ile nóg ma stonoga (TW 5)

Postać: Gosposia na gwałt potrzebna

Zdarzenie: To długa historia

Gatunek: opowiadanie przygodowe/drogi

 

 

Odkąd przyjęli stonogę Joannę do saperów, wiecznie chodziła niewyspana. Musiała wcześnie wstawać, aby zdążyć na służbę. Była stonogą, więc czynności związane z porannym rozruchem trwały znacznie dłużej niż u innych. Kapcie stały równo przy łóżku, jeden obok drugiego, jak żołnierze na defiladzie. Stonoga założyła je i poszła do łazienki za małą i dużą potrzebą, a także aby umyć się. Zdjęła kapcie przed wejściem pod prysznic. Wszystko trwało i trwało, stonoga myła swoje sto nóg, każdą z osobna, każdą bardzo dokładnie gąbką i mydłem. Potem założyła kapcie, wróciła do sypialni i zdjęła kapcie. Zdjęte kapcie ułożyła równo przy łóżku, wyciągnęła z szafy plastikową torbę ze skarpetkami. Założyła skarpety, potem bieliznę i saperski mundur, zapinany na czterysta pięćdziesiąt guzików. Wszystko to musiało długo trwać, a potem wzuła jeszcze pięćdziesiąt par saperskich ciężkich butów. I dopiero wtedy mogła wyjść z domu. A potem i tak zawsze się wracała, żeby sprawdzić, czy kapcie stoją równo przy łóżku. Wieczny brak czasu sprawił, że zapuściła dom i teraz stonoga Joanna postanowiła poszukać jakiejś gosposi, która posprzątałaby ten cały bałagan. Dziś miała wolne, więc wybrała się do miasta, do Biura Wynajmu Gospoś, szła przez łąkę, miasto było jeszcze hen daleko, a łąka nic sobie z tego nie robiła, tylko rozciągała się.

Za kępką trawy spotkała ślimaka Zenka. Kiedy Zenek zobaczył Joannę, wystawił rogi. Joanna dała mu w zamian trochę białego sera.

- Pożycz nogę - powiedział ślimak Zenek.

- Nie mogę - odparła stonoga.

- Tylko nie mów, że nie możesz, przecież aż sto nóg masz. Nawet nie zauważysz jak mi jedną dasz.

- Nie mogę. Służę w oddziale saperskim. Trzymam nogi na miny.

Ślimak rozszlochał się tragicznie.

- Mnie nigdy nie wezmą do saperów. Z jedną nogą nie mam szans. Wystarczy, że raz bym wdepnął i już po krzyku. Nie to co ty. Nawet w adminstracji mnie nie chcą, mówią, że jak się za coś wezmę to sprawa się strasznie ślimaczy. A ja, cóż ja, jestem tylko zwykłym ślimakiem, w dodatku bezdomnym...

Stonoga Joanna patrzyła na ślimaka Zenka i żal jej się go zrobiło. Był to ślimak bezskorupowy, brzydki i oślizły, cały aż lepił się od śluzu, oprócz tego przy kolejnym spazmie posmarkał się paskudnie.

- No dobra - powiedziała stonoga Joanna i pożyczyła nogę Zenkowi.

- Dziękuję ci bardzo. Masz dobre serce - odparł ślimak i sobie poszedł.

- A kiedy mi oddasz? - zapytała dziewięćdziesięciodziewięcionoga, ale nie doczekała się odpowiedzi. Pewnie Zenek już oddalił się na tyle, że nie usłyszał pytania.

Dziewięćdziesięciodziewięcionoga poszła dalej w stronę miasta i za obłym kamieniem spotkała ślimaka Mieczysława.

- Pożycz nogę - poprosił Mieczysław.

- Już jedną pożyczyłam.

- No właśnie. Widziałem. Jeśli mogłaś pożyczyć Zenkowi, to możesz pożyczyć również mi.

- Ale ja potrzebuję swoich nóg.

- Tyle ich masz. Jedna noga w te czy we wte nie robi różnicy.

- Pożyczyłam Zenkowi, bo jest bezdomny.

Mieczysław rozpłakał się.

- A jeszcze dałaś mu sera. Widziałem przecież. A mi nic, ani sera, ani nogi. A przecież ten dom, co mam, co to za dom! To bardziej komórka jakaś, szopa, a nie dom, ledwo się w nim mieszczę, w dodatku muszę cały czas nosić ten dom na plecach. Ach! Co za podły los! Chciałabyś dźwigać własny dom na plecach, w świątek, piątek i w niedzielę? A jeszcze potem będą wypominać ci, że przecież masz dom, więc czego w ogóle chcesz, i jeszcze jakiejś nogi się domagasz...

Joannie zrobiło się przykro. Nie chciała dłużej słuchać lamentów Mieczysława. Pożyczyła mu nogę. Ślimak Mieczysław podziękował i sobie poszedł.

Poszła sobie również dziewięćdziesięcioośmionoga, ciągle w tę samą stronę, czyli w stronę miasta, gdzie spodziewała się znaleźć jakąś gosposię, taki miała bałagan w domu, że potrzebowała jej na gwałt.

Droga była długa. Na łąkę spadł deszcz, ale łąka sobie nic z tego faktu nie robiła i rozciągała się tak jak zawsze. Joanna schroniła się pod liściem paprotki, zrobiło się mokro i wilgotno, ze wszystkich jam i zakamarków powyłaziły ślimaki.

- Pożycz nogę! - prosił ślimak Joachim.

- I mnie i mnie!

- I mnie.

Dziewięćdziesięcioośmionodze trudno było odmówić, skoro wcześniej już pożyczała, teraz nagle przestać pożyczać, byłoby niekosekwencją i niesprawiedliwością wobec tych następnych proszących.

Więc pożyczała Joanna następne nogi następnym ślimakom, w połowie drogi do miasta była już pięćdziesięciopięcionogą, potem, po spotkaniu pod przycmentarym rowem wielu nowych spragnionych nóg ślimaków, zostały jej tylko dwadzieścia trzy nogi. Dwudziestotrzynoga postanowiła już więcej nie pożyczać nóg, ale na rogatkach miasta znowu natrafiła na grupę wyjątkowo tragicznie rozszlochanych i roszczeniowych ślimaków. Po kwadransie targów i negocjacji Joanna była już siedemnastonogą, po następnym kwadransie zostały już jej tylko dwie kończyny. Ostatnim, któremu pożyczyła nogę był ślimak Józef, który tak długo mulił ją i płakał tak żałośnie, aż wreszcie zgodziła się na odstąpienie dziewięćdziesiątej dziewiątej nogi.

- Dziękuję serdecznie - powiedział Józef i sobie poszedł.

Jednonoga została sama, do miasta miała już tylko kawałek drogi. Była całkiem blisko celu, ale ponieważ miała jedną nogę, mogła tylko pełzać, albo podskakiwać. Wyprawa jeszcze bardziej się przedłużyła. Jednonoga zmęczona podskokami i pełzaniem już chciała zrezygnować i darować sobie gosposię, kiedy na jej drodze pojawił się żuk gnojarz. Kiedy zobaczył jak Joanna męczy się z chodzeniem na jednej nodze, obiecał jej pomóc. Wrócił po kwadransie i pożyczył jednonodze kule. Joanna podziękowała i pokuśtykała do Miejskiego Urzędu Wynajmu Gospoś. Nawet jej nie wpuszczono! Nieuprzejmy portier nie chciał otworzyć bramki, mówił, że to urząd specjalnie stworzony dla stonóg, w ramach wdzięczności za ich służbę saperską, a nie dla jakiś wybrakowanych kuśtyków.

Jednonoga Joanna długo wracała z miasta do domu. Nie zdążyła przed zmrokiem i na schodach do werandy przewróciła się i złamała sobie ostatnią nogę. Zabrało ją pogotowie. Trzy miesiące leżała w szpitalu z nogą w gipsie.

Zwolniono ją ze służby u saperów. Kiedy wróciła do domu, próbowała odzyskać nogi, które tak lekkomyślnie rozpożyczyła ślimakom. Większość z nich nie odbierała telefonów i nie odpisała na maile. Ci nieliczni, którzy raczyli podnieść słuchawkę wyśmiali ją, że po trzech miesiącach zawraca im głowę takim drobiazgiem. "Też masz powód, żeby dzwonić" mówili. "Nie zawracaj mi głowy jakąś głupią nogą" - dodawali.

Jednonoga nic nie wskórała. W dodatku żuk gnojarz upomniał się o swoje kule. Kiedy sobie poszedł z kulami pod pachą, jednonoga Joanna położyła się do łóżka i cicho zapłakała.

Na podłodze w równym rzędzie, jak żołnierze na defiladzie stały kapcie. Sto sztuk. Siedemdziesiąty szósty kapeć lekko wystawał przed szereg. Joanna nic z tym nie zrobiła, bo serce jej pękło.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Nuncjusz 2 miesiące temu
    Tragiczna ta historia
  • pkropka 2 miesiące temu
    Bardzo smutne, ale bardzo długie i na gwałt. Podoba mi się tka robaczkowa lekcja asertywności.
  • sensol 2 miesiące temu
    dzięki za wizytę. Twój zestaw długo się odleżał
  • jesień2018 2 miesiące temu
    Ojej. To jest właśnie przykład bardzo smutnej historii opowiedzianej w zabawny sposób. Ale muszę przyznać, że jednak to, co zostało, to smutek. Biedna, dobroduszna, naiwna stonoga. I te kapcie na koniec! I ten jeden, który nie stał w równym rządku! Och, Sensol… Podobało mi się, no. Bardzo.
  • sensol 2 miesiące temu
    dzięki za odwiedziny - dopiero dzisiaj się udało coś napisać
  • Ritha 2 miesiące temu
    „Była stonogą, więc czynności związane z porannym rozruchem trwały znacznie dłużej niż u innych. Kapcie stały równo przy łóżku, jeden obok drugiego” :D
    „Potem założyła kapcie, wróciła do sypialni i zdjęła kapcie. Zdjęte kapcie ułożyła równo przy łóżku, wyciągnęła z szafy plastikową torbę ze skarpetkami” :DD

    Miałam popaczać czy może jakieś błędy (pewnie ni ma u Ciebie), ale nie mogę. Twoje opka to total odmóżdżacz. Uwielbiam.

    „Dziewięćdziesięciodziewięcionoga” :D
    Dialog z Mieczysławem – miodzio.
    „Dziewięćdziesięcioośmionodze trudno było odmówić, skoro wcześniej już pożyczała, teraz nagle przestać pożyczać, byłoby niekosekwencją i niesprawiedliwością wobec tych następnych proszących” – w myśl przysłowia „daj palec…”, biedna dziewięćdziesięcioośmionoga Joanna :(

    „Jednonoga została sama, do miasta miała już tylko kawałek drogi. Była całkiem blisko celu, ale ponieważ miała jedną nogę, mogła tylko pełzać, albo podskakiwać” :(

    Boże, jakże mi teraz jest smutno z powodu beznogiej stonogi :( Ale napisane jak zawsze zacnie. Lekkość narracji wymiata.
    Pozdro, Sensol :)
  • sensol 2 miesiące temu
    dzięki za wizytę. dobrze, że na czerwono podkreśla program, jak się wrzuca tekst. dużo błędów można usunąć. szkoda, że tak późno się zebrałem.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Tyż mam zaległości ;)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Cudowne, smutne, wieloznaczne, wykurwiste.
    Jest tu wszystko. Dzień świra z kapciami (aż się cieplej w sercu zrobiło). Jest cudna, wielowymuarowa historia. Naprawdę kapitalny tekst.

    "A potem i tak zawsze się wracała, żeby sprawdzić, czy kapcie stoją równo przy łóżku." - można wyciąć "się".
  • sensol 2 miesiące temu
    dzięki za wizytę. myślałem nad tym "się", nawet wyrzuciłem, ale potem wstawiłem na nowo. chyba zostawię tak jak jest. ale dzięki.
  • Adelajda miesiąc temu
    Nie ma to jak rozczulać się nad jednonogą o 2:30 w nocy. To trzeba mieć talent żeby o zwykłej, pozornej stonodze napisać coś, co człowieka zżera słowo po słowie. Nie lubię Cię za to.
    Genialny tekst, choć moje serce skradł koszminder kosziminder kominder.
  • sensol miesiąc temu
    dzięki za wizytę. myślałem, że już nikt nie zajrzy
  • Basileus miesiąc temu
    O tak, i ja tu przykuśtykałem na jednej nodze.
    Co tu dużo mandziolić? Zazdroszczę pomysłu i wykonania. Sam chciałbym umieć kiedyś pisać z taką bystrością umysłu i zwinnością nadgarstków.
    Pozdrawiam.
    Cinque
  • sensol miesiąc temu
    dzięki za odwiedziny i słowa ku pokrzepieniu serca :)
  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Hej,
    Świetne opowiadanie :)
    Pozdrowionka
  • sensol miesiąc temu
    dzięki za przybycie. zdravia :)
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    Podoba mi się. Nawet bardzo, bardzo.
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    Dobry wieczór!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    Sensol, oto Twój zestaw:
    Postać: Dziunia
    Zdarzenie: W kawałkach

    Gatunek (do wyboru): Fantasy/dark fantasy lub Pamiętnik/dziennik/retrospekcja lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 9 czerwca (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    https://treningwyobrazni.blogspot.com/2019/05/ile-nog-ma-stonoga.html
    :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania