Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Eyre — część V

Zawołała ponownie. Nic. Gdzieś na korytarzu rozległ się głuchy trzask. Dosłownie jakby coś ciężkiego runęło z impetem o ziemię. Wzięła solidny dech.

— Speeencerrrrr!

Nie słyszał, bo stał do niej bokiem. Nie słyszał, bo w tym momencie również sam kogoś wołał. Nie słyszał, bo z pewnością był zakłamanym, wrednym sukinsynem i wszystko, całą tą pierdoloną podróż ukartował. To skurwiel! Czternaście godzin w siodle, ponad pół doby odparzania dupy, by go odebrać, by ktoś tam na niego czekał, kiedy wyjdzie... Pieprzony, zakłamany sukinsyn!

Coś szarpnęło za klamkę. Skrzypnęły deski. Boże, na pewno oni. Na sto procent. Tylko dali nam fory. Droczyli się całą drogę, żeby teraz...

— Spens... — zaczęła i zgasła. Głos uwiązł w gardle. Umarła w jednej chwili niczym nakryta świeca.

— Wszystko, co robimy, jest próbą powrotu — oznajmiła spokojnie dziewczynka i Ellin, chcąc nie chcąc, skierowała w jej kierunku głowę, zahaczając przerażonym wzrokiem o uchylone drzwi.

— Jesteśmy lękiem, który nawiedza nocą śpiące miasta. — Druga, IDENTYCZNA, weszła wolno do środka z nożem w dłoni. — Potrzebujemy totemów.

Kiedy skoczyły, Spens właśnie opieprzał Ellin z dołu, że teraz gówno zobaczy. Mylił się. Ta z góry widziała więcej, niż by chciała.

 

*

Stojąca bliżej drzwi zapytała, czy idą, na co ta bliżej okna potwierdziła. Następnie obie wzięły trupa za ręce i rozpoczęły mozolną eskapadę w kierunku wyjścia. Były w progu, kiedy pierwsza przerwała.

— Co?

— Wisiorek.

Lilli numer dwa skinęła głową, zostawiając słonika na widoku. Potem wróciły do przerwanej czynności. Jedna stwierdziła, że tym razem może być inaczej.

Druga odparła, że wie.

 

*

CREEK HOUSE głosił napis, który Spens zlustrował, równolegle taksując wzrokiem ożywające mozaiką barw niebo. Przymiotnik "niepokojące" pasował uniwersalnie do wszystkich fragmentów składających się na ten fatalny dzień. Chłopak zaciągnął się ostatnim machem swojej połowy szluga, pstryknął niedopałkiem i kiwnął głową, wydając jednoznaczne polecenie.

— Idziemy tam!

Ton wypowiadanych słów automatycznie wywołał u Ellin protest, jednak nadjeżdżający widok świateł zmusił do uległości. Weszli do środka i całą trójkę otulił mrok korytarza. Jedynie odblask pigmentacji nieba rzucał marną namiastkę światła na rozkład pomieszczeń. Schody, kuchnia, trochę mebli – wszystko pokryte solidną płachtą kurzu. Dawno nikt tu nie sprzątał. Dawno nikogo nie było. A przynajmniej taką mieli nadzieję.

— Wziąłeś obcęgi?

Nie skomentował, poprawiając trzymane w objęciach dziecko. Zwiedzanie rozpoczęli od kuchni, gdzie mała upatrzyła sobie barowe krzesło. Na blacie leżał kalendarz, nim jednak zdołali go dostrzec, padło pytanie.

— Proszę pani, co to jest deja vu?

Ellin wymieniała spojrzenie z bratem. Wzruszył ramionami, zakładając, że dzieciaki z reguły bywają ciekawskie.

— Czemu chcesz wiedzieć? — odparła, patrząc przez okno, gdzie wielobarwny spektakl nadal trwał w najlepsze.

— A tak... — Dziewczynka zanurzyła palec w warstwie popielatego nalotu, kreśląc nabrzmiałe P. Następnie uzupełniła kaligrafowaną myśl do pełnego "PROSZE". Nim zdążyła dopisać kolejny wyraz, Spens przerwał.

— Okej. Zobaczmy piętro. Raz, dwa!

Zabrał małą, puszczając siostrę przodem, która pomimo strachu straciła zapał na słowne przepychanki. Stopnie skrzypiały pod naporem stóp.

— Okłamuje cię. — Niespodziewana informacja przybrała formę szeptu.

— Co?

— Twoja siostra. Okłamuje cię. Już tu była, w pokoju po lewej. Jej wisiorek nadal tam leży. Wejdź. Zobacz.

— Opanuj wyobraźnię — warknął. — Jeszcze nie pora na kreskówki.

— Wejdź. Zobacz.

Złośliwość kontra upór – wynik trudny do oszacowania. Zacisnęła małe dłonie w piąstki. Widząc to, odstawił ją na ziemię.

— Wejdź do tego pierdolonego pokoju!

Twarze rodzeństwa przyozdobiło osłupienie. Spens nie miał zwyczaju ustępować rozkapryszonym małolatom. Wskazał ręką przed siebie, karmiąc rozmówczynię cynicznym tonem głosu.

— Pozwól, że pójdziemy prosto.

— Nie! — wrzasnęła. — Masz wejść do tego pokoju!

I wtedy stała się rzecz, której określenie mianem "dziwnej" byłoby znaczącym niedopowiedzeniem. W drzwiach jednego z pomieszczeń pojawiła się Lilii. Druga Lilli. I trzecia Lilli. I jeszcze trzy kolejne.

— Co się stało?

— Co się dzieje?

— Coś nie tak?

Zadawały pytania, gdacząc jedna przez drugą. On stał bezczynnie, pożerany przez niezrozumienie dla tej skrajnie popieprzonej sytuacji. Ellin poczuła, że robi jej się słabo. Musieli się czymś przytruć – przeleciało jej przez myśl – może czad, grzyby. Czytała o grzybach, które powodują halucynacje. To stary dom. Coś może być z nim nie tak.

— Następni nie chcą wejść — skwitowała "ich Lilli". — Następni nie chcą wejść — dodała piskiem. — Nastęęępniiii niiee chcą tuuu weeeejśććć!

To był moment, w którym pomysł ucieczki zderzył się z absolutną koniecznością własnej realizacji i popędzili na dół. Ellin pierwsza, brat pół metra za nią. Zdążyła jedynie ona, kątem oka widząc, jak sześć jednakowych postaci rzuca się na mężczyznę.

 

*

Jechali pustą drogą, nieco poniżej siedemdziesięciu na godzinę. Wskaźnik paliwa kwadrans temu wskazał pustkę. Mimo tego dalej się toczyli.

— Nie damy rady, Spens.

Dziewczynka spała, trzymając głowę na kolanach Ellin. Szczupłe dłonie głaskały małą po włosach. Niebo tonęło w wielobarwnym świetle.

— Za sekundę staniemy — panikowała, kontrując jego obojętność ostrzejszym tonem głosu. Uniosła palec w geście mówiącym: "Nie skończyłam. Nie waż mi się przerwać". I bardziej z lenistwa niż poszanowania dla reguł gry, faktycznie się nie odezwał.

— Znam swój wóz. Za minutę staniemy. Już stajemy, kurwa.

Spojrzał we wsteczne, krzyżując z siostrą wzrok. Jej uśmiech odbity korektą astygmatyzmu działał usypiająco. Jeśli jednak siedzisz za fajerą, nie jest to dla ciebie pozytywne.

— Zostało coś jeszcze Im-coli?

Pomachała pustą butelką podrabianej coli, której, jak głosiła dumnie etykieta, głównym składnikiem był imbir.

Westchnął. Spojrzał w niebo. Błyszczało niepokojąco sinym blaskiem. Coś jak gigantyczny ekran telewizora, kiedy już wszystkie programy się zakończą i obraz zaczyna śnieżyć. Po obrzeżach wałęsały się kolorowe wielokształty, ale środek ział niepokojącą pustką. Dosłownie jakby monstrualne ręce rozsunęły gwiaździstą kurtynę, ukazując to, co pod spodem, a nieboskłon był jedynie pacjentem oprawianym przez prapradawnego chirurga. Chirurga albo rzeźnika.

— Rzeźnik gwiazd.

I znowu ten cudny uśmiech. Cholera. Kiedy nie kłapała dziobem, niezła z niej była dupera. Szkoda, że w pudle nie miał jej żadnych zdjęć. I nie, że od razu nago. Wystarczyłaby twarz.

— Co, Spens?

Wrócił oczami na drogę. Brak paliwa to jedno, ale zmęczenie też już było problemem. W drzewo raczej nie pieprzną, ale jednak.

— Rzeźnik gwiazd, Ell. Tak mi się powiedziało.

Średnia ocena: 3.9  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Ślepa jestem teraz to zauważyłam, wpadnę na dobranoc.
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Bo dopiero teraz wpadło ;)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Taaa, wpadło w środek
  • BrzydkiZlyISzczery 7 miesięcy temu
    Ech
  • marok 7 miesięcy temu
    Przeczytałem na raz, bo nie będę po dwoma pisał tego samego, że fajnie wszystko idzie i dalej czekam. No to pisze tu że fajnie i czekam dalej. Przy okazji czuję dziwne uczucie w środku. To chyba zazdrość :)
    Pozdro
  • Ritha 7 miesięcy temu
    O proszę, jak kłot czatuje. Fajnie Marokok, że wpadłeś. Nie zazdrość, ludzie z zazdrości robią same głupoty :)
    Pozdro
  • marok 7 miesięcy temu
    Ritha same głupoty? A to ciekawe :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Dziena Marok. Od następnej już automat, więc nie będzie w środku. Ale kto ma przyjść i tak przyjdzie.
  • inkarnacja 7 miesięcy temu
    Opowiadanie rzeczywiście mnie poruszyło, a to jest – no może poza warstwą komunikatywną – najważniejsza funkcja tekstu. Pozostaje pytanie co do rozłożenia akcentów w tekście. Poprowadziliście opowiadanie w taki sposób, że jego osią stała się dziewczynka, jej poczynania, jej dążenia. W rezultacie zagadnienie, które miało być głównym przekazem umyka odbiorcom, a przynajmniej niektórym.
    Podczas czytania miałam jedno miejsce, na początku, w którym utknęłam. W końcu poukładałam co i jak, ale dopiero druga scena dała mi stuprocentową pewność. Tak, czy siak tekst bardzo mi się podobał, jakkolwiek więcej takich i możecie być odpowiedzialni za mój alkoholizm. Tak na sucho nie idzie tego przełknąć.
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Hej :) Noo, jak poruszyło to cieszy-my się bardzo. Co do rozłożenia akcentów - w poprzednich częściach Ellin i Spens byli osią, ich losy, ich podróż, a dziewczynka jedynie jej elementem/częścią, narzędziem, można rzec. Tutaj jej rola jest silnej zaakcentowana, jednak myślę, że nadal Ell i Spens są kluczowi. Możliwe też, że czegoś z Twojej wypowiedzi nie zrozumiałam. Fabuła jest dość, hm, skomplikowana ;)
    No ale jeśli przyciagneło i zatrzymalo, to nie żaluj procentów :D
    Dziekujemy :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Być może umyka odbiorcom, bo jednak część ląduje co kilka dni. Ty miałeś/aś możliwość złapania większej połaci na jeden strzał. Fajnie, że podeszło, choć faktycznie, pierwszą część trochę źle rozegraliśmy. No ale trudno. Pierwsze koty za...
    Dzięki ślicznie. Nie stroń od alkoholu, nie szukaj wymówek dla nie picia.
    Pij ;)
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    Ale się to wszystko zapętliło. Ja wiedziałam, że z ta Lilli to ma coś z psychopaty. Kolejna ciekawa część i cóż wciąż wiele pytań.
    Ciekawa jestem jak to się skończy.
    Świetna część, dobrze przemyślana.
    Pozdrawiam :)
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Ojej, miło słyszeć, Adelajdo :) Fajnie, że siadło. Przemyślana, tak, super sie pisze we dwójke, ma kto za mnie myśleć ;D
    Dziękujemy i tu :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Zapętliło to bardzo dobre słowo ;)
    Zakładając, że nikt tego komentarza dotąd nie przeczyta... cóż, też jestem ciekaw jak to się wszystko skończy.
    Dziękuję.
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    "Rzeźnik gwiazd/Jesteśmy lękiem, który nawiedza nocą śpiące miasta./— Co się stało?

    — Co się dzieje?

    — Coś nie tak?"- haha boskie, budujecie napięcie z trzykrotną siłą - piknie! Pozdrawiam
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Dzieki piekne, Kal :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Ja się wstrzymam, bo być moze Kall dalej czyta.
    3x Co się stało, to akurat, miss Ritha.
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Canulas nie będzie spamu monety się skończyły;) pożarłes wszystkie Can :D
  • Canulas 7 miesięcy temu
    kalaallisut , o kurde. Dlatego tak spuchłem.
  • e make i ka pololi 7 miesięcy temu
    Okej. Poczatkowe akapity oswietlaja cos, co jest nieco pozniej. Nastepnie retrospekcyjnie sie cofamy, wchodzimy i fajnie przyblizacie sytuacje, ktorej lakomy kąsek podano wykwintnie w tych pierwszych obrazach.

    Tak wylawiam smakolyki z tej misy. Kilka przykladow plastycznej, blyskotliwej narracji, noszacej, na moje, slady Canowatych paluszkow.

    "Przymiotnik "niepokojące" pasował uniwersalnie do wszystkich fragmentów składających się na ten fatalny dzień. " - bardzo mi sie podobajace. (Can?)

    "Złośliwość kontra upór – wynik trudny do oszacowania." - to takze. (Tez Can?)

    "pożerany przez niezrozumienie dla tej skrajnie popieprzonej sytuacji. " - i to. Tez stawiam, ze Can.

    "Jej uśmiech odbity korektą astygmatyzmu działał usypiająco. " - bardzo ladne zdanie. Zaryzykowalabym jednak 'odbity korektą astygmatyzmu' oddzielic przecinkami w ramach wtracania.

    Dwa razy jest "doslownie", ten wyraz uzyty w poczatkach zdan, raz w poczatkach, raz pod koniec. Pod koniec jest metafora pozniej, tak troche kulawo z tym doslownie. Rozumiem, ze i za jednym i za drugim razem "doslownie" mialo byc wzmocnieniem, ale metafory nie sa doslowne, mnie to troche zgrzyta, ale pewnie jestem marudną jedzą.

    Fabula istotnie zagmatwana. Chyba lapie co i jak, jednak na luzie do niej podchodze, glownie delektuje sie Waszą narracja, lowie sobie perełki zdan, patrze jak sie pieknie zgrywacie.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Hahaha, trzy pomyłki.
    Ritha, Ritha, Ritha. Wszystko Ritha tym razem. Się przyjrzymy wszystkiemu na spokojnie. Dzięki śliczne, że doglądasz.
    Taaa, fabuła, hmmm... Na taką się mówi: "dla koneserów" ;)
    Pozdrox
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Canulas ej, trzecie nie jest Twoje? Pozerany... nie kojarze, a może (?) Heh :D

    Dzieki piękne, Nmp <3
    Buziole
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Ritha, Twoje na 200%
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Ok :)
  • e make i ka pololi 7 miesięcy temu
    Ponioslam wiec kleske, ale jak mowilam wlasnie Rithcie - to w zasadzie komplement, ze juz ciezko rozroznic. Jeden plynny styl.
  • Justyska 7 miesięcy temu
    Wybaczcie mi, że tak krótko. Oczy już mi się kleją, ale musiałam nadrobić. Pod poprzednią częścią i pod tą piątki oczywiście. Nie spodziewałam się takiego zapętlenia. Fajny pomysł, choć gdy wszystkie Lili wyszły, to się uśmiechnęłam, ale na horrorach często to robię:)
    Pozdrawiam Was!
    Jutro pchana ciekawością lecę dalej:)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Się ni ma co śmiać, się cza bać, bojać, lękać i w ogóle.
    Dzienks.
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Heloł Justyś.
    Jakby trzech Spensów z nozem wyszło na dziewczynkę, to by może było mniej do śmichu ;) Kiedyś pojdziem we klasyke, czyly zuy pan robi kuku :D
    Dzieki i pozdrowionka
  • Trening Wyobraźni 7 miesięcy temu
    Witamy piątą część! :D
  • Elorence 7 miesięcy temu
    Totemy. Powtarzalność. Zapętlenie. Dążenie do jednej konkretnej sytuacji. Sobowtóry. Magia.
    Ożesz... uwielbiam <3
    Czytałam z otwartą buzią! Do uszu drą mi się jacyś kolesie, zdzierając sobie gardło i kurde, potęguje to pierwsze wrażenia, które są wprost zajebiste. Szczerze? Jesteście najlepszym duetem jaki czytałam <3
    Ale o tym za chwilę. I o czymś innym też.
    Idę dalej, bo nie wysiedzę!
  • Ritha 7 miesięcy temu
    O jacie.
    Może Can coś doda, bo ja chwilowo wypruta, ale powiem jeszcze: o jacie...
    Dziękuje-my :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania