Gothic 4 - I

~ Wydarzenia pokazane w tekście są kontynuacją historii pokazanej w Gothicu III, po wybraniu drogi Adanosa przez Bezimiennego. Nie ma nawiązań do Gothica - Arcania, który jest błędem dla wyznawców prawdziwej sagi. Obyś wpadł do kotła bez dna twórco Arcanii. Miłego czytania. ~

 

Prolog

 

Świat się zmienił. Droga wiodąca ku świetności prowadziła do tego punktu. Po zniszczeniu pięciu artefaktów Adanosa i ostatecznym zakończeniu wojny między Beliarem i Innosem, na świecie z czasem zapanował pokój. Śmierć Robhara II nie rozbiła, jak się spodziewano, morałów ludzi. Wierny przyjaciel Bezimniennego – Lee po dokonaniu zemsty pojął, że to jego czas i to on musi przywrócić siłę i wiarę człowieka. Stanął na czele wojsk i zasłynął jako największy generał. Wraz z Gornem, dzielnie walczyli z Orkami o prawa i ziemie. Jednak i tym wojnom przyszło ujrzeć świt końca. Ludzie i orkowie z czasem zmądrzeli i nauczyli się żyć ze sobą. Wspólnie odbudowując świat, który wyniszczał przez ostatnie lata, tworzyli nowe jutro. Lee oraz Kan – wielki przywódca orków, razem planowali kolejne dekady pokoju. Ork po ugodzie pozostał w Faring, by strzec trenów nieopodal morza i przełęczy w góry. Człowiek natomiast wzniósł z powrotem dawną twierdzę paladynów obok Silden, aby tam osiąść na stałe.

Mijały lata, a świetności nie było końca. Myrtana rozwijała się należycie. W Nordmarze życie powróciło na stare tory. Milten pozostał w klasztorze, by studiować pisma pradawnych. Stał się najmądrzejszym magiem w tej części świata, a swoją wiedzę zaczął przekazywać innym. A Varant? Mag Saturas wraz z innymi magami podróżowali, prowadząc lud koczowniczy drogą wiecznego wędrowca, jak dawniej ich przodkowie. Diego natomiast został najpopularniejszym i zarazem najbogatszym człowiekiem na pustyni. Rozwinął szlaki handlowe, a centrum umieścił w Mora Sul wraz ze sobą.

Co jednak z naszym bohaterem? Wraz z Xardasem odbyli podróż do nieznanych krain, gdzie cisza i spokój pomagały zestarzeć się naszemu Bezimiennemu. Swoje ostatnie chwile spędził tak, jak chciał. Wpatrując się w zachód słońca nad polami, czując wewnętrzne ukojenie i wiedząc, że wszystko jest tak jak należy. Lecz czy na pewno?

Krainy Myrtany, Nordmaru i Varantu znów nawiedził cień groźby. Coraz częściej słyszano o znikającej ludności i niesłyszalnym płaczu. Czyny, które jak sądziłem uczynią dobro, sprowadziły niespodziewanie jeszcze większe zło, niż ktokolwiek by pomyślał. Odbierając moc Innosa i Beliara równowaga, zamiast trwać, została jeszcze bardziej zachwiana. Wielkość problemu ukazała się jak grom z jasnego nieba.

 

Rozdział I - Nadzieja

 

Piaski i pustynny skwar nie docierały do starej jaskini, odkopanej przez samego Xardasa. Utrzymujący się niepokój na twarzy maga i brudny pergamin z przetłumaczonymi tekstami z nieznanego języka teraźniejszości w jego dłoni oznaczały, iż coś miało się niedługo wydarzyć. Stojąc w półmroku, odziany w białą szatę, z wysokim kołnierzem i szpiczastymi barkami, czytał w ciszy, pomrukując od czasu do czasu. W oddali dostrzegalne było coś jeszcze, prócz kamienia piaskowego i ogniska, które już dawno zgasło. Leżały tam kości. To było pewne. Sylwetka wskazywała na pochodzenie ludzkie. Lecz kto to był? Ściśnięte dłonie, pozbawione już skóry, złożone na piersi trzymały zardzewiały miecz. Na czaszce trupa była namalowana czymś czerwonym, ledwo dostrzegalna inskrypcja. Prawdopodobnie w języku pradawnych.

W końcu Xardas po długich namysłach, uniósł swą lewą dłoń i szepnął - Augue. - Nagle na dłoni maga pojawił się płomień, którym cisnął w ludzkie kości. Momentalnie stanęły w płomieniach. Żarzyły się wysokim, czerwono-czarnym płomieniem. Po chwili człowiek ponownie przemówił - Veni foras, veni foras... - powtarzał coraz głośniej - ...veni foras...fulgur! Przybądź mój przyjacielu! - krzyknął na koniec, unosząc ręce i gwałtownie opuszczając, po czym w miejsce leżących szczątek uderzył fioletowy płomień. W jaskini panował tak silny blask od magii, iż każde spojrzenie ku niemu mogło oślepić na zawsze. Sam wielki czarodziej nad czarodziejami upadł na kolana i opuścił pomarszczoną, pokrytą siwizną twarz.

Światło zaczynało zanikać. Mrok pragnął ponownie złapać się jaskini, lecz nie tylko on znów tam zawitał. Z ognia wyłoniła się postać. Starszy mężczyzna w włosach lśniących szarością, zaczesanych do tyłu i wąsach łączących się z lekką brodą. Kroczył ku magowi. Niczym Bóg wyłaniający się wiernym lub król wychodzący do poddanych. Dumnie, z podniesioną głową, stał już na przeciw Xardasa. Nie czekając długo, otworzył usta.

- To ty! - rzucił posępnie.

- Tak...ja - odpowiedział Xardas

- Co się stało? Co ja tu robię? Przecież moje dni już się skończyły. - Mężczyzna patrzył swymi piwnymi oczami nieufnie.

- Wybacz że przerwałem twój spokój Wybrańcu, lecz jest to sprawa najwyższej wagi. Nie budziłbym cię, jeśli miałbym jakąkolwiek inną opcję. Świat się zmienił mój przyjacielu. Nic nie jest takie, jakie chcieliśmy. - Opuścił głowę. - Jakie ja chciałem i planowałem - rzekł ciszej. - Przeżyliśmy wspólnie wiele przygód, lecz ponownie muszę cię prosić o przysługę. Wszystko przekręciło się do góry nogami, a mój plan przyniósł odwrotny skutek.

- O czym ty do cholery mówisz? Jaki plan i skutek? - Mężczyzna złapał się za głowę i zaczął ją drapać.

Mag zaczął spacerować powoli po jaskini, by rozjaśnić umysł. - Od wieków toczona była wojna miedzy Bogami, jak ludźmi i orkami. Pragnąłem to zakończyć. Zakładałem, iż gdy opanuje moc wszystkich Bogów zakończę z tobą na czele to szaleństwo i przywrócę równowagę, tak jak pragnąłby Adanos. Umknęło mi jednak trochę historii i nie przewidziałem katastrofy, która się wydarzyła.

- Mianowicie?

- Gdy wróciłem z powrotem do Myrtany z nieznanych krain i zobaczyłem, co się dzieje, zacząłem szukać, kopać. Głębiej, niż kiedykolwiek. Po wielu latach znalazłem w końcu resztki pism na kamieniu, datowanych na czasy Pradawnych. Jest tu zapisane jak to wszystko się zaczęło. - Wyjął jedną z tabliczek i pokazał ożywieńcowi. - Na początku, gdy nie było nic, powstała w nicości Bogini. Piękna, ale i zarazem okropna. Uczciwa, lecz jednocześnie chciwa. Dobra, jak i czyniąca zło. Ponoć wojna bogów zapoczątkowała się u niej. W jej umyśle. Było to tak bolesne, iż w końcu rozczłonkowała się. Wtedy powstał sprawiedliwy Innos, mądry Adanos i Bóg śmierci - Beliar. Powstał nasz świat, a wojna miedzy nimi trwała tutaj. Tyle wiedzieliśmy. Pominięto niestety fakt, że Bogini posiadała coś jeszcze. Kogoś jeszcze. W momencie jej śmierci na świat przyszła czwarta postać. Eranos - Bóg chytrości. Mądrzejszy niż Adanos i mroczniejszy od Beliara. Z o wiele większą siłą niż Innos. Przez tysiące lat czekał w ukryciu. Śmiał się z wojny swoich braci i nie uczestnicząc w niej, cierpliwie patrzył co się wydarzy. Gdy przyszedł moment utraty mocy wszystkich jego braci, ich liderów i koniec walk, dobrze wiedział, że to jego moment. Wyszedł z cienia, a nim ogarnął nasze ziemie.

- To straszne. Lecz co ja mam z tym wspólnego i niby co mogę na to poradzić? - zapytał Bezimienny.

Xardas podszedł do niego i złapał go za ramię, jak drogiego przyjaciela. - Jak wiele razy miałeś powtarzane mój drogi - "To ty jesteś Wybrańcem". Wybrańcem Bogów. Łącznie z tym. Tylko ty masz siłę przeciwstawić się jemu i pokonać, przywracając ład, o który tak walczyliśmy od dawna. To twoje przeznaczenie. Sam nie byłem świadomy i nie wiedziałem co może się stać. Jak widzisz nawet śmierć cię nie powstrzyma. Dzięki Pradawnym, znalazłem zapisane zaklęcie przywracające do życia, ale w całości. Nie jak jednego z tych zombie, które zdarzyło ci się oglądać.

- A niech to! - Bohater skwasił twarz. - Widzę, że ponownie czeka mnie długa podróż przez mękę. I to wszystko dzięki tobie. - Spojrzał z pogardą na starca w bieli.

- Też pragnąłbym być teraz w innym miejscu, w innych czasach, ale tacy już jesteśmy. Albo to my przyciągamy takie wydarzenia, albo one nas. Jedno jest pewne. To my wybierzemy jak to wszystko się skończy, a właściwie ty przyjacielu, z moją duchową pomocą.

Bezimienny nigdy nie był z tych najcierpliwszych. Za to pragnął czym prędzej wyruszyć, gdy wiedział, że nie ma innej opcji. - Dobra. Skończmy to raz na zawsze, bym mógł zaznać spokoju. Co mam zrobić?

- Eranos sprowadził na świat jeszcze większe zło niż Beliar. Jego kreatury panoszą się wszędzie, a w szczególności jego sługusy, wredne minotaury. Są to pół ludzie, pół byki z wielkimi rogami i kopytami. Gdzie nie spojrzysz, tam ich zastaniesz. Lepiej się z nimi zaprzyjaźnij. Wiedzą kilka rzeczy i mają władzę. Będąc bliżej nich, będziemy bliżej Eranosa.

- Co jeszcze? - kiwnął głową i zapytał.

- Poszukaj reszty. Przydadzą się nam znajome twarze. Im więcej zwolenników, tym bardziej możliwy sukces do odniesienia.

- Kogo mianowicie?

- Saturasa. On wraz z garstką ocalałych jest gdzieś na tej pustyni. Tak...właśnie, bym zapomniał - brzęknął Xardas, przerywając odpowiedź i wyjął jakiś pergamin z kieszeni. Od razu wręczył go Bezimiennemu. - Proszę, oto mapa. Przyda ci się, by wydostać się z tej piaskownicy. Na czym ja to... - przetarł bródkę i kontynuował udzielanie wskazówek. - Poszukaj również Miltena. Pamiętam, że swego czasu ciągle przesiadywał w Klasztorze magów ognia w Nordmarze. Tam zacznij jego szukać. Potrzebny nam będzie także szaman. Nie jestem pewien czy i gdzie może żyć jakiś szaman orków. Sądzę, że będziesz musiał przeczesać Myrtane w poszukiwaniu jego. Oby szczęście ci dopisało, jak zawsze mój przyjacielu.

- Dobrze. Jeśli to już wszystko, udam się... - powiedział i powoli odwrócił się w stronę wyjścia.

- Zaczekaj! - krzyknął i postawił krok ku bohaterowi. - Jest coś jeszcze. Potrzebny nam będzie odpowiedni oręż do walki z Bogiem. I oczywiście kowal, który stworzy ową broń, ale o tym porozmawiamy, jak znajdziesz wszystko co trzeba. Odszukaj po jednym artefakcie od każdego z Bogów, który się ostał w świecie ludzi. Jeden już mamy. Posiadam Kostur Wiecznego Wędrowca. Co prawda nadal nad nim pracuję, by przywrócić w nim chwałę Adanosa, ale to już mój problem. Potrzeba nam będzie jeszcze coś od Innosa, Beliara no i Eranosa. Może wierni Bogom będą wiedzieć coś więcej, czego szukać i gdzie.

- A co z Berłem Varantu? Pamiętam, że zostawiłem je tobie.

- Zgadza się "Podejmujący Decyzje". Niestety, nawet mnie zaskoczyła moja głupota. Nie schowałem go dostatecznie dobrze i zostałem okradziony, gdy byliśmy w nieznanych krainach. - odpowiedział Xardas z niechęcią w głosie.

- Rozumiem. Czyli ta opcja odpada - bohater rzekł chłodno.

- Zgadza się. Idź już zatem wybrańcu. Nie ma wiele czasu. Odszukaj mnie w Varancie, gdy przyjdzie pora.

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • fanthomas 3 tygodnie temu
    Gothic? Jestem cichym fanem
  • Lancelot 3 tygodnie temu
    Thx fan
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    Lancelot, oto Twój zestaw:
    Postać: Zwiewna dama
    Zdarzenie: Widmo katastrofy

    Gatunek (do wyboru): Fantasy/dark fantasy lub Pamiętnik/dziennik/retrospekcja lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 9 czerwca (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Lancelot 3 tygodnie temu
    no wiem :) tzn oprócz czasu realizacji więc dziękuje za przypomnienie :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania