Kahuna: Święte Igrzyska - A. Rajzarian (zapowiedź)

Podzielę się z Wami kolejnym fragmentem mojej powieści, gatunku fantasy, podkreślam dla ścisłości. Tym razem są to dwa teksty o stronach konfliktu zbrojonego.

 

Tak jak Tolkien wykreował wątek niesamowitej i głębokiej wojny, stawiając naszą cywilizację, w rolę nacji. Tak jak orkową rasę zamknął w nacje wrogą ludzkiej. I inne legedarne stworzenia obioł w ramy sąsiednich nacji: (kraj krasnoludow, goblinów, elfow itd).

I co jest tym genialnym elementem Władcy Pierścienii, który podbił serca krytyków i czytelników. Tak i ja, w swoim Uniwersum Szamanów, pracując nad przebiciem Tolkiena, więc i nie powielając jego schematu, (schematu fantastycznych państw), wykreowałem wojnę pomiędzy ludzmi symbolizujacymi ludzi wierzących z ludźmi symbolizującymi niewierzących. Co również w stylach bojowych się wyraża, i co tworzy niesamowity efekt! Tak markowy dla tego mojego universum prozy.

 

Akcja tego fragmentu, rozgrywa się na pustyni w dolinie Fe:ros, gdy podróż Rao i innych, do mitycznej światyni Toa, zostaje uniemożliwiona, z powodu przecinającej ich drogę, armii vaków. Zapraszam do czytania.

 

"- Słyszycie? - zagadnoł ich Gor zastygając w ruchu. Pozostali zaczeli nasłuchiwać, przestraszeni. Po chwili cała dziewiątka naszych młodych pielgrzymów upadła na piach. Obejrzeli się na siebie przerażeni, i już po chwili wiedzieli co się dzieje. Przeczołgali się na północną wydmę. Wychylili głowy zza piachu. I ujrzeli to, czego woleli by nie widzieć. Przez pustynie maszerowały legiony uzbrojonych i głośnych vaków. Migotały ich obsydianowe pancerze i oręż. Powiewały czarno czerwone flagi. Dudniły bębny wojenne. - Gdzie oni idą? Wyszepała sparaliżowana ze strachu Mahi. Gorr odpioł lunetę i spojrzał na wschód, w kierunku do którego zmierzali. - Bardziej mnie interesuje jak ich ominąć - wyszeptał Rao. - Nic tam nie widzę - odparł Gorr. Dzieciaki wycofały się. Pobiegły w stronę piaskowych skał, a następnie pochowały się w odkrytym tam wyłomie. - może poczekamy? - rozmyślali. Ziemia drżała. Musieli czekać. To dobry moment, bym Wam opisał o tym jak wyglądają wojownicy i czym się posługują na polu bitwy. Najważniejsze jest to, że Vaki nie mają wśród swoich jednostek tych, jak ich nazywamy, szamanów. Brzydzą się naukami przywoływań. Za to, od dziecka wychowywują swoje młode, do walki fizycznej i zręcznościowej. Tak więc wśród coa (wojowników) vaków są kasty szkolone do wali ogromnymi kamiennymi buzdyganami, młotami, drewniano-obsydianowymi toporami, kilofami, widłami i maczetami. Ale nie używają tylko broni białej (czyli takiej do walki na krótki dystans). Vaki do walki na dystansie używają noży rzucających, harpunów, dyskow, kól, a najzwinniejsi z nich szkoleni są w technice szycia z potężnych vak-łóków. Ale to nie wszysko. Jest też ta przeklęta magia. Są vaki, parający się ma-gią. I od początku widzieli w niej potężny potencjał, ze względu na to, że sam nasz Bóg, Bóg ludzi, zakazał nam jej używać. Eksperymentowali więc przez te wszystkie lata, i tworzyli za jej pomocą bluźniercze rzeczy, i to z pełną nienawiścią do Toa. Po pierwsze, za pomocą magii, zaklinają oręż i strzały, przez co są niesamowicie wytrzymałe, i zaklinają pancerze tak, by wysysały manę z naszych coa. Po drugie za pomocą magii mutują niewinne zwierzeta, tworząc z nich cierpiące monstra i posłuszne potwory do zabijania nas, ludzi. Po trzecie mutują za pomocą magii samych siebie, tak, że za pomocą zaklęć rosną na masie i w wytrzymałości. Za cenę cierpień, oczywiście, bo magia rozrywa ich dusze, czego niestety nie chcą wiedzieć. Po czwarte, moim zdaniem zajstraszliwsze, za pomocą magii zaklinają specjalne do tego rzeźby, aby tworzyć z nich, ruchome konstrukcje. Są to glatorianie, czyli kamienni strażnicy, oraz olbrzymie golemy, którymi sterują od środka, niczym znanymi w waszym świecie czoł-gami. Tworzone w ten sposób są także potężne pojazdy, katamarany, których używają do rejsów po morzach i są to także, w końcu, wimany, którymi patrolują niebo. Wracając jednak do naszej dziewiątki pielgrzymów, w oddali zobaczyli właśnie, wyłaniające się zza wydm te olbrzymie golemy wojenne. Wykonane z piaskowca, olbrzymie, humanoidalne kolosy, dzierżące mozolnie olbrzymie młoty. Jeden za drugim. A każdy krok ich powodował wstrząs. Raon zauważył, że były zbyt czyste i nieuszkodzone, co mogło oznaczać, że są świerzo wykonane. Wysnuł więc teze, że wędrują prosto z wytwórni. - myślicie... - wyszeptała Mahi, po czym przełkneła ślinę i dokończyła - ...że odkryli jakieś katakumby naszych? - Oby nie - odparł Rao. Mijał czas, a wojsko nie kończyło się. Po godzinie czekania dzieciaki pobudziły się widząc coś dziwnego nad sobą. Ujrzeli, na białym niebie, trzy, lewitujące kolumny. To były właśnie wimany, vaków."

 

A teraz fragment opisu drugiej strony konfliktu, ludzi. Gdy młodzi pielgrzymi znaleźli się w obozie szamanów coa, na pustynnej dolinie Feros. Jest to fragment pretekstowy w powieści, do opisania drugiej strony konfliktu zbrojnego. Jak więc wyglądają żołnierze ludzcy w fantastycznej Polinezji?

 

"Wcześniej opowiedziałem wam jak wygląda wojsko vakow. Jak to oparte jest ono, na sile fizycznej, zręczności i magii. Nasi, ludzie, w tej wojnie, używają zupełnie przeciwnych technik walki. Żaden z członków szamanów kasty wojowniczej nie używa broni białej, ani też miotającej. Nie wolno bowiem żadnemu z nas używać magii, ani broni, ze względu na zakaz nadany przez Boga, którego przestrzegamy jako jego wierni słudzy. Nasi wojownicy więc nie mają ani siły fizycznej, ani zwinności, ani też nie znają zasad magii. Jedyne na co stawiają szamańscy wojownicy w walce, to spryt, i spirytyzm. Tylko to. Tak więc Rao w obozie Ianjai, przyglądał się teraz otaczającym go, mizernym, wychudzonym i słabym wojownikom. Mieli na sobie tylko lekkie białe szaty, (zdobione złotymi wzorami), i totemy, (trofea zwierzęce (np kły i rogi)), zwiększające zasób many (zawieszane na szyjach, rękach i nogach), pasy z miksturami many i fetyszami wojskowymi. Kilkunastu patrolowało teren przechadzając się przez drewniane mosty nad głową Rao. Kilku siedziało przy ognisku wykonanego z duszków ognia. Kilku czyściło futro katarami'ów (olbrzymich duchów transportujących). Każdy z nich słynoł z poteżnego zasobu many. Zdolni byli przyzwać kilkadziesiąt duchów na raz! Które zmaterializowane, wyszkolone były by ostrzelać żywiołem, rozbroić lub nawet pożreć tuziny vakow, ba! Nawet oszachować ich wodza, zanim ten, w ogóle weszedł ze swoim wojskiem na teren plemienia ludzi. Tak właśnie ludzie w Rajskim Archipelagu są potężni.

Jednak niestety jak wiecie, te wspaniałe umiejętności nie pozwoliły nam wygrać wszyskich bitw. Jak już wcześniej wspomniałem, przeważająca większość wysp Rajskiego Arhipelagu została podbita przez tych nieludzi. Chodź jeden szaman przywołuje kilkanaście stworzeń bojowych, jak ich zwiemy, alfów spektrum, nasi przeciwnicy, vaki, siłą, zwinnoscią i magią znają się jak je rozbijać. (Rozbijać, ponieważ zmaterializowanych duchów nie da się zabić, po otrzymaniu obrażeń, jak już zauważyliście, poprostu wracają do fetyszy, z których zostały przywołane), (chociaż to nie do końca o to chodzi, ale o tym później). A gdy szaman nie jest w stanie się bronić za pomocą duchów, jest już bezbronny, i jedno cięcie obsydianową maczetą vaka, kończy jego żywot. Ci wojownicy, na których spoglądał Rao, dobrze o tym wiedzieli. Ale nie mieli za miaru tracić głów z tego powodu. Obmyślali strategie, jak ten tam! Po lewej stronie Rao, który wyszedł właśnie z tipi, zawiązał dredy, zapiął pas z fetyszami, oceniając gwiazdy na nocnym niebie. Szedł właśnie poćwiczyć nową. Nową strategię, przyzwania swoich duchów, w taki sposób, żeby mogły walczyć z wrogami, a jednocześnie zapewniały mu ochronę."

 

Te dwie armie, tak różne od siebie, zmierzą się ze sobą podczas wielkiej pierwszo-finałowej bitwy o dolinę Toa. Będzie o czym czytać, bo będzie się działo! Premiera już niebawem!

 

- Alexander Rajzarian KAHUNA: Święte Igrzyska

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania