Gwiazdy

Było już grubo po dwudziestej drugiej. To jeden z tych dni w ciągu lata, gdy ma miejsce ulewa. Dobrze czasem posłuchać prognozy pogody, dzięki temu miałem przy sobie parasol. Swoją drogą jako dziecko zawsze zastanawiałem się dlaczego latem tak dużo pada. Przecież skoro jest gorąco i sucho, to deszczu powinno być mało. Dopiero gdy byłem starszy dowiedziałem się, że to właśnie przez ten upał. Woda z różnych źródeł parowała, i w tej postaci unosiła się do chmur gdzie na powrót przybierała stan ciekły, i wracała na ziemię w postaci deszczu. Ot cała filozofia. Ale zaraz zaraz, czemu ja w zasadzie o tym myślę? zadałem sobie pytanie. Ach, to pewnie dlatego, że niedawno z czystej ciekawości czytałem jakiś podręcznik o podstawach fizyki, czy też geografii, teraz już nie pamiętam. W końcu wracałem z biblioteki, więc nie powinno mnie to dziwić.

Szedłem sobie powoli chodnikiem, niby duże miasto a on cały nierówny i uszkodzony - pomyślałem sobie. O czym ty myślisz człowieku? - spytałem sam siebie. Przecież to w ogóle nieistotne. Racja, przestałem o tym myśleć. Mijałem kolejne ulice, w pewnym momencie spojrzałem w niebo. O dziwo mimo chmur i ulewy mogłem dostrzec pojedyncze gwiazdy. Świeciły jasno jak drogowskazy, którymi w zasadzie były. Co sprawniejsi potrafili na ich podstawie określić swoje położenie jak i dokładne dokładne współrzędne zarówno na morzu, oraz na lądzie. Może też zabawię się w takiego nawigatora - pomyślałem. Przecież i tak nie mam nic innego do roboty, w końcu w domu jak i wcześniej znów będę się tylko uczył. Ciekawe dokąd mnie one doprowadzą - dumałem. Tak więc zacząłem iść za pierwszą gwiazdą, potem kolejną i jeszcze następną. Zastanawiające było to, że układały się one w naprawdę dokładną trasę. Wędrowałem dalej i w końcu dotarłem do ostatniej gwiazdy. Znajdowała się ona nad jakimś ciemnym zaułkiem. Podszedłem więc bliżej i wtedy usłyszałem rozmowę chłopaków o jakiejś dziewczynie i o tym, czy nie zabawiłaby się z nimi. Ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Zajrzałem ukradkiem, co tam się dzieje. Było tam trzech chłopaków, pff chłopaków. Jeden z nich wyglądał jak góra, góra mięśni. Na pewno miał z prawie dwa metry wzrostu oceniając na oko. Ubrany był oczywiście w obcisła koszulkę, dżinsy i trampki. Drugi z nich z kolei był również wysoki, ale za to chudy jak patyk. Miał na sobie za dużą kurtkę, która na nim wyglądała tak, jakby nosił worek. Nosił też dresy i glany. Ostatni z nich był mojego wzrostu i był strasznie otyły. Nosił skórzaną kurtkę, która była na niego już zdecydowanie za mała, wielkie krótkie spodenki oraz sandały. Dziwna z nich była grupa - pomyślałem. Przyjrzałem się bardziej i zobaczyłem tą dziewczynę. Na oko miała może z metr pięćdziesiąt. Wyglądała przy nich jak dziecko, nawet przy tym najniższym. Ubrana była w śliczną zieloną sukienkę w kwiatowe wzory, teraz całą mokrą. Miała długie brunatne włosy sięgające jej za połowę pleców. Nosiła również płaskie baleriny. Miała wręcz filigranową budowę, można by rzec, że przypominała trochę lalkę. Po tym jak się zbliżyłem słyszałem ich rozmowę bardzo dobrze

- I co mała? Pójdziesz się z nami zabawić? - pytał wielkolud

- Nie - odpowiedziała cichym, ale stanowczym tonem dziewczyna.

- Oj, nie bądź taka. Chodź z nami - powiedział ten chudzielec i wyszczerzył zęby w szyderczym uśmiechu.

- Nie, nie, nie - powtarzała wystraszona.

Ten najniższy zaczął się już niecierpliwić.

- Ehh, przecież my jesteśmy dobre chłopaki. Choć z nami - wykrzyczał i złapał ją za rękę chcąc pociągnąć za sobą, ale mu się wyrwała.

To ich zdenerwowało, zwłaszcza tego grubasa. Z pewnością byli już gotowi rzucić się na nią w trójkę, obezwładnić i zabrać ze sobą siłą.

Już od samego początku wiedziałem, że coś tu nie gra, ale co zrobić? - pytałem siebie. Przecież ich jest trójka, a w zasadzie czwórka uwzględniając to, że tą góra mięśni może brać za dwóch. Ja jestem sam. Poza tym nigdy nie byłem dobry w bójkach. W żadnej nie brałem nawet udziału. Co ja mogę? Jak się wtrącę to nie dość, że i tak zrobią co chcą, to jeszcze zbiorę po pysku. Nie, nie, nie, to nie dla takiego totalnego pacyfisty i lamusa jak ja. Ale z drugiej strony, co jeżeli jej się coś stanie? Przecież w tej sytuacji tylko ja mogę jej pomóc, nikt inny. No ale przecież to ryzykowne, również dla mnie - pomyślałem. Ehhh, weź się w garść chłopie - mówił mi mój wewnętrzny głos. Przez całe dwadzieścia lat swojego życia unikałeś wszelkiego niebezpieczeństwa, nie robiłeś niczego ryzykownego, niczego. Ciągle tylko szukałeś spokoju i ciszy gdzie mógłbyś czytać książki i uczyć się. Nigdy nie angażowałeś się w żaden konflikt, nie miałeś nawet konfliktów, ani wrogów. Nie kłóciłeś się nawet, ani nie krzyczałeś. Nigdy. Teraz masz szansę zrobić coś dobrego, przecież zawsze robiłeś dobre rzeczy, prawda? - pytał mnie mój wewnętrzny głos. Możesz pomóc tej biednej dziewczynie, a ty co? Stoisz tutaj i zastanawiasz się nad jakimiś głupotami. Idź i pomóż jej do cholery.

Tak mówił do mnie mój wewnętrzny głos, a w zasadzie ja, bo przecież to ja. Racja, wszystko to o czym przed chwilą myślałem to prawda. Moje życie to porażka, nudne i przewidywalne do bólu. Dlaczego, więc nie zrobić czegoś co nawet dla mnie nie będzie przewidywalne, w końcu nawet gwiazdy mnie tu przywiodły - pomyślałem. Podjąłem więc decyzję.

Pomogę tej dziewczynie.

Wyszedłem w końcu z ukrycia i najbardziej naturalnie jak tylko mogłem powiedziałem do dziewczyny.

- Tutaj jesteś, wszędzie cię szukałem. Dlaczego nie czekałaś na mnie w bibliotece? - spytałem puszczając do niej oko.

Proszę, proszę. Zrozum o co mi chodzi i graj tak jak ja. Cały w stresie czekałem na jej reakcję, oraz na rekcję tej trójki, która nie za bardzo wiedziała co się dzieje. Na szczęście zrozumiała, bo szybko podbiegła do mnie, chłopaki nawet nie zdążyli zareagować i powiedziała.

- Nie czekałam, bo zbierało się na burzę i chciałam zdążyć do domu przed ulewą.

W końcu osiłek ockną się ze zdumienia i zaczął krzyczeć.

- Zaraz, zaraz! Coś ty za jeden chłystku? Myślisz, że możesz zabierać nam naszą laseczkę tylko dlatego, że ją znasz?

Tak myślałem, nie załapali nawet, że to blef.

- Właśnie, co ty sobie wyobrażasz frajerze? - poparli go jego towarzysze.

- Moja dziewczyna nie chce i nie będzie mieć z wami nic wspólnego. Zostawcie ją w spokoju. - odparłem na pozór opanowany, choć tak naprawdę cały drżałem ze strachu.

- Taki z ciebie chojrak, co? Ciekawe co powiesz na to.

Wielkolud sięgnął za plecy i wyciągnął sporej wielkości nóż.

- Dalej jesteś taki odważny, co? - pytał zadowolony z siebie mięśniak

- Oddaj ją nam po dobroci, a nikomu nic się nie stanie - powiedział i zaczął się do nas zbliżać wraz ze swoimi kolegami.

Spojrzałem na dziewczynę. Była przerażona i też się trzęsła.

- Słuchaj, na trzy będziemy uciekać. Dasz radę? - spytałem.

- Ta.... Tak - odpowiedziała niepewnie.

- Dobrze. Trzymaj się jak najbliżej mnie. Raz, dwa, trzy. Już! - krzyknąłem i ruszyliśmy pędem w kierunku z którego przyszedłem.

- Próbują uciec! - krzyknął za nami jeden z nich.

Zaczęli nas gonić.

- Biegnij za mną - powiedziałem do niej.

- Dobrze.

Zacząłem podążać tą samą trasą, którą szedłem wcześniej. Była kręta i miałem nadzieję, że dzięki temu uda nam się ich zgubić.

Muszę przyznać, że trochę biegałem, więc miałem nawet wyrobioną kondycję Nie spodziewałem się za to, że ta mała dziewczyna będzie w stanie dotrzymać mi tempa. Nasi prześladowcy gonili nas zawzięcie, ale stopniowo się od nich oddalaliśmy. Mieliśmy sporą przewagę, gdy naglę dziewczyna potknęła się o cholerny nierówny chodnik, o którym rozmyślałem wcześniej. Upadła jak długa. Zatrzymałem się.

- Wszystko w porządku? Możesz wstać?

Spróbowała wstać, ale nie potrafiła. Najwyraźniej uszkodziła sobie prawą nogę.

- Nie mogę, chyba skręciłam kostkę - powiedziała wystraszona, bo teraz odgłosy pościgu były coraz bliżej.

Wiedziałem, że nie mamy czasu.

- Dobra, wezmę cię na plecy.

- Jak to na plecy? - zdziwiła się

- Dasz radę?

- Tak dam radę. Jakoś sobie poradzę.

Co prawda, było ze mnie chuchro, metr siedemdziesiąt i sześćdziesiąt kilo żywej wagi, ale był to stan wyższej konieczności, więc nie było co nad tym rozmyślać.

Uklęknąłem i wziąłem ją na plecy. Tak jak się spodziewałem, była leciutka, także nawet ja dam sobie radę.

- Trzymaj się mocno. Teraz będę biegł najszybciej jak będę mógł.

- Dobrze.

Byli coraz bliżej, już nas widzieli, ale na szczęście zacząłem biec.

Biegłem tak z dwadzieścia minut i z każdą minutą odgłosy i krzyki chłopaków, którzy nas gonili stawały się coraz słabsze.

Tak jak myślałem. Każdy z nich przez swoją dziwną aparycję nie miał dobrej kondycji i nie mógł dotrzymać nam kroku. W zasadzie to mi, i to nawet wtedy gdy biegłem z prawie pięćdziesięcioma kilogramami na plecach.

- Chyba ich zgubiliśmy - powiedziałem do niej.

- Tak, chyba masz racje.

Udało nam się ich zgubić.Całe szczęście - pomyślałem.

- Pobiegniemy jeszcze kawałek i zatrzymamy się przy bibliotece.

- Dobrze.

Po jakiś pięciu minutach dobiegliśmy do celu i zatrzymaliśmy się. Oboje byliśmy zdyszani, zmęczeni i przemoczeni, gdyż ciągle padał deszcz. Postawiłem ją na ziemi.

- Dziękuję za ratunek - powiedziała z wdzięcznością dziewczyna.

Teraz, w świetle ulicznych lamp dostrzegłem jej piękną twarz. Naprawdę piękną. Choć tym co najbardziej przykuwało uwagę, to jej cudowne oczy. Były czarne jak noc, ale błyszczały. Gdy przypatrzyłem się bardziej, zrozumiałem. Te błyszczące punkciki w jej oczach wyglądały jak gwiazdy, tysiące małych gwiazd składających się na galaktykę. Naprawdę wyglądały jak dwie galaktyki na niebie. Byłem oczarowany.

- Nie ma sprawy, ale mam jedno pytanie.

- Tak? - spytała zaciekawiona.

- Kim jesteś?

- Hmm, jestem podróżniczką. Chyba tak mogę się nazwać.

- Podróżniczką? - zdziwiłem się.

- Tak.

- Zanim zadasz kolejne pytanie, też chciałabym o coś spytać.

- O co?

- Mogę dotknąć twoich skroni?

Zdumiałem się tak dziwny pytaniem, ale zgodziłem się, bo w sumie co mi szkodzi.

- Tak, możesz - powiedziałem.

Podeszła więc do mnie i dotknęła ich. W momencie gdy to nastąpiło poczułem się i miałem wrażenie jakbym oglądał film o swoim życiu od narodzin do teraz. Zobaczyłem wszystko, aż do tej chwili. Zabrała ręce.

- Co mi zrobiłaś? - spytałem wystraszony.

- Zajrzałam do twojego życia.

- Do mojego życia?

- Tak, nie było zbyt ciekawe. Prawda?

- Wstyd się przyznać, ale masz rację nie było. Ale zaraz, zaraz, jak to możliwe? - spytałem nadal nie dowierzając.

- Mówiłam już, jestem podróżnikiem.

- Tak, ale co to ma do rzeczy?

- To, że nie jestem zwykłym podróżnikiem w twoim rozumieniu. Jestem podróżnikiem między światami.

- Podróżnikiem między światami? - spytałem oszołomiony.

- Tak, i w nagrodę za uratowanie mi życia oraz za to, że masz czyste serce, co nie zdarza się zbyt często na tym świecie, mogę sprawić, że twoje życie stanie się bardzo ciekawe.

- W nagrodę? Za czyste serce? Ale ja takiego nie posiadam.

- Posiadasz, ponieważ tylko ktoś o czystym sercu mógł zobaczyć moje gwiazdy na niebie.

- Naprawdę? - spytałem nie mogąc się nadziwić

- Tak - odpowiedziała spokojnie.

- I co możesz zrobić, aby moje życie było ciekawsze?

- Mogę zabrać cię do mojego świata. Chcesz tego?

Tego się nie spodziewałem. Do innego świata. W sumie po tym co widziałem i co mi powiedziała, nie mam podstaw, aby nie wierzyć w coś takiego. Ale miałbym zostawić swoje życie tutaj, rodziców i wszystko? To trudne. Nic cię tutaj nie trzyma - powiedział mój wewnętrzny głos. Słuchaj, praktycznie nic tutaj nie masz, a rodzice się tobą wcale nie przejmowali. Odkąd jesteś na studiach to nie dzwonią, a jak ty dzwonisz to nie odbierają. Znaczy to, że poradzą sobie bez ciebie. Po za tym powiedziałem ci, że twoje życie było nudne i przewidywalne. Nawet ona tak powiedziała. Chcesz dalej tak żyć? Z pewnością nie. Mówiłem również, abyś robił to co nieprzewidywalne nawet dla ciebie. Masz taką szansę na odmianę, na nowe życie. Nieznany świat, czyż to nie ekscytujące? Ruszaj więc i nie zastanawiaj się, nie czekaj. Działaj.

Racja, całkowita racja. Przecież to niesamowita szansa. Nie było nad czym dywagować. Ona i tak zbyt długo czeka na odpowiedź.

- Chcę tego, ale najpierw, czy mógłbym poznać twoje imię? - spytałem.

- Mam na imię Stella.

- Ja mam na im....

Uciszyła mnie.

- Wiem, że masz na imię Michael. W końcu spojrzałam w twoje życie - powiedziała i uśmiechnęła się

- Racja, więc prowadź Stella - powiedziałem zdeterminowany.

Stanęła obok mnie, przeciągnęła ręką robiąc koło. Chwile po tym pojawił się portal z którego biła jasność.

- To gwiezdny portal. Wystarczy, że przez niego przejdziemy i będziemy na miejscu. Nie bój się, chodź - powiedziała dźwięcznym głosem i wyciągnęła do mnie dłoń.

Na początku widząc ten portal bałem się, ale po jej zapewnienia i spokojne zachowanie rozwiały moje wątpliwości. Złapałem jej delikatną dłoń i przeszedłem przez portal do nowego świata i do nowego życia, a gwiazdy które mnie do tego doprowadziły zniknęły.

 

Shogun

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kocwiaczek pół roku temu
    Jestem jak obiecałam:) cała historia jest ciekawa. Nie spodziewałam się, że Stella będzie podróżniczką i ześle gwiazdy. Punkt dla Ciebie za zaskoczenie mnie. Wypisałam sobie nieco błędów. Nie przeraź się. Trochę stylu i interpunkcji, ale bez żadnych rażących:
    1. Pierwsze i jest bez przecinka przed sobą;
    2. I wracało na wracając;
    3. Zadałem sobie pytanie;
    4. Czy też- również bez przecinka przed czy;
    5. Bez przecinka przed a;
    6. Powtórzenie dokładne, dokładne;
    7. Bez przecinka przed oraz;
    8. Powtórzenie tam,tam;
    9. Pff jaki tam znowu chłopak;
    10. Skoro góra to później np "górzysko"?;
    11. Obcisłą koszulkę;
    12. Np. Ową dziewczynę;
    13. Cały czas zwrot "na oko"- szukaj zamienników np. Około, w przybliżeniu, mogłem oszacować że była takiego i takiego wzrostu - coś tego typu;
    14. I się uczyć, a nie i uczyć się. Lepiej brzmi;
    15. Ech nie ehhh;
    16. Miała -powtarzane czesto;
    17. Tego z górą mięśni można brać za dwóch. Albo tego mięśniaka;
    18. Nigdy nie - konflikt i konflikt, a może np. żadnych zatargów?;
    19. Zwrot mój wewnętrzny głos powtarzane. Może być też sumienie, głosik w głowie;
    20. Najszybciej jak potrafię;
    21. Pamiętaj o kropkach na końcach zdań;
    22. Coś sobie uszkodziła w zupełności wystarczy;
    23. Chwilę;
    24. Ale jej zapewnienia - bez po.

    Ogólnie przed wstawieniem przeczytaj zawsze tekst. Wiem, wiem że łatwiej wstawić, a potem poprawiać:) jak napisałam historia jest ciekawa, dobry pomysł. Możesz się zastanowić, w którą stronę chcesz iść bo mogłeś wybrać dwie. Albo młodzieżowo albo baśniowo - początek jest młodzieżowy, a koniec baśniowy. Duże znaczenie mają formy używanych słów. Np. nie góra mięśni ale ogromny niczym dąb. Masz wybór i zostawiam to Tobie. Mam nadzieję, że wskazówki okażą się pomocne. Pozdrowienia!
  • Shogun pół roku temu
    Witam. Dziękuję, że wpadłaś :), oraz za tak dokładne wypunktowanie błędów. Z pewnością przyda mi się to przy nanoszeniu poprawek. Szczerze, interpunkcja to moja zmora, z którą walczę od zawsze, na szczęście z coraz to lepszym skutkiem. Masz rację, przed opublikowaniem nie przeczytałem tekstu. Następnym razem będę o tym pamiętał. Cieszy mnie Twoja opinia, oraz to, że udało mi się Ciebie zaskoczyć :D. Co do słownictwa, to racja muszę używać większej ilości zamienników, oraz starać się wzbogacać tekst. Przejście z młodzieżowego do baśniowego, było moim zamiarem, ale prawdą jest, że mogłem wybrać. Poniekąd to przejście było podyktowane tym, że w stylu baśniowym łatwiej i szybciej można zakończyć opowiadanie, choć kto wie. Może mogłem rozwinąć je bardziej. Jeszcze raz dziękuję za cenne uwagi. Z pewnością jeszcze nie raz zajrzę na Twój profil. Pozdrawiam ;)
  • Kocwiaczek pół roku temu
    Shogun Oj nie bierz tego jako wypunktowanie błędów. To są tylko wskazówki. Mogą być błędne- są tylko moją opinią ale ja nie jestem żadną wyrocznią. Ważne byś Ty był zadowolony ze swojej pracy. Ja mogę Cię jedynie motywować.
  • Shogun pół roku temu
    Kocwiaczek Niefortunny dobór słów z mojej strony, to muszę przyznać. Prawda, są to wskazówki, ale bardzo cenne. Co do mojej pracy, to jestem z niej bardzo zadowolony, oraz z tego, że coś co podoba się mi, podoba się również innym. To, że poświęcasz swój czas, aby wyrazić opinię na temat mojego opowiadania, oraz wspomóc wskazówkami samo w sobie jest już motywujące.
  • Clariosis 2 tygodnie temu
    Czytam dalej. ;)

    Hm, widzę już znaczącą poprawę między pierwszym opowiadaniem. To nie jest jakieś wybitne, ale naprawdę przyjazne i fajnie poprowadzone. Podoba mi się, że tak dobrze zaznaczyłeś bohatera. Ja to nie wiem, jak w wieku dwudziestu lat można być takim życiowym ignorantem i żyć tak spokojnie. ;) W końcu coś się musiało stać, oby teraz rozkwitł jako człowiek, bo sięgnąć gwiazd to przywilej, który nie każdemu przysługuje.
  • Shogun 2 tygodnie temu
    Dziękuję za miłe słowa :D

    Ano prawda, prędzej czy później w życiu przychodzi taki moment, w którym, że tak powiem po prostu trzeba żyć, ale tak jakby bardziej :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania