sekundy wpakował do samochodu. Przejął ster. Trochę wcześniej wypił – część odeszła razem z drzemką, reszta wyparowała właśnie w tym momencie. Kluczyki – brak. Zawsze, absolutnie zawsze, gdy trzeba skądś uciec, tych pieprznych kluczyków nigdy nie ma w stacyjce. Stuprocentowa reguła.

— Kluczyki, Ell! — wrzasnął.

Kobieta w pierwszej sekundzie nie załapała, wciąż osaczona intensywną obecnością małej, jednak nadlatujący bluzg, przywrócił jej zdolność kojarzenia. Przez głowę Spensa przemknęła myśl, że kolejnym podmuchem pecha będą problemy z odpaleniem złoma. Pół sekundy trwogi, lecz nie tym razem. Czasem nawet Bóg ma dobry dzień.

Byli w drodze. Znów. Nadal w kierunku stanu Australia Zachodnia, przemierzając Eyre Highway – najdłuższą drogę, jaką zbudowały ludzkie łapy. To samo miejsce, ta sama podróż, wciąż ten sam cel, a sytuacja odmienna. Godzinę temu nie było tam Lilli, nie musieli się z nikim szarpać i zastanawiać, co jest do cholery grane. Godzinę temu nie musieli się bać.

— Co teraz? — Głos Ellin drżał.

— Wzięłaś ładowarki? Kanister z benzyną?

— Nie! Co teraz?

— Dobre serce, słaba pamięć. To teraz się módl.

Lilli tonęła we łzach. Ellin próbowała ją uspokoić, sama walcząc z kanonadą myśli. Skąd ci ludzie? Skąd to... dziecko? Co jest do cholery grane?

Może powinni ją oddać? Nie, na pewno nie. Są sytuacje, kiedy niczego nie możesz być pewnym. Oto jedna z nich.

Spens wciskał gaz w podłogę, aż łydkę ścisnął ból. Znacznie bardziej odczuwał pogryzioną rękę. Krajobraz rozwarstwił się na odległą, jednostajną dal przed nimi i umykające kadry po bokach. Obie te perspektywy wydawały się nieosiągalne. Zbyt "daleko" z przodu, zbyt "nic" wokół. Pocieszającą była jedynie myśl, że każdy kilometr zbliżał ich do Caiguny. Tam pozbędą się większości problemów. Problemy mają początek oraz koniec. A przynajmniej nadal w to wierzyli.

— Nie możemy jej ze sobą zabrać, wywieźć nie wiadomo gdzie. — Ellin nachyliła się w stronę brata, ściszając głos. — Musimy znaleźć jej starych. Nie jesteśmy porywaczami, Spens.

— Kurwa. Mnie to mówisz? Ty ją chciałaś zabrać.

Zamilkli.

*

Niema podróż trwała aż do zmroku, wraz z przyjściem którego wyrosło przed nimi miasteczko. Tabliczki z nazwą nie zarejestrowali, zmęczenie robiło swoje. Zwinięta w kulkę dziewczynka spała wtulona w Ellin. Kobieta głaskała małą po głowie, zastanawiając się, kto mógł zostawić dziecko samo na kompletnym zadupiu. Ludzie są podli nawet dla samych siebie, a co dopiero dla innych. Ludzie to kurwy, w polewie z kurwy i z kurewskim nadzieniem.

— Spens, a jeśli oni są psychiczni? — Ponowiła próbę dyskusji.

— Oni. Kto oni? Jacy oni? — Wybuchł. — Skąd ich weźmiesz? Gdzie mam jechać? Wiesz? Nie wiesz. Budź ją! Pytaj!

— Moja wina...? — Kobieta zamknęła oczy, uspokajając myśli. — To nie jest moje dziecko... — syknęła półszeptem. — Po prostu znajdźmy jej rodzinę i spadajmy do domu. Z nieba nie zleciała. Ludzie się biorą z innych ludzi, Spens. Z kapusty nie wyszła.

— No właśnie wyglądało, jakby wyszła.

— Słuchaj. Przespałeś wcześniej część drogi, to mogłeś nie widzieć, ale od kilku godzin nie minęliśmy żadnego domu. Ani jednego, pieprzonego domu. Zero, null. To jest najbliższa miejscowość. Znajdziemy centrum... — Zawahała się przy ostatnim słowie, zauważając, jak cholerną dziurą jest to miasteczko. — Jakiś punkt... Bar na przykład! Musi być jakaś knajpa, stacja, cokolwiek, gdzie będzie można zapytać. Tu mieszka mniej ludzi, niż białych gra w kosza, Spens. Wystarczy odrobina dobrej woli.

Parsknął, wątpiąc w takie proste rozwiązania. Ellin zagryzła zęby. Zbyt dobrze go znała. Był taki sam jak matka. Dlatego nie potrafili się dogadać.

Wszystkie myśli były niepokojące, lecz jedna nie dawała jej spokoju. Chodziło o drogę. Boczną, wąską drogę, którą jechały te zmutowane zbiry. Cóż. Kiedy zatrzymali wóz, widząc dziecko, Ellin mogłaby przysiąc, że żadnej drogi nie było.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 14

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jolka_ka rok temu
    pojedynczy – pojedyńczy
    "Zaskomlał, otrzepał się, ale zdawał wcale nie mieć dość" – zdawał się tu pasuje, ale byłoby powtórzenie, więc nie wiem. Może: Zaskomlał, otrzepał się, ale nadal nie miał dość/ale wyglądał jakby wcale nie miał dość.
    "Prostackie lica kraśniejące od potęgi słońca i owrzodziałe pyski niepokarane choćby i ułamkiem myśli" — drugie i niepotrzebne, unikniecie też powtórzenia.
    "jednak nadlatujący bluzg" — jaki bluzg? tam nie było przekleństwa, chyba? :d
    "Niema podróż trwała aż do zmroku, wraz z przyjściem którego wyrosło przed mini miasteczko". — Coś mi tu zgrzyta z tym "wraz z przyjściem którego". Ale pomysłu nie mam, więc jeśli ktoś mądrzejszy się nie wypowie, to olejcie :) A i literówka "nimi".


    Z czepielstwa tyle. O wiele lepsza część niż poprzednia. Tamta — średnio zapamiętana. Ta już zostanie w głowie. Piękne opisy "tych ludzi". Widać, że nie jest to już przegadane, tylko każde słowo ma swoje miejsce i zastosowanie. Nic dodać nic ująć. Historia zaciekawia, pozostawia w głowie pytania, zmusza czytelnika, żeby zastanawiał się nad tym i tamtym razem z bohaterami. Świetnie to wyszło. Za ten fragment 5+.

    Pozdro z rana :D
  • jolka_ka rok temu
    Cofam. Pojedynczy - dobrze. :)
  • Dzień dobry :)
    „Zaskomlał, otrzepał się, ale zdawał wcale nie mieć dość” – nie widzę tego powtórzenie. Tzn. jakby „się” wrzucił, to by było, owszem, bez „się” może i dziwnie faktycznie - obadamy.
    Z „i” racja. Chyba. (Can, analiza ;D)
    "jednak nadlatujący bluzg" — jaki bluzg? tam nie było przekleństwa, chyba? :d – no właśnie to jest informacja, że bluzg wystosowany w kierunku Ell został (choć nie został przytoczony)
    „wraz z przyjściem którego" mi nie zgrzyta, o zmrok chodzi oczywiście, ale tu się muszą konsultacje odbyć, bo ja tom czasem ślepawa
    mini/nimi, racja lyterówka

    Oki, Joluś, dzięki piękne za uwagi, czujne oko i opinię. Taa, też mi się nieśmiało zdaje, że tera ciut lepiej jest i może nikogo nie trza będzie reanimować po przeczytaniu (albo w trakcie) :D
    Dziękujemy :)
    (R)
  • Canulas rok temu
    Masz rację z tym psem. Zdanie ewidentnie do przebudowy. Miło, że dostrzegasz progres. Dziękuję bardzo za wizytę.
  • Justyska rok temu
    Widzę tu amerykański horror. Pusta droga, dziecko, dziwaczni ludzie i opuszczone miasteczko i super tempo :) czytało się dynamicznie i na wdechu. O wiele lepiej niż pierwsza część. Oboje świetnie piszecie więc no taka współpraca musiała zaowocować świetnym tekstem.

    A to mój faworyt:
    "Cała trójka do siebie tak podobna, jakby tuż przed stosunkiem ich przyszły ojciec zamoczył wacka w tuszu od drukarki. Bliźniacze trojaczki o nadąsanych minach i ubrane w ciuchy po rodzicach. Po lewej tak wielki pies, że gdyby nagle zaczął machać ogonem, pewnie by ich wszystkich poprzeziębiał."

    Piękna piątkę zostawiam i czekam na cd:)
  • Australijski w zasadzie ;D
    No to super jeśli czytało się lepiej, musieliśmy dopracować systema.
    Fragment wymieniony mister Can popełnił :)
    Dziękujemy, Justyś :)
    (R)
  • Justyska rok temu
    Ritha & Canulardo wiem, że australijski ale tak.mi się skojarzyło:)
  • Canulas rok temu
    Hej, Justyska. Dzięki piękne. Taaa, amerykański horror, to już takie wydarzenie popkulturowe w sumie. Wrong turn - czy - Hills have eyse. Klasyki kina. Dzięki, że dajesz nam szansę ;)
    Będziemy pracować.
  • Freya rok temu
    "Jak w tym kukurydzianym polu u Mastertona czy Kinga." - "Dzieci kukurydzy" w kilku odsłonach ekranizacyjnych - to Kinga, chociaż "wątki dziecięce" są obecne w twórczości wielu pisarzy parających się horrorczością, bo to sugestywny przekaz - a już szczególnie w bajkach :) Masterton też jest wporzo, więc fajnie że tak niechcąco jest uwzględniony....
    "byście się najpierw przedstawili. Ty. Jak masz na imię" - nie podoba mi się takie siłowe, samotne pisanie zaimków osobowych - no ale niby zdanie dialogowe, tylko taka moja uwaga...
    "ładowanie kuzynki, czy skakanie po kibdybale ojca" - kindybale - chyba?

    Zapowiada się na dłuższą jazdę w stylu "cykl drogi", chyba stąd ta Eyre highway (ponad 1600km, faktycznego bezludzia, tylko z naturą wszelką), aby była kanwą ku wielu dziwnym zdarzeniom...
    Nie czytałem pierwszej części, więc tylko se gdybam :) Pozdrawiam zespół
  • Canulas rok temu
    Powiedziałbym, że akurat przypadkowo zerknąłem, ale prawda taka, że filuję cyklicznie. Masz rację co do zamka. Sądzę, że po poprawce Twej wygląda lepiej.
    Wiem, że dzieci kukurydzy są Kinga, ale tutaj chwielismy oddać niepewność mówiącego.
    Z kindybałem również masz rację. Poprawimy.
    Tak, Australia jest kolebką "dziwności".
    Dziękuję za wizytę, Freya
  • Freya rok temu
    Był taki cykl książeczek "Z archiwum X", trochę mi się kojarzyło to spotkanie z dziwnymi ludźmi próbującymi dopaść bohaterów opka. Jeśli wiesz o którym mowa... Dalej nie będę wyjaśniać, bo mogę spalić wątek :)
  • Canulas rok temu
    Freya, Taa, jakieś takie cienkie książki. Coś było, ale nigdy nie czytałem, więc wiem do czego odnosisz.
  • Dzięki Freya, "cykl drogi" - lubię, bardzo nawet. Oko czujne, zawsze się jakieś kwiatki znajdą, choćbyśmy 5 razy czesali.
    Pozdrawiam również
    (R)
  • Elorence rok temu
    Dobra, jestem teraz w miarę na czas :D

    Akcja brnie do przodu. Jem śniadanie i, kurde, kilka razy musiałam odłożyć łyżkę, bo jak to w takich horrorach, zaczynałam odczuwać lęk. Dość realny. Na myśl nasuwają mi się filmy z serii "Droga bez wyjścia" - nie wiem czy dobrze zapamiętałam, ale one mnie przerażały same w sobie... A to wyżej... Na miejscu rodzeństwa, zeszłabym na zawał. Od razu.
    I to dziecko... Na początku zadziorne, mające postawę w stylu 'weź się odwal", a potem nagła zmiana. I nie wiem, czy to jakaś pułapka, czy może została porwana... I pies. Kurde, czemu fajne psy zawsze mają debilnych właścicieli? Kurde, szkoda, że Spens nie miał przy sobie broni. Dwa strzały w łeb i bestia leżałaby na ziemi.

    Ale kurde, strasznie mnie zaciekawiliście. Dobrze, że to będzie coś dłuższego, ale szkoda, że będzie trzeba czekać.
    Trzymam wciąż za Was kciuki! :)
    Porównując tę część do tamtej - ta jest lepsza, ale wiadomo, ciężko się zaczyna, jakikolwiek tekst...
    Pozdrawiam Was ciepło! :))
  • Hej Elo :)
    Takie średnio długie raczej, tasiemiec nie. No i może nie trza bydzie aż tak długo czekać, zobaczymy. Póki co fajnie, że ta część wyszła lepiej, ufff :3
    Dzięki piękne, pozdrawiam-y :)
    (R)
  • Canulas rok temu
    Film, który przywołujesz, to chyba "Droga bez powrotu". Faktycznie, pewne skojarzenia mogą się nasunąć. Heh, lepsza powiadasz. Cóż, raczej trudno by ją była bardziej, hmm, spierdzielić ;)
    Dzięki śliczne, Elołapson.
  • kalaallisut rok temu
    Z archiwum x... była podobna scena... z dziećmi/klonami, też mi się nasunął ten obraz. Pierwsza część to wiadomo wprowadzenie, tu już zaczyna się dziać, rozbudowywanie uczucia niepokoju, horroru... Z przyjemnością się was czyta :)
  • Canulas rok temu
    Dzięki Kal za wizytę. Miło, że śledziesz.
  • Ritha rok temu
    Dziekuje rowniez. Nieoficjalnie, gdyz nie nadazam sie przelogowywac na oficjalne, uroczyste konto xd
    Pozdrawiam
  • marok rok temu
    Wiecie kto przyszedł? Nie powiem wam, ale za to powiem co sądzę o tym dziele. No widać, że nie w kij dmuchał i w ogóle to marka sama w sobie, w dwóch osobach. Także wywód nieważny tylko to, że to bardzo zajebisty tekst. Stabilnie mnie zapauzował. Ocena dopuszcza dalej ;)
  • Canulas rok temu
    Marok, tera Ci powinienem podziękować i w ogóle, tratata, i oczywiście dziękuję, ale...

    "Stabilnie mnie zapauzował." - to jest wykurwiste. Czemu nie piszesz w ten sposób tekstów?

    Dziena.
  • marok rok temu
    Canulas a bo ja wiem. Może kiedys napiszę
  • Ritha rok temu
    marok brawo, czytasz, komentujesz, niestandardowym stwierdzeniem nas uraczyles, niech Ci Bozia w zdanej maturze wynagrodzi ;)
  • Margerita rok temu
    Podoba mi się ta mała jest taka zadziorna, ale swoją drogą pokazywać komuś fakiu to jest bardzo nieładnie pięć
  • <3 <3 <3
    <3 <3
    <3
  • Dokładnie tak jak mówisz, Mar, bardzo nie ładnie jest :D
    Dziękujemy :)
  • Canulas rok temu
    Dziena, super Marg
  • Nachszon rok temu
    Mam czuć jakiś lęk, niepokój, a nie czuję. Dużo popisów odautorskich, dygresyjnych zdań, które koncentrują na formie, nie na treści. Ale lepiej mi szło czytanie niż w pierwszej części. Pomysł z boczną drogą, której wcześniej (być może) nie było, rewelacyjny. Świetnie napisane zdania i chyba to jest problem. Za świetne zdania. Wijące się jak długa droga. A o sikaniu znam trochę inaczej: choćbyś strząsał dwa tygodnie to i tak ostatnia w spodnie:). Ale nie olałem tej części. Pięć niezależnie od zarzutów, bo to potężna robota.
  • Dzień dobry :)
    Nie czujesz lęku, Nachsz? Jesteś szczęśliwym człowiekiem zatem ;)
    Za świetne zdania? Heh, czasem ciężko gorsze pisać ;P Dobrze, że aviomarin nie poszedł w ruch tym razem :D
    Dziękujemy pięknie, pozdrowienia
    (R)
  • Canulas rok temu
    Możesz mieć rację, że przesył w detalu rozpieprza całość. Cóż. To nie początek i nie koniec. To tylko środek ;)
    Dzięki, Nachszon
  • "Czasem nie masz pojęcia, czemu coś robisz albo dlaczego pytasz. To wychodzi z ciebie bezwiednie. Instynktownie. Coś jak choroba pod naporem silnego antybiotyku.

    — Spencer, czy my mamy ze sobą jakąś broń?" - o, bardzo dobre to.

    "Jedna z dziewczęcych, porcelanowych figur, rozpostarła ręce, jakby oczekując, że mała do niej przybiegnie. Poza Pana Jezusa z obrazka w ich samochodzie głoszącego: "Czekam na Ciebie zawsze". - to też.

    Bo ciekawy jest ten sposób narracji, opisywania, bliski i jednemu i drugiej - od niebanalnej strony, inteligentnie i z ciekawego punktu. To takie dwa przykłady, ale no, lubię Waszą narrację.

    "Wszystko w tak szybkim tempie, że nawet cholerny gepard pokiwałby łbem z aprobatą." - no właśnie, Can, o tym mówię xD.

    "Są sytuacje, kiedy niczego nie możesz być pewnym. Oto jedna z nich." - o, dobre zaproszenie, by czytać dalej, zdanie hak xd.

    "Krajobraz rozwarstwił się na odległą, jednostajną dal przed nimi i umykające kadry po bokach. Obie te perspektywy wydawały się nieosiągalne. Zbyt "daleko" z przodu, zbyt "nic" wokół." - bardzo dobry opis wg mnie

    " Ludzie się biorą z innych ludzi" - to też.


    Mnie się zdecydowanie lepiej czytało część drugą, więcej perełek, bardziej wciągająco.
    Komentarz taki trochę łachmaniarski, ale byłam, lubiłam, doceniam.
  • Fajnie, Nmp, cieszę się bardzo. Komentarz byczy, jak zawsze. Jakby cusik nie siadło, to alarmuj. A skoro się podoba, to gicior.
    Dziękujemy, buziaki :)
    (R)
  • Canulas rok temu
    Dzięki, Emi. Doceniam, zwłaszcza że tera licha kondycja ;)
    Trafisz oczywiście w to, kto, ale no coż... Wiadomym było, że trafisz.
    Mój od-koment też lichy. Cóż. Może Łita poprawi.
  • fanthomas 10 miesięcy temu
    chyba się skuszę
  • fanthomas 10 miesięcy temu
    bo lubię historie o odludnych upiornych terenach, a jak przytaczacie drogę bez powrotu to muszę z ciekawości zerknąć
  • Ritha 10 miesięcy temu
    Nooo, otwarte calodobowo. Zapraszamy ;)
  • marok 10 miesięcy temu
    Kiedy następna część? Haloooo :)
  • Ritha 10 miesięcy temu
    Pisze się :p
  • marok 10 miesięcy temu
    Ritha to się niech napisze :0
  • Ritha 10 miesięcy temu
    Musisz być cierpliwym kłotem.
  • marok 10 miesięcy temu
    Ritha jestem smutnym kłotem, a cierpliwym może trochę :)
  • Adelajda 10 miesięcy temu
    Zbiry na kombajnie - czekaj, czekaj, trochę Mad Max ;) Akcja nabiera tempa i zaczyna się robić coraz to ciekawiej. Odrobinkę czuć jeszcze taką dwojakość, ale to tak delikatniutko. Mi się przypomniał kadr z filmu "Zwierzęta nocy" i jak oni tym samochodem odjechali z żoną i córką, podobny wtedy odczuwałam niepokój, jak tutaj i słuszne to było. Ale ja to bym tak przypuściła, że z tym dzieckiem jest coś nie tak ;)
    A tak w ogóle to świetnie wam to wychodzi, widać że dajecie od siebie 120% i staracie się wszystko dopieścić :) Życzę wam żebyście do końca to napisali i myślę, że następne części to dopiero będzie petarda, bo cały czas się docieracie, ale jak już okiełznacie te swoje emocje, jak to Can wspomniał, to będzie piekielnie :)
  • Ritha & Canulardo 10 miesięcy temu
    Zbiry na kombajnie - czekaj, czekaj, trochę Mad Max <3
    Nie, w sumie nie to było inspiracją, ale madmaxowy klimat jest mi bliski (Ritha tu nadaje).
    Dajemy dużo procentów z siebie, to fakt, ale i tak myślę że się dopiero rozkręcamy ;) Napiszemy do końca, ofkors.
    Dziękujemy i tutaj :)
    (R)
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Dzięki Adelajdo. Stronę fabularną przemilczę. ;) A czy się docieramy? — jak najbardziej.
  • Agnieszka Gu 10 miesięcy temu
    Tu też podlecę... wcześniej czy później ;)) Bo taki duet zacny...
    teraz jeno zaznaczam... bo czas nagli...
  • Ritha & Canulardo 10 miesięcy temu
    Zapraszamy, Agu :)
    (R)
  • Trening Wyobraźni 10 miesięcy temu
    Witamy drugą część! :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania