Hunters

Zakończenie gimnazjum. Piękne wydarzenie, przygotowujące dzieci do liceum w Królestwie Andry, jednym z czterech znanych, ostatnich ludzkich królestw, ten czas nie różnił się. No dobra we wszechstronnym Gimnazjum Nil ten czas zdecydowanie był wyjątkowy. W wielkiej sali bankietowe, trwała właśnie wykwintna impreza, która kręciła się wokół, zaledwie pięćdziesiątki z ponad tysiąca uczniów. Każdy z nich był dumny z ukończenia tego gimnazjum, w końcu dzięki temu, że wogólę tutaj byli mogli wykonywać przynajmniej 30% różnych zawodów w kraju i tyczyło się to tylko tych najgłupszych, normalna osoba potrafiła wykonać ponad 75% a uzdolniona zdecydowanie ponad 100%. Uczniowie ze łzami w oczach wspominali ostatnie trzy lata istnego piekła. Trening informatyczny, techniczny, walki, strzelectwa, kucharstwa, sprzątania i wiele innych, odbywały się przez te lata. Wielu odeszło, niektórzy myśleli, że nie wytrzymają, ale w końcu są tu, udało im się to. Oczywiście zawsze istnieje wyjątek. Niski uczeń o zaledwie 1.45 metra wzrostu, z kobiecą urodą, co prawda uśmiechał się, ale wewnątrz chciał, by ta żałosna formalność w końcu się skończyła.

 

"Kuro!" niski uczeń, z kobiecą urodą Kuro, bo tak miał na imię, rzucił zirytowane spojrzenie swojemu znajomemu, ale zauważając kto to, szybko zmieniło się to na obojętność, a pusty uśmiech dalej zdobił jego twarz.

 

Podeszła do niego grupka czterech, starszych uczniów, dwie dziewczyny i dwóch chłopców. Chłopcy mieli na sobie luksusowe garnitury, a dziewczyny kosztowne suknie. Jedyne co ich wyróżniało na tle innych osób, były wilcze uszy i ogony.

"Dziękujemy za pomoc, przez ostatnie trzy lata Kuro." pół-ludzie, byli ogólnie gnębieni i wyszydzani przez wszystkich wokół. Zważając na to, że gimnazjum Nil, przyjmuje wszystkich za darmo, każdy nie ważne, biedny czy bogaty, mógł dołączyć, samo gimnazjum nic nie miało do pół-ludzi, ale uczniowie to co innego. Wielu chciało gnębić tę czwórkę sprawić, że czym prędzej zrezygnują.

 

Wyjątkiem był Kuro, który miał wszystko gdzieś. Przez przypadek, nawet nie wiedząc jak, pomagał tej czwórce nieświadomie. To spowodowało obecną sytuację, a cała czwórka, wyryła sobie głęboko w sercu czyny chłopaka, których on sam nie pamiętał.

 

"Co zamierzasz potem robić Kuro?" Chłopak nie wiedział zbytnio jak odpowiedzieć na pytanie jednej z dziewczyn (która była atrakcyjna poza tym) Co będzie potem? Co zrobię? Czego pragnę? Kuro, zadawał sobie te pytania wiele razy i nigdy nie znalazł odpowiedzi. Po chwili ciszy powiedział dziecięcym, słodkim tonem. "Mój ojciec, będzie potrzebował mojej pomocy." ucichli nie wiedząc co powiedzieć. Jego ojciec? Nikt z nich zbytnio nie wiedział, kim on był. Nie, nawet jeśli by, się zastanowili, to nie wiedzieli zupełnie nic na temat Kuro. Gdzie żył? Gdzie chodził? Kim są jego rodzice? Wiedzieli, aby, że Kuro prowadzi zimną wojnę ze swoim ojcem, oraz że uwielbia słuchać muzyki, nic więcej nie mniej. Nie wiedzieli nawet tak prostych rzeczy, jak jego ulubiony kolor czy jedzenie. Kuro, był najpewniej jedną z najbardziej tajemniczych osób i to mu pasowało. Był typem osoby, która wolała siedzieć w cieniu i obserwować niż brać udział. Niestety rzadko mu to wychodziło.

 

Rozmawiał z nimi jeszcze przez chwilę, kiedy kolejny głos wymówił jego imię. "Kuro." głos wydawał się należeć do podstarzałego mężczyzny. Kuro, odrazu go rozpoznał i zaczął czuć ogromną pogardę. Przeprosił całą czwórkę, pogładził kilka razy swój garnitur, przybrał niesamowicie lśniący, ale sztuczny uśmiech i jak najwolniej odwrócił się do tego kogoś. "Tak?" jego barwa głosu, która przed chwilą była tak dziecięca i słodka, zamieniła się w dość szorstką oraz obojętną, a jego oczy wypełniła pogarda.

 

Mężczyzna, który zwrócił uwagę Kuro miał ponad 45 lat, siwe włosy, drogocenne ubrania, które ledwo trzymały jego grube ciało. Kuro, na ten widok chciało się wymiotować, ale ta osoba pochodziła z szanownej arystokratycznej rodziny. "Gratuluję ukończenia tego gimnazjum. Twój ojciec pewnie musi być z ciebie bardzo dumny." to była tylko formalność, ale w głosie mężczyzny było można wyczuć nutkę wyższości. Na jego nie szczęście samo wspomnienie o ojcu wystarczyło, Kuro do zrobienia z czyjegoś życia piekła. Pogarda w jego oczach zmieniła się w zimną nienawiść. "Bardzo dziękuję panie Dustin. Mam nadzieję, że nic się panu nie stanie." obojętny głos zmienił się w ukrytą żądze krwi, a gdyby wzrok mógł zabijać, gruby mężczyzna pewnie by już nie żył. Niesamowite było to, że wogólę mógł wytrzymać to spojrzenie. Ta zwykła formalność skończyła się dość szybko, mężczyzna nic nie powiedział, tylko odprowadzony wzrokiem przez Kuro, zniknął gdzieś w tłumie.

 

Uroczystość dla Kuro skończyła się w środku nocy po rozdaniu świadectw. Chociaż to była połowa uroczystości, on już by tam nie wytrzymał. Po tamtym mężczyźnie różni przedstawiciele, Akademii przychodzili do każdego absolwenta, aby złożyć ofertę co było niesamowicie irytujące.

 

Gimnazjum Nil zaskakiwało swoim ogromnym rozmiarem, więc dojście do wyjścia zajęło mu ponad pół godziny, gdzie czekał już na niego czarny wóz, obstawiony łysymi ochroniarzami w garniturach, na tym niecodziennym tle wyróżniała się młoda nastolatka w wieku chłopaka. Mimo że była kobietą to i tak miała na sobie garnitur, jej długie, piękne, czarne włosy ciągnęły się aż do kształtnych bioder w skrócie, była bardzo piękna. Niestety ten obraz niszczyła pozostała część ochrony i dziwne wrażenie natychmiastowej śmierci, jeśli podejdzie się za blisko. Kuro, skomentował to lekko. "Większej atmosfery mafii nie dało się zrobić?" na szczęście nikt tego nie widział, bo inaczej stałoby się to wielką sensacją.

"Witamy paniczu. Mamy nadzieję, że wszystko zakończyło się w najlepszym porządku." gdy dziewczyna skłoniła się i przemówiła, swoim melodyjnym głosem stało się coś, co dzieje się nie bywale rzadko. Oczy były normalne, jak u pietnastoletniego dziecka powinny być, a na twarzy wymalował się delikatny uśmiech. "Wracamy do domu." stwierdził swoim normalnym, pogodnym głosem Kuro. Odpowiedział mu jedynie cudny uśmiech dziewczyny.

 

Jeszcze tego samego wieczoru dojechali do Ambasady Królestwa Denri. Królestwo Denri jest znane ze szkolenia wysokiej klasy łowców. W obecnych czasach ilość i jakość Łowców przekładała się na potęgę militarną kraju. Dla normalnych ludzi Łowcy byli niemal mitycznymi istotami albo nieosiągalnymi bohaterami głównie przez wymóg kontrolowania Aury tajemniczej siły pochodzącej gdzieś z wnętrza człowieka. Wszyscy ludzie posiadali Aury, tak samo zwierzęta, ale są wyjątki. Tak zwane bestie pojawiły się tysiące lat temu, niszcząc cały znany świat. Skąd się wzięły? Tego nie wie nikt, na ich temat wiadomo tylko jedno. Te bestie pożerają Aurę i w ten sposób zyskując na sile. Im bestia pożre więcej Aury, tym szybsza, silniejsza i bystrzejsza się staje.

 

Kuro, był zafascynowany bestiami z własnych powodów, szczególnie z ich rdzeni gdzie potwory kumulowały Aurę. Używano ich głównie jako amunicji do broni palnej, a czasem do udoskonalenia broni białej, nadając jej dodatkowe losowe efekty.

Niestety teraz Kuro musiał się zająć rzeczywistością. "Paniczu dwie godziny temu przybył twój ojciec. Pragnie się z paniczem spotkać." Kiedy tylko przekroczył próg ambasady, dostał od swojej pokojówki jak na razie najgorsze wieści na cały wieczór. Dziewczyna była starsza od niego o zaledwie dwa lata. Jej krótkie włosy były koloru płomieni, a na czubku głowy wyrastały kocie uszy. Wokół niej panowała aura niemalże nienaruszalnego spokoju.

"Nina, Airi będziecie mi towarzyszyć." obie przytaknęły.

 

W głównej sali, przy stole wypełnionym jedzeniem, od dwóch godzin siedział podstarzały mężczyzna o czarnych włosach z kilkoma paskami siwych. Jego oczy wyrażały zamyślenia i wątpliwości, których jako król nie mógł nikomu ujawnić. Jego przystojna twarz, godna króla, była zdobiona kilkoma bliznami, które dodawały mu powagi, wokół niego panowała dziwna atmosfera, która powodowała, że normalna osoba chciała oddać mu hołd, a Łowca złożyć przysięgę wierności. Nagle znikąd, tak jakby się teleportował, obok niego pojawił się starszy mężczyzna, odziany w czarny garnitur.

"Czwarty książę już tutaj jest Panie. Za kilka chwil powinien przejść przez te drzwi." po przekazaniu wiadomości, kamerdyner zniknął równie szybko, jak się pojawił.

 

Oczywiście król po usłyszeniu wiadomości, wbił swój zamyślony wzrok w ponad trzy metrowe, ciężkie, ale pięknie zdobione drzwi. Jego serce zabiło odrobinę szybciej. (Kuro) jego myśli krążyły wokół tego chłopaka. (Przez jego wygląd ludzie zawsze uważali go za kobietę. To nie dopuszczalne dla księcia, ale nie da się też tego uniknąć. W końcu odziedziczył urodę po niej.) mimowolnie w umyśle króla pojawił się obraz pięknej, młodej czarnowłosej kobiety o delikatnym wyglądzie i niskim wzroście. (Jej słowa były o wiele piękniejsze niż nie jednego poety. U Kuro jest podobnie. Naprawdę to takie zabawne chłopak odziedziczył jej urodę, głos, talent do intryg, a nawet część osobowości.) pamiętał jak jego małżonka, nie raz pomagała mu zza sceny nie mieszając się oficjalnie. (Zawsze wolała załatwiać sprawy po swojemu, nigdy nie pozwała na ograniczenia, haha wręcz ich nienawidziła. Ten chłopak jest taki sam.) mijały sekundy, a na twarzy króla pojawił się mały nostalgiczny uśmiech. (Powinienem podziękować temu skretyniałemu księciu z Królestwa Deo, w końcu, gdyby nie on, nieprzybyłym tutaj.) tym razem przypomniał sobie młodego trzeciego księcia z Deo ostatniego z ludzkich królestw. (Mimo tego, że i tak Kuro mnie nienawidzi. Tak samo, jak ona by mnie nienawidziła, gdyby dowiedziała się co zrobiłem, ale przecież nie miałem wyboru prawda? Musiałem wysłać Kuro w charakterze zakładnika, inaczej ten kruchy pokój już dawno zostałby zniszczony. Jego Aura przed wysłaniem do Nil była tak żałosna, że aż przerażająca. Biorąc pod uwagę jego braci, nie nawet jego młodsza siostra powinna być silniejsza od niego.)

umysł króla ponownie został wypełniony wątpliwościami.

 

Zdawał sobie sprawę z nienawiści Kuro, w końcu wykorzystywał go jako narzędzie do utrzymywania pokoju. Gdyby wybuchła wojna chłopak niewątpliwe by zginął, ale biorąc pod uwagę jego braci i siostry to o wiele lepszym wyborem, było wysłać go najsłabszego niż silniejszych z nieograniczonym potencjałem.

 

Nagle ciężkie trzymetrowe drzwi zostały otwarte, a w nich pojawił się jego syn z towarzystwem pokojówki i kamerdynera z rodziny Andorhall. Kamerdyner podążała po prawej stronie kilka kroków za swoim panem.

Andorhall samo w sobie, było miastem, nazwisko tej rodziny wzięło się właśnie z powodu zajmowanej tam pozycji.

W rodzinie Andorhall panował zwyczaj, w którym ich dzieci wybierały księcia lub księżniczkę, której chcieli służyć. Oczywiście zazwyczaj to byli tylko mężczyźni, którzy wybierali swojego Pana lub Panią, na podstawie tego, kim może stać się w przyszłości. Oczywiste też było to, że nikt nie chciał służyć politycznemu narzędziu, jakim był Kuro, wyjątkiem była Airi ale czy to była jej litość, a może coś innego? Może widziała w nim, coś czego inni nie potrafili zobaczyć? Nikt tego nie wie, ale przez nadzwyczajne okoliczności rodzina królewska przyjęła kobietę na kamerdynera. Król był zaskoczony, kiedy kilka dni temu usłyszał o niej prawdę. Airi jest najbardziej utalentowaną Łowczynią rodu Andorhall.

 

Po lewej stronie Kuro również kilka kroków za nim podążała Nina. Wokół niej dalej panowała spokojna niezachwiana atmosfera, ale prawda o niej była inna. Król wraz z małą częścią szlachty, zdecydowanie zdawał sobie sprawę z jej niebezpiecznej, brutalnej wręcz psychopatycznej natury, jak i niezachwianej lojalności wraz z podziwem skierowanym tylko do Kuro. Skąd ją wziął? Nikt tego nie wie. Po prostu pewnego dnia przyszedł z nią i zrobił z niej swoją pokojówkę. Mimo tego, że dziewczyna mogła być karana albo należeć do groźnej grupy przestępczej to i tak, wszystkie informacje o niej zniknęły niczym dym. Oczywiście to była zasługa Kuro albo jego matki, kiedy ta jeszcze nie zniknęła i została uznana za martwą.

 

"Chciałeś czegoś ojcze?" Kuro, zajął należne mu miejsce przy stole, a jego dwie podwładne kłaniały się lekko z szacunkiem do króla. Dokładniej szacunek był tylko formalny. Jeśli król wydałby rozkaz sprzeczny z rozkazem Kuro, to obydwie bez zawachania wykonałyby, ten chłopaka.

"Gratuluję ukończenia gimnazjum Nil." Król próbował to powiedzieć, łagodnym i rodzicielskim tonem, ale oczywiście nie wychodziło mu to najlepiej. "Może ominiemy te formalności i z góry powiesz mi, o co chodzi." Król mógł tylko pokiwać głowa z dezaprobatą.

 

"Od września pójdziesz do Akademii dla Łowców, Babilonu w Królestwie Deo."

Kuro, zamyślił się przez chwilę, Airi nieświadomie zacisnęła pięści, a kocie uszy Niny lekko drgnęły. "Czy czasem minimalny wiek do Akademii to osiemnaście lat?" król przytaknął.

 

"To prawda, ale czy ty sam nie powinieneś ukończyć Gimnazjum Nil w wieku siedemnastu lat? Tak jak inni. Zamiast tego po prostu po roku porzuciłeś podstawówkę i udałeś się do gimnazjum." Król czuł lekką nostalgię podczas tej rozmowy.

"Tak, bo nie mogli mnie niczego nauczyć. A zresztą." Kuro, spojrzał na duże, liczne, zawieszone na suficie żyrandole stworzone z diamentów, po czym skierował swój wzrok na swoje podwładne, następnie ponownie spojrzał na swojego ojca, tak jakby podjął jakąś ważną decyzję. "Pojadę, ale razem ze mną pojadą zarówno Airi, jaki Nina." taki obrót spraw zszokował obie dziewczyny, które nawet nie wiedziały, co mają robić. "Jesteś pewny? Zazwyczaj szlacheckie dzieci jeżdżą bez sług dla samodzielności, ale o to chyba nie trzeba się martwić w twoim wypadku. Tak. Wyjazd będzie za miesiąc." po tych słowach wstał i wyszedł, zostawiając Kuro i jego podwładne samych.

 

Obie powstały i wciąż w szoku chciały coś powiedzieć, tylko nie wiedziały co.

Nina i Airi potrafią używać Aury, na średnim poziomie, co można uważać za mały dar, ale Kuro to co innego. Jego Aury prawie nie ma, więc nie miał nawet jak nauczyć się jej używać. Zdecydowanie nawet dziecko niepotrafiące używać Aury mogło go pokonać. Mimo to zostaje wysłany do Akademi gdzie szkoli się Łowców, to jak wyrok śmierci. Same treningi są absurdalne a osiągnięcia przeliczane na ilość zabitych bestii.

Mimo tego Kuro po prostu klasnął w dłonie i entuzjastycznie powiedział.

"Dobrze to, co robimy z tym całym jedzeniem?"

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 tygodnie temu
    Pomysł na fabułę fantasy - niezły. Przemyśl zmianę zapisu wypowiedzi i dialogów. Okropnie drażnią te cudzysłowy, klasyczny by to odczucie zniwelował.
  • Ghost34 3 tygodnie temu
    No cóż zbytnio nie mogę pisać stylem klasycznym bo na moim badziewnym olg dialogi się rozjerzdzają albo połowa gdzieś znika a z tym stylem nie mam tego problemu
  • Wrotycz 3 tygodnie temu
    Klasyka w znaczeniu zapisu wyodrębniania wypowiedzi.
    Tutaj można edytować (klikasz w publikacje, a później w ptaszka na kwadracie).
  • Ghost34 3 tygodnie temu
    Wrotycz wiem o tym tylko jak pisze - tak i wrzucam to potem na stronę to tekst się poprostu psuje widocznie wina telefonu "a tak to narazie nic się nie dzieje

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania