.

.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jesień2018 2 miesiące temu
    Nie jest to rodzaj tekstu, który lubię najbardziej, nie wszystko też zrozumiałam (co zrobiła bohaterce przyjaciółka, jak ją "zabiła"?). Ale poruszył mnie. Ta ostateczna strata, żal za tym, co było i nie wróci, czułość. Piękny akapit zaczynający się od "Nie martw się..." Ścięcie włosów jako wyraz ostatecznej rezygnacji. No pięknie.
  • Lamb 2 miesiące temu
    Witaj :). Nie jest dookreslone jak ją zabila w sposob celowy. Podoba mi sie bardzo tworzenie mikroświata, ktory czytelnik widzi fragmentarycznie. Nastroju prywatnosci.

    Zamysl na ten tekst mialam taki, ze to pisze dziewczyna u podnoza jakiejs zaglady zewnetrznej, pewna nadchodzacej smierci, by jakos uporzadkowac sprawy z siostra. Gdyby taka osoba pisala, zwracalaby sie raczej tylko do niej. Nie rysowalaby obrazu z mysla o czytelnikach niezorientowanych w sytuacji i realiach, nie kreslilaby tego w sposob szkolny, bo zwyczajnie nie widzialaby potrzeby.
    Chcialam sie w cos takiego wczuc, majac nadzieje ze tekst zyska na wrazeniu autentycznosci i naturalnosci, tym samym nabierajac wiekszej mocy.

    Ale oczywiscie moglo wyjsc tak se.
    Sposob pisania, gdzie nonszalancki stosunek do tego, ile wyniesie czytelnik, ile zrozumie - ma i osiaga w nim mistrzostwo jogodolas wedlug mnie, a Jolka jest mistrzynia budowania prywatnosci i intymnosci.

    Ja sobie tylko probuje, podryguje costam. Nie obfituje moja egzystencja ostatnio w dramatyzm (bogu dzieki, starczy), jest calkiem byczo, wiec napisalam cwiczebnie, nastrojem Pocztowek z Ochrydy chyba nieco nasycona i zainspirowana tym, jak tam klimat utkano.


    Bardzo dziekuje za obecnosc i ciekawy komentarz.
  • jesień2018 2 miesiące temu
    Lamb naprawdę mi się podobało, nastrój prywatności oddany jest pięknie, ale w międzyczasie nazwało mi się to, co mi nie pasuje. Bo owszem, czyta się, że to się dzieje "u podnóża jakiejś zagłady", więc wydaje się, że bohaterkę powinno zabić to, co wszystkich. A nie siostra. No ale ja z kolei lubię pisanie, gdzie wszystko ma swoją przyczyną i mniej więcej wszystko się wyjaśnia (możliwie nie bardzo wprost) - więc pewnie ten komentarz pasuje do Twojego tekstu jak pięść do nosa :)
  • jesień2018 2 miesiące temu
    PS. 5 jest ode mnie ;)
  • Lamb 2 miesiące temu
    jesień2018, tak, zabije ją to, co wszystkich.
    Siostra zrobila jej cos w przeszlosci, zabila ją w sensie metaforycznym, pisze do niej, bo nadchodzi smierc niemetaforyczna, no i ten typ nalega, by ona jej wybaczyla, o czym bohaterka wspomina.
  • jesień2018 2 miesiące temu
    No tak. Tak czytałam za pierwszym razem, a po Twoim komentarzu mi się wszystko pomerdało. Oczywiście, że siostra jej nie zabiła, skoro bohaterka wie, że umrze wkrótce. To słowo "zabić" jest chyba niefortunne w tym kontekście, wiesz? Dzieci Dżonsonów zabiły bomby, to nic, że mnie wtedy zabiłaś... Chociaż pewnie to celowy zabieg. Echh. Namieszałam, znikam, sorry!
  • Lamb 2 miesiące temu
    jesień2018, wydawalo mi sie, ze skoro w sensie fizycznym jeszcze zyje i pisze, to zabicie z przeszlosci tym samym nabierze charakteru metaforycznego.
    Dobrze czytalas za pierwszym razem, moze ja pomieszalam komentarzem, jednak teraz jest jasno :).
    Za ocene i pochylenie sie nad tekstem bardzo dziekuje :).
  • Adelajda 2 miesiące temu
    "Wielki trup nieba oblepia miasto posiniałym ciałem." - piękne

    Całość również w specyficznym klimacie, charakterystycznym dla Twoich tekstów. Podoba mi się, że jest w tym utworze coś nieuniknionego, coś nieodwracalnego. Jakby śmierć była przewodniczką i towarzyszką. Ładny motyw z tym mchem.
    Bardzo na tak.
    Pozdrawiam.
  • Lamb 2 miesiące temu
    Bardzo dziekuje :). Wlasnie chcialam, by ten mech tak powracal, jak przebijajaca sie nadzieja, a jednoczesnie taka mysl, ze swiat nie stanie po czyjejs smierci, nigdy
  • jagodolas 2 miesiące temu
    Kurde, dzięks Lamb. A co do tekstu to przy pierwszym czytaniu przypomniał mi się film Blue Velvet. Potem to skojarzenie wydało się bez sensu, bo klimat tu raczej inny. To co groźne spięte jest klamrą tajemniczości. Napromieniowany zajączek, lusterko? Nie wiem jak to ugryźć. Coś tu brutalnego jest chyba. Dla mnie do wielokrotnego czytania tekst
  • Lamb 2 miesiące temu
    Zajaczek to tak ledwo musnięty temat, raczej trudno byloby odgadnac intencje przy tak zamknietej, krotkiej wzmiance. Ogolnie moj pomysl na zajaczka byl taki, ze wokol umierali ludzie itp, a on jej opowiadal bajke w desen, ze nawet serduszko zajaczka zostalo w jakis sposob potraktowane z godnoscia i pochowane, choc to oczywiscie nieprawda. I zajaczek pewnie nie umarl z napromieniowania, pewnie w takich warunkach ktos go zeżarl po prostu, koncu zajaczek ma mieso :).
    Kwestia zajaczka w miescie wojny miala byc nieco alicjowa i bajkowa, same poszlaki. Mysle ze moze mogla zobaczyc rozerwanego zajaca, wiec ratowano ją bajką o kamieniu i serduszku.
    Ale to takie moje bajania, rozumiem ze ledwo wspomniany zając nie mogl zadnym chujem byc w pelni jasny.

    Dziekuje Ci bardzo. Milo Cie goscic.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Sporo można wyimków zrobić. Parę rzeczy z metką "cudo" się by znalazło. No ale...
    Tekst jest sygnałem — może nawet podprogowym — zwiastunek kolejnej studzienki. Jeśli to karuzela, moment topu niedawno był. Teraz niestety będzie powolny i głęboki zjazd.
    Plus to pod kątem twórczym, ale to, że ta jaskółka ma spalone skrzydełka... cóż, nie pomoże Ci to. Będzie wpierdol. Czuję, że Twój łeb zafunduje Ci wpierdol.
    Ale może się mylę. Zawsze przed wpierdolem śmiechy są nieco bardziej histeryczne. Potem jest moment zajebistych refleksji i nawet jeśli ubiera się to w coś lub kogoś, to... niektórych ciężko oszukać. Czasem łatwiej siebie.
    Bardzo dobre Twoje. Może jedno z tych lepszych. Słowa nie są tu walorem dla samego bycia walorem. Nie są piękne, by przykuwały wzrok. Kompozycja jest naturalna. Nie ma cudnych sreberek krzyczących, o tu, paczta, zwróćta na to uwagę.
    Duża doza szczerości i początkowych auto-uświadamień.
  • Lamb 2 miesiące temu
    Czytam i mi usmiech splywa, gdyz te przepowiednie. Ale - cenie za szczerosc w podawnaniu tych przeczuc.
    Za odczucia, ktore czesto harmonizuja z nadaniem.

    Co do mnie: nie czuje, by wagonik zjezdzal juz w dol, choc moze, jak mowisz, podswiadomie juz mam te szmery w serduszku, skoro slyszysz w slowach. Powolny i gleboki zjazd jeszcze chyba nie teraz, gdybym miala obstawiac, bo jest bardzo okej. Druga sprawa, ze z jednej z najglebszych studzienek w zyciu dopiero sie wygrzebalam, i teraz poszlo w drugi biegun. Tak szybko wpadac w wykopane przez siebie doly znow nie chce.
    Teraz mam akurat po co je przeskakiwac ;). Ale jak sie nagle obudze w glebokim dole, to sie za szczegolnie nie zdziwie.

    Tekst jest mocno kreacyjny, akurat w nim niewiele obecnej mnie. Na pewno Wasze Pocztowki nastroily mnie na nabazgranie czegos osuwajacego sie w ramionka smierci do werbli zdziczalych resztek miasta. Wiec zawdzieczam Wam inspiracje poniekad.

    Mialo byc naturalnie i bez sreberek, tak wlasnie zem probowala i ciesze sie, ze jest to dostrzegalne.

    Dziekuje i pozdrawiam, Mister Can.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania