Poprzednie częściIdee fixe cz. 1  Idee fixe cz. 2  Idee fixe cz. 3  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Idee fixe cz. 4

Umówili się na placu Reagana, a potem wywiózł Ewę, dokładnie tak się czuła – jakby ją wywiózł – do jakiejś rudery w Krzesławicach. Domek zarośnięty prawie po dach, drewniany, liźnięty białą farbą chyba wieki temu. Pierwszy raz się go bała. Na pewno ma tu skład jakichś kradzionych rupieci i teraz będzie się gęsto tłumaczył ze swoich niecnych czynów. Albo ją tu zadźga, znali się przecież dopiero niespełna trzy tygodnie, a dwa pierwsze spotkania były sympatycznie, jednak dość oficjalne, z dystansem dwóch obcych sobie osób. Był jednak bardzo miły i wszystkie wiadomości, jakie wymieniali, zbliżały do niego dziewczynę z każdym dniem.

A przecież kompletnie nic o nim nie wiedziała. Może jest psychopatą? Oni przeważnie są z pozoru milutcy.

Stara rudera miała alarm. Piotr dezaktywował go, otwierając drzwi. To zaniepokoiło ją jeszcze bardziej. W ciasnym korytarzu panował półmrok. Rozejrzała się ostrożnie, podczas gdy on pstryknął włącznik lampy, dającej jedynie marną imitację światła i przystąpił do oprowadzenia Ewy po swoich tajemniczych włościach. Po prawej mała łazienka, całkiem normalna – prysznic, kibelek, umywalka. Trochę brudno, ale można byłoby ją podciągnąć pod określenie „domowa”. Mikroskopijna kuchnia, a w zasadzie kawałek blatu i zlew pod oknem, skąpane w chaosie luźno walających się naczyń do tego stopnia, że trzeba było się skupić, by zarejestrować całość tej niechlujnej aranżacji. Przeszli na stronę prawą, do pokoju, w którym dziewczynie opadła szczęka. Szło to tak, podążając przeciwnie do ruchu wskazówek zegara – ogromny, zielony fotel, wokół którego w stosy ułożone, solidnie posunięte przez czas, książki, większość, sądząc po tytułach, dotyczyła artystów-plastyków, historii muzyki i tego typu spraw. Potem stół, cztery krzesła, lampa naftowa, dalej, pod maleńkim oknem, coś na kształt szezlongu. Koc, poduszka, widok na Zalew Nowohucki w oddali. Obok fortepian, a może pianino, jeden pieron. I drewniane, wyglądające na mocno skrzypiące schodki na piętro. Piętro, a w zasadzie takie mini-poddasze, wyglądało jak gawra. Łóżko na niskim stelażu, gdyż sufit również niewysoki, plątanina pościeli, której koloru i wzoru dostrzec przy tym świetle nie sposób. I w zasadzie tyle, jeśli chodzi o umeblowanie. Nie wszystko natomiast jeśli chodzi o wypełnienie tych wnętrz. Wszędzie, dosłownie wszędzie, rzeźby. Część drewniana, część z czegoś, co mogło pierwotnie być gliną. Ewa nie za bardzo się znała. Nad fortepianem, na grubym łańcuchu wisiał ogromny ptak, z równie ogromnym dziobem i rozłożystymi skrzydłami. Na schodach siedział skrzat wielkości trzyletniego dziecka. Prawdopodobnie, gdyż mógł to być inny leśny dziad. Miał wyrzeźbione takie oczy, że Ewa miała wrażenie, że jeśli nie jest żywy, to ożyje lada moment. Między stołem a szezlongiem stał kolejny, wydłubany z zapewne solidnego kloka drewna, „pan”. Ten wyglądał na wiekowego, podpierał się laską. Oprócz tego każdą pojedynczą ścianę pokrywały obrazy, większość mroczna, ale żaden nieoczywisty. Był jeszcze kominek, Ewa nie zauważyła go za pierwszym razem, w zasadzie taka koza, grzebaniem w której aktualnie zajął się towarzysz. Kobieta była pod ogromnym wrażeniem, siadając na szezlongu, rozglądała się, nie wiedząc, na czym zatrzymać wzrok i jak to wszystko ogarnąć. Do tego jakieś dziwne rzeczy walały się po podłodze, dłuta, farby i inne narzędzia pracy. Jakby w twórczym szale zostawiał to wszystko, gdzie popadło.

— To twoje? — Obrzuciła półkolistym spojrzeniem całość twórczości zgromadzonej w tej zapomnianej chatce. — Te wszystkie… dzieła sztuki.

Parsknął serdecznym śmiechem.

— Nie przesadzaj. To takie tam, różne. Wpadam tu czasem na parę dni, jak mam akurat… potrzebę.

Była pod coraz większym wrażeniem.

— Sprzedajesz to? — zapytała, w tej samej sekundzie karcąc się jednak za przejście ponad tym wszystkim, do kwestii finansowych. Jakby to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie.

— Czasem się uda. Za takiego samego ptaka — Kiwnął głową w kierunku rzeźby zawieszonej pod sufitem na grubym łańcuchu — udało się przeżyć dwa miesiące. — Puścił oczko, rozpalając jednocześnie we wspomnianym piecyku przyjemny płomień, który za kilka minut ogrzeje zapewne całe pomieszczenie.

Było idealnie, oczami wyobraźni dostrzegła wszystkie wieczory i noce, które mogą tam razem spędzić.

Było idealnie.

 

Było idealnie przez krótki moment, zanim rozdzwoniła się jej komórka. Najpierw matka, informująca, że właśnie zapakowała Iwonkę do pociągu, bo „gdzie to tak, dzień przed inauguracją, przecież dziewczyna musi się zaaklimatyzować, będzie koło dwudziestej pierwszej i odbierz ją, Ewuniu, z dworca, bardzo cię proszę, przecież to dziecko się tam pogubi”. Taa... Biedne, prawie dwudziestoletnie dziecko, które właśnie spieprzyło, przesunięciem swego przyjazdu, szanse siostry na seks dekady w gawrze artysty. Po niespełna dwudziestu minutach, podczas których Piotr bąkał coś tam o swoich rzeźbach, zasypywany przez Ewę kolejnymi seriami pytań, zadzwoniła Teresa.

— No i jak tam?!

— Dobrze — odparła dziewczyna, zerkając kątem oka na towarzysza i przeczuwając, że odpowiadać będzie musiała zdawkowo, gdyż wiadomo, jaki temat poruszy Teresa.

— Jak pan pachnący smarem? Będą z tego dzieci?

— Nie nastawiałabym się.

— No ale co? Opowiadaj! — nalegała przyjaciółka. Piotr łypał kątem oka, doglądając jednocześnie pieca.

— Spotkamy się, to ci opowiem.

— Jesteś z nim tam teraz? Uuu la, la. Dlatego tak gadasz. Jest obok?

— Nie.

— Czyli jesteś sama?

— Nie.

— No dobra. Nie wnikam. Zadzwoń, jak będziesz mogła „normalnie” pogadać. — Rozłączyła się.

Piotr nie skomentował. Ewę niespodziewanie rąbnęła myśl, że Bartek na jego miejscu, zapewne zanalizowałby to, mówiąc coś w rodzaju „jak chcecie mnie poobgadywać, to rzucę okiem co tam na zewnątrz, naprawdę żaden kłopot”. I ten jego uśmiech. „W sumie szkoda…” Kurwa! Nie mogła iść w ten deseń. Przyciągać go myślami. Głupi mechanik usmarowany olejem. Nie to, co Piotr. Artysta!

Rzuciła komórkę na fotel, przepraszając, gdyż musi „siusiu”. Nim jednak zdążyła wyjść, telefon zadzwonił po raz kolejny. Dopadły ją wyrzuty sumienia. Cała rozdzwoniona cywilizacja wdarła się do tego świętego miejsca wraz z nią. Odebrała poirytowana. Iwona, spanikowana, powiedziała, że ona już jedzie, ale są różne dworce po drodze i skąd ona będzie wiedziała, że to już aby Kraków?! Na pewno przejedzie i wysiądzie na ostatniej stacji, w Zakopanem, albo jeszcze dalej. I ona się boi, bo różne męty w przedziałach się kręcą i co ona ma ze sobą zrobić? Ewa poradziła, by przestała siać panikę, bo cały świat podróżuje i niech sms-em wyśle jej rozkład z planowaną godziną przyjazdu.

— Rozumiem, że nie zabawimy dziś długo? — zapytał, podczas gdy Ewa była już w drodze do łazienki. Dokładnie w tym momencie przyszedł sms.

— Odczytaj, jak możesz — rzuciła przez ramię. — To moja siostra. Akurat się dowiemy, ile mamy czasu.

 

Gdy wróciła Piotrek, siedział na dużym, zielonym fotelu wsłuchując się w skwierczący ogień. Zamyślony. Jakby nieobecny.

— Co jest? — kucnęła obok, dotykając jego kolan. Chciała przełamać tę irytującą barierę między nimi, którą wyczuwała, teraz, widząc to miejsce, jeszcze mocniej. A zarazem czuła się bliżej niego. Przynajmniej wiedziała, co robi, gdy znika oraz to, że nie poświęca tego czasu innym kobietom.

— Nic — odpowiedział sucho. — Do ciebie. — Podał jej komórkę.

„Mimo wszystko fajnie, że wpadłaś. Amortyzatory wymieniłem. Będą Cię kosztować kawę zwrotną”. I emotikona. Buźka z przymrużonym okiem. Niech to szlag!

Już sama ta wiadomość w połączeniu z miną Piotra były straszne. Ale straszniejsze było coś innego. Wiadomość wysłana z numeru, zapisanego w kontaktach jako „Seksowny pan mechanik”. Co za durnota?!, pomyślała spanikowana, łypiąc jednocześnie na coraz bardziej zniesmaczoną minę Piotra. Wtedy uderzył kadr z wczorajszej nocy. „Podpiszmy go jakoś ekstra!” – jej słowa do przyjaciółki, wypowiedziane w pijackim amoku. Nie no oczywiście. Zawsze mogło być gorzej.

Następne częściIdee fixe cz. 5  Idee fixe cz. 6  Idee fixe cz. 7  

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 14

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Enchanteuse rok temu
    Ła. Szybka jesteś :D
  • Ritha rok temu
    A kurde. Ustawilam se ambitny plan ;)
  • Enchanteuse rok temu
    Ritha ta 5 nie ode mnie, jeszcze nie przeczyta£am :)
  • Ritha rok temu
    A paly gdzie?
    To musi byc gorsza czesc widocznie :/ xD
  • Karawan rok temu
    Tylko tak dalej Kierowniczko, a będzie z Ciebie następna Karola w poczcie tych co się wydali! Brawo Ty ;) Przeleciałem piątką od 1 do tera.
  • Ritha rok temu
    Szkurwa, ale na pewno nie z romansem na polce :/
    Dzieki Wozie! :*
  • Nuncjusz rok temu
    Akcja się ładnie zapętla i gmatwa :) chyba najlepsza częśc
  • Ritha rok temu
    Fajnie, cieszę się :)
  • Cyber.Wiedźma rok temu
    Dobre to.
    Takie luźne.
    Chyba nie powinnam tego czytywać w przedszkolu.
  • Ritha rok temu
    Ooo, fajnie, zes wdepła, Sajber! :)
  • kalaallisut rok temu
    Ej, kiedy to ? A 3 już była? Ale lecisz!
  • kalaallisut rok temu
    I mamy wstyd ze swoich głupich myśli i działań, pod wpływem uroczych kolezanek ;)))
  • Ritha rok temu
    kalaallisut hej hej, tak jest!
    Fajnie, ze podązasz. Dzieki, Kala :)
  • Enchanteuse rok temu
    Hej.

    "Za takiego samego ptaka — Kiwnął głową w kierunku rzeźby zawieszonej pod sufitem na grubym łańcuchu — udało się przeżyć dwa miesiące"

    Ch iał pokdreślić, że tylko za sprzedaż ptaka, mógł przeżyć aż dwa miesiace. W takim wypadku proponuję odwrócenie kolejności:
    Za sameego takiego ptaka...

    Bo wersja pierwotna insynuuje, że chodzi mu o ptaka bliźniaczo podobnego. Mamy niby kontekst, z którego wynika o co chodzi, ale to zdanie brzmi niezgrabnie.

    To tyle uwag. Mówiłam już, że irytuje mnie głupota tych kobiet? Dobrze, że chociaż się jej wstydzą.
    No i pan mechanik to jedt moja ulubiona postać.
  • Ritha rok temu
    Hej hej, chodzilo mi, ze zrobil drugiego takiego samego ptaka, sprzedal i zarobil hajs na dwa miechy.
    Za takiego samego ptaka (drugiego)
    Więc raczej zostawię.

    "Mówiłam już, że irytuje mnie głupota tych kobiet? Dobrze, że chociaż się jej wstydzą" - hahaha :D

    Moja tez ulubiona pan mechanik :3

    Dzieki Ench!
  • Ritha rok temu
    Co do ptaka jeszcze - bo jakby sprzedal tego, to by mu tam nie wisiał przecież :)
  • Enchanteuse rok temu
    Ritha no ja zrozumiałam, że za ptaka tej wielkosci, tego koloru itd
    ALE tylko za niego mógł przeżyc dwa miechy, to przeciez nie za tego samego w tym sensie ze tamtego konkretnego - bo tamten wisi.
    Czyli chyba dobrze zrozumia£am.
    Tylko ja bym po prostu odwrotnie napisała, bo w tym kontek$cie tamto zdanie mi sie tak napisane nie widzi.
    Ale wiadomo, zrobisz co będziesz chciała :D

    Ciesze sie, ze sie zgadzamy co do ulubionej postaci.
  • Ritha rok temu
    Enchanteuse musze pomyslec nad tym zdaniem xD Ale dobrze, czujne oko, doceniam.

    O mechaniku bydzie duzo niebawem :>
  • Enchanteuse rok temu
    Ritha ok, czekam :D
  • Canulas rok temu
    Hahaha, o kurwa. Jak to się tam mówiło "ale wtopa?". No pięknie. Kurde. Dobrze i fajnie to piszesz. Wiesz no, tak po ludzku. Latanie lataniem, ale Ty umiesz jeszcze lądować. Tylko ja taki debiliusz Cezar jestem. Nie no, spoko całkiem. Bidna ta Ewa. Się mi to jej zagubienie nieco z Ench kojarzy. Fajna postać.
  • Ritha rok temu
    Eee tam debilusz. Pszesteń!
    Umim lądować, robi się to tak - obierasz kurs w dół, modlisz się, zamykasz oczy i sruuu.

    Ench to mnie bardziej do tej siostry studentki pierwszorocznej zainspirowała :)

    Dziena, Canu :)
  • Elorence rok temu
    Nie no, ja tu nie mam się do czego przyczepić. Totalnie moje klimaty. Dalej uwielbiam Bartka, no i reakcja Piotra była cudna! Szpileczka prosto w najczulsze miejsce.
    Swoją drogą, Tereskę bym zabiła. Jezu. Takie akcje...
    Biedna Ewa, cóż, jakoś się wytłumaczy. Chyba :D

    Uwielbiam kobiety, które zakochują się w artystach, bo oni mają takie artystyczne wnętrze, artystyczną duszę! Bla bla bla bla... nuda. A potem dostają w głowę młotkiem i trzeźwieją :)
  • Ritha rok temu
    "Totalnie moje klimaty" - aj noł
    Spoko się pisze, a przy takiej motywacji - tym barzdziej.
    dziękuję również tutej :)
  • Margerita rok temu
    Co on jej chce zrobić że ją tam wywiózł wcale się nie dziwię że się boi pięć
  • Ritha rok temu
    Dzieki Mar :)
  • Agnieszka Gu rok temu
    Jestem...
    "— Jak pan pachnący smarem? Będą z tego dzieci?" — hehehe dobre :))

    "„Seksowny pan mechanik”" —hehehe nawet nie chcesz wiedzieć, jak ja mam zapisanego w telefonie mojego pana mechanika ;)))

    Ritha, to jest świetne :D :)))))

    lecę dalej ...
  • Ritha rok temu
    Jak masz zapisanego????? Gadaj! :D

    Dziękuję i tu :)
  • Ozar rok temu
    Uuuuuuu to chyba nici z barabara i to poważne nici. A zdanie "Jak pan pachnący smarem? Będą z tego dzieci" - znakomite. A "seksowny mechanik" powala na kolana. Gdybym cos takiego zobaczył u mojej powiedzmy nowej znajomej chyba bym stracił chęć na cokolwiek. Kurde znowu mi się spodobało, co jest dziwne dla mnie. 5 i leće dalej.
  • Ritha rok temu
    Super Ozarro, lec. Run, Forest, run!
  • Angela 8 miesięcy temu
    Dzisiaj doczytałam do tond i strasznie żałuję, że wcześniej nie zajrzałam, ale nadrobię.
    Czyta się lekko i z uśmiechem, a głównej bohaterki nie da się nie lubić.
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Ojej, Angela, miła niespodzianka :)
    Dziękuje pieknie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania