Poprzednie częściIdee fixe cz. 1  Idee fixe cz. 2  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Idee fixe cz. 3

— Nie musiałaś używać przyjaciółki, by wpaść. Bartek — przedstawił się, podając rękę. Dwa kubki z kawą parowały na warsztatowym stoliku, czyli brudnym blacie zawalonym wszelkim możliwym badziewiem.

— Ewa — odpowiedziała speszona. — Wybacz za wczoraj. Że tak późno zadzwoniłam. Że w ogóle zadzwoniłam i zawracam ci głowę. No i za Teresę. Ona jest trochę… bezpośrednia. I trochę szalona.

— W porządku. — Tyle. Dwa słowa. A raczej literka i słowo.

Potem wyliczył koszty napraw i wysnuł wniosek, że w zasadzie mogłaby tę mazdę sprzedać, bo to worek bez dna. Posmutniała. Ponadto czuła się jak ósmy obcy pasażer Nostromo, gdy przyjął dwóch następnych klientów, między czasie odbierając kolejne telefony. A tymczasem ona, jak ten debil, siedziała, sącząc kawę i licząc nie wiadomo na co i nie mogąc zrozumieć, jak to się stało, że w ogóle tam przyszła. Chyba dopiero teraz zaczynała trzeźwieć.

— Blacharz by się przydał — stwierdził, kucając obok samochodu. — Progi rdzewieją.

— Mhym — wychrypiała, nie wiedząc, co w zasadzie mogłaby dodać.

Było sztywno, drętwo, krępująco. Po raz kolejny dała się zmanipulować przyjaciółce. Po raz kolejny wplątała się przez nią w sytuację co najmniej dziwną. W zasadzie sztywna była tylko ona. Pan Bartek zdawał się wykonywać swoją robotę jak gdyby nigdy nic, krążąc wokół samochodu, co rusz zaglądając w inny jego zakamarek i cyklicznie rzucając hasło o kolejnej rzeczy, którą przydałoby się wymienić. Chciało jej się płakać. Rosnące koszty to jedno, a drugie, dużo, dużo gorsze drugie, to punkt widzenia, który uruchomił się automatycznie, i który zakładał, iż przemiły pan mechanik na pewno pomyślał, że jest puszczalska, baa, że jest dziwką, bądź też jej przeciwstawną alternatywą – spragnioną męskiej adoracji samotną babą, która przyszła owej adoracji wyżebrać ociupinkę.

— Okej! — stwierdziła nagle, nabierając sztuczno-energicznej postawy, jednocześnie szybkim ruchem dopijając, wciąż parzącą w język, kawę. — Wszystko już wiem. Dziękuję ci pięknie, ja sobie to wszystko w głowie zanotowałam i będę mieć na uwadze. Wymieńmy tylko tę skrzynię w takim razie.

Dłońmi złożonymi jak do modlitwy stukał się w zamyśleniu o brodę, wpatrując w dziewczynę nic niezdradzającym wzrokiem.

— Wczoraj chciałaś wymienić amortyzatory — przypomniał.

— No tak, widzisz, dlatego przyszłam, bo… żeby zobaczyć… Hm. Musiałam sobie to wszystko przemyśleć. Tego jest za dużo, skupmy się na głównej usterce, na tej skrzyni, a ja niebawem rozejrzę się za czymś nowym. Nie chcę do niego dokładać.

— Nie no jasne.

I wtedy uświadomiła sobie, że pozbawia go zarobku, na który już się zapewne nastawił. I że, owszem dał jej numer telefonu, kiedy zostawiała auto, jednak zadzwoniła do niego w piątek w okolicach dwudziestej trzeciej. Czyli w weekend. W nocy. I że ma na sobie szczęśliwe, koronkowe majtki ze studniówki przyjaciółki, która odbyła się dobre trzynaście lat wcześniej, a w torebce cichutko koczuje paczka prezerwatyw.

I wtedy go znienawidziła. Jego i wszystkich. Siebie. Teresę. Iwonę, która przyjeżdżała pojutrze tylko po to, by zamienić ją w niańkę młodszej siostry. Nienawidziła absolutnie wszystkich! Tylko nie Piotra. Piotrek był miłością jej życia. Co prawda dziś nie zerkała obsesyjnie czy aby czegoś nie napisał, ale tylko dlatego, że uspokoił ją wczorajszy telefon. Był zajęty i zamiast odpisywać, po prostu zadzwonił. Bardzo logicznie. Wszystko w porządku, pomyślała. Wszystko będzie dobrze.

— To co? — usilnie próbowała dobrnąć do końca konwersacji. — Zadzwonisz, gdy będzie gotowy?

— Jasne. Tak jak ustaliliśmy, gdy go przywiozła laweta — podkreślił ostatnie słowo, z uśmieszkiem zahaczającym o przymiotnik „cwany”. — Gdzie ci stanął? Gdzieś w centrum?

— Taa, na Słowackiego. No dobrze, to ja pędzę, dziękuję za kawę i porady. — Uśmiechnęła się z życzliwością, jaką stosuję się dla obcych osób, z usług których człowiek korzysta przy okazji różnych codziennych sytuacji. Jak na przykład dla kobiety z kiosku.

A wówczas on oparł się o jeden z „uzdrawianych” samochodów, krzyżując ręce na piersi i pomimo zadawanego pytania nie tracąc pewności siebie.

— To jeszcze powiedz mi, co ci się nie spodobało, że uciekasz pędem? — Uśmiechnął się na własne słowa, wyraźnie rozbawiony sytuacją.

— Co? Nie rozumiem. — Faktycznie nie rozumiała.

— Przysłała cię tu koleżanka, zapewne szukasz, nazwijmy to, przyjaciela. I zapewne w jakiś sposób ci się spodobałem, skoro padło na mnie. Teraz posiedziałaś chwilę i wybiegasz. Jako ofiara tego eksperymentu chciałbym się przynajmniej dowiedzieć, który element zawiódł? — Twarz Bartka wyglądała, jakby właśnie wychodził z kina, tuż po obejrzeniu komedii miesiąca.

Ewa bezwiednie rozdziawiła usta, nie wierząc w to, co słyszy. Choć w zasadzie usłyszała prawdę. Ale tak nie wolno! Są rzeczy, sytuacje, momenty, typu na przykład takie spotkanie mające na celu wybadanie gruntu, o których się głośnio nie mówi. Nie analizuje się ich wspólnie. Nie i już! To tak jakby ktoś w kościele smarkał w chusteczkę z echem odbijającym się od bocznych naw, a ktoś inny stwierdził na głos „ale gość smarka, ho, ho”. No tak się nie robi! Chyba że jest się dzieckiem. Ale nie byli dziećmi!

— Wiesz co? — Podjęła próbę wyjścia z sytuacji z twarzą. — Coś ci się chyba pomyliło. Chodziło tylko i wyłącznie o samochód.

Uśmiechnął się tak, że miała ochotę go zabić.

— Nie no jasne. W sumie szkoda — rzucił od niechcenia, idąc w stronę wiszącego na podnośniku volkswagena. — Na razie! — dodał.

 

Wyszła roztrzęsiona jak galareta. Głupi, bezczelny tłuczek. W dupę niech sobie wsadzi lewarek. I swoje wyssane z palca analizy. Stringi wpijały jej się w pośladki, Teresa była naprawdę szczupła w liceum. W przypływie złości, odwagi i zrzucenia masek skonstruowanych na bazie różnorakich damskich teorii typu – nie odzywaj się za często, nie osaczaj, nie bądź zbyt ciekawska, daj mu przestrzeń, udawaj niedostępną, wyniosłą księżniczkę, której wcale nie obchodzi, co robi, jak go nie ma, bo na jego miejsce jest już pięciu następnych – więc, odrzucając powyższe, wyklepała wiadomość do Piotrka.

„Hej. Gdzie byłeś pięć dni? Jak masz kogoś, to powiedz mi to teraz”.

Miała to w dupie. Spędzi sobotni wieczór w piżamie, polarowym kocu, z nalewką, siedemdziesiąty raz oglądając Hitch’a. Will Smith dobry na wszystko. Podobał jej się ten plan. Była wykończona tygodniem oczekiwań na wiadomość, życiem w stresie i manipulacją własnej, rodzonej przyjaciółki, w wyniku której tylko sobie podniosła ciśnienie.

Odpisał. Ewa nie wierzyła własnym oczom. „Pokażę ci dziś, gdzie byłem”. Proste pytanie, natychmiastowa odpowiedź. Czy to naprawdę tak działa? Tak zwyczajnie? Idąc do wtóru jego lakoniczności, wyklepała „ok”. Nici z Hitch’a.

„W sumie szkoda…” dzwoniło jej w uszach przez całą drogę powrotną do domu.

Następne częściIdee fixe cz. 4  Idee fixe cz. 5  Idee fixe cz. 6  

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 14

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jolka_ka rok temu
    No ładnie. Lecisz ostro z tematem :D
  • Ritha rok temu
    Tak jest!
  • Jestem cały czas. Co i jak - będę Ci gaworzyć na pw, o tekstach, nie o tekstach. Tu tylko zaznaczam, ze względu na skandaliczną średnią, że najlepsza częśc. Tego lekkostrawnego, zabawnego romansu, dobrej odskoczni. Wybacz lapidarność. Cięzko mi idzie wyrażanie myśli ostatnio. Wincyj o tekstach etc - pw.
  • Ritha rok temu
    Dziena! Średnia mi koło tyłeczka lata. Mam już następną część :D Ale nie pójdzie na główną, muszę czekać co najmniej do 14.48 xD
    Pozdrawiam, całuję, tulę!
  • rubio rok temu
    Ritha, dobrze, że nie 14/88. Albo szkoda, że nie; co kto tam preferuje.
    Się wypowiadam, bo mówili, że w lbnp nic nie trzeba będzie robić, a tu się okazuje, że trzeba; to przysiadłem.
    I, ja też czytam ten cykl, wszystkie dotychczasowe części, zajebiste. Takie gupie i leciutkie, takie gupie i leciutkie, że aż zajebiste. Ale się może potem szerzej wypowiem.
    No, tu napisałem, bo, że tak powiem, z powodu, no ;)
    pzdr
  • Ritha rok temu
    "Się wypowiadam, bo mówili, że w lbnp nic nie trzeba będzie robić, a tu się okazuje, że trzeba; to przysiadłem" aaaaa, ze przeczutac i ocenic... ups, umknelo mi to xD Wybacz.

    Taa, glupie i leciutkie to dobre okreslenie xDD

    Najgorzej jak wejdzie ktos, kto mnie nie czytal i wdepnie w to :/ Coz, trza miec dystans.
    Se postanowilam, ze napisze romansa we tydzien... no zobaczymy.
    A potem bede mordiwac w opkach, ach! K'nife juz ostrzy nóż <3
    Pozdro!
  • Nuncjusz rok temu
    Dobre, ale mam uwagę
    Mechanik zbyt lotny i inteligentny jak na zwykłego mechaniora. Mam kumpla mechanika samochodowego i to jest prymityw.
    Zwłaszcza, że Twój mechanik ma klasyczną dupę z jakiegoś Playboya i capi smarem, więc powinien to być typowy mechanik, a Ty nam tu pokazujesz mocno nietypowego
  • Ritha rok temu
    Helloł. Nie ma inteligentnego mechanika w Krk? Eee na pewno jest, chociaż jeden. I to o tym jednym napiszę :D
    No ni moze być prymityw, od "pługa" oderwany, bo wtedy mi koncepcja weźmie w łeb. Wyjdźmy poza stereotyp. To jest mechanik z powołania, co, pomimo inteligencji (a nawet może dzięki niej!) mechanikiem został, bo lubi w samochodach grzebać, a zawód jest to taki, co nie wymrze i raczej się kręci.
    No. Prześpij się z tym, Nuncjo :3
  • Nuncjusz rok temu
    Ritha no dobra. Ale jest pewien stereotyp mechanika, podobnie jak np ciecia, czy innego tego typu. Ty nagle z kogoś takiego robisz kogoś na poziomie, ok, ale musisz to jakoś uzasadnić
    Np cieć, ale to były profesor UJ, dorabiający do renty czy coś. Albo, że zwariował i zapragnął zostać sprzątaczem w prosektorium. Rozumisz? Powinnaś nam uzasadnić, dlaczego ten mechanior jest inszy od typowych mechaniiorów i może zawrócić we łbie babce na poziomie i po studiach.
    Bo tak to, to typowy mechanik może jej jedynie zaimponować fallusem, ale na pewno nie duchową głębią :)
    ps
    jeszcze się z tym nie przespałem, idem na żywioł, dopóki nie padnę
  • Ritha rok temu
    "ale musisz to jakoś uzasadnić" - masz rację. Wywalili go z agh, bo grzebal w autach zamiast się uczyć. Ale coś we łbie zostało. Np. tak?
    "Bo tak to, to typowy mechanik może jej jedynie zaimponować fallusem" - własnuie nie chciałam, zeby było tylko tak :(
    Cenne sugestie, przemyślę to na spokojnie i dorobię mu jakąś historię, adekwatną.
  • Enchanteuse rok temu
    Hej Ritha.
    Z racji braku czasu anonsuj€ tylko lekko że byłam.
    I podobało mi się. 5 :)
  • Ritha rok temu
    Oki! Dzięki :)
  • Keraj rok temu
    Aby wszyscy mechanicy byli tacy jak Ty to piszesz to by było dobrze 5
  • Ritha rok temu
    Heh, kolejny glos, ze mechanik mało wiarygodny. Ych. Bedzie moze żlopal piwo nastepnym razem. Ale dalej bedzie fajnie gaworzyl!
    Pozdro, Keraj :)
  • Canulas rok temu
    "— To jeszcze powiedz mi, co ci się nie spodobało, że uciekasz pędem? — Uśmiechnął się na własne słowa, wyraźnie rozbawiony sytuacją." - Jeesssuu, to Terribel jest. O Boszeee.

    Bardzo fajna część. Zaczyna mnie to wszystko interesować. Idę dalej.
  • Ritha rok temu
    Hahaha, nie, to nie Terribel. To Bartek, brokuł Bartek.
    Maj nejms is Bond. Brokuł Bond.
    Odbija mi, być moze zmęczenie.
    Tera tak - zaczyna Cię interesować romansowe opko... Czuję satysfakcję, że to przez mła.
    :>
  • Kapelusznik rok temu
    Hahahaha
    MY MAN!
    To się nazywa test!
    Ha
    5
    I pozdrawiam
  • Ritha rok temu
    Heh, gites Kapelusznik, że aprobujesz bohatera.
    Dziena :)
  • Margerita rok temu
    pięć to prawda samochód to jest skarbonka bez dna zaczynam lubić tą Ewę
  • Ritha rok temu
    I tu rownież dziekuje za wizytę :)
  • Elorence rok temu
    Uwielbiam Bartka! Po prostu: uwielbiam!
    Świetny typ. Uśmiałam się z reakcji biednej Ewy! Że niby nie chciała, podczas gdy chciała - niektóre kobiety to gupie są!
    Ale Bartek!
    Jej! Lubię o wiele bardziej niż Piotra. Milczki niech zgniją w samotności. Ot co!
  • Ritha rok temu
    No pięknie. Myślę, że Max by Ci tego nei wybaczył, oooo! ;p
  • Agnieszka Gu rok temu
    Jestem...

    "Ponadto czuła się jak ósmy obcy pasażer Nostromo, gdy przyjął dwóch następnych klientów, między czasie odbierając kolejne telefony. " — chyba brakuje "w" przed "między czasie"... Tak samo było gdzieś w poprzedniej części

    "To tak jakby ktoś w kościele smarkał w chusteczkę z echem odbijającym się od bocznych naw, a ktoś inny stwierdził na głos „ale gość smarka, ho, ho”. — mam to przed oczami ;)))

    Ehhh ten mechanik :)) Zdaje mi się że bydom razem hehehe

    Lecim dalej
  • Ritha rok temu
    Tego "w między czasie" wiecznie nie ogarniam ;)
    Tak samo zastosowania Ów, owa, owy itp., a pomimo to ciągle kusi użyć.
    Dziękuję i tu :)
  • Ozar rok temu
    Kurde dobre, na prawdę dobre a szczególnie zdanie "Teraz posiedziałaś chwilę i wybiegasz. Jako ofiara tego eksperymentu chciałbym się przynajmniej dowiedzieć, który element zawiódł?. No w końcu gość po takim początku chyba mógł liczyć na dalszy ciąg a tu mu panienka ucieka. Dalej jestem z lekka zszokowany że mi się taki tekst podoba, może za rzadko czytam takie tematy. 5 i lecę dalej hahahaha az dziw bierze. Ale cos mi mówi że tak to się nie zakończy...
  • Ritha rok temu
    Ozar, że za rzadko czytasz to pół biedy. Za rzadko piszesz! Powinieneś opisać jaki romans Napoleona abo kogo z kimś. Erotyka napisałeś to byś wpletl i by był hicior ;)
    Fajnie, że się podobie :) dziekuję i tu :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania