ilośńejakoś (piśmienny rozbrat)

Ilość, nie jakość, mówili. Ilość, nie jakość, mówię za nimi. Zabawić się w ilość nie lada pora. Hej! Hyc! O tak. Ilość, nie jakość. Ilość, n i e jakość. Tak jest. Powtórzę. Ilość nie jakość. I l o ś ć n i e j a k o ś ć. Takjest. Zdaje się już, że tak będę tylko ilości pompował, całą formę tego piśmiennego rozbratu podporządkuję ilości wyłącznie. I w tym kształcie się zaśmieję, niby inteligentnie rozpompowawszy całee tylk ideee wyłoże, rozłożę, unaocznie, wyświetlę. Plyf/ Nic nie wyświetlę. Ale ta ilośćniejakość to nadal kształt tylko, w który muszę sobie wskoczyć, bądź nie muszę. Obnoście się ze swoją ilością, głaszczcie się ością. Inteligentnie nader łechczcie własne ilośiotwórstwo, a jego łechtanie rozłechczcie i was samych. I wy i ja i wszelkie oni mają do ilości bezwzględne prawo. Choć prawo niepoliczalnym się zdaje być rozilościowanie jego czy abstrakcją pozostaje.

No nie.

No właśnie.

Czujmy się zapraoszeni do ilości jako jej współtwórcy. Nie bójmy się jej rozpracować i nad nią pracować chociażby. Nie cel jest celem, lecz sama kwantyzacja.

Ilość jako wykres:

Hej:

************** Zliczyć tak można, próbować ilość uchwytywać. Wpychać w ograniczenie. Odbierać jej ilościowość. Nie chciejmy nad ilością zbytnio myśleć! Nie bójmy się sprzeczności. Nawet lepiej! Nie doprowadzajmy się do niej.

Ilość jako brak wykresu:

Tak jest:

O. Ilość. Tu ilości znacznie więcej. Bowiem ilość jest w nas i naszej niewiedzy. To co ja czynię ilością usiłuje być, niezupełnie mi oceniać, czy zupełnie nią się staje. Gdybym tak oceny się dopuścił, musiałbym wpakować tak naszą ilość w pewne foremki, wykresiki, liczydełka i tyle by z ilości zostało. Ilość jedynie poza moją świadomością i w odległości od woli jej wyświetlania, może istnieć poza aktem istnienia, poza jego doświadczeniem i świadomością i w ten sposób istnieć w końcu w ogóle. A jednocześnie tak absolutnie.

No i po co chciałem tu skończyć linijkę i dać wybrzmieć powyższemu zdaniu? Aby dać wybrzmieć powyższemu zdaniu? To może jednak wcale nie chciałem skończyć tu linijki? Ano problem ilości w jej definiowaniu (zgrozo) wyświetlił się. Bo cóż. Tamtym zdaniowym zagadnieniom przypisałem pewną globalnie ilość. Rozdzieliłem zagadnienie. Zmierzyłem się z rzeczą myśląc o stukaniu w miedze ilości. Błąd. Zahaczyłem o niby wyświetlanie ilości. Wyświetliłem PROBLEM.

 

Problem jako jedyne, co wyświetlić się daje. Wyświetla się daleko poza ilością najwyżej problemat efemeryczny sukinsyn. Mianowicie siląc się na jakiekolwiek wyświetlenie, kończę wyłącznie na kreacji. A jak się okazuje, nie mogąc kreować w ramach ilości, kreuję wyłącznie w ramówkach świadomości, której to ostateczną jurysdykcją problemik wyłącznie jest. No i tak od kwestii dotykania ilości, płynnie i nader słusznie doszedłem do zagadnienia kontaktu z problemem. I tu osiągam dotyk. I jest słowem dobrze.

Okazało się, że o problemie wyłącznie problematyzuję

 

Ale czy to źle? Nie wiadomo. To tak jakby uznać cośrobienie za złorobienie. Problematyzowanie określa tylko wszelką potencję. Więcej problematów - "no proszę no smiało, działaj, a jeszcze się uda". Można tylko pomyśleć, czy namnażając (??) problemowość nie możemy uciec z pewnych zakresów wydolności rozproblemowującej i problemowtórnej ( finalnie problemotwórczej). Bo dobrze w problemy się wikłać. ALE Więc mnóżmy problemy, poweźmijmy potencjał. W tej właśnie myśli upadamy, wikłamy się (mam nadzieję, że wiecie dlaczego). Dajcież przemilczeć to pojęcie!!

Pozdrawiam z wirów entropi.

Trzymajcie się gorąco!

 

 

No i gdzie zginęła nasza ilość?:(ilość: problemu entropia(poza wyznaczaniem)!:)

Ano ilość. Iloś. No taka iloć. Ilość nasza. No właśnie hura, bęc tu jes problem(!!). Ilość zjawia się tu i tam, ale małość mojego o niej myślania zdaje si ją wyznaczać. I tu problem. Bo skoro moje działanie ją wyznacza, to ja nagle nad ilością mogę kontrolę przejąć. I całe zjawisko wikłam w autoanihilacje. A ilość wyłącznie bimba na cały mój pot.

Ot.

Przegrałem z ilością.

Wygrałem z jakością.

Jakość zwyciężona.

Jakość upadła.

Łączę się w radości.

Dobrze.

 

Pozdrawiam!

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Justyska 3 miesiące temu
    Przeczytalam. Rozbolala mnie glowa pd nadmiaru :)
    "Okazało się, że o problemie wyłącznie problematyzuję"- :)
    Dobre to.
    Pozdrawiam
  • GrzybySąSpoko 3 miesiące temu
    Dziękuję i pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania