Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kamilek

Rozdział I

Kamilek

O tym, że zdradzi swojego męża, wiedziała zanim jeszcze go miała. O tym, że będzie to robić zawsze wtedy, gdy poczuje gorszy nastrój, nie miała pojęcia aż to tego feralnego dnia, gdy zaginął ich pies. Faktycznie nastrój jej się wtedy skiepścił. Ukochana Bella była jej najstarszym dzieckiem. Ten żółty jak słonecznik pies, choć miał już swoje lata, wyglądał wciąż jak szczeniak, i tak też się zachowywał. Skakał, gdy wchodziła do domu, merdał wesoło ogonem, dawał się drapać za uchem. Właściwie robił wszystko to, co potrafi każdy pies. Ta zwierzęca przewidywalność stanowiła niemałe zaskoczenie, gdy po kilkunastu latach życia w domu, w którym nic nie było przewidywalne i jasne, trafiła na istotę, która, z jednej strony potrafiła jej się podporządkować, z drugiej zaś sama zmuszała ją do usystematyzowania tego życia na krawędzi. Bella była wszystkim, czego potrzebowała : dostarczała jej ciepła, atencji, rozrywki. Gdy pochodziła i czule kładła głowę na jej kolanach, świat się zatrzymywał, a czas przedstawiał istnieć. Była tylko ta miłość. Mówi się że ludzie są dla siebie połówkami, krążą po świecie, próbując się złączyć. Że taka jedność dusz może dotyczyć psa i człowieka, nie miała wątpliwości. Ten pierwszej raz, gdy zobaczyła ją na parkingu, zawiniętą w kocyk, wiedziała już, że będzie to miłość na całe życie.

Gdy spotkała męża, było podobnie. Tylko może bez tego kocyka. Świat się zatrzymał, a potem jak na złość wszystko zaczęło wirować. Relacje ludzi ze zwierzętami w ogóle są prostsze. Karmisz, tulisz, wyprowadzasz, podrapiesz czasem za uszkiem. Nawet jeśli krzykniesz, a potem przeprosisz, zwierzę nie żywi urazy. Wciąż jest wesołe, że pani przyszła, jest w domu, chętna do zabawy. Gdyby tak można było nieskomplikowaną relację uczuciową między człowiekiem a zwierzęciem przenieść na grunt międzyludzki, byłoby znacznie łatwiej. Przecież ona nie zawsze musiała wiedzieć, dlaczego krzyknęła na psa, miała gorszy dzień, nie smakowała jej kanapka w pracy, po grzbiecie zamiast pcheł biegały maleńkie wyrzuty sumienia, a miejsce pod ogonem swędziało okropnie. Przecież nie zrobiła nic złego, chciała się tylko zwąchać z takim jednym. Jego zapach był bardzo intrygujący, a fałdka spodni w miejscu penisa, obiecywała dużą kość nagrody.

Gdy go spotkała, miała już ustabilizowanie życie bankierki w pewnej firmie, rodzinnie też się wszystko układało. Na spotkaniu podsumowującym zyski z pierwszego kwartału, usiadł koło niej i trącił jej kolano wyprasowanym kantem spodni. Nie musiało się dziać nic więcej. Oboje przeżuwali w milczeniu podroby z porcelanowego talerza. Zapamiętała wzór z serwisu: żółtą łączkę, a na niej granatowe kwiatki. Wystarczyło teraz pójść zatańczyć. On niewiele mówił, ocierał się tylko o jej udo coraz bardziej nabrzmiałym członkiem. Spojrzeli sobie w oczy. Oboje wiedzieli, że muszą teraz wyjść. Do toalety, na parking, gdziekolwiek. Muszą rozsmakować się w sobie, dać upust rosnącemu pożądaniu. Tak bez słów. Gdy znaleźli się na parkingu, stanęli za najdalszym autem. Spojrzała na niego. Gdy ją pocałował, poczuła smak cukru i papierosa wypalonego przed godziną. Jego ręka zawędrowała wzdłuż lewego uda aż do biodra. Naparł na nią, przyciskając do maski samochodu. Dobrze, że miała trochę ciała, inaczej po seksie bolałyby ją kości. Grzecznie zdjął jej majtki i uklęknął przed nią na wysokości cipki. Rozgarnął nosem nieuporządkowane włosy na sromie i wsadził język między wargi. Mogła tylko się domyślić co poczuł. Zastanawiała się przez chwilę, co jadła, czytała kiedyś, że smak spermy zmienia się w zależności od spożytych posiłków. Czy tak samo jest w przypadku kobiety? Jeśli tak, nie było dziś najgorzej. Na śniadanie zjadła kanapkę z dżemem ananasowym, w ciągu dnia wypaliła dwanaście papierosów, zapiła prosecco. Smak cipki wydał się zachęcający. Nawet gdy była w toalecie, podtarła się pachnącym papierem. Wszystko więc było ok. Spojrzała z góry na jego głowę poruszającą się w miarowym tempie. Wyglądał jak pies, który chłepce wodę. Nie mogła już dłużej rozmyślać nad tym, bo nie dałaby się ponieść chwili. A było już blisko. Łechtaczka stwardniała i przypominała dorodną wiśnię z pestką. Pewnie była tak samo błyszcząca jak skąpany w deszczu owoc. Sprawiła ta jego ślina i, co nie dało się ukryć, językowe umiejętności. Ciekawe, jak je ćwiczył i na ilu fantomach.

Na parkingu zaczął się ruch. Ktoś trzasnął drzwiami starego mercedesa. To pewnie Aśka z działu zaopatrzenia. Zawsze wychodziła pierwsze, bo w domu czekał na nią mąż i dzieci. Cholera, to tak jak na nią. Opamiętała się przez chwilę, znów spojrzała na kiwającą się głowę mężczyzny, którego widziała pierwszy raz w życiu. Seks z nieznajomym jest ciekawy, ale tylko do momentu, gdy sobie uświadomisz, co będzie potem. Skończycie i co? Podacie sobie ręce? A może buziaka? On da ci swoją wizytówkę, a ty nie obiecasz, że zadzwonisz? Szkoda, że nie pomyślała o tym wcześniej. Już przestało jej się podobać. Facet męczył się i męczył. Teraz pewnie będzie miał ochotę na rewanż. Uprzedziła jego myśli. Podniosła mu głowę, spojrzała w maślane oczy i krótkim gestem poprosiła, aby wstał. Teraz była jej kolej. Nie chciała robić mu loda. Wolała się odwrócić i zaproponować seks od tyłu. Przyjął tę propozycję bez mrugnięcia okiem, już się tyle wyczekał, tyle nalizał, chciał w końcu też coś mieć z tego wieczoru. Rozszerzył jej nogi, wsadził palec w pochwę, jakby sprawdzając, czy tam w ogóle jest. Była otwarta i mokra. Zapytał tylko, czy może do środka. Kiwnęła głową. Jego członek był szeroki, ale dość krótki. Może to wina pozycji. Samochód miał dość wysokie zawieszenie, nie mogła się dostatecznie nachylić. Ale czuła go. Rozpychał się w jej tkankach, jak barczysty żołnierz w gąszczu tropikalnego lasu. Kołysał na boki, jakby chciał sprawić wrażenie, że jest go więcej. Zamiast tego było gorąco i niewygodnie. Samochód rozkołysał się. Jego pchnięcia stawały się coraz dłuższe. Wiedziała, że niebawem skończy. Pomyślała, jak komicznie musi to wyglądać z zewnątrz. Facet z opuszczonymi spodniami ugniatający z przodu maskę samochodu. Myślała o tym, by już skończył. Spuścił się i podziękował. Zdąży jeszcze wrócić na kolację i dopić prosecco.

Gdy skończył, opadł na nią bezwładnie. Popchnęła go pośladkami, dając znak, by się przesunął. Zszedł z niej i zataczając się, zaczął podciągać spodnie. Nie mieli chusteczek. Trudno. Ona wytarła się majtkami, on wciągnął bokserki. Nastała cisza, nie mniejsza niż wcześniej. Chciała go o coś zapytać, ale nie wiedziała jak. Za to on przybliżył się i wprost do ucha powiedział: „Kamil jestem”.

 

Po powrocie do restauracji, od razu poszła do łazienki. Spojrzała w lustro. Na jej twarzy nie widniała żadna oznaka zdrady, może poza rozmazaną szminką, która i tak trzeba poprawiać po każdym zapaleniu papierosa. Oprócz niej i tego miłego mężczyzny, który właśnie zrobił jej minetkę, nikt nie wiedział, o tym co się stało. Nie było fajerwerków, tak samo jak wtedy, gdy robiła to pierwszy raz. To filmy i książki sugerują, że jak straci się dziewictwo lub pierwszy raz zdradzi męża, kosmos wybuchnie. Ciekawe, czy tak samo myśli się

o pierwszym seks facetów. Zresztą u niech trudno się doliczyć, który stosunek byłby pierwszy: pierwszy raz ze sobą, pierwszy raz ręką, pierwszy raz ocierając się o prześcieradło, pierwszy raz na stojąco, leżąco, po dotknięciu piersi, po obejrzeniu porno w Internecie czy w toalecie, po pierwszym dotknięciu przez spodnie ud dziewczyny. Przeczesała włosy palcami, umyła ręce. Czuła się pusta w środku, jakby ktoś wyjął z niej korek jak z szampana i cała zawartość wylała się na zewnątrz. Nie wiedziała, czy odkorkował ją Kamilek, czy żałoba po psie. Bo Bella dzisiaj zaginęła i to był chyba główny powód, dla którego dała się tak ponieść emocjom. Gdy wróciła na salę, ekipa z jej firmy tańczyła na parkiecie. Grano jakąś rumbę.

-To dziwne - pomyślała, bo zupełnie nie znała się na muzyce, a teraz od razu wpadła na to, jaki to utwór.

Tego wieczoru na imprezie firmowej już nic nie wydarzyło. Pojechała do domu, wykapała się i grzecznie położyła obok męża. Objął ją ręką i zaświstał w ucho pytaniem „Jak było”?

- Spoko – odpowiedziała. Przygarnęła go do siebie i na śpiku dała się przelecieć.

- Home, sweet home- pomyślała, gdy skończyli i ułożyli się do snu jak łyżeczki.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Robert. M pół roku temu
    Miałem okazję przeczytać jakby o dualistycznej osobowości bohaterki.
    W pierwszej odsłonie można się rozsmakować w dobroci, empatii, przywiązaniu, a wręcz oddaniu tejże kobiety do czworonoga. Gdzie w każdym zdaniu, ba! Między czcionką czuć to ciepło emanujące z jej wnętrza. Zadawałem sobie pytania: - czy ja taki jestem, czy umiałbym tak wręcz się poświęcić?
    Dochodzi jeszcze samo osąd, wręcz ruganie za złe traktowanie Belli. Wyliczanie na palcach, że przywołam: - niepotrzebne bicie na oślep, byle sobie ulżyć, a odbiorcą jest jej wierny pies. Który cierpliwie znosi humory, bo wie, że to chwilowe, pani nie daje rady, ale tak naprawdę jest dobra i nie mógł lepiej trafić. Bo tak jest, ta osoba jest odpowiedzialna i wie, że nie może zawieść tego stworzenia. Wróć, to już nie jest dla niej tylko stworzonko, a przyjaciel, towarzysz, który zna jej słabe i mocne strony. I
    Pod koniec tego opisu następuje porównywanie tego, do relacji czysto ludzkich, a zwłaszcza do jej partnerstwa, związków z mężczyznami. Dla mnie to była taka namacalna aluzja do jej przeszłości, gdzie nie było dobrze by nie powiedzieć, że koło pozytywnego to nawet nie stało. To oczywiście na mój chłopski rozum, ot takie luźne przemyślenia.
    A skłoniła mnie do tego druga odsłona.
    Gdzie mamy do czynienia z wyrachowanym człowiekiem, nastawionym wyłącznie na zysk, spełnienie, który nie przejmuje się konsekwencjami. Akt zaspokojenia jest przedstawiony stricte technicznie, wręcz bez zastrzeżeń. Chyba najwięksi malkontenci opisów anatomicznych ciała mogą przyklasnąć, bo jest to ubarwione, naznaczone kolokwializmami, że nie da się tym nie zachwycić.
    Niestety by to mogło wzbudzić rumieńce na twarzy, czy przyśpieszony oddech musiałoby mieć nośnik namiętności, a na to raczej bohaterki nie stać.
    Ona wraca do mieszkania i spółkuje z mężem, a raczej pozwala mu na zaspokojenie siebie w akcie litości. Będąc złośliwym ( zdarza mi się czasem) mógłbym włożyć jej w usta słowa: - w końcu niech ma coś i on z tej nocy.
    I aż się nie chce wierzyć, że to ta sama kobieta, która rozwodzi się nad utratą psa by później…ni hu, hu…nie do uwierzenia.
    I znowu zadaję sobie pytanie: - Kto i ile razy ją skrzywdził? Bo nie podobnym jest by taka osoba stawała się taką za przeproszeniem suką. Osoba jakby z wyciętym układem nerwowym, która może po kopulacji z obcym człowiekiem spokojnie usnąć w ramionach swego „jedynego”
    Kiedyś pewna dziewczyna powiedziała mi: - słuchaj, po kilkukrotnej zdradzie, stałam się oschła, odeszłam i dziś jestem mocniejsza, ale coś za coś. Stałam się w stosunku do mężczyzn suką. Nie wiem, czy jeszcze jakiemuś gościowi uda się pobudzić mnie z przeszłości.
    Może w tym zdaniu tkwi odpowiedź?
    Tego nie wiem. Wiem za to, że jakbym miał być z ta panią, to wolałbym być Bellą, dostałbym więcej ciepła i serdeczności, niż jako mężczyzna. A seks? I tak, jako pies miałbym kontakt z sukami, wiec w tym wypadku i tak bym był do przodu.
    P.S. Nie wiem jak inne chłopy, ale ja nie liczyłem nigdy i nie robiłem selekcji na pierwsze razy w prześcieradle, robótki ręczne , przy seansie telewizyjnym itp. Prawdę mówiąc wolałem o tym zapomnieć, bo raczej to nie był powód do deliberowania.

    Kłaniam się.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania