Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Hodowca Istoty

ROZDZIAŁ PIERWSZY

   „Jako lekarz weterynarii przyrzekam, że w zgodzie z mym powołaniem, w trakcie pełnienia obowiązków zawodowych będę postępował sumiennie i zgodnie z aktualną wiedzą weterynaryjną, strzegł godności zawodu, przyczyniał się w miarę możliwości do postępu nauk weterynaryjnych, a także wykonywał obowiązki wynikające z przepisów prawa oraz zasad Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii”.

 

   Lekarz weterynarii (potocznie określany jako weterynarz) - przedstawiciel jednej z trzech nauk lekarskich (obok medycyny i stomatologii) - osoba, która ukończyła 5 i pół letnie studia na jednym z wydziałów medycyny weterynaryjnej i uzyskała prawo do wykonywania zawodu nadawane przez okręgową izbę lekarsko-weterynaryjną, mająca kwalifikacje do badania i leczenia zwierząt oraz do kontroli środków spożywczych pochodzenia zwierzęcego. Aby wykonywać pracę lekarza weterynarii trzeba oprócz ukończonych studiów na danym kierunku, uzyskać prawo wykonywania zawodu, które na wniosek zainteresowanego wydaje właściwa dla miejsca zamieszkania okręgowa rada lekarsko-weterynaryjna.

 

   Za pierwszego w historii lekarza weterynarii uważa się Urlugaledinna, wymienianego w zapiskach sprzed 3000 p.n.e. z Mezopotamii jako osoby leczącej zwierzęta. Kolejnych przełomów w tej dziedzinie dokonywali również i pionierzy medycyny — jak Hipokrates, czy filozofowie jak Arystoteles, czy też wynalazcy jak John Boyd Dunlop. Pierwsza lecznica dla zwierząt powstała w III w. p.n.e. w Indiach za panowania króla Aśoki. Przełomowymi były również średniowieczne dzieła: Canon medicinae Avicenny czy Anatomia del cavallo Carlo Rujnego.

 

   W powszechnym języku usnuło się nazywać przedstawicieli tego zawodu weterynarzami. Jednakże mało kto wie, że ta jakże upraszczająca forma jest w istocie rzeczy formą błędną. Weterynarz bowiem, nie kto inny jak hodowca zwierząt, a więc dopiero łacińskie sformułowanie medium veterinarius, czyli lekarz weterynarii oddaje właściwe nazewnictwo przedstawicielom tego zawodu.

 

   Stałam przed drzwiami sali poszkodowanych w pierwszorzędnej klinice zatrudniającej najlepszych lekarzy po urazowych, dla których pacjent po dotkliwym spotkaniu z pojazdem nie stanowi zaskoczenia. Będąc lekarzem weterynarii, nie wiele mogłam pomóc swojej kochanej siostrzenicy, wychowywanej od dzieciątka po tragicznej śmierci mojej siostry z mężem, w katastrofie samolotu wracającego z wakacji.

 

   Zapomniałam, czy się puka? Czy wchodzi jak do siebie? Jak się zachować? Dopiero wychodząc z sali pielęgniarka, waląc we mnie drzwiami, obudziła mój stargany mózg, który natychmiast wydał dyspozycje o wejściu do sali. Przepychałam się w drzwiach, nie mogłyśmy zgrać ruchów, kto ma wejść a kto wyjść.

 

   — STOP! — jej głośne pozwoliło jej wyjść, a mi po chwili wejść.

 

   Pracująca aparatura oznaczała, że istnieje! Wróciło we mnie życie, powolutku zaczęłam oddychać, trzymając się ściany. Spała jak malutki aniołek opatulona kołderką w kolorze piaskowym z malutkimi palmami po bokach, na poduszce w kolorze lazurowego morza. Weszła na oznaczone przejście w czasie przewidzianym dla bezbronnego pieszego przed atakiem metalowego smoka. Poraził swoim piekielnym ogniem sterowanym przez młodego mężczyznę pod wpływem alkoholu, który, zanim zasiadł na ławie oskarżonych, wyparował z akt sprawy…

 

   — Pani dziewczynka ma trudny okres, proszę być przygotowaną na najgorsze — pan życia w białym kitlu odwalił regułę — w wolnym tłumaczeniu oznaczało ostatnie jej chwile wśród żywych, zmarła.

 

   Młodzieniec z metalowego smoka po odsiedzeniu na dupie nieskopanej 6 miesięcy dostał w zawiasach 2 lata, w zawieszeniu na 3 lata i to wszystko za zniszczenie siostrzenicy! Wpierw tydzień siedziałam w swoim gabinecie zamknięta, na głucho ze wzrokiem w suficie, by po wyjściu wyjechać do innego miasta z bagażem pełnym chęci zemsty.

 

ROZDZIAŁ DRUGI

   Budynek doskonale wpasował się w moje zapatrywania w stworzeniu kliniki weterynaryjnej. Zagospodarowane pomieszczenia piwniczne, do których prowadziła szeroka klatka schodowa, z windą towarową zaraz obok. Garaż na poziomie gruntu z czterema miejscami do parkowania, z dostępem do windy towarowej, spora przestrzeń na salę przyjęć pacjentów nie zawsze czworonożnych, miejsce na specjalistyczny gabinet pomocy zwierzętom, z salą na krótki odpoczynek po zabiegach lub samej wizyty w gabinecie lekarza weterynarii. Ogród czy raczej sad ze sporą liczbą dorodnych drzew owocowych zadecydował o mojej nowej lokalizacji w życiu. Piętro wykorzystałam na swoje spore mieszkanie, z którego cześć wydzieliłam na salę do specjalistycznych skomplikowanych operacji z pokojem odnowy po zabiegowej. Górną kondygnację budynku przeznaczyłam na część rekreacyjną, ze sporą siłownią, nie za ogromnym basenem połączonym ze sporym salonem, za którym znajdowało się pomieszczenie ze sporą klatką dla zwierząt, które wymagają specjalnej opieki w dłuższym przedziale czasowym, szeroka klatka schodowa z windą zapewniała idealną komunikację między piętrami. Powyżej parteru wstęp jedynie dla personelu, nikt postronny nie miał prawa zajrzeć wyżej niż parter. Część mieszkalna była zarezerwowana wyłącznie dla mnie, tamto tylko Słońce zaglądało.

 

   Po zakończeniu głównego remontu budynku coraz częściej zaglądałam do klubu nocnego w moim poprzednim miejscu zamieszkania, pokonując kilkadziesiąt kilometrów, w każdy weekend. Nie wiele ruszałam się na parkiecie, tylko tyle, żeby z bliska przyglądać się chłopakowi nadużywającego używek. Przyglądałam się jego znajomym, podziwiałam zasady rządzące jego światem, sposobie powrotu do swoich pieleszy swoim czarnym smokiem na czterech oponach, wreszcie zlokalizowałam jego jaskinię, nieprawych dokonań z mniej lub bardziej ładnymi niewiastami.

 

   Zazwyczaj po wypiciu standardowej dawki czegoś mocniejszego stężenie alkoholu w organizmie pijącej osoby osiąga szczyt po około 30-45 minutach. Dotyczy to sytuacji przyjmowania trunków na czczo. Spożywanie pokarmów przed w trakcie lub tuż po piciu alkoholu opóźnia jego wchłanianie i może on wówczas osiągnąć szczytowe stężenie po 1,5 do 3 godzin. Jednak proces wydalania alkoholu przebiega znacznie wolniej niż proces wchłaniania. Alkohol w postaci niezmienionej krąży we krwi, dopóki nie zostanie z metabolizowany przez wątrobę. Przeciętnie człowiek jest w stanie spalić ok. 0,10 do 0,15 promila w ciągu godziny.

 

   Im większa masa ciała tym maksymalne stężenie alkoholu we krwi będzie niższe. Nie oznacza to jednak, że w przypadku wysokiego, dobrze zbudowanego, zdrowego mężczyzny jedno piwo nie zaszkodzi, nie spowolni jego reakcji i nie zostanie wykazane w badaniu alkomatem. Tuż po wypiciu jednego piwa, stężenie alkoholu we krwi osiąga średnio 0,26 promila, a w praktyce może dojść do poziomu nawet 0,8 promila w wydychanym powietrzu. Do osiągnięcia wyniku 1 promila we krwi wystarczy wypicie zaledwie dwóch półlitrowych piw.

 

   Przyjmując za punkt odniesienia uznawany za standardowy spadek stężenia alkoholu we krwi wynoszący 0,10-0,15 promila na godzinę, łatwo obliczyć, że w celu pozbycia się z organizmu promili pochodzących z przysłowiowego „jednego piwka” potrzebne są około 3 godziny.

 

   Opierając się na liczeniu standardowych porcji napojów alkoholowym, o konkretnej mocy, można wykazać ile gramów czystego alkoholu etylowego, zawierają w sobie poszczególne trunki:

 

   -lampka wina 12% ok. 100 ml – to ok. 10 g alkoholu etylowego,

   -jedno piwo 5% ok. 500-600 ml – to ok. 30 g alkoholu etylowego

   -kieliszek wódki 40% ok. 25-30 ml – to ok. 10 g alkoholu etylowego.

 

   Zakładając, że ludzki organizm potrzebuje średnio jednej godziny do spalenia 10 g czystego alkoholu, potwierdza się reguła, że na pozbycie się promili pochodzących z jednego piwa potrzeba około 3 godzin, a w przypadku jednego kieliszka wódki (30 ml), czy jednej lampki wina (100 ml) analogicznie wyjdzie jedna godzina. Po spożyciu pół litra wysokoprocentowego alkoholu, np. wódki, będzie więc można prowadzić auto dopiero po upływie doby.

 

   — Nie wie pan może, w którą stronę jest wyjście? — pogubiłam się odrobinę…

   — Zanim pani wyjdzie, może wypijemy ostatniego drinka na pożegnanie lub zatańczymy, żeby każdy nam zazdrościł?

   — Drinka to może w innym czasie, na parkiet? Tak, owszem! — proces został uruchomiony…

   — Akurat dzisiaj ktoś uszkodził moje opony w autku, jest pani wspaniała, proponując podrzucenie do domu.

   — Sporym autem pani pomyka, prawie ciężarówka.

   — Lekarz weterynarii czasem musi przetransportować spore zwierzątko — dlatego jest zainstalowana klatka.

 

   — O! Jakieś zwierzątko zostawiło w klatce buteleczkę z popitką i nawet szklankę, ma pani ciekawe zwierzaki — zaczął się śmiać.

   — Znajomi się wygłupiali i zostawili na przyszłą okazję, jak ma pan ochotę, to zrobię drinka?

   — Oj chyba panu zaszkodził, proszę się położyć w klatce, chwilę zdrzemnąć pewnie zaraz przejdzie.

 

   Po pewnym czasie, jadąc na noszach, był zdziwiony skrępowanymi rękoma i nogami, mój zielony fartuch z formą czepka na głowie uspokoił pacjenta kliniki weterynaryjnej. Wzrok skupił na moim tyłku w obcisłej zielonej spódnicy przed kolana, z której wychodziły dwie smukłe seksowne w czarnych rajstopach, nawet nie zwracał uwagi na jazdę windy. Oczy zmrużył w specjalistycznym gabinecie, pod wpływem mocnego oświetlenia wprost w jego twarz, powoli znów odpływał w krainę snu…

 

ROZDZIAŁ TRZECI

   Głaskałam milutko jak wzorowa mamusia swojego synka, który po przebudzeniu nie mógł wydobyć, z siebie żadnego słowa tylko rzęził.

 

    — Oj nie płacz, z czasem się przyzwyczaisz, polubisz, głos tak naprawdę nie jest ci potrzebny, łańcuchy na dłoniach zabezpieczają, żebyś nie zrobił sobie nic złego, w tym trudnym naszym święcie. Podobnie te na nogach, żebyś się nie wywrócił, a obroża na szyi z łańcuchem przymocowanym do ściany pozwala się szybko zaaklimatyzować w nowym miejscu. Paralizator elektryczny mam tylko do poskramiania ciebie przed szaleństwami, czasem tak jak teraz użyję w celu rozruszania twoich kości.

 

   Kilka sekund potraktowałam go paralizatorem, jakby mógł mówić, wyłby niemiłosiernie. Przeprowadziłam drobny zabieg medyczny, powodujący uraz krtani, nie będzie wydawał żadnych zrozumiałych dźwięków. Spowodował wypadek, w którym po późniejszych powikłaniach zmarła moja ukochana siostrzenica, sąd wymierzył mu śmiesznie niski wyrok, który tylko obudził we mnie chęć zemsty. Wymierzyłam mu karę zamknięcia w odosobnieniu, pozbawiając jakichkolwiek praw. W upodleniu z pokorą będzie znosił ciężar pokuty za swoje przewinienie.

 

   — Będziesz odbywał karę w celi, która stanowi twój cały świat, łańcuch pozwala wyłącznie na skorzystanie z toalety i jadalni. Poza celą podróżujesz z pochyloną głową jak najniżej na sztywnej metalowej smyczy, przymocowanej do głowy. Na rękach praktycznie zawsze będziesz nosił łańcuchy podobnie na nogach w okolicy kostek. Łańcuch na szyi stanowi w czasie przemieszczania się smycz, do nadzoru nad twoim zachowaniem, zapędy wolności wymaże z marzeń paralizator. Na kolana! Założę smycz.

 

   Potulnie po kilku sekundach przepuszczenia przez niego prądu potulnie klęczał, gdy zakładałam na jego członka stalowy koszyk przeciw erekcji, w odbyt wcisnęłam zatyczkę ze stalowych majtek zapinanych na kłódkę.

 

   — Idziemy do twojej celi, z którą dokładnie się zapoznasz, poruszasz się w pozycji pochylonej, na tyle ile pozwalają łańcuchy.

 

   Trzymałam go jak zwierzę na sztywnej teleskopowej metalowej smyczy, szedł zgięty w pół, powłócząc łańcuchami, wprost do windy w mojej klinice.

 

   — Będziesz chciał skorzystać z toalety, pocałunkami moich paluszków lewej dłoni prosisz o pozwolenie, jeżeli chcesz pić, całujesz paluszki mojej prawej dłoni, posiłki są trzy razy dziennie, w jadalni widzisz przed sobą, wprowadzasz głowę i dłonie w dyby, po zamknięciu jesz z mojej dłoni, to co spadnie, wyliżesz do czystego z podłogi po moim pozwoleniu.

   — Wsadź głowę w dyby czas na posiłek — jedz z mojej dłoni, innego posiłku nie dostaniesz — nie chcesz jeść?

   — Wyleje wszystko na podłogę, jak wrócę wieczorem, ma być wszystko dokładnie wylizane, dopóki nie będzie, nic więcej nie dostaniesz, może jest za mało rozmieszane, to szpilkami jeszcze zgniotę, będzie lepiej smakowało! — śmiejąc się, wyszłam, zamykając klatkę.

 

   Podchodziłam powoli do celi więźnia, natychmiast ulokował się przy wejściu, muskając moje paluszki lewej dłoni.

 

   — Nogi równiutko na baczność, sylwetka pochylona do przodu jak najniżej, całujesz namiętnie końcówki paluszków — o tak świetnie!

   — Stój spokojnie pościągam zatyczkę z odbytu i koszyk z penisa — możesz iść do toalety — pobiegł, powłócząc łańcuchami do toalety, ulokowanej za drzwiami na końcu celi.

   — Wszystko z podłogi wylizałeś, głód zaglądał w twoje oczy, będzie kolacja głowa z dłońmi w dyby, nie będę się powtarzać.

 

   Jadł już posłusznie wszystko, co mu podałam w dłoni lub wciskałam w pysk palcami, co upadło, wyliże z głodu później, będąc na łańcuchu. Pociągnęłam za łańcuch, kierując więźnia do łazienki na wieczorną toaletę, dokładnie umyłam wężem ogrodowym pod ciśnieniem całego w płynie z ogromną ilością piany. Po założeniu biżuterii na ogonek i do odbytu był gotowy na wieczorną rozmowę pod prądem.

 

   — Wymierzam karę więźniowi za nieumyślne spowodowanie śmierci — traktowałam paralizatorem do późnych godzin nocnych — gdy wychodziłam, leżał w rogu celi, na podłodze bez ruchu.

 

   Dokładnie wszystkie mocowania łańcuchów jeszcze raz sprawdziłam, wykonanie celi w formie klatki uważam za coś doskonałego. Nie miał żadnych szans na ucieczkę, nie było możliwości na wejście kogoś nieproszonego. W pomieszczeniach obok znajdują się sale rekreacyjne, nie zamierzałam go pozbawić życia, a tylko męczyć w nieskończoność sprawiając ból nie tylko fizyczny, ale co ważniejsze psychiczny. Basen, w którym będę pływała, gdy na brzegu w łańcuchu będzie mógł tylko podziwiać, w upalne dni. Sala z przyrządami do ćwiczeń będzie wyłącznie w zasięgu jego wzroku, gdy relaks mną zawładnie. Ciało jego zatraci wszystko, ze swojej atrakcyjności reszty dopełnią łańcuchy w towarzystwie paralizatora, w parę lat zrobię z niego staruszka, wtedy go sparaliżuję, robiąc z niego kalekę i zwrócę wolność w jakiejś dziurze, której nie ma na mapie, taki będzie miał koniec. Zapanuje spokój w mojej duszy domagającej się zemsty za zbyt niski wymiar kary za przestępstwo.

 

ROZDZIAŁ CZWARTY

   Na początku pobytu w drugim lub w trzecim tygodniu, po ściągnięciu wszystkich łańcuchów do kąpieli w wannie, aby wygodnie i dokładnie się sam umył, rzucił się z łapami na mnie. Wyskoczył jak z pistoletu, kompletnie nie zdawał sobie sprawy, że oczekiwałam takiej reakcji. Potężne moje uderzenie wrzuciło go do wanny. Wskoczyłam, zanurzając jego głowę pod wodę, nie pozwoliłam jej wynurzyć, topiłam go z rozmysłem. Po chwili wędrował w łańcuchach wprost w dyby w jadalni.

 

   — Za karę połamie ręce w nadgarstkach, do odwołania wolno ci się tylko poruszać na czworaka — patrzyłam wprost w jego oczy za zasłoną łez rozpaczy — jest to twoje pierwsze przewinienie, dlatego łagodnie ciebie potraktuję — nie radzę następnego.

 

   Łamałam powolutku jego nadgarstki, patrząc na jego cierpienie, napawało mnie energią do życia. Kiedy z bólu stracił przytomność, poskładałam, wciskając w gips dłonie, wyłączając na długo, śmiałam się w duchu, z niego jak odkryje swój kłopot z odlewaniem się w kiblu a co dopiero z jedzeniem.

 

   Nie karmiłam go rękoma, kazałam zlizywać z ziemi, uprzednio staranie deptałam swoimi szpilkami, zlitowałam się i napoje podawałam w butelkach, a czasem nawet żarcie mu zmieliłam do butelki, aby tylko zjadł. Umyłam go dokładnie, aby przyjemnie pachniał, nie znoszę brudasów, ten jego stał zachęcająco, złapałam za niego całą dłonią, masowałam w swoim, a później w jego rytmie doszedł obficie, gdy zapinałam łańcuch, na jego szyi pocałował jedną i drugą moją dłoń w podziękowaniu, było miłe.

 

   — Nie wyobrażaj sobie za wiele, nie jestem sadystką, w innych okolicznościach pewnie byłoby miło, zmykaj na kolację, masz w butelce jedzenie obok picia.

 

   Zbieg okoliczności, seksowność, atrakcyjność może wywołać pewne zawirowania. Nie zamknęłam tego wieczoru jego celi, wskoczyłam do basenu tuż za ścianą klatki, by po chwili jedynie w króciutkim czerwonym płaszczu kąpielowym siedzieć w salonie na kanapie. Zawołałam go bardzo donośnym głosem, po chwili leżąc przed kanapą, lizał podeszwy nóg. Powoli przesuwałam po wystawionym języku, aż poczułam przyjemną wilgoć na całych stopach. Leżałam z głową maksymalnie wychyloną do tyłu, kiedy błogie cudowne uczucie władało mną coraz głębiej. Wstałam, wciskając głęboko, w jego gardło stopę, pijąc drinka, napawałam się chwilą, wiedziałam, że będę spełniona. Skończyłam drinka, wygodnie siedząc tyłkiem bezpośrednio na jego ustach, stopą bawiłam się jego ogromnym członkiem, na którego miałam coraz większy apetyt. Obracając się przodem, do niego patrzyłam długo, w jego oczy dając do zrozumienia, masowałam dokładnie stopami jego członka. Uniosłam nogi, na jego ramiona ukazując jemu spragnionemu mój raj, powoli przyciągnęłam za włosy jego twarz, z pracującym wydajnie języczkiem. Po chwili moja dłoń ustalała czas pracy jego ust w raju między moimi nóżkami, wyginałam się do różnych pozycji zapewniających coraz ciekawsze doznania.

 

   Mój odbyt domagał się jego wizyty, nakierowałam dawce rozkoszy na nowy jego świat, w którym został tak długo, aż usłyszał przyspieszony mój oddech, któremu towarzyszyły okrzyki spełnienia. Zacisnęłam swoje dłonie, na jego szyi dusząc dotkliwie, gdy już odpływał, dałam mu wytchnienie, bo nawet przez chwilkę nie walczył ze mną, uznałam, że nastąpił przełom w naszych relacjach, zrozumiał swoje miejsce w mojej dupie. Złapałam za łańcuch, prowadząc więźnia, na swoje miejsce, w celi przykułam na noc jego głowę bezpośrednio do podłogi, aby odczuł karę po przyjemnym wieczorze. Złapałam za jakiś cieniutki kijek bardzo sprężysty a przy tym bardzo twardy, dokładnie pokrywałam wpierw jego nogi sinymi pręgami, później tyłek i plecy skończyłam na razach na jego głowie, teraz wiedziałam, dlaczego przeprowadziłam zabieg medyczny, pozbawiając więźnia głosu…

 

ROZDZIAŁ PIĄTY

   Ściągając gips z jego rąk, zostałam miło potraktowana, pocałował bardzo namiętnie nie tylko moje dłonie, ale po ściągnięciu moich szpilek złożył hołd, całując stopy. Oznaczało całkowite zrozumienie sytuacji, w jakiej zaistniał, zgodę na odbycie kary za swoje przestępstwo. Wychodząc naprzeciw, ściągnęłam z jego rąk i nóg łańcuchy, zostawiając jedynie na szyi.

 

   — Obrałeś poprawny kierunek, nie widzę potrzeby zakładania łańcuchów na dłonie i nogi, w drodze wyróżnienia za dobre zachowanie ściągnę stalowy koszyk z penisa oraz majtki z zatyczką do odbytu, jednocześnie zwalniam więźnia z konieczności pytania o wyjście do toalety tudzież możliwości picia.

 

   Wyraźnie bardzo dobitnie podziękował, schylił jeszcze niżej głowę do podłogi w geście zrozumienia. Prowadząc na sztywnej teleskopowej smyczy, jak zwierzaka wrzuciłam dla żartu do basenu, aby sprawdzić jego umiejętności pływania na smyczy. Zupełnie przyzwoicie sobie radził, wyjątkowo po chwili odpięłam, dając mu chwilkę dla siebie. Po paru długościach wyszedł, z basenu natychmiast pochylony przybiegł do moich stóp, założyłam sztywną, prowadząc do celi. Podobna akcja wystąpiła na siłowni, po chwili pokornie sam przybiegł pochylony. Wieczorem zajrzałam z ciekawości do więźnia, obserwując ukradkiem, jak czyta namiętnie chyba z dziesiąty raz tę samą książkę znalezioną przypadkiem w szpargałach. Kiedy podchodziłam, wstał, pochylając głowę, spodobało mi się, że bez żadnych rozmów sam doszedł do służalczości wobec nadzorcy.

 

   — Klękaj! — posłusznie klęczał z pochyloną głową — nie powiem, podniecała mnie władza nad nim — pieściłam stopą, jego krocze czując nabrzmiałego.

   — Choć do salonu — cicho zaprosiłam.

 

   Kiedy stał przede mną, patrzyłam w jego oczy, zaczęłam stopami pieścić jego już niemałego, slipki po sekundzie odpłynęły, był coraz bliżej, nie przestawałam obserwować jego oczu, nie spuścił wzroku, wiedziałam. Za moment nastąpi wybuch…

 

   — Wejdź we mnie od tyłu mocno głęboko, zapomnij na chwilę o miejscu i czasie, niech okryje nas chmura radości na ten moment.

 

   Miał talent w pewnym kierunku strasznie lekceważonym przeze mnie w ostatnim czasie, nadrabiam zaległości w przyspieszonym tempie. Trzymałam go długo w sobie w każdej pozycji, która mi się przypomniała, ewentualnie wpadła do głowy, robił, co umiał, najlepiej a umiał wiele fakt, odpłynęłam na wskroś spełniona, gdy zamykałam oczka, uciekając w sen, on zamykał za sobą klatkę. Wyhodowałam istotę, która przeszła, resocjalizacje zrozumiała swoje przestępstwo, jednocześnie zaszczepiłam, w niego całkowite posłuszeństwo woli nadzorcy. W świecie, który otacza mój świat, pewnie uzyskałby ułaskawienie, mój tego nie przewidywał, będzie zamknięty do chwili kiedy dojrzeje do zrobienia z niego kaleki, pozostawionego poza cywilizacją. Nie wiele się zmieni, dalej będzie podróżował pochylony zgarbiony moją władzą nad nim, wymierzę mu kary cielesne za byle przewinienie. Dostarczał będzie wspaniałe chwile uniesienia, kiedy i jak będę chciała, w drodze całkowitego przypadku dotarłam do przyjemności bycia bardzo dogłębnie ze swoim więźniem już tylko namiętności…

 

KONIEC

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Akwadar 5 dni temu
    Przebrnąłem przez publikacje i powinienem chyba wziąć urlop wypoczynkowy...
    Opowiadania w moim odczuciu bardzo kiepskie. Modna ostatnio w literaturze erotycznej tematyka BDSM, w wykonaniu autorki jest, co najmniej, groteskowa. Fascynacja podstawowymi elementami (dominacja, uległość, dyscyplina, skrępowanie) o powtarzającej sie konstrukcji niweczy cały zabieg fabularny, do którego dochodzi brak emocji (niewiarygodni w swych rolach - top i botton), ewidentnie towarzyszących takim scenom.
    Drewniane dialogi, bohaterowie mówiący "jednym głosem" i niczym się nie różniący (charaktery, maniery, predyspozycje) spłycają przekaz. Warsztatowo też nienajlepiej. Zaimki szaleją, składnia monotonna, zdania o podobnej, mało skomplikowanej konstrukcji. Interpunkcja, delikatnie ujmując, niewłaściwie użyta wprowadza chaos i zniechęca do dalszego czytania, np:
    "Zacisnęłam swoje dłonie, na jego szyi dusząc dotkliwie, gdy już odpływał, dałam mu wytchnienie, bo nawet przez chwilkę nie walczył ze mną, uznałam, że nastąpił przełom w naszych relacjach, zrozumiał swoje miejsce w mojej dupie."
    Dobrze byłoby poddać tekst korekcie i gdyby jeszcze trafić na wyrozumiałego i cierpliwego korektora, to... kto wie, może byłoby coś nietuzinkowego do poczytania na opowi? ;)
    Dam 3 na zachętę.
  • Katrine 5 dni temu
    Ponowny negatywny komentarz zabił, we mnie chęć zamieszczania jakiegokolwiek historyjki
  • Akwadar 5 dni temu
    Absolutnie nie jest moim zamiarem zniechęcać Cię do publikowania! Wręcz odwrotnie!
    Zwróć tylko uwagę na problemy, popracuj i publikuj. Jak nadmieniłem w komentarzu wyżej, takich tekstów prawie nie ma, a i autorów nie mających kompleksow w tej dziedzinie literatury jak na lekarstwo.
  • Bajkopisarz 5 dni temu
    „ukończyła 5 i pół letnie”
    cyfry / liczby raczej słownie, przynajmniej tutaj. Jak później wyliczasz dawki i promile alkoholowe to zapis liczbowy jest ok.
    „lekarzy po urazowych,”
    pourazowych
    „nie wiele mogłam”
    niewiele
    „samej wizyty w”
    wizycie
    „tamto tylko Słońce zaglądało.”
    tam, to
    „Nie wiele ruszałam się”
    niewiele
    „chłopakowi nadużywającego używek”
    ALBO chłopakowi nadużywającemu
    ALBO: obserwować chłopaka nadużywającego
    „zostanie z metabolizowany”
    zmetabolizowany
    „wyjście? — pogubiłam się odrobinę…”
    Co jest narracją, co wypowiedzią? Ten zapis jest mylący, bo wygląda, że całość jest wypowiedzią.
    „Tak, owszem! — proces został uruchomiony…”
    Tak, owszem! — Proces został uruchomiony…
    „zwierzątko — dlatego”
    To wypowiedź, więc lepszy przecinek zamiast pauzy.
    „jego ustach, stopą bawiłam się jego ogromnym członkiem, na którego miałam coraz większy apetyt. Obracając się przodem, do niego patrzyłam długo, w jego oczy dając do zrozumienia, masowałam dokładnie stopami jego członka. Uniosłam nogi, na jego ramiona ukazując jemu spragnionemu mój raj, powoli przyciągnęłam za włosy jego twarz, z pracującym wydajnie języczkiem. Po chwili moja dłoń ustalała czas pracy jego ust w raju między moimi”
    jego – jego – niego – jego – jego – jego – jemu – mój – jego – moja – jego –moimi – zaimkoza zaawansowana
    „Nie wiele się zmieni,”
    niewiele

    Trening wyobraźni... No, to wyobraźnię masz bardzo, bardzo... ;)
    Dobre opko, jak się już przyzwyczaić do Twojego sposobu pisania.
    Zawinił, został ukarany, nawet ma przepustki. Pytanie jednak, z punktu widzenia owego przestępcy, czy tak złamany i pokiereszowany psychicznie zdaje sobie w ogóle sprawę za co cierpi i za co jest karany, czy już nie. Czy wie, że razy, jakie na niego spadają to efekt dawnej jazdy po pijaku i spowodowania wypadku, czy myśli raczej efekt jakiegoś drobnego przewinienia, które popełnił teraz (np. może nabrudził). Oczywiście, to może nie mieć żadnego znaczenia, bo motyw samozwańczego Anioła Zemsty nie został dopowiedziany, więc można sobie samemu wymyślić. Łącznie z tym, że nie chodzi już o żadną zemstę...
  • Katrine 5 dni temu
    Nie przegapcie /Biblioteka za Zamkniętymi Drzwiami/

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania