Gorzkie Wspomnienia

Drobnej budowy dziewczynka powoli przetarła oczy pozbywając się resztek snu. Leniwie spojrzała na wiszący nieopodal, stary ścienny zegar. Ku wielkiemu zaskoczeniu spostrzegła iż do śniadania pozostało jeszcze odrobinę czasu. Ponownie ułożyła się wygodnie, szczelnie otulając się kocykiem. Jedyne o czym w tej chwili marzyła było, aby zostać tu do końca życia.

Tylko we własnym łóżku odczuwała niewielką namiastkę spokoju i bezpieczeństwa. Bała się opuszczać bezpieczną strefę komfortu. Przerażał ją wzrok innych dzieci, pełen nienawiści i odrazy. Odkąd trafiła do sierocińca jej życie nie było proste, różniła się od innych. Przyszła na świat posiadając pewien niezwykły dar, choć wedle jej mniemania był on raczej największym przekleństwem. Ludzie od zawsze obawiali się tego czego nie mogli zrozumieć. W ich poukładanym świecie nie było miejsca na jakiekolwiek zjawiska nadprzyrodzone czy magię.

Dziewczynka uroniła kilka niewielkich łez, naciągając kocyk na głowę. Na samą myśl kolejnego dnia pełnego przykrości i upokorzenia poczuła dziwne uczucie w żołądku. Po chwili, znacznie krótszej niż by tego chciała, przyszła pora by udać się na stołówkę.

Niechętnie uniosła głowę ocierając mokre od łez oczy. Pospiesznie przywdziała prostą białą sukienkę. Naciągnęła na stopy skarpetki, po czym przyodziała małe, czarne buciki. Następnie wyciągnęła z szafki nocnej grzebyk, by doprowadzić lekko roztrzepane włosy do ładu. Po dokładnym rozczesaniu białych niczym śnieg włosków, związała je w dwa niewielkie kucyki. Po skończonych przygotowaniach spojrzała w niewielkie lusterko. Odbicie spoglądało nań z wciąż leko zaczerwienionymi od płaczu, czerwonymi oczami.

ー Wyglądam niczym sama śmierć ー pomyślała przypatrując się swej twarzy, mimo niechęci próbowała się delikatnie uśmiechnąć. Chowając lusterko do szufladki, pospiesznie chwyciła brązowego misia, spoglądającego niewielkimi guzikowymi oczkami. Pluszak był jej jedynym przyjacielem, powiernikiem tajemnic oraz najlepszym kompanem wspólnych zabaw.

ー Och misiu tylko ty mi pozostałeś, mam nadzieję że mnie nie zostawisz? ー zapytała mocno przytulając zabawkę.

Stary, nadgryziony zębem czasu miś był jedyną pamiątką przypominającą jej o tragicznie zmarłych rodzicach, mała cząstka dawnego życia, które zostało bezpowrotnie utracone. Jedynie co mogła w tej chwili zrobić to pielęgnować wspomnienia dawnych dni, oraz nigdy nie dać im odejść. Czasem kiedy nie pozostaje już nic, tylko miłe wspomnienia pozwalają zachować optymalne zdrowie psychiczne.

Niczym niezmąconą ciszę przerwał cichutki dźwięk, najwyraźniej brzuch dobitnie dawał znać iż domaga się posiłku. Dziewczynka momentalnie pogładziła się po brzuszku.

ー No dobrze chyba nie mogę tak długo zwlekać ー odrzekła po części do brunatnej przytulanki, po części do siebie ー muszę być dzielna ー dodała powoli kierując się w stronę drzwi.

Po chwili znalazła się na korytarzu. Obskurne słabo oświetlone pomieszczenie. Stara drewniana podłoga wydająca nieprzyjemny skrzypiący dźwięk przy każdym kroku. Białowłosa ostrożnie stawiała stopy, starając się przemknąć na stołówkę niezauważenie. Dziewczynka z trudem brała większy oddech. Serce biło jej niespokojnie, bała się że niechcący wpadnie na grupę prześladowców. Przerażała ją myśl że po raz kolejny stanie się obiektem drwin. Marzyła tylko by choć na krótką chwilę stać się niewidzialna, lecz było to niemożliwe.

Powoli przemierzała korytarz starając się unikać wzroku innych dzieci, podążających tak jak ona w kierunku stołówki. Spuściła głowę mocniej przytulając zabawkę.

Wiele razy próbowała podejść, spróbować nawiązać z kimś przyjacielską pogawędkę, jednak równie szybko porzucała ten pomysł. Nie była najlepsza w nawiązywaniu kontaktów. Bo jak niby miałabym zacząć rozmowę.

ー Och cześć zauważyłam że również posiadasz włosy, czy to nie cudowne ー szybko odrzuciła tę niedorzeczną myśl.

Maszerując przed siebie spoglądała na szczeliny między deskami, z braku lepszych zajęć postanowiła unikać stawiania stopy na szpary. Ot głupia zabawa, dająca choć odrobinę szczęścia, pozwalająca na chwilę zapomnieć o trapiących smutkach.

Nim zdążyła się spostrzec, znajdowała się już przed schodami prowadzącymi na parter. W samą porę przystanęła, zabawa tak bardzo pochłonęła jej uwagę, że przez dłuższą chwilę całkowicie zapomniała o otaczającym ją świecie.

ー Och byłoby strasznie nierozsądnie gdybym spadła ze schodów ー pomyślała spoglądając na krzywe, drewniane stopnie ー jestem już zdecydowanie zbyt duża na takie lekkomyślne działania ー odparła w myślach powoli stawiając stopę na pierwszy stopień.

ー Hmm zastanawiam się, czy powinnam mówić pierwszy stopień, przecież jestem na górze, może raczej powinnam powiedzieć ostatni? ー odparła spoglądając w guziczkowe oczy przytulanki, oczekując odpowiedzi.

ー Nie to byłoby niemądre zaczynać od ostatniego stopnia ー dodała pocierając dłonią podbródek, próbując przybrać dziwaczną pozę ー strasznie to wszystko za… zagm…mmm, pokręcone ー z trudem dokończyła zdanie.

Ani się obejrzała, znajdowała się bezpiecznie na parterze. Spojrzała za siebie w dalszym ciągu mocno przytulając misia.

ー Cóż kiedy indziej rozwiążemy tą zagadkę ー odrzekła stukając obcasem o podłogę.

Resztę drogi pokonała we względnym spokoju. Dziwnym zrządzeniem losu ani razu nie natknęła się na żadnego dzieciaka należącego do grupy prześladowców, czyżby nadszedł długo przez nią oczekiwany dzień spokoju? Cóż w głębi duszy naprawdę na to liczyła, lecz zbyt wiele razy zdążyła się boleśnie przekonać że to niemożliwe.

Wkrótce przekroczyła skromne progi stołówki. Ku zaskoczeniu znajdowało się tu wyjątkowo dużo dzieci, większość krzeseł przy stołach została już zajęta. Tak się składa że białowłosa dziewczynka dotarła na miejsce dużo później niż się spodziewała.

Czując na sobie ich spojrzenia doznała uczucia strasznego dyskomfortu. Spuściła głowę, prędko udając się w kąt sali gdzie znajdował się niewielki odosobniony stolik przy którym zazwyczaj spożywała posiłki.

Jak co dzień wygodnie usiadła przy rogu stołu, sadzając obok misia, który jako jedyny towarzyszył jej podczas śniadania. Inne dzieci ani myślały zadawać się z "dziwolągiem".

Chwyciła za ucho stalowego garnka, jako iż sama zasiadała przy stoliku, jej jako pierwszej przysługiwało prawo napełnienia miski. Chwyciła małą aluminiową łyżkę spoglądając na posiłek, który wyglądem przypominał ryż gotowany na mleku. Wzięła niewielki kęs, po czym lekko się skrzywiła, posiłek okazał się być zimny oraz mdły.

ー Przydało by się troche cukru ー pomyślała dokładnie przeżuwając białą papkę. Starała się za bardzo nie wybrzydzać gdyż była bardzo głodna. Poprzedniego dnia nie otrzymała kolacji ponieważ została zamknięta w toalecie przez dwójkę prześladujących ją dziewczynek. Z pewnością spędziłaby tam całą noc gdyby z potrzasku nie uwolniła jej jedna z opiekunek zaalarmowana dziwnymi odgłosami.

Po skończonym śniadaniu otarła dłoń chusteczką, wbrew pozorom była bardzo porządną dziewczynką, dbającą o czystość i higienę , mimo iż czasem zdarzało jej się bujać w obłokach, przez co wiele spraw umykało jej pamięci.

Następnie podniosła misia by wyruszyć w drogę ku drzwiom prowadzącym na korytarz. Chciała jak najszybciej znaleźć się pokoju. Tylko tam mogła liczyć na odrobinę spokoju.

Niestety ku jej przerażeniu tuż przed drzwiami spostrzegła Kennego chłopca który szczególnie zaszedł za skórę białowłosej, to on był głównym powodem jej smutków. Sterczał na straży wyjścia w otoczeniu kolegów, kpiąco spoglądając w obliczę dziewczynki, zapowiadając nadchodzące kłopoty.

ー Hej Julie dokąd się wybierasz? Zapomniałaś się z nami przywitać ー odparł uśmiechając się wrednie. Widział strach w jej oczach co sprawiało mu wielką przyjemność.

Julie mocniej przycisnęła przytulankę do piersi starając się nie zwracać na niego uwagi z trudem powstrzymując łzy, co najwyraźniej nie spodobało się grupie oprawców. Chłopak mocno chwycił ją za kołnierz.

ー Ogłuchłaś czy jak dziwolągu? ー odrzekł popychając, drobnej budowy dziewczynkę.

Ta z wielką siłą upadła na podłogę zdziejając kolano, w wyniku tego zdarzenia upuściła z rąk misia który wylądował u stup dręczyciela.

ー Och a co my tu mamy ー dodał podnosząc z podłogi brązowego pluszaka z małymi guziczkowymi oczkami.

ー Proszę oddaj mi go ー zakrzyknęła dziewczynka ze łzami napływającymi do oczu.

ー Chyba nie będziesz mi tutaj beczeć! ー odrzekł nieco poirytowany jej dziecinnym zachowaniem, po chwili chwycił ją za śnieżnobiałe włosy ー Nikt ci nie pomoże wstrętna wiedźmo! Nie ma tu dla ciebie miejsca, powinnaś była zdechnąć wraz z rodzicami ー dodał mocno je szarpiąc .

Julie z całych sił próbowała się uwolnić jednak była zbyt drobna i słaba by cokolwiek zdziałać, pozostała sama przeciwko grupie większych i silniejszych prześladowców. Nie chciała płakać gdyż wiedziała że oni tylko na to liczą. Jej ból sprawiał im radość. Głośne śmiechy gnębicieli zagłuszały cichutki jęk błagający by ktokolwiek jej pomógł, lecz wszystko to na próżno.

Białowłosa dziewczyna bliska rozpaczy spojrzała pełnym nienawiści wzrokiem w twarz Kennego, z całych sił starała się skupić na białym rękawie jego koszuli, w tym momencie określona część odzienia stanęła w ogniu. Chłopiec przeraźliwie wrzeszcząc puścił małą Julie z impetem rzucając się na podłogę. Zatrwożeni koledzy rozpaczliwie próbowali ugasić płonący rękaw, co okazało się być niezwykle trudne, zupełnie jak gdyby płomień żył własnym życiem. Kiedy w końcu im się to udało, cała grupa dręczycieli z krzykiem uciekła w głąb korytarza. Zostawiając białowłosą w spokoju.

Dziewczynka podniosła się na równe nogi, otrzepała z kurzu białą sukienkę, otarła mokre od łez policzki następnie chwyciła niewielkiego brązowego misia który na całe szczęście był cały. Niestety nie był to koniec jej problemów.

Chwilę później, zaalarmowana dziwnymi krzykami opiekunka wtargnęła do stołówki. Prędko zlustrowała pomieszczenie wzrokiem w poszukiwaniu sprawcy całego zamieszania. Jej spojrzenie utkwiło na małej dziewczynce. W końcu znalazła kozła ofiarnego.

Zgromiła wzrokiem drobną Julie po czym natychmiast chwyciła ją za dłoń.

ー To znowu twoja sprawka ty niewdzięczna smarkulo! ー Zakrzyknęła starsza kobieta ze złością zaciskając zęby ー od razu wiedziałam że będą z tobą problemy, tak się nam odpłacasz za opiekę i dach nad głową? Ciągle wszczynając bójki? ー dodała ciągnąc dziewczynkę za rękę, przez dłuższą chwilę oboje trwały w milczeniu przechodząc spory odcinek słabo oświetlonego korytarza.

Białowłosa próbowała się jakoś wytłumaczyć lecz starsza kobieta ani myślała jej słuchać. Prowadząc przerażoną Julie przez długie pomieszczenie kontynuowała monolog.

ー Ty mały potworze, gdyby to ode mnie zależało, nigdy nie opuściłabyś progów karceru ー odrzekła zatrzymując się przed dużymi ciężkimi drzwiami. Umieszczając mały kluczyk w zamku przekręciła go kilkakrotnie. Gdy masywne wrota stanęły otworem, starsza kobieta bez zbędnych słów wepchnęła dziewczynkę do wnętrza izolatki.

Julie wleciała do środka, tracąc równowagę boleśnie upadła na skrzypiące deski. W ostatniej chwili wystawiła przed siebie ręce by minimalnie zamortyzować upadek. Ponownie skończyła na podłodze leżąc obolała, powtórnie czując napływające łzy. Szybko się jednak podniosła by po chwili stanąć naprzeciw drzwi. Chwyciła gałkę przekręcając ją kilkakrotnie, bezskutecznie drzwi zostały zablokowane od zewnętrznej strony.

Białowłosa bliska rozpaczy powoli osunęła się na podłogę. Skuliła się w kącie, podpierając łokcie na kolanach skryła twarz w dłoniach po czym zapłakała cicho.

ー Mamo, tato dlaczego mnie zostawiliście ー odrzekła łamiącym się głosem, nie wiedziała co będzie dalej, czy to wszystko się kiedyś skończy ー Dlaczego odeszliście tam gdzie nie mogę za wami pójść ー łzy popłynęły jej po policzkach.

ー Wcale cię nie opuścili ー Odrzekł tajemniczy, dziwnie świszczący głos.

Julie podniosła wzrok poszukując źródła osobliwie brzmiącego dźwięku. Po dokładnym zlustrowaniu pomieszczenia była niemalże pewna że nie ma tutaj nikogo, może to tylko wyobraźnia ponownie płatała jej figle. Powoli położyła głowę na kolanach, wtem raz jeszcze usłyszała dziwny szmer.

Po drobiazgowej analizie doszła do wniosku że pochodził on z płomienia tlącego się knota niewielkiej świecy umieszczonej na stoliku. Dziwne, mogłaby przysiąc że jeszcze chwilę wcześniej nie dostrzegła choćby blasku.

Ostrożnie ruszyła w stronę świecy rozświetlającej małe pomieszczenie. Spojrzała w maleńki płomień z zaciekawieniem, oczka migotały jej niczym dwie iskierki, zupełnie jak gdyby czegoś oczekiwała.

Bez uprzedzenia płomień ponownie przemówił.

ー Nigdy nie będziesz sama, zawsze będę w pobliżu ー podczas wypowiadania słów płomień raz po raz to kurczył się by ponownie wystrzelić w górę, co wyglądało dosyć osobliwie.

Julie nadęła policzki i westchnęła sfrustrowana.

ー Nie chcę z tobą rozmawiać jesteś zły! To przez ciebie ciągle mam problemy!

ー Twoje słowa mnie ranią ー ognik lekko się zasmucił, choć mogły to być tylko pozory gdyż białowłosej wydawał się być lekko przygaszony. Tak właściwie to chyba jeszcze nigdy nie widziała smutnego płomienia.

ー Już zapomniałaś o tym że zawszę ci pomagam, jestem twoim jedynym przyjacielem.

ー Nie chcę twojej pomocy! Chcę tylko żeby wszystko było jak dawniej, żeby mama i tata byli przy mnie, nienawidzę tego miejsca ー kończąc wypowiedź uderzyła piąstką w stolik z taką siłą że stojąca na nim świeczka zakołysała się na boki o'mało nie upadając na podłogę.

ー To zabawne, że mówisz to po tym co zrobiłaś.

ー Co masz na myśli? ー odparła zdziwiona Julie.

ー Czy nie pamiętasz jak w przypływie gniewu rozpętałaś pożar, nie dałaś rodzicom szans na ratunek, zginęli przez ciebie! ー dziewczynka natychmiast przerwała jego wypowiedź, nie miała najmniejszej ochoty by go słuchać. Z łzami w oczach zakrzyknęła.

ー Kłamiesz! kłamiesz, jesteś okropny nienawidzę cię, nienawidzę… ー powtarzała z narastającą wściekłością dławiąc łzy póki całkowicie nie opadła z sił. Położyła się na podłodze cichutko łkając, głowa pulsowała jej z bólu spowodowanego ciągłym płaczem. Po upływie wielu minut kiedy Julie całkowicie się uspokoiła ognik kontynuował.

ー Nie kłamię dobrze o tym wiesz, sama prosiłaś abym to zrobił. Nie próbuj ze sobą walczyć! Nie jesteś taka jak inni i nigdy nie będziesz ー płomień niemal całkowicie rozświetlił pomieszczenie. Powietrze przeszywał nieprzyjemny świszczący odgłos.

ー Na siłę starasz się wmówić sobie że jesteś jak reszta, ale to ci się nie uda wyróżnia cię twoja wyjątkowość. Ludzie zawsze bali się tego czego nie rozumieją ー ognik przystanął na chwile jak gdyby próbował złapać oddech ー Jeśli chcesz możesz spędzić tutaj resztę życia, ale pamiętaj wystarczy że mnie tylko poprosisz, a zrobię wszystko by cię uwolnić.

Wtem nastała absolutna cisza, knot świecy, do niedawna rozświetlający pokój zgasł teraz całkowicie. Mała Julie przebywała w niemal całkowitej ciemności, jedynym źródłem światła było niewielkie okienko wpuszczające do środka kilka popołudniowych promieni słonecznych. Dziewczynka nie wiedziała jak dużo czasu spędziła na podłodze, była zbyt zmęczona by cokolwiek zrobić.

Słowa płomyka nie dawały jej spokoju, zastanawiała się co powinna teraz począć. Czy naprawde mogła być wolna? Wystarczyło jedno słowo, by zakończyć cierpienie.

Po chwili usiadła na twardej podłodzę ze skrzyżowanymi nogami. Oddychając płytko odparła słabym, cichutkim głosem.

ー Proszę ogniku pomóż mi, nie zniosę kolejnego dnia tutaj ー skupiła całą uwagę wyobrażając sobie płomień który z sekundy na sekundę przybierał na sile trawiąc grube dębowe drzwi więzienia.

Wtem poczuła na twarzy uczucie uderzającego ciepła, oraz przyjemny zapach palonego drzewa, przywodzący na myśl piękne zimowe dni, gdy całe godziny spędzała trwając przy kominku. Oglądając cudowny występ tańczących z gracją ogników. Piękne wspomnienie minionych dni wywołało szczery uśmiech na twarzy dziewczynki. Otworzyła oczy wpatrując się w płomień, czuła że za chwilę będzie wolna.

Podniosła się na równe nogi, mijając popioły dębowych wrót. Płomienie rozstąpiły się przed nią niczym jedwabna kotara, uprzejmie zapraszając do wyjścia. Ku zdziwieniu, Julie spostrzegła iż płomienie powoli opanowywały cały korytarz.

ー Ogniku przecież miałeś tylko mnie uwolnić! ー zakrzyknęła spoglądając w coraz to większe płomienie, powoli tracąc kontrolę.

ー Miałem ci pomóc, pomóc stać się wolną, czego nigdy nie osiągniesz dopóki ludzie którzy cię krzywdzą nie odejdą z tego świata.

ー Nie, nie chciałam żebyś zrobił im krzywdę ー dziewczynka wykrzyczała poważnie wystraszona.

ー Możesz próbować mnie oszukać, ale nic ci to nie da, zapominasz że znam wszystkie twoje najskrytsze myśli ー ognik zasyczał przeraźliwie kontynuując dzieło zniszczenia.

Miał rację, mimo iż Julie starała się nigdy nie wykorzystywać niezwykłej umiejętności by krzywdzić innych to w głębi duszy życzyła prześladowcom śmierci. Chciała aby cierpieli, tak jak ona.

Ponownie uległa negatywnym emocjom, doprowadzając do zniszczenia. Po raz kolejny okazała się być zbyt słaba by zapanować nad niszczycielskim żywiołem któremu nic nie mogło być przeszkodą.

Białowłosa przerażona słowami ognika, zakrywając twarz lnianą chusteczką biegiem ruszyła ku wyjściu. Unikając niszczycielskich płomieni prędko przemierzała korytarz. Czuła się temu wszystkiemu winna, lecz teraz już było za późno by czegokolwiek dokonać. Jedyne co mogła zrobić to uciekać niczym ostatni tchórz.

Minęła schody prowadzące na piętro które teraz zostały całkowicie zablokowane przez grube belki kruszącego się stropu. Jeśli ktokolwiek próbowałby ratować się ucieczką ugrzązł by pomiędzy gruzowiskiem. Ruszyła dalej pokonując niewielki zakręt, podłoga skrzypiała donośnie przy każdym kroku.

Ognie z wolna trawiące drzwi, blokując jedyne wyjście ze śmiertelnej pułapki, na widok Julie rozstąpiły się wypuszczając biedną, małą dziewczynkę z potrzasku. Ostrożnie opuszczając budynek ruszyła w stronę stalowego ogrodzenia oplatającego cały przybytek. Z niewielką siłą pchnęła furtkę która na szczęście nie stawiała żadnych oporów.

Sierotka biegła naprzód nie oglądając się za siebie. Bez obranego celu, byleby znaleźć się jak najdalej tego miejsca. Oddychała ciężko czując się u kresu sił. Niewielkie gałązki krzewów raz po raz boleśnie smagały jej twarz. Nieuważnie zahaczyła stopą o wystający konar, lądując w błotnistej kałuży. Do niedawna śnieżnobiała sukienka teraz cała zniszczona za sprawą płomieni oraz przemoczona. Poczuła na skórze nieprzyjemny chłód podmuchu wieczornego wiatru. Słońce z wolna chyliło się ku zachodowi.

Julie doświadczyła uczucia narastającego niepokoju. Perspektywa spędzenia nocy pod gołym niebem wydawała jej się wyjątkowo przerażająca. Podążając przed siebie zauważyła w oddali betonową konstrukcję, która jak zdążyła się przekonać była ogromnym mostem kolejowym. Natychmiast podążyła w jej kierunku.

Zziębnięta oraz zmęczona znalazła w konstrukcji małą wnękę, która wydawała się być dogodnym miejscem na spędzenie nocy. Ostatkiem sił zebrała kilka suchych gałązek formując z nich niewielki kopiec. Następnie skupiając na nim całą uwagę wywołała iskierkę. Rozłożyła się wygodnie obok małego ogniska by osuszyć mokre odzienie. Oczka zaczęły jej się kleić ze zmęczenia, przytuliła mocniej pluszowego misia po czym zasnęła wycieńczona.

Nazajutrz ze snu wyrwał ją odgłos skrzypiących nieopodal liści. Julie nadstawiła uszu, spokój zmąciła pewna nieprzyjemna myśl. A co jeśli była to jedna z tych okropnych opiekunek. Powoli doczołgała się w kąt wnęki zwijając się w kłębek z nadzieją iż ów tajemniczy jegomość pójdzie w przeciwnym kierunku pozostawiając ją w spokoju. Niestety miarowy dźwięk kroków przybierał na sile by po chwili całkowicie zniknąć.

Zdziwiona dziewczynka podniosła wzrok, kilka metrów dalej spoglądał nań brodaty mężczyzna, odziany w długi staromodny płaszcz.

ー Co tutaj robisz młoda damo? ー odrzekł elegancki mężczyzna, podkręcając wąsa. Ton jego głosu brzmiał niezwykle przyjaźnie. Białowłosa całkowicie zbita z tropu po upływie kilku chwil odrzekła.

ー Wcale nie jestem młoda, jestem już duża! I wiem już wiele rzeczy, na przykład to że Londyn jest stolicą Paryża. Poza tym nie rozmawiam z nieznajomymi ー wycofała się opierając plecami ceglaną o ścianę.

ー Nazywam się Aerelm, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś i ty zechciała podać swoje imię ー rzekł posyłając jej dobrotliwy uśmiech, nie chcąc jej wystraszyć.

ー N...nazywam się Julie.

ー A więc skoro formalności mamy za sobą może mi wytłumaczysz co robisz tutaj sama, Julie?

Dziewczynka nie była pewna czy powinna zaufać starszemu mężczyźnie. Choć nie doświadczyła uczucia zbliżającego się niebezpieczeństwa. Możliwe że nie miał żadnych złych zamiarów. W razie zagrożenia zawsze mogła poprosić ognika o pomoc. Wzięła głęboki oddech.

ー Umm ja uciekłam z sierocińca, bo inne dzieci były dla mnie niemiłe ー białowłosa rozpoczęła wypowiadać istny potok słów, pokrótce próbując przybliżyć mężczyźnie swoją historię, co wyszło jej nieco chaotycznie. ー na początku rozczesałam włosy, bo były trochę roztrzepane i schodząc na śniadanie misio zastanawiał się czy stopień jest pierwszy czy ostatni. Później Kenny mnie uderzył i trafiłam do ciemnego pomieszczenia gdzie wybuchł pożar, ale to nie moja wina, bo płomyk powiedział że… ー w porę ugryzła się w język, nie była pewna czy wyjawiać Aerelmowi swoją tajemnice.

ー Co powiedział ci płomyk? ー zapytał zaciekawiony mężczyzna z uśmiechem, cała ta historia oraz forma w jakiej ją wypowiadała zdążyła go lekko rozbawić.

Jednak Julie nadal milczała spuszczając wzrok, dotarło do niej że nie powinna była tyle mówić. Aerelm widząc jej zakłopotanie wyciągnął ku niej rękę po czym odparł ze spokojem.

ー Czy mogłabyś złapać mnie za dłoń? Obiecuję że nie zrobię ci krzywdy.

Białowłona nieco drżącą rączką chwyciła mężczyznę za palec. Ten wyciągną z kieszeni niewielki kieszonkowy zegarek, wciskając mały przycisk znajdujący się z boku urządzenia. Po upływie kilku krótkich chwil dziewczynka odparła lekko zawiedziona.

ー Przecież nic się nie stało!

ー Jesteś tego absolutnie pewna? Spójrz w górę.

Julie uniosła wzrok, na niebie dostrzegła niewielkie stado dzikich gęsi lecących kluczem. Ku jej zaskoczeniu spostrzegła iż wszystkie zastygły w bezruchu.

Czubkiem buta kopnęła małą stertę liści, które zawisły w powietrzu. Jak gdyby czas stanął w miejscu.

ー Łał jest pan czarodziejem tak jak ja? ー zapytała patrząc nań oczami migoczącymi niczym dwie małe gwiazdki.

ー Hoho nie jestem czarodziejem, ale masz rację również posiadam osobliwy dar ー kończąc wypowiedź wszystko wróciło do normy. Zastygłe w bezruchu gęsi teraz poleciały dalej znikając w oddali.

Niczym niezmąconą ciszę przerwał świszczący podmuch porannego wiatru. Dziewczynka wzdrygnęła się odczuwszy falę chłodu. Aerelm ściągając z siebie płaszcz podał go sierotce dodając.

ー Załóż to jest zbyt zimno nie chcę żebyś się przeziębiła.

Ta posłusznie wykonała polecenie starszego mężczyzny. Była zbyt zziębnięta by jakkolwiek protestować. Odziana w stanowczo za długi płaszcz wyglądała dosyć zabawnie. Nie przeszkadzało jej to gdyż w końcu poczuła przyjemne ciepło.

ー Powinniśmy udać się w jakieś przyjemniejsze miejsce, bo niebawem oboje nabawimy się przeziębienia. ー odrzekł poprawiając okulary, po czym wybuchł radosnym śmiechem.

ー Ale dokąd? ー zapytała Julie podążając w ślad za Aerelmem. Długi płaszcz ciągną się za nią niczym peleryna.

ー Och to bardzo dobre pytanie, zmierzamy w miejsce gdzie jest więcej ludzi takich jak my, tam gdzie wreszcie będziesz mogła być wolna.

ー A mogłabym tam zostać księżniczką? Bo zawsze zastanawiałam się jak to jest o i dostać kawałek ciasta na śniadanie.

ー Hoho najdroższa Julie, możesz być kimkolwiek zechcesz ー odrzekł radośnie choć umysł zaprzątała mu jedna myśl.

Po raz kolejny przybył za późno, gdyby tylko znalazł sierociniec kilka dni wcześniej wszyscy uniknęliby straszliwej tragedii. Ponownie zawiódł. Poprzedniego dnia budynek sierocińca doszczętnie spłonął, według wstępnych danych podanych opinii publicznej nikt nie uszedł z życiem, mimo całonocnej akcji ratunkowej.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania