Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Idee fixe cz. 11

Piotrek wydzwaniał całe przedpołudnie. Zapewne chciał przeprosić za wyrzucenie jej z samochodu, być może zaproponować kolejne spotkanie, a tymczasem ona musiała mu powiedzieć, że to koniec. Stosowniej byłoby zrobić to na żywo, jednak w tym momencie kompletnie nie miała na to siły. Nie odbierała, pogrążając się w rozmyślaniach o Bartku i utwierdzając w przekonaniu, że jest na granicy przegięcia. Że jeszcze moment i on się zrazi. A przecież wyraźnie powiedział Teresie, że czeka, więc Ewa miała niejako zielone światło, by do niego zadzwonić. Bała się uczynić powyższe. Po akcji z Teresą mógł być zły.

Ale cholera on też ma swoje na sumieniu!

Nawet nie wiedziała za bardzo, jak mu to powiedzieć. Że sobie nie życzy obłapiania po kątach i to jeszcze aż tak… w taki sposób… i w ogóle.

Najlepiej byłoby zacząć raz jeszcze. Odciąć ten cały bajzel wokół nich. Boże, kręciło jej się w głowie na myśl o spotkaniu z nim. Musiała się ogarnąć, miała dwadzieścia sześć lat, a nie szesnaście. Zadzwoniła.

— Cześć…

— Dzień dobry! — Wydawał się pogodny. — Jak przeszedłem test? — A może i niezbyt pogodny.

Nie tłumacz się – zagrzmiało jej w głowie – absolutnie się nie tłumacz!

— Zaskakująco pozytywnie — odparła.

— No to super. Na czym będzie polegać kolejne zadanie? — Cholerka, jednak był trochę zły.

— Nie będzie żadnych zadań. Może… eee… może byśmy się spotkali i… pogadali?

— Bez sióstr, rodzin, innych facetów, przyjaciółek?

Boże. Był złośliwy.

— Bez nikogo. We dwójkę. — Zatrzymała się na chwilę. — Mieszasz mi w głowie, Bartek…

— Ja tobie?! — uniósł się lekko. — Okej, dobrze już, chodźmy może po prostu na drinka. Szósta? Tam gdzie ostatnio?

— Okej.

 

Praca Ewy tego dnia polegała na tym, że siedziała i gapiła się w monitor.

Z jednej strony była pełna nadziei, podekscytowana i szczęśliwa z powodu planowanego spotkania. Z drugiej czuła się zmęczona, zagubiona, pogrążona w wewnętrznym i zewnętrznym chaosie.

Ile trwa ten pierwszy etap? Ten, kiedy dwoje ludzi jeszcze nie zna się zbyt dobrze i wszystko w nich nawzajem wydaje się fascynujące. Kiedy powietrze jest elektryczne, a umysł szczelnie wypełnia tylko ta druga osoba. Wiedziała, że ten etap nie trwa długo i nie było jej smutno z tego powodu, gdyż taka już kolej rzeczy, a następne etapy również mają plusy, chociażby to, że nie trzeba już żyć w ciągłym, wykańczającym stresie i niepewności. Smutno było jej natomiast dlatego, że przez własną głupotę, ten pierwszy, najbardziej fascynujący etap znajomości z Bartkiem jest dziwny. Że to ona go psuje nieustannie. Że lada moment zaczną się kłócić, nim w ogóle zdążą zostać parą. I że to właśnie ona zniszczy wszystko już na wstępie.

 

Piotr zaczął wypisywać sms-y. Żeby odebrała, oddzwoniła, odsłuchała wiadomości ze skrzynki.

Odczytywała i odkładała telefon.

Wyświetlone i nie odpisane, mówi ci to coś, baranie?!

Jutro się z nim spotka i zerwie. Po dzisiejszym spotkaniu z Bartkiem. Tak będzie najlepiej.

 

*

 

Bartek był punktualny, ale jakiś bardziej wycofany, niż zwykle. Milczący, jakby zamyślony. Zamówił jej drinka, sam wypił shota przy barze i wrócił z kolejnym.

— Co na to twój facet? — zapytał. — Pewnie nie wie.

Ewie zrobiło się przykro. Wdarła bagaż gównianej relacji w kiełkującą miłość. Tak, teraz zaczynało to do niej docierać.

— Nie ma już żadnego faceta. Nie ma… rozumiesz?

Patrzył przez chwilę w zagubione oczy dziewczyny, po czym uśmiechnął się ciepło, objął jej zimną dłoń swoimi, ogrzał, przyciągnął do ust, pocałował. I to była jedyna czułość, jaką od niego otrzymała. Nie wrócili do tematu Piotra, wczorajszego incydentu w warsztacie, ani Teresy. Ewa opowiedziała mu o swoim życiu, rodzinie, pracy, on natomiast uraczył ją kilkoma zabawnymi historiami. Było naprawdę miło.

Z dystansem, który pulsował niepokojąco w głowie kobiety, niczym nadchodząca migrena.

Pomimo to – miło.

 

Taksówka zaparkowała pod kamienicą. Bartek również wysiadł, podziękował, cmoknął ją w policzek, uśmiechnął się i zniknął.

Hm…

Wróciła do domu. Iwona poszła na jakieś spotkanie poinauguracyjno-integracyjne, co nawet cieszyło Ewę, gdyż miała zbyt dużo myśli do uporządkowania w samotności. Już idąc po schodach, rozmyślała nad przyczyną jego wycofania. Liczyła przynajmniej na pocałunek. Przytulenie. Cholera jasna, mógł ją złapać za rękę, wsadzić do taksówki, zabrać do domu, jeśli się stresował siostrą. Mógł bardzo dużo, a nie zrobił niczego. Przekręciła klucz w drzwiach, zapaliła światło, rzucając torebkę na fotel i nim minęło dwie minuty, po mieszkaniu rozniosło się „ding-dong”.

Radosna myśl, że wrócił, nie zdążyła na trwałe rozgościć się w głowie dziewczyny, gdy w następnej chwili energicznie otworzyła drzwi i zobaczyła w nich Piotra. Poczuła, jak żołądek wywraca się na drugą stronę. Po pierwsze primo to było już bezczelne, przychodzić nieproszony, po tym, jak wysadził ją hen daleko i miał w dupie jak dotrze do domu. Po drugie secondo zmroziła ją przerażająca myśl, że o mało co nie wpadli na siebie – Bartek na Piotrka, weszła przed sekundą, dosłownie w tym momencie musiała odjechać taksówka.

— Skarbie… — wymamrotał — przepraszam... Nie powinienem cię słuchać, gdy chciałaś wysiąść i zatrzymywać samochodu. — Kręcił głową niepocieszony, z rosnącym bólem w spojrzeniu. — Bardzo cię przepraszam — nawijał. Wtedy Ewa wyczuła, że pił. — Wariuję przez ciebie.

Zamknął ją w uścisku nachalnych rąk, swoimi ustami szukając jej ust. Chciała się wyrwać, ale był jak z betonu. A podobno pijani ludzie są elastyczniejsi. Nic z tego, wdarł się językiem, nie wypuszczając ze zbyt mocnego uścisku. Chciała krzyknąć, ale ni jak nie mogła cofnąć głowy.

— Spokojnie, ej… — wychrypiał, odrywając się w końcu od niej. — Nic ci nie zrobię. — Przeskoczył do całowania szyi, jedną ręką wciąż przyciągając dziewczynę, drugą zanurzając w dekolcie.

— Właśnie mi robisz! — wrzasnęła, próbując go odepchnąć.

— No co ty?! Przecież jesteśmy razem — stwierdził, zanurzając błądząca dłoń w jej staniku, nachalnie ściskając schowaną w nim pierś.

Fala ciepła rozlała się w okolicach bioder. Ewie zrobiło się słabo. Wydobyła z siebie resztkę siły i w desperackiej złości, udało jej się odepchnąć mężczyznę.

— Wynoś się! — ryknęła, wskazując w kierunku drzwi. — Wynoś! — Wykrzyczała mu prosto w twarz.

I wtedy ktoś wszedł do środka.

Kobieta zerknęła w stronę drzwi, zatrzymując wzrok na zdezorientowanej minie siostry.

— Co się dzieje…? — Wyraz twarzy Iwony przybierał coraz bardziej zaniepokojony odcień.

— Nic się nie dzieje — odparła wściekła Ewa. — Pan właśnie wychodzi! — wrzasnęła. — Wypierdala stąd! Raz na zawsze! — Teraz była już po drugiej stronie progu histerii i widząc, że mężczyzna nie robi ani pół kroku w kierunku drzwi, zaczęła go pchać w tamtą stronę, regularnie okładając pięściami i sycząc pod nosem niegrzecznościowe zwroty pożegnalne.

Zamknęła drzwi na obydwa zamki.

Teraz już dokładnie wiedziała, czego chce, a czego nie, kogo chce, a kogo nie. Nie potrzebowała kolejnych analiz czy konsultacji z Teresą. Mało tego. Miała nieodpartą ochotę zadzwonić do Bartka, chciała się z nim podzielić całą tą niemiłą sytuacją, problemem, wyrzucić z siebie emocje, powiedzieć to komuś, przy kim czuła się dobrze. Ale nie mogła. Nie mogła mu powiedzieć o Piotrku, po tym, jak oświadczyła, że zerwała z nim kontakt, co nie było do końca prawda, gdyż rozmowę definitywnie kończącą ten związek planowała na jutro.

A tak w sumie lepiej.

Ma to z głowy.

I najważniejsze, że nie wpadli na tego idiotę pożal-się-Boże-Piotrka przed wejściem.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

Od piątku żyła jak na karuzeli, był wtorek wieczór i miała absolutnie dość.

 

W środę i czwartek Bartek nie odezwał się wcale.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 4 miesiące temu
    Mam tylko jeden procent czasu, więc jestem tu. A nie powinienem, oj, nie powinienem.

    "lada moment zaczną się kłócić, nim w ogóle zdążyli zostać parą." zdążą

    "— Nic się nie dzieje — odparła wściekła Ewa. — Pan właśnie wychodzi! — wrzasnęła. — Wypierdala stad! Raz na zawsze" - stąd.

    Kurwa, jaką karuzela. Końcówka mega. Nooo, naprawdę. Se już tera możesz zbić żółwika z Jezusem nad drzwiami, bo lud Cię ukrzyżuje, jak skończysz serię.
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    Canulas "Se już tera możesz zbić żółwika z Jezusem nad drzwiami, bo lud Cię ukrzyżuje, jak skończysz serię." — ;))) dobre ;))
  • Canulas 4 miesiące temu
    Agnieszka Gu, mówię jak bydzie
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    Canulas Zatem zaprawdę powiadam ci, prawdę prawisz ;)))
  • Ritha 4 miesiące temu
    Hahaha :D
    Moze jakos unikne linczu :/
    Dzieki Can ;)
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    Ohohoho :) Jest...
    Czytamy...
  • Ritha 4 miesiące temu
    Czytaj czytaj :>
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    zatem lecim:

    "— Dzień dobry! — Wydawał się pogodny. — Jak przeszedłem test? — A może i niezbyt pogodny." — dobre XD :)))

    "Kiedy powietrze jest elektryczne, a umysł szczelnie wypełnia tylko ta druga osoba. " — ooo, ładnie...

    "Bartek również wysiadł, podziękował, cmoknął ją w policzek, uśmiechnął się i zniknął.
    Hm…" — to Hm... w tym miejscu... - świetne :)

    No i zachowanie Bartka na koniec. Zabić drania!!!
    dobra, czekam niecierpliwie na cd :)))
  • Ritha 4 miesiące temu
    Agnieszka Gu dziekuje pieknie! Szalenie mi milo patrzec jak fajnie sie wkrecilas w te historie :))
  • Nuncjusz 4 miesiące temu
    Nie no, ja się w tym momencie nie wypowiadam, czekam na kolejny odcinek telenoweli :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Ta zakrecona czesc to baza pod nastepna ;) Najpierw zrobilam szkielet kolejnej, ale musialam to jakos polaczyc :D
  • Ritha 4 miesiące temu
    W ogole mam takie przemyslenia, ze pisanie to glownie nie polega na pisaniu, tylko na mysleniu.
  • Nuncjusz 4 miesiące temu
    Ritha no przede wszystkim
  • Ritha 4 miesiące temu
    Nuncjusz si
  • Margerita 4 miesiące temu
    pięć Ewka do cholery kobieto zdecyduj się albo wóz albo przewóz czyli z kim chcesz tak naprawdę być czy z Bartusiem czy z Piotrusiem bo jeśli zaczniesz się spotykać z mechanikiem a później wrócisz do artysty to nie ręczę za siebie
  • Ritha 4 miesiące temu
    Nie ręcz, masz rację, Mar, ile można się szamotać, popieram :))
  • e make i ka pololi 4 miesiące temu
    Jestem. Takie, dość nagłe, wyhamowanie Bartka jako postaci - ciekawe. Trochę ludzie mogą jojczyć, że nagle się wyspokoił, nie wygenerował w tej części żadnego napięcia, etc - ale myślę, że to jest baza pod kolejną część. Zdaje mi się, że nie zmierzamy do happy endu. Metodą bardzo szybkiego zmieniania nastawienia bohaterów do siebie nawzajem dobrze budujesz napięcie. Tutaj nadchodzi rozliczenie czasowe, bo Ewa jakoś sobie uświadamia, że to się wszystko odwałęsiło w ciągu kilku dni. Oczywiście fajnie by też było, gdyby Bartek wezwał na pomoc Mroczne Moce Smaru i wszystkim ludziom w pomieszczeniu natychmiast spadłyby majtki, ale myślę, że tak jest normalniej xd. Trzebaby powoli wracać do męża Teresy, bo jest otwarta sprawa - wprowadzona, nieprowadzona, niezamknięta - trzeba jakoś zobaczyć, co dalej, co w tym Tel Awiwie, skoro się to wprowadziło.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Wyhamowanie zamierzone, spokojna rozczochrana ;)
    "Metodą bardzo szybkiego zmieniania nastawienia bohaterów do siebie nawzajem dobrze budujesz napięcie" - mi sie samej już kreci w głowie od tego wszystkiego :D
    gdyby Bartek wezwał na pomoc Mroczne Moce Smaru" hahahaha
    Mąż Teresy przyjeżdża w piątek, pamiętam o nim, tą wątek poboczny tak jakby, ale jeszcze porusze ten temat przed końcem.
    Dzieki piękni e za masę refleksji, dzięki temu daje mi to ogląd sytuacji z zewnątrz.
    buziol :)
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Byłam wrócę.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Git.
  • Elorence 4 miesiące temu
    "Od piątku żyła jak na karuzeli, był wtorek wieczór i miałam absolutnie dość." - chyba miała

    No, podoba mi się zachowanie Bartka. Ewa łatwo skacze z kwiatka na kwiatek, więc nie dziwię się, że podszedł do niej z dystansem. No i to dziecinne zachowanie z zerwaniem... Ewa, serio? Od kiedy faceci są domyślni? Tak ciężko było napisać smsa (skoro nie ma odwagi spojrzeć mu w oczy), że to koniec?
    Kolejna rzecz. Bartek włożył jej rękę w majtki i było spoko, chociaż to obcy facet, a ona była w związku. Przychodzi jej facet (fakt, powinna mu natłuc młotkiem po twarzy) i nagle: jak możesz mnie dotykać?
    Nie wiem, czy pisałam wcześniej, ale Ewy nie lubię. Nie, na bank tego nie pisałam, więc piszę teraz. Gupie to i przyczynia się do tego, że faceci potem wrzucają wszystkie do jednego worka, podpisując go "Ewa".

    No i tak jak napisałam, Piotr powinien mieć uszkodzoną twarz, odrąbane ręce i takie tam.

    Pozdrawiam.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Domyslilam się, ze jej nie lubisz, bo laska ma problem taki hm moralny nazwijny to, a Ty lubisz czarne/biale, w sensie masz ten poziom moralnosci dosc wysoki, stad Ewa wydaje Ci sie byc po ciemnej stronie mocy ;)
    Dziekuję i tu, Elo :)
  • Enchanteuse 4 miesiące temu
    Ritha no widzisz, nie jestem sama w nielubieniu głównej bohaterki xD
    Choć mi się tu nie podoba zachowanie obu typów w tamtych sytuacjach.
    I wg mnie sytuacja z Piotrem to wciąż nie był związek, tylko takie przedzwiązkowe coś, ten moment, kiedy dwie osoby zaczynają się spotykać i poznawać.
    Ale i tak, grając na dwa fronty postępowała mocno nie fair.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Ench, nie żebym jej broniła, ja po prostu jestem w stanie ją zrozumieć (zwłaszcza że jak napisałas to był taki związek nie związek). Tak czy siak odbiór róznoraki mnie cieszy, a oburzenie, bo bohater cos tam - tym bardziej ;D
    Pozdrawiam i tutej
  • Enchanteuse 4 miesiące temu
    "Ale cholera on też ma swoje na sumieniu!"

    Przecinek po przekleństwie. Nie umiem tego wyjaśnić czemu, mgliście mi się rysuje pod czaszką, że to dlatego, że eksklamacja, w zasadzie coś na kształ wyrażania, i stąd to oddzielasz od resztt zdania.
    Ale głowy uciąć nie dam :)

    No dobra, ça y est ;)

    Fajny kawałek tekstu, co w tym romansie jedt już standardem. Jedziesz równo, nie wytracając pędu, a chwilowe zmiany szybkości są tylko pochodną budowania napięcia.

    Ok. To do następnej ;)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Przecinek dodam, ofkors.
    "chwilowe zmiany szybkości są tylko pochodną budowania napięcia" - dokladnie tak to widze
    Dziekuję, Ench :)
  • Nachszon 4 miesiące temu
    Dwie uwagi:

    1) "co nie było do końca prawda, gdyż rozmowę definitywnie zakańczającą ten związek planowała na jutro". - prawdą

    a może nawet tak:

    "co nie było do końca prawdą, gdyż rozmowę definitywnie kończącą ten związek planowała na jutro".

    2) "Od piątku żyła jak na karuzeli, był wtorek wieczór i miałam absolutnie dość". - miała

    No i dobrze głupiemu pacanowi, będzie łapy za dekolt pchał, cham jeden. Ale kurczę cham nie cham.. to jest takie przyjemne, pchać łapy za dekolt. Nie, no ale ten to cham prawdziwy jednak, brutal i w ogóle obleś. "Miała lat 26, a nie 16". W tych sprawach, jeżeli zacznie buzować to coś, to wszyscy mają po 16 lat. Tak jak to opowiadanie. Zawsze będzie młode. Kiedyś, jeszcze w szkole podstawowej jedną z ulubionych moich książek była... "Zapałka na zakręcie". Z ciekawości trzy-cztery lata temu wziąłem ją do ręki i przeczytałem. Niestety... podobała mi się tak samo, jak wtedy)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Dzień dobry :)
    Uwagi jak najbardziej zasadne, już zmieniam.
    Nachsz, czytasz ten romans i to jest.... heh, miłe bardzo, bo Ty + takie opowiadanie jakoś mi się gryzie w głowie. To było wyzwanie (nie wiem czy Ci wspominałam, ale możliwe, że tak, bo bębniłam o tym na okrągło), jakby to Marok stwierdził - samokurs, dwie części dziennie, przez tydzień, i... cóż, coś za coś, jakościowo nie jest najwyższych lotów.
    Nie pchałam nikomu łap za dekolt, nieznane jest mi to uczucie, z racji ukierunkowania orientacji w sposób tradycyjny i staroświecki. Damskie dekolty - nein, ale wierzę, że kusi, i kusiło pacana i dostał w łeb. Bartek by nie dostał, tak na marginesie :D
    "Tak jak to opowiadanie. Zawsze będzie młode" - dziękuję. Historie miłosne odgórnie chyba są uniwersalne.
    Dziękuje pięknie.
    Pozdrawiam
  • Ritha 4 miesiące temu
    "Zapałka na zakręcie" - nie czytałam...
  • e make i ka pololi 4 miesiące temu
    Ja czytałam, dawno temu. Tak Madę taki Marcin zatrzymał, krzycząc że zapałka na zakręcie, i przystanęła. Taki tam, coś jakby młodzieżowy romans był to, wiekowa książeczka.
  • Nachszon 4 miesiące temu
    Ritha "bo Ty + takie opowiadanie jakoś mi się gryzie w głowie"... a co ja jestem jakiś potwór bez serc i bez ducha? To idzie kostucha:). Lubię romanse, a co, tak jak lubię filmy mordobitne. I wtedy siedzę i wrzeszczę zap.. mu, o tak, o a teraz z półobrotu, nie no k..wa nie tak. A jak czytam albo oglądam romans to mam wielką michę przed sobą na łzy rzęsiste. Potem to wypijam. Naprawdę:). Pilaś Ritha kiedyś własne łzy? Odjazd gwarantowany.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Haha, nie ze potwor, tylko takie babskie to trochu, ale inni panowie też czytali, wiec w sumie nie precedens.
    Lez nie piłam... jeszcze. ;)
  • Nachszon 4 miesiące temu
    Ritha piłaś, bo to widać często w tym, co piszesz. Niektórzy się nimi zapili i tak odjechali, że już nie udało im się wrócić... Nie ich wina lecz dealerów tych łez.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Nachszon widać? Hm. To uczucie, gdy czytam komentarz trzeci raz, i dwa razy dluzej niz normalnie zastanawiam się co odpisać, by tumaństwo nie wylazło ze mnie na wierzch. Cóż, lubie jak mnie ktoś zmusza do myślenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania