*** (Gdzieś pada... )

Gdzieś pada kobieta upadła pod mężczyzną

- dwa jabłka obok jabłoni. Słyszycie wrzaski?

Padają ludzie od ludzi, od strychniny za wyżebraną

daninę; od śmiechu, we własnych łóżkach, toaletach,

szpitalach, czasem od zwykłego pulsowania w skroni.

Padają jak świnie, opasy pod nożem rzeźniczym,

jak dzieci w Pompejach - mrówki przyklejone

do podeszwy boga, co się na wieczność wyleguje

w niebiesiech na pryczy.

 

I ja padam, na razie na fotel. Śmieszne pociechy,

do diabła z wami! Nie wychylę kielicha dla kurażu,

mam dość koryta na kabel lub baterie. Nie pójdę

do kina, świątyni, pod żadne ołtarze! Nie widać

w ciemni przyjaciół, ale nie zawracam w mętnię.

Zgoda na lęk, śmiało, niemal go słyszę, gdy pada

deszcz, stukając miarowo; gdy puka do mnie,

zwiastując nowy krach. Wyrosnę ponad własny głos

wołający w ciszę: 'pozwól, mój Pożal Się Boże,

rozbić wyrok, jak te krople o dach'.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania