Wspólne opowiadanie! Co wy na to? :-)

Mroczhna
27.03.2015
Każdy z nas doda od siebie od trzech do sześciu zdań w komentarzu i tak każdy, aż powstanie spójna, ciekawa treść. :)

Zacznę:

"Obudził się z potwornym bólem w lewym kolanie i uciskiem w prawym biodrze. Spróbował wstać, na daremno.
- Pomocy! Tutaj! Halooo! - wołał w niebogłosy z nadzieją, że ktokolwiek go odnajdzie, chociaż sam nie wiedział, gdzie jest. Cicho zapłakał."
BreezyLove
27.03.2015
Nagle zobaczył postać wyłaniającą się z zarośli. Była to kobieta. Zaczęła mu się przyglądać, a z jej ust wydobywały się dziwne dźwięki. Chłopak patrzył na nią, o dziwo nie czując lęku.
Ktokolwiek
27.03.2015
Wręcz przeciwnie, poczuł ulge w bólu, jakby w tej istocie było coś magicznego. Później sam nie widział, czy tak było naprawdę, czy tylko jego wyobraźnia spłatała mu figla. Kiedy kobieta zrozumiała, że chłopak nie zna znaczenia dźwięków, które się z niej wydobywały, przemówiła ludzkim głosem.
KarolaKorman
27.03.2015
- A cóż to za robaczek leży tutaj w trawie - jej głos brzmiał pieszczotliwie, jakby przemawiała do bezbronnego dziecka - skąd się tu znalazłeś. Tacy jak ty nie zapuszczają się w te strony.
LinOleUm
27.03.2015
Jego oczy roziskrzyły się delikatnie, Odparł cicho, pomimo niesamowitego ucisku:
- Skąd wiesz jaki jestem? Tacy jak ty nie powinni tego wiedzieć. - odparł z wymuszonym uśmiechem, przyglądając się jej badawczo.
Wena
27.03.2015
Dziewczyna również wykonała grymas mający zapewne być uśmiechem.
- Widzę, że cię coś boli. Wyciągnij ten telefon z kieszeni, to on tak cię uwiera.
Chłopak dopiero teraz skojarzył, że faktycznie wepchnął nowego smartfona w spodnie. Pewnie jest cały połamany. Zwinął go w supermarkecie jednemu gościowi, który przymierzał kask motocyklowy. Cieszył się, bo jego stara komórka wpadła mu wczoraj do sedesu. Próbował ją wyłowić ale, te cholerne szczury znów wytykały łby. Ojciec już kilka razy wrzucał trutki do muszli. Pomagało to jednak na kilka dni.
Sięgnął do kieszeni i wyjął jakiś plastikowy kawałek.
- To klapka od baterii – powiedziała dziewczyna.
- Wiem – mruknął ze złością.
- Nie bądź niemiły.
Po chwili wydobył resztę telefonu. Poczuł ulgę. Ona miała rację. Kim była? Czy to jakaś jasnowidzka?
- Jak masz na imię? – zapytał.
KarolaKorman
27.03.2015
- Dee Dee - odparła - a ty?
Chłopak zrobił dziwną minę. Takiego imienia nigdy wcześniej nie słyszał, ale dobre wychowanie, o którym słyszał, mówiło mu, że należy się odwzajemnić.
- Jestem - zaczął się przedstawiać, ale kolejna część plastiku dokuczliwie ukuła go w pośladek.
Wena
27.03.2015
- Ałł! – krzyknął. – Powiem ci później. Chce mi się spać.
Odwrócił się na bok i prawie natychmiast rozległo się potworne chrapanie. Dee Dee usiadła z naburmuszoną miną na trawie.
xnobodyperfectx
27.03.2015
Pogrążony był w głębokim śnie. Zapach wilgotnego powietrza delikatnie drażnił jego nozdrza. Znajdował się w pustce, która momentalnie zamieniła się w przejaskrawioną galaktykę. Zakrył dłonią oczy by nie oślepił go blask bijący od gwiazd. Niespodziewanie zauważył, że z jego ręki zaczynają odpadać kolejno kawałki skóry tym samym odlatując w nieznane. Przerażony spojrzał na swoje ciało.
BreezyLove
27.03.2015
Całe pokryte było teraz dziwną substancją. Miała przyjemny zapach. Chłopak spojrzał na Dee Dee i zapytał:
- Co się ze mną dzieje?
xnobodyperfectx
27.03.2015
Twarz kobiety przybierała różne kształty. Lwa, orła, madonny, faceta z blizną.
- Olivier...- z jej zamkniętych ust wyrwał się głos, cichy, syczący, ale jakże przyjemny.- Olivier... Olivier...- wyciągnęła swoje ręce w kierunku chłopaka.
- Uff...- wciągnął powietrze budząc się ze snu.
Podniósł się do pozycji siedzącej i rękawem wytarł krople potu z czoła.
BreezyLove
27.03.2015
- To tylko sen - powiedział - zaraz, zaraz, a co Ty w nim robiłaś? - zwrócił się do swojej towarzyszki.
Ona siedziała i patrzyła w Jego oczy, nic nie mówiąc. Po dłuższej chwili milczenia chłopak nie wytrzymał i ze wściekłością podszedł do dziewczyny. Chciał nią potrzsnąć, ale Jego ręce trafiły w nicość, gdy jej dotykał.
KarolaKorman
27.03.2015
Starał sobie przypomnieć co wydarzyło się przed chwilą. Jeszcze przed tym kiedy chciał na niej wyładować swoją wściekłość, ale dlaczego był taki zły? Tego też ni pamiętał.
BreezyLove
27.03.2015
Nagle poczuł mrowienie w okolicach stóp i zakręciło mu się w głowie. Gdy wszystko wróciło do normy, zdał sobie sprawę, że Dee Dee zniknęła.
Rozejrzał się dookoła, pierwsze co wpadło mu w ręce, to złożona w kopertę gazeta. Kiedy otworzył zawiniątko zobaczył kilkaset malutkich grzybków.
-Co to do cholery jest? Czy to co przeszedłem, jest efektem spożycia tego czegoś? I czy zażyję je po raz kolejny?! - Pomyślał.
xnobodyperfectx
28.03.2015
- Co za gówno! Pss...- parsknął pod nosem.
Pakunek trzymany w rękach zgniótł i odrzucił w bok. Dłonią przetarł czoło. Nie mógł zbytnio ogarnąć obecnej sytuacji.
Mroczhna
28.03.2015
Jego wzrok skierował się na pakunek. Przez myśl przemknął mu portret kobiety ze świata marzeń, snów i halucynacji. Poczuł jak gdyby Dee Dee była mu kimś dobrze znanym, zrobiło mu się jej szkoda, że jest tam tylko ona jedna, w całym wymiarze. Zresztą, sam dobrze wiedział, czym jest samotność, dlatego nie chciał, aby ktoś jeszcze musiał jej doświadczyć.
Sięgnął po jednego grzybka, dokładnie go obwąchał i przystawił do ust.
- Za Dee Dee! - odgryzł trzon, a następnie pochłonął kapelusz - Fuuu, gorzkie!
BreezyLove
28.03.2015
Znów znalazł się tam gdzie poprzednio. Tylko, że tym razem zamiast jednej Dee Dee, było ich kilkanaście. Chłopak wolnym krokiem podszedł do nich, czując mocne ukłucie w brzuchu.
KarolaKorman
28.03.2015
Nie był to muchomor. Tego zna jeszcze z dzieciństwa, jest czerwony w białe kropki. Teraz czekał na reakcją. Czy znów spotka Dee Dee? Kołatało mu się po głowie tylko to pytanie.
xnobodyperfectx
28.03.2015
Mlaskał coraz wolniej, a jego grymas powoli zamieniał się w jego normalną mimikę twarzy. Zmrużył oczy po czym upadł głową na trawę. Przez chwilę pusto wpatrywał się przed siebie po czym zamknął powieki i odleciał.

Część postów została ukryta (104)

Zaloguj się, aby przeglądać cały wątek

Robert. M
ponad rok temu
Bo jak trudno nam się integrować, porównywać z tymi co mają pod górę, bo musimy wówczas przyznać przed samym sobą, że życie nam sprzyja. Nie mamy na szczęście powodu by przesiadywać przy łóżku chorego dziecka, patrzeć na powolne zatapianie się w nałogu członka rodziny itp.: To co dla nas jest czymś odległym, znanym z reportaży, czasami znajduje odzwierciedlenie tuż obok, ale nas nie interesuje, tak dla własnego bhp, by sobie nie psuć dnia.

Z wiekiem nabieramy doświadczenia, więc pewnie kiedyś docenię tych wszystkich, co wychowywali ludzi, starali się i dla mnie, dziś jeszcze za dużo mam siebie na uwadze, by im przyznać rację. Tylko bowiem poświęcenie się dla kogoś daje satysfakcję, pozwoli kiedyś spojrzeć na swe życie z myślą, że zrobiłem coś z sensem. A że o tym nikt nie przeczyta, nikt nie usłyszy, to niuans, ważne by te osoby, osoba, popatrzyła z wdzięcznością, gdy podczas świąt łamiemy się opłatkiem
Robert. M
rok temu
Kiedyś nasza sąsiadka powiedziała, że nawet najmniejszy nasz ruch, powoduje lawinę zdarzeń, która doprowadza do wielu nieuniknionych wypadków losowych. Nie wiem o co w tym chodzi, ale zdaje się, że miała na myśli nasze każde słowo, nawoływania do zmiany upodobań, czy zwykłe spotkanie na ulicy. Co skutkuje spóźnieniem, być może innym spotkaniem, bądź ominięciem właśnie danej osoby. Takie właśnie dialogi, sytuacje zapamiętuję, co sprawia, że nie jestem pewna już niczego, a najmniej swej tożsamości.
Robert. M
10 miesięcy temu
--Twoja sąsiadka miała na myśli chyba zbieg okoliczności.
To jak w tym przypadku o szklance w połowie napełnionej, gdzie nikt nie może mieć pewności, co wyjdzie mimo misternych planów bo życie jednak potrafi zaskoczyć.
--Nie znam tego to jakieś opowiadanie, anegdota?
--Już ci opowiadam. Andrzejek ma mamusię, delikatnie mówiąc bardzo apodyktyczną, która ciągle dyktuje:
- Synu, tak robiąc napykasz sobie biedy. Posłuchaj mnie to wyjdziesz na tym dobrze. Rób jak uważasz, ale nie miej pretensji, bo ja już widzę, że to szkoda twojego zdrowia.
On tak jest już tym zmęczony że przysięga sobie, że jak znajdzie dziewczynę, to wszystko zniesie, pod warunkiem, że ta jedyna będzie spolegliwa, a przynajmniej będzie umiała iść na kompromis. Wykombinowało sobie chłopisko ( według niego) taki chytry plan, w którym to on będzie testerem. Czujesz to? To już nie może się udać, ale dobra, nie będę uprzedzał.
Miało to polegać na tym, że jak spotka taką miłą dziewczynę, to zanim coś się rozwinie odwiedzi ją w domu i poprosi o pół szklanki herbaty. Gdy ta nieświadoma kandydatka zrobi dokładnie w ten sposób, to jego nie trzeba więcej przekonywać. Mija czas parę kobiet tak odpadło, bo mówiły:
– No, co ty? Nie rób scen, co to za fanaberie – takie i tego typu podobne odpowiedzi padały z ich ust, więc je opuszczał, bywało, że z bólem serca.
Aż trafiła się Hania, co w takiej ilości podała herbatę i żeby było śmieszniej sobie również tyle nalała. A, co? Jak ma mu dogodzić to po równo, czyli dwa razy po pół. Andrzejek w skowronkach, w końcu cel osiągnięty, dziewczyna konkretna, taka do życia, więc tylko dokończyć dzieła.
Oświadczył się, ustalili datę ślubu i własnej przyszłości, wszystko dobrze się ułożyło to co? Najprościej powiedzie i tak żyli dłuuuuuugo i szczęśliwie.
Niby tak, tylko w rocznicę Andrzejek wymyślił sobie wypad na kolację. Tam w restauracji powspominali, później do domu i łózia, by miło zakończyć dzień. I taki pech, że Hani przed figlami zapyta:
- Andrzej, a co cię przekonało, albo inaczej, kiedy zrozumiałeś, że ja to jestem tą jedyną?
Robert. M
pół roku temu
Mijały miesiące, aż w końcu nastąpił ten dzień, w którym zwierzęta przemówiły w ludzkim języku.

Wszystkie zwierzęta na świecie były poinformowane i dogadane z wróżką i pomiędzy sobą jakie mają być ich pierwsze słowa wypowiedziane w ludzkim języku.

We wszystkich domostwach,chlewach, oborach, pastwiskach,, na podwórzach, polanach, łąkach, lasach, stepach, sawannach, w puszczach i na pustyniach, zabrzmiał donośny głos:

My też żyjemy! My też żyjemy! Cierpimy, kochamy jak wy!!!
Robert. M
pół roku temu
Przerażenie ogarnęło całą ludność. Jakże się przestraszyli i zdumieli z zaistniałej sytuacji.

Nastała głęboka cisza, po czym znów zwierzęta zaczęły śpiewać:

Chcemy większej wolności,

chcemy większych praw,

chcemy miłości,

szacunku i troskliwości
Robert. M
5 miesięcy temu
Jak miałem naście lat, to miałem swoich idoli, bohaterów, czy to filmowych, czy scenicznych, których podziwiałem, chciałem być jak oni. Wyobrażałem sobie, że udzielam wywiadów, jestem proszony o autograf, udzielam się charytatywnie, poznaję ludzi, prowadzę korespondencję. Każda sytuacja związana z prozą życia, sprawiała mi ogromne problemy, nosiła znamiona unicestwiania tego co jest prawdziwym życiem.

Ciężko mi było sobie przyswoić, że jakiś piłkarz, piosenkarz, muszą robić takie rzeczy jak ja, nie mówiąc o tym co wykonują moja mama czy tata. Kiwałem głową jak słyszałem te ciągłe napominania, że to nie tak, że oni też mają problemy, że to cała otoczka, a życie i tak upomni się o ich obecność, zaangażowanie. Nie umiałem sobie uzmysłowić, że mogą czuć pustkę, niezrozumienie, jałowość, że posilają się rozmowami o pogodzie, co dziś zgotować, czym polakierować parkiet. Wszystko to dla mnie było nie do przyjęcia, miałem po prostu ich świat za odrealniony, gdzie trawa jest nawet bardziej zielona, a drzewa o bujniejszych listowiu.
Robert. M
5 miesięcy temu
Z wiekiem dawni idole przestali być ważni, w ogóle mnie już nie interesują, a ich miejsce zajęli prawdziwi herosi, walczaki, którzy czasem w ciągu swego życia, nie mieli okazji być ważnymi dla większości. Którzy od wielkiego dzwonu, dostąpili zaszczytu uczestnictwa jako goście, jako obsługiwani, by już następnego dnia wracać do swej codzienności. Którzy w cichości swego domu, wykonywali swe czynności, zmagając się z czasem, własnymi dolegliwościami, ułomnościami swego bezkształtnego ja. Nie mając czasem wsparcia, podtrzymywali jeszcze innych w przekonaniu, że bywało gorzej i się chwaliło, więc czemu to ma być aktem degrengolady.

Ile razy to sam, będąc w złym nastroju, dopieszczam swoje ego, nasycając je mrzonkami o wielkiej niesprawiedliwości, jakoby mnie spotkała. Rozpuszczam swoje pragnienia na łąkę niwy, gdzie syto karmię je wizjami imprez, wycieczek, swawoli, które powinny być moim udziałem. Nie dopuszczam otoczenia do głosu, czasem tylko tych co akurat złapali kontakt z adrenaliną, ale najczęściej medialne wizerunki, epatujące ruchem kształty. Trwam tak w stanie zniechęcenia, bo tylko ja muszę dawać coś od siebie, ale nic nie korzystam z przywilejów młodości. To jawna niesprawiedliwość, by musieć się produkować, a jakość życia, mego jestestwa cierpi niedostatek na płaszczyżnie emocjonalnej.
Canulas
5 miesięcy temu
Sorry za offtop, ale pięknie to wygląda.
Wspólne opowiadanie Roberta z Robertem ;)
Agnieszka Gu
5 miesięcy temu
Dygresyjka: Robert M - jak dla mnie - to ikona. Świetnie, świadomie pisząca. Zatem, osobiście nie mam nic przeciw rozdwojenju, tudzież rozmnożeniu, zdublowaniu etc tegoż autora. Ot, tyle. Już nie przeszkadzam.
Canulas
5 miesięcy temu
Też nie mam i wiem, że pisze dobrze. Ot, taki żart
Agnieszka Gu
5 miesięcy temu
Canulas :))
Robert. M
5 miesięcy temu
Ileż to mamy powiedzeń, aforyzmów, ludowych prawideł, ba! Mądrości życiowych,
którymi obdarowujemy naszych znajomych. Z Każde miasto ma swoje ciekawostki, swoich ludzi, którzy tworzyli dzieje, wpisali się w annały rękopisu danego zakątka.
Robert. M
5 miesięcy temu
Ileż to mamy powiedzeń, aforyzmów, ludowych prawideł, ba! Mądrości życiowych,
którymi obdarowujemy naszych znajomych. Z niezachwiana pewnością swej racji,
powtarzamy jak mantrę oklepane sentencje.
I żeby nie szukać daleko, to pierwsze, które mi przychodzi na myśl, a mianowicie:
- " Cudze chwalicie, swego nie znacie" -
Aż wstyd się przyznać, ale zdarza się, że często zazdroszczę ludziom, choćby z niewielkiej
mieściny, co tylko kilka uliczek posiada. A dlaczego? Bo ktoś umiał opakować "swój świat."
Tam nie ma niczego nadzwyczajnego, ale mnie sprzedał ułudę wielkiego szczęścia i wprawił
w rozterkę, czy aby ja nie trafiłem w miejsce w którym jedynie z rutyną można być za pan brat.
Tak, niewiele trzeba by dobudować do jego wizji siebie i to bardzo zadowolonego z życia.
Tak naprawdę wystarczy, że pokazał mi wszelkie plusy, to wszystko, czego mógłbym doświadczać
tam, a ja już porównuję ze swoimi godzinami. I nie muszę mówić, że werdykt jest jedyny z możliwych.
A cóż takiego zrobił by mi zaimponować? Wystarczyło, że nie narzekał, nie machał na uciążliwość,
zaściankowość i nie mówił wielu innych negatywnych rzeczy. Czyli wszystkiego tego, czego doświadczamy
od siódmej rano w poniedziałek, słysząc na dzień dobry: - "Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce" -
aż po niedzielę: - " I jutro znowu kołomyja i takie to życie" -
Tak.
A przecież wszystko zależy ode mnie, nas samych mieszkańców tych mieścin. Czy ktoś opuszczając
moje strony będzie ciężko wzdychał, patrząc z żalem, że chcąc nie chcąc musi wracać do siebie.
To na moim przykładzie przedstawi swoim znajomym opinię o tej miejscowości, ludziach, czy ta zwyczajna
w swej zwyczajności szerokość geograficzna, nagle przez pryzmat mego optymizmu, mej gościnności,
nie stanie się oazą spokoju i ładu.
Bo jak na początku napisałem:
- Każde miasto ma swoje ciekawostki, swoich ludzi, którzy tworzyli dzieje, wpisali się
w annały danego zakątka. -
Nawet ja i ty możemy być kimś takim. Dlatego warto opisać, co dobre, zaskakujące
znane w regionie, okolicy, przekazywane przez pokolenia..
Wszelkie znane ciekawostki, anegdoty, ludzi, którzy nie wyszli poza opłotki, a warto
ich przybliżyć.
madoka
4 miesiące temu
To o czym to wspólne opko? Bo jestem tu nowa i nie ogarniam. :)
Nuncjusz
4 miesiące temu
Tego to nikt nie ogarnia
Robert. M
4 miesiące temu
Południe Nowego Roku, to taka wyjątkowa pora, kiedy każdy z nas, budzi się jakby z letargu,
po hucznie spędzonej uprzednio nocy. Większość nie pamięta środka dnia, ale tym, co zaczynają
kojarzyć fakty, nasza telewizja wychodzi na przeciw, przenosząc nas do Wiednia, skąd transmituje
koncert, Orkiestry Filharmoników Wiedeńskich. Marian Drwięga, czyli mój dziadek w ten oto sposób
zaczynał kolejny rok swojego życia, a przy okazji i całej rodziny.
W 1997 roku, po wysłuchaniu owego koncertu, dziadka nawiedziła melancholia, dzięki której usłyszałem
o zamierzchłych czasach, o których jemu z kolei opowiadał jego ojciec....
Robert. M
4 miesiące temu
Pewnie dziwi cię, skąd taka pewność, że to akurat ten Nowy Rok. A ja napiszę, że odpowiedz jest prozaiczna, mianowicie w następnym roku we wrześniu dziadek zmarł. Ale na szczęście przez te kilkanaście miesięcy miałem okazje poznać wiele ciekawostek związanych z moją a i ościennymi miejscowościami. To wszystko, czego miał okazję doświadczyć, a jeśli nie on, to z kolei jego ojciec, który mu to skrzętnie przekazał. Ale żeby nie zanudzić to przejdę może do sedna, póki jeszcze pamiętam.
Owego, więc dnia zastałem dziadka w salonie, w pozycji, która jak żywo przypominała mi sylwetkę zadumanego nad bytem Stańczyka. Gdzieś we wczesnej młodości ta reprodukcja wryła mi się w pamięć i stąd może tak niebanalne skojarzenie. Kilka minut wcześniej skończył się koncert noworoczny i z odbiornika ryczały reklamy, ale dziadek wpatrywał się w nie z zamiłowaniem. Jakby liczył, że jeszcze choćby na moment powróci na wizję amfiteatr z Wiednia a niezmordowany dyrygent da znak by kontynuowali „ Marsz Radetzky`ego”.
- Będziesz jeszcze dziadku coś oglądał? – zapytałem, bardziej by sprawdzić czy coś mu nie jest.
- Nie, Kacperku. Możesz sobie przerzucić, na to, na co masz ochotę. – Odpowiedział, nie zmieniając pozycji, nie licząc pociągnięcia kopciucha, - bo tak babcia zwykła nazywać palenie papierosów. – Cesarz Franciszek Józef I, i tamten okres już odeszli. A i mnie najwyższa pora się zbierać. – dodał, jakby dla własnej wiadomości.
Nim zdążyłem odpowiedzieć, że w tym momencie nie jestem jakoś szczególnie zainteresowany tym, co serwuje telewizja, dziadek popatrzył na mnie i rzekł:
- Czy ty wiesz jak po kątach nazywano cesarza?
Przestąpiłem z nogi na nogę i pokiwałem głową na znak braku wiedzy w tej materii.
- Nie bardzo, dziadku.
- Starym pierdołą.
Zaśmiałem się jak to sztyl w tym wieku. Bo nasunął mi się obraz wojska a na jego czele na pięknym rumaku, główny dowodzący w postaci starego sumiastego łazęgi…
Robert. M
4 miesiące temu
- Dziś Kacperku możemy sobie z tego robić śmiechy. Ale wówczas – tu dziadek wyciągnął wskazujący palec – gdyby ktoś zgłosił takie oświadczenie do władz naszego powiatu – machnął ręką – nawet nie chcę myśleć, jakie by to poniosło reperkusje dla takiego delikwenta. Bo jak wiesz z historii, po pierwszym rozbiorze Polski znaleźliśmy się pod panowaniem Austrii, tym samym obraziłbyś monarchę, dodajmy swojego.
Dziadek wypuścił kłęby dymu przez nozdrza i przez moment jego twarz zasnuła się w tych jakby oparach przeszłości.
- Zresztą – kontynuował – doszło to w końcu i do uszu Franciszka Józefa. Trzeba było wprawionego dyplomaty, by mu uzmysłowić, że to nie ma negatywnych znamion. A wręcz przeciwnie, tak w wielu naszych domach nazywa się osoby w leciwym wieku, które są dobroduszne i życzliwe.
- I cesarz w to uwierzy? – zapytałem, pełen wątpliwości.
- Mało, że uwierzył. Podobno sam zaczął tak nazywać tych, których polubił. Ale to ponoć był taki człowiek.
Dziadek obejrzał się w kierunku zegara z kukułką, po czym rzekł:
- Zbliża się pora obiadu, więc nie będę już rozpoczynał historii na potwierdzenie tej tezy. Ale przypomnij kiedyś, bym opowiedział, co zrobił tu u nas na Błoniach.
- To on tu był? Tu na placu gdzie przyjeżdża cyrk?
- Nie inaczej. Mnie jeszcze na świecie nie było, ale mój profesor w gimnazjum to zapamiętał, a uwierz – mrugnął do mnie - miał powód.
I w taki oto sposób, nie powiem, dość kpiarski, dziadek zaszczepił we mnie ciekawość.
Ciekawość, do tego, co kojarzyło się z nudnym obowiązkiem wkucia dat i zapamiętywaniem kolejnych monarchów. Tego, bowiem dnia zrozumiałem, że te postacie z czarno-białych fotografii, tez żyły, jak moja mama, ja i Zuzia z 4c, miały tak samo, sny, marzenia, bolączki i to wszystko, co jest udziałem człowieka. Różnił nas tylko czas przybycia na ten świat i bardziej rygorystyczna mentalność na przypadający okres. Narzucone konwenanse, zasady, mniejsza możliwość kreatywności, ale za kilkadziesiąt lat być może tak samo ktoś napisze o ludziach z naszej epoki. Ot, życie
Robert. M
4 miesiące temu
Kolejna okazja do sprawdzenia dziadkowej pamięci nadarzyła się
w niedzielne przedpołudnie i tak już zostało. Ten niekoniecznie lubiany
fragment dnia, został podporządkowany dla naszych spotkań.
Mógłbym to nazwać pompatycznie taką niepisana umową.
- Pod jednym względem się nic się nie zmienia – zaczął senior – jak
za moich czasów, tak i dziś, zagaduje się profesorów, by uniknąć pytanka.
My mieliśmy jednak szczęście, ponieważ trafiliśmy na gawędziarza i
w zasadzie wystarczyło odpowiednio zadać pytanie, poddać w wątpliwość
daną kwestię i mieliśmy to z głowy….
Robert. M
4 miesiące temu
Kolejna okazja do sprawdzenia dziadkowej pamięci nadarzyła się
w niedzielne przedpołudnie i tak już zostało. Ten niekoniecznie lubiany
fragment dnia, został podporządkowany dla naszych spotkań.
Mógłbym to nazwać pompatycznie taką niepisana umową.
- Pod jednym względem się nic się nie zmienia – zaczął senior – jak
za moich czasów, tak i dziś, zagaduje się profesorów, by uniknąć pytanka.
My mieliśmy jednak szczęście, ponieważ trafiliśmy na gawędziarza i
w zasadzie wystarczyło odpowiednio zadać pytanie, poddać w wątpliwość
daną kwestię i mieliśmy to z głowy….

Pewnego dnia podważyliśmy słuszność odbywania służby wojskowej.

Profesor usiadł wygodnie i odpowiedział w ten oto sposób:
Zapewne do dzisiaj byłbym podobnego zdania, co wy kochana młodzieży. Gdyby podczas jej pełnienia nie nastąpiła jedna z ciekawszych sytuacji w mym życiu. Otóż 45 Pułk Piechoty Austriackiej, do którego zostałem wcielony, miał odbyć manewry z oddziałami z Przemyśla, Rzeszowa i Dębicy. Po kilku dniach, gdy wypełniliśmy wszelkie zadania operacyjne mieliśmy doprowadzić się do porządku.
Zarządzono zbiórkę by przemaszerować na nasze Błonie. Z daleko było słychać orkiestrę, a w miarę przybliżania dostrzegłem gro ludzi. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że ma przybyć jakiś generał, a my mamy czekać na znak by go powitać tubalnym okrzykiem „ Niech żyje!” Czas się dłużył zwłaszcza po tak ciężkim okresie sprawdzania naszego ducha, co zrozumiałe, myśleliśmy tylko o odpoczynku. Ale jak mus to mus. Wreszcie nadjechał piękny powóz, woźnica sprawnie objechał wokół każdej kompanii i zatrzymał się na samych środku placu. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie osoba, która nam się przyglądała. Darliśmy bowiem gardła dla samego cesarza Franciszka Józefa I.
Gdy jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażenia, cesarz postanowił pooglądać nas z bliska. Spacerował tak od jednego wschodniego skrzydła aż po nasz Pułk. Widziałem, jak co pewien czas jakiś żołnierz się wypręża, występuje z szeregu, coś odpowiada, salutuje i wraca na miejsce. Gdy doszedł do mnie usłyszałem: „Jakie jest twoje imię i nazwisko żołnierzu?”. Odpowiedziałem: „ Nazywam się Franciszek Wołk”. Cesarz spojrzał na mojego dowódcę, który zdecydowanym gestem przytaknął, na znak prawdziwości mej wypowiedzi. Roześmiał się i klepiąc mnie w ramię odrzekł: „ A to ci heca! Ja Franciszek i ty Franciszek – od dziś będziemy sobie mówić przez ty”.
- Eee, to dziadku cygaństwo. – powiedziałem z grymasem zniesmaczenia taką historią.
- Może i masz rację, bo ja sam przez wiele lat tak sądziłem. Tylko – zrobił pauzę – czy aby cesarz podczas takiego objazdu Galicji, nie zaproponował tego samego wielu Franciszkom? Moja stara siwa głowa nie jest wiele warta, ale coś mi mówi, że cesarz wiedział, co robi. Mógł straszyć, siać zgrozę, ale takimi i tym podobnymi gestami, ten stary lis, zjednywał sobie ludzi, a to ważniejsze niż zastraszony poddany. Czyż nie mój wnuku?
- To prawda, dziadku.
Robert. M
4 miesiące temu
Zawsze kiedy słyszę, że książki o magii, że czary, wróżby, talizmany są nośnikiem, dzisiejszej kultury, to jestem zdumiony.

Mamy do czynienia z urządzeniami, które są wstanie zrobić za nas wszystko, no prawie wszystko. Posługujemy się technicznymi nowinkami, a wierzymy w gusła, zabobony, w to co odrealnione.

Chyba czym więcej wiemy, tym mniej nas ciekawi świat. Szukamy namiastki, substytutu, jakiegoś cudu, a kończymy na grotesce, która jest wynikiem przesycenia.

Zaczynamy się bardziej bawić, tym co niewidzialne, kierując swe zainteresowanie okultyzmem, hipnozą, by choć przez chwilę być kimś innym.

Poszukujemy tego co jest niepewne, byle uniknąć stagnacji.

Wiara jest dla nas czymś z lamusa, takim tworem dla starych , biednych, brzydkich.

To oni mogą klepać paciorki, być grzeczni, kłaniać się i tak do usranej śmierci.

Bo jak każdy z nas sobie przypomni, to kiwanie palcem, to biadolenie, że mamy być grzeczni, bo inaczej nie pójdziemy do Nieba. To robi się tak smętnie, tak bardzo drętwo, że chce się aż zapomnieć, że było tak i ciągle tak się dzieci straszy.

Z Anioła Stróża, zrobiono nam kamerdynera, niańkę, chłoptasia na usługi.

To on miał nam usługiwać, nosić plecak, spać przy łóżku, bo może kołderka się omsknęła, a więc on zmarznięty czuwał.

Nauczono nas ,że Niebo to takie schronisko, gdzie wszyscy w białych szatach, filakteriach, zadowoleni, beztrosko zaliczają dni.

Klaszczą w dłonie, śpiewają, jakiś tam szarpie na cytrze, uśmiechnięci jak na haju, no szał.

Stoły się uginają od jedzenia, miodu nie brakuje, no żyć nie umierać.

Tylko kto by tak chciał się imprezować, pohusiać, pomodlić i nyniu?

Takiej wiary mnie nauczono i przez wiele lat sądziłem, że to nie jest warte zawracania sobie głowy. Bo niby po jakiego – nomem omem, czorta się starać, skoro to nie jest nawet ociupinkę fascynujące.

Eschatologia, jakieś proroctwa, to mi było bliższe, takie na miarę, na dziś.

Ale odnalazłem się w tym co wiarą zwą, dzięki temu, że dostałem po głowie, bo życie lubi zaskakiwać.

I wiem, że tylko pokora i cierpliwość, są w stanie nauczyć mnie wartości, priorytetu.

Dziś jak większość, nie wiem jak tam jest, ale na pewno nie będę śpiewał w jakimś chórze, grał na fujarce, czy wysłuchiwał kazań. Bo Bóg wie, że ja to wolę się pobujać w innych klimatach a i z dziewczynami, a i owszem.

Więc Boże powiem wprost, jeśli tego oko nie widziało, to trzymam Cię za słowo, a liczę na wiele. A że tam będę to wiem, bo z Łaski mi to będzie dane, bo zasługi to mam marne.

Nigdy nie byłem orłem, można śmiało przy mnie otwierać okna, ale to jedno w porę zrozumiałem, że tu na Ziemi to jestem jak w pracy. A należność odbiorę będąc świadomym, że wszystko jest mi dane, choć potrzeb to raczej tam nie będzie.
Agnieszka Gu
4 miesiące temu
Robert M. - ten wpis to świetna lektura do porannej kawy. Bardzo ciekawe i skądinąd bliskie mi podejście do kilku spraw. Pozdrawiam znad parującego eliksiru...
Robert. M
4 miesiące temu
Agnieszko - bardzo dziękuję, za pochylenie się nad moimi
refleksjami. To niezmiernie miłe, sprawia mi
ogromną frajdę i....sama wiesz.

Co do tekstu: Niebo i to wszystko, co kiedyś ma być naszym
udziałem, jest zapewne dla wszystkich abstrakcją i nie ukrywajmy
tego, jednak czymś mało zaprzątającym nam głowę. Chcemy po
prostu żyć i tak gdzieś w niedzielę koło południa przypominamy sobie,
że to kiedyś się skończy i trzeba...no właśnie. Co będzie? Czy będzie?
Czy zakopią mnie i finito?
Dlatego mogłem sobie pozwolić na taką fantazję i własny skrót myślowy.
Bo nikt nie jest w stanie temu zaprzeczyć, no może ci co przeżyli podróż astralną
widzieli jakiś ułamek tego, a może przedsionek? W każdym razie cieszę się, że
na tak mało przyziemny temat cokolwiek myślisz. Nie spodziewałem się, że w ogóle
ludzi obchodzi coś więcej niż tu i teraz.

Prędzej to co dziś wrzucam jest bliższe, a przynajmniej namacalne.
P.S. Znowu kawa? A może by tak kakao? Tylko nie jakiś substytut
fix mix z misiami na etykiecie ale prawdziwe. To tylko luźna sugestia.
W żadnym wypadku nie neguję takiego sposobu rozpoczynania dnia.



Każdy ma swoje plany, priorytety, coś co go pcha do celu, co budzi go do życia , sprawia, że chce się męczyć, bo wie, że kiedyś dojdzie do tego, swego marzenia.

I niby wszystko jest proste, wystarczy się starać, odliczać dni, pieniądze, bo nie oszukujmy się, większość tych rzeczy, związana jest z gotówką.

I żeby przejść do meritum sprawy, ustalmy, że już to osiągnęliśmy, jest przyklepane , nasze, no tylko usiąść i z rozanieloną gębą podziwiać.

Nie ważne co to ma być, co jest, było, będzie, po prostu jest.

I teraz jak każdy to ma przed oczyma, niech z ręką na sercu powie, ile się tym umiał autentycznie cieszyć. Jak długo jego wymarzony cel, był w stanie zagwarantować mu poczucie szczęścia.? Hę?

Mój kolega, kupił na raty auto, które miało być dopalaczem, miało być motywatorem, miało zadać kłam, że nie ma czegoś wartościowego, dającego pełnię szczęścia.

Ale już po kilku miesiącach, spowszedniało, a kredyt został.

Ja również znam ten ból, znam to uczucie, że przestajesz czuć entuzjazm, podnietę, a zostaje wspomnienie, jak bardzo to miało mi pomóc w życiu, jak radować, a stało się kolejnym zakupem, co odłożymy jako zachciankę.

Nie neguję tego, że cześć przedmiotów, rzeczy, jest kupowana bo powinna być, jest praktyczna i dzięki temu jest lżej, szybciej, wygodniej.

Ale łapię się na tym, że to co mam jest kupowane na zasadzie – „A czemu ja mam tego nie posiadać? Czemu ja mam być gorszy?

I tak gromadzimy, skupujemy, płacimy czasem dodatkowe opłaty, by już następny mieć zloty środek na szczęście, byle tylko uzbierać na to. I od nowa, marzenia, jak to moje życie się zmieni jak to dopadnę, będę posiadał itp.:
I niestety znowu mnie przestało rajcować, a tak sobie wmawiałem.

Czasem zazdroszczę mojemu dziadkowi i babci, bo nie mieli takich problemów, a i marzeń z nowinkami technicznymi.

Żyli sobie wolniej, mieli czas na wszystko, a dziś, tak się nakręcamy, że zapominamy o znajomych, dawnych kumplach.

Biegamy, śpieszymy się, w locie pozdrawiamy, rzucając sloganowe – „zdzwonimy się”

Do czego to mnie doprowadziło? Do czego to jeszcze doprowadzi?

Obiecuje sobie, że z Iwoną pobiegam, z Grześkiem wyjdę na łyżwy, no ciężko mi nawet mówić, jak się zaniedbałem towarzysko.

Dochodzi do mnie czasem refleksja, że jak siedzę chwilę bezczynnie, to tracę, że to coś złego.
Mogłem zarobić, mieć korzyść, zdobyć, sprawić.

A przecież mam zdrowie, mam młodość, witalność, a tracę energię na to co chwilowe, płoche.

I może dlatego z takim sentymentem, patrzę na dziecięce lata, gdy podwórko się w sobotę pozamiatało, jakaś ława, przykryta ceratą, ciasto z rabarbarem, kanapeczki, bimber i rodzinne posiedzenie do nocnych godzin.
Kuzyni, ja i inne dzieciaki biegaliśmy obok dziadków, ciotek, sąsiadów i...ach!

Kto chciał to do nas przychodził, nikt się nie chował za drzewkami, bo każdy był swój.

A dziś panuje dzicz, każdy przestraszony, gdzieś na tyłach cichaczem, za tujami by nikt nie zobaczył, by się nie zainteresował, nie chciał przyjść.

Straszne czasy nastały, że jeden przez drugiego, po innych, byle ja, byle lepiej.

A czym więcej mamy, tym bardziej ku ironii, czujemy brak, ale nie czegoś, ale ludzi.

Dlatego od jutra imprezuję, biegam z Iwoną, no wszystko zmieniam, bo chcę być wolny, od stresu, tego co muszę, by kiedyś powiedzieć – „Oj wnusiu, za moich czasów to ludzie żyli inaczej, dziś to tylko mamona się liczy”.
Robert. M
3 miesiące temu
....Tak się poznaliśmy. Spędzaliśmy wiele czasu i dobrze mi było bo nie wszyscy mnie rozumieli, a na pewno nikt aż tak nie próbował. Wiadomo jak to za małolata bywa i tarcia i kłótnie są na porządku dziennym. Miały jednak merytoryczne podstawy, prowadziły do konsensusu i były zawsze racjonalne, chcieliśmy udowodnić, co chcemy jak widzimy sprawę. Na szczęście nie za cenę zaciekłości byle moje na wierzchu przez cały czas bo ja to wiem najlepiej. Umieliśmy ustępować, nie ukrywam, że częściej on szedł na kompromis, co nie jest powodem dla mnie do dumy ale tak było. Były chwile i mam tego świadomość które chcę zapomnieć ale najwięcej tych pięknych i niezapomnianych . To on potrafił mnie zabrać na Domu Kultury na operetkę „KARCZMARECZKA” z okazji Dni Adama Didura. Wiem że teraz kiwasz głową z politowaniem, przedstawiając sobie wizję wycięcia dwóch godzin z życiorysu, dno, osłabiająca atmosfera i w ogóle. Ja też tak pomyślałam że ja i operetka! O nie, to nie może się udać, to nieporozumienie, Gdy takie darcie słyszę w telewizji to zmieniam kanał na „VIVE ‘ „ NACIONAL .” lub „ STYL .” byle nie to. Ale jednak byłam i mimo zastrzeżeń, że mogę nie być przy oklaskach na zakończenie to zostałam mile zaskoczona. Ten wystrój, szyk światła, nagłośnienie, piękne stroje i ja ignorantka z gumą w buzi, jeansach, przy gościach w garniturach i kobietach w kreacjach. Pomyślałam o ich trudzie próbach i zrozumiałam że oprócz potańcówek powinnam choć od święta się nawdychać tej kultury.
.Na Błoniach ma występ zespół BRATHANKI mimo opadów deszczu i przenikliwego chłodu który przechodził przez kości to było mi gorąco, gdy usłyszałam - ’ W kinie Lublinie, całuj mnie ”, a on dosłownie i w przenośni to robił. Zapomniałam że rano jest zwykły dzień że trzeba się znowu zmagać z rutyną bo byłam jakby gdzie indziej. Halinka Mlynkova jak DIVA na żywo też piękna i taka serdeczna, bisuje uśmiecha się i widać że to nie sztuczne. Po koncercie mówi do mnie :- „Poczekaj chwileczkę .” Porozpychał się podszedł do kolegi który był ochroniarzem a ten go wpuścił za kulisy . Wyszedł po chwili i pokazał mi serwetkę na której był autograf z dedykacją o treści : - „NAJCUDOWNIEJSZEJ DZIEWCZYNIE JOLI - HALINKA MLYNKOVA.”..Powiedział mi kiedyś że nie może być tak że tylko nauka kursy a muszę zadbać o tężyznę fizyczną i dlatego coś będziemy robić. W każdą środę łyżwy i wypad na taflę, nie było zmiłuj się że to klęska zbyt wiele dla mnie. Najpierw orły gleba i powstań by tak do skutku trenować i masować pupę. Był cierpliwy pomagał podtrzymywał by się doczekać jak sama wyjadę i tak zostało do dziś. ..Dzwonił coś proponował starał się jak choćby pewnego dnia gdy powiedział :- „Jutro zabieram cię na piknik będę w południe.” Poszliśmy wzdłuż Sanu, potem duktem leśnym aż do pięknej polany gdzie postawił na ziemi plecak rozpalił ognisko, wyciągnął kocyk i delektowaliśmy się urokiem pięknej pogody. A była piękna zapach jaśminu miłorzębu trzask gałązek świergot ptaków nawet sarenki przybiegły pod sam skraj lasu . Czasem rowerzyści przejechali kilku biwakowiczów się rozbiło z namiotami, zapragnęłam tak tu zostać z dala od miasta od zgiełku tak błogo w ciszy. Powyciągał to co zabrał ze sobą, czyli dla siebie pęta kiełbasy dla mnie sałatkę z tuńczyka, owoce, bułki zwykłe i słodkie, soczki piwo karmelkowe nawet o gumie nie zapomniał. Nie zatoczka, zalew, akwen, jezioro ale właśnie takie miejsca potrafią być tym co sprawia że zaczynamy żyć w innym wymiarze – sami i niebo nad nami.
Potrafił zaskakiwać takimi drobnostkami jak to, że ciągle o dwudziestej drugiej puszczał sygnał to takie nic a tyle dawało pewności że jest, myśli. Muszę przyznać że ja czasem spałam bo o tym nie pomyślałam a jednak rano było w raporcie że czuwał. Mieliśmy takiego literackiego kruka „NAPISZ DO MNIE” z którego wybierał cytat i wysyłał w sms-em otreści : - „Strona sto ostatnie zdanie” . A ja szybciutko odszukiwałam daną stronę i czytałam że: - „ A JEŚLI CHCIAŁBYM MOŻE TYLKO ODETCHNĄĆ ZAPACHEM PANI WŁOSÓW I SKÓRY” .I co ja biedna mogłam zrobić jak ja po takim tekście nie umiałam się obejść bez niego. Wracałam do łóżeczka obejmowałam jasieczka jakbym to jego ściskała i zasypiałam ululana jak po browarku, wyobrażając sobie naszą przyszłość. Albo przychodził do szkoły gdy miałam siedem lekcji i na dużej przerwie wręczał mi jogurt i dwie bułeczki słodkie z budyniem mówiąc : - „ Pewnie jak zwykle zapomniałaś rano śniadania” . Ja na to, że coś tam jadłam a on : - ‘Tylko przy mnie jesz i do klasy a wieczorem się widzimy jak zawsze.” Aśka po tym zdarzeniu podeszła do mnie i walnęła mnie w ramie mówiąc :
- „Ty franco! Gdzie ty go znalazłaś . Żeby mój Maciek choć raz tak zrobił . Ale jakby coś wam nie wyszło to ja jestem chętna bo Maciek to tak na dziś. "
No mam koleżankę co, bez komentarza. A zresztą czemu nie! Powiem to – niezła suczka….
Robert. M
ponad tydzień temu
Powiem Ci, że dobrze by było , jakby człowiek całe życie był uodporniony na zewnętrzność, na swoje kompleksy, tak jak w dzieciństwie.

Nie wiem jak to jest możliwe, ale gdy jesteśmy młodzi, to wszystko wydaje się proste.

Nie przejmujemy się tym co jutro, co może się stać, to dla nas nie ważne, bo wierzymy w siebie, w witalność, entuzjazm, w to co umiemy.

Dorastamy ze świadomością, że to czego się dotkniemy, jesteśmy w stanie zamienić na profity, a nasz dzień jest niekończącym pasmem wrażeń.

Ale przychodzi czas, gdy rozumiemy, że to nie jest takie proste, bo dochodzi do głosu nasz stosunek do powierzchowności, wyglądu.

Jeśli jako dziewczynka w wieku dwóch lat, zostałaś oparzona, to i tak tego nie pamiętasz, a że dziecko nie obnosi się ze wstydem, doglądaniem podczas kąpieli każdej części ciała, przyglądaniem czy aby jest mankament, to żyjesz swobodnie.

Ciało młodej osoby jest po prostu akceptowane, bez zbędnej uwagi, troski, jakieś siniaki zadrapania, to norma, więc i blizna uchodzi.

Jak biegasz w kusych strojach, to nic cię nie rusza, a blizna ciągnąca się wzdłuż, od barku po mostek, to kawałek przebarwionego ciała z pomarszczonym naskórkiem.

Dopiero świadomość dojrzewania, własnej seksualności, a co za tym idzie kobiecości, wprowadza pewne komplikacje. Dostrzegamy w swym ciele każda zmianę, wszelaki aspekt związany z przemianami hormonalnymi, nie może ujść uwadze.

Ciało staje się wręcz jak świątynia, dopytujemy koleżanki, porównujemy, a czasem z rezerwą akceptujemy.

Pewien wiek zobowiązuje, by wyglądać atrakcyjnie pod względem wizualnym, to daje szansę by zaistnieć w grupie, zdobyć pozycję.

Dotarło to i do mnie, tak nagle, tak na już, że nie było czasu na weryfikację, na alternatywę, a tylko przyjęcie do wiadomości. Zrozumiałam, że ja to nie jestem taka jak inne i muszę się bronić, przed spojrzeniami innych, czyli tych którzy o tym nie wiedzą.

Lato to okres w którym chcemy pokazywać się ze swymi walorami, kusić, dawać wyobrażni nadzieję na podnietę, na to, że oni wabieni instynktem, poruszą piekło, byle być…w niebie.

Nie muszę mówić że ja przez kilka lat, gdzieś tak od 14-ego roku życia, przeżywałam to bardzo intensywnie, byłam pozbawiona pewności swego ja.

Dopóki było to własne podwórko, sami znajomi, ci co znają cię od dziecka, to jest jak dawniej, ale dorastasz wchodzisz w większy krąg ludzi.

Nasza enklawa, kolebka, już jest za mała, świat wzywa, a ludzie są szczerzy do bólu i pytają jak tylko im się uda, coś dostrzec.

Bywało różnie, czasem łzy płynęły, miałam doły, ale trzeba żyć i tak jest do dziś.

Nie wiem jak moje życie będzie wyglądać, za następnych kilka lat, jak to się ułoży o ile może się poskładać, tak bym zaczerpnęła powietrza. Na dziś jestem, daleka od spełnienia swego snu, czyli bycia z kimś kto mnie będzie przewiercał wzrokiem, był moim na dzień, no i noc.



Nie oszukuję się, że jakiś facet powie, że to nie jest ważne, że liczy się mój intelekt, zaradność, empatyczność, wszelkie ludzkie zachowanie względem innych, wobec niego.

Powiesz mi ,że przesadzam? O koleżanko, tak mnie nie pocieszysz, bo ciepłe dni powinny wystarczyć ci za całą paletę doznań wizualnych, mych odczuć i spojrzeń innych.

Mam zawsze dylemat, czy powinnam, czy ja mogę, odsłonić, to co nie jest idealne.

Jako kobieta, chcę być postrzegana jako atrakcyjna, jak laska, by mnie taksowano wzrokiem, rozbierano w myślach, delektowano aksamitem skóry, mym zapachem.

I co, widzisz ten ból? Mam to zawsze na uwadze, bo jestem mówiąc szczerze wypaczona w tym względzie.

Chcesz pewnie wiedzieć, czy latem to tylko przesiaduję w domu i zaklinam pogodę?

Nie , nie jest tak , że jestem na własne życzenie wyalienowana od ludzi. Żyję i radze sobie z tym, że nie jestem zauważana, a przynajmniej nie w ten sposób, co bym chciała.

A marzy mi się, by ktoś powiedział – „uuu no proszę, jaka cizia, chciało by się pobawić z niunią”

Oczywiście, wiązanka z mych ust by poleciała, że gość by odszedł krokiem defiladowym.

Ale wieczorem, przy malowaniu paznokci, na samą myśl o tym, śmiech by mi nie schodził z ust, a może i dopowiedziałabym sobie w mieszkaniu inną wersję –„No to zapraszam do tanga, mam być obsłużona, a nie tylko zalana formą z czubkiem, zrozumiał chłopczyk?’

I co robisz taką minę, że niby ty pruderyjna jesteś?

Przestań, bądź poważna i powiedz ile razy myślałaś o takich sytuacjach, może nawet jeszcze bardziej perwersyjnie niż ja.

Zresztą, nie ma i tak co się licytować, zostało mi chyba tylko tak zrobić jak Christian Anastasi, wiesz te kulki kupić, by cos w ogóle przeżyć.

Bo co wezmę na celownik gościa co mnie zainteresuje, no pikawę mi włączy, to on niczego nie łapie ,albo nie chce, a ja nie mam odwagi, nie czuję argumentów, by podejść.

Przychodzę do domu i myślę, że to wszystko nie ma sensu, szkoda zachodu.

Pozostaje mi włączyć miuzik z Pitbull-em na czele i patrzeć by tylko mebli nie poprzestawiać podczas wolnej aranżacji.

Choć gwoli prawdy, muszę powiedzieć, że był kiedyś ktoś, co znalazł się na imprezie jak i ja. Pokręcił się po sali i klapnął sobie przy mnie.

Nie miałam ochoty go wysłuchiwać, podejmować konwersacji, ale był w sumie miły, tak od słowa do słowa i nawet się zaczęła rozmowa formować, zaciekawił mnie.

Znasz to uczucie, że jak nie czekasz, nie myślisz o tym to właśnie się zdarza, staje się tak, bo tak miało być, tak spontanicznie.

Czasem latasz za gogusiem, robisz milion rzeczy by cię zauważył, by łaskawie spojrzał i nic, taka karma.

A tu miał być takim przerywnikiem, chwilowym towarzyszem na kanapie, a teraz chcesz by to trwało. Ale on przeprasza i wychodzi, a ja wracam do mieszkania, i żałuję.

Żałuję, że nie pokierowałam rozmowy na swoje walory kobiece, że byłam zbyt pasywna, nie pokazałam mu chęci, a najgorsze, że wszystko potoczyło się za szybko.

Analizujesz, chcesz dostać jeszcze szansę, bo wiesz jak się sprzedać, co powiedzieć….
Robert. M
tydzień temu
Pamiętam bardzo dokładnie ten dom, stary, podupadły ze zmurszała podmurówką. Na szczęście było słonecznie i co działało jeszcze na jego korzyść, słychać było wszechobecne treny słowika. Idealnie wpasował się do charakterystyki tej miejscowości. Bowiem w tym położonym na wzniesieniu miasteczku nie wyczuwało się pazerności na życie. Gdy wchodziliśmy lekkim wzniesieniem, szukaliśmy ruchu, spojrzeń, zaciekawienia, oznak bywania w tym przybytku spokoju. Witały nas drzewa, przechylając się pod ciężarem dojrzałych papierówek, psy wygrzewające się pod ich cieniami i gołębie gruchające przy naszych stopach.
Przez dłuższy czas nie uświadczyliśmy człowieka. W dole lawirowała rzeka, nie bardzo wiedząc, czy warto się tu zapuszczać.
Robert. M
6 dni temu
Po drodze dokooptowaliśmy do naszego towarzystwa samotną matkę, która to właściwie była wdową od kilku miesięcy. To ona wskazała nam ryneczek danego miasteczka, w którym to jej stryjeczny wujek miał mieszkania do wynajęcia. Przyśpieszyłam i jako pierwsza weszłam na plac wyłożony kamieniami, wokół niego stały nisko osadzone domy z tym najważniejszym, górującym białym o bladoniebieskich okiennicach.
Robert. M
5 dni temu
Kamienica, była jedną z tych, która pamiętała czasy Franciszka Józefa I. Mnie i tak przypadła do gustu i bynajmniej nie za jej walory architektoniczne, a za położenie. Omiotłam wzrokiem ryneczek by na szybko zwizualizować sobie to, co będę miała przyjemność ujrzeć z poddasza. Cmoknęłam w policzek Bombiego, który jak zwykle nie przejawiał jakiegokolwiek zainteresowania, pod tym względem różniliśmy się diametralnie.
Robert. M
3 dni temu
- Czy może istnieć piękniejszy widok! - zapytałam sama siebie. Gdy tylko wbiegłam na poddasze. Nim Bombi załatwił wszelkie formalności, włącznie z upustem na dłuższy pobyt, zdążyłam sprawdzić łazienkę i balkonik w kształcie owalu. - Czuć tu ducha przeszłości - powiedziałam. Uwinąwszy się z bagażem, zamykał właśnie za sobą drzwi.
- Sądzę, że nasi dziadkowie mieli cholerne szczęście mieszkając w samym centrum takiej krainy.
Robert. M
2 dni temu
- Stryj dziadka - burknął znużenie, rzucając walizkę na tapczan.
Biegam po pokoju jak zwariowana, wybiegam na balkonik, niebezpiecznie przechylam się przez poręcz, która nie wygląda na wytwór rzemieślnika a raczej kowala. Wdycham zapach begonii z donicy umieszczonej na obramowaniu posadzki i rozrzucam uprzednio wyzbierane zeschłe płatki z tegoż wypustu.
Bombi stanął tuż za mną, wszedł jednak na spocznik, jakby nie wierzył, że wytrzyma napór naszych ciał.
- Narcyś, nie widzę w tym mieście szans na cokolwiek, nie mówiąc o czymś na stałe.

Zaloguj się, aby wziąć udział w dyskusji