Kampania wrześniowa Bitwa nad Bzurą Największa bitwa września 1939 roku

Kampania wrześniowa

Bitwa nad Bzurą

 

Bitwa nad Bzurą była największą bitwą stoczoną przez oddziały polskie w kampanii wrześniowej 1939 roku. Bitwa ta była jedyną przeprowadzoną na tak wielką skalę operacją zaczepną przeciwko Wehrmachtowi aż do 1941 roku. Uczestniczyły w niej oddziały Armii „Poznań” i cześć oddziałów Armii „Pomorze”.

 

Zgodnie z założeniami planu przekazanego w marcu 1939 roku dowódcom armii, polskie oddziały miały bronić niemal całej granicy polsko-niemieckiej. Północnej części granicy miała bronić Armia „Pomorze”, a na południe od niej rozlokowano Armię „Poznań”, dalej Armię „Łódź” i Armię „Kraków”. Od strony Prus Wschodnich granicę zabezpieczała Samodzielna Grupa Operacyjna „Narew” oraz Armia „Modlin”. Wojska odwodowe zgrupowano w Armii Odwodowej „Prusy”. Miały one zabezpieczać styk armii „Łódź” i „Kraków”. W związku z zagrożeniem od strony Słowacji Naczelny Wódz marszałek Rydz-Śmigły zdecydował także o wydzieleniu dodatkowego związku operacyjnego – Armii „Karpaty”.

Polski plan obronny (plan „Zachód”) zakładał stawianie oporu na kolejnych pozycjach obronnych, aż do czasu przystąpienia do działań wojennych sojuszników zachodnich.

Niemiecki plan ataku na Polskę (Fall Weiss) przewidywał wykonanie kleszczowych uderzeń w zbieżnych kierunkach na Warszawę. Z Pomorza Zachodniego i Prus Wschodnich zaatakować miała Grupa Armii „Północ” (3 i 4 Armia), z Dolnego Śląska, Śląska Opolskiego i Słowacji – Grupa Armii „Południe” (8, 10 i 14 Armia).

W wyniku takiego rozlokowania wojsk niemieckich Armia „Poznań” znalazła się poza głównymi kierunkami natarcia. Dowódca armii generał Tadeusz Kutrzeba już 2 września wiedział, że jego oddziałom nie zagraża niebezpieczeństwo bezpośredniego uderzenia. Postanowił wykorzystać okazje i uderzyć w kierunku południowym, aby pomóc toczącej bardzo ciężkie walki Armii „Łódź”. Kutrzeba chcąc wprowadzić w życie swój plan, musiał mieć zgodę Naczelnego Dowództwa, jednak marszałek Rydz-Śmigły odmówił i nakazał odwrót na wschód.

Naczelny wódz popełnił wielki błąd, nie zgadzając się na plan gen. Kutrzeby, przewidujący, że Armia „Poznań” udzieli pomocy Armii „Łódź”. Marszałek Rydz-Śmigły działał schematycznie, chcąc ściągnąć polskie armie na linię Wisły i Sanu, gdzie miały zająć pozycje i bronić się w oczekiwaniu na pomoc sojuszników. Nie dostrzegał, że niemieckie armie idące na Warszawę odsłaniają swoje skrzydła i niespodziewany atak polskich dywizji mógł zmienić obraz konfliktu.

Mijały dni, płynął czas, a Armia „Poznań” zgodnie z rozkazem wycofywała się z Wielkopolski w stronę Warszawy. Jej dowódca jednak cały czas brał pod uwagę możliwość ataku. Jego żołnierze wycofywali się we wzorowym porządku, maszerując głównie nocami, co praktycznie uniemożliwiało Niemcom wykrycie polskich wojsk. W międzyczasie Kutrzeba spotyka się w Toruniu z dowódcą Armii „Pomorze” generałem Bortnowskim. 4 września wojska 8 Armii niemieckiej dowodzonej przez generała Blaskowitza, zajęły Łódź, a Armia „Łódź” była już praktycznie rozbita i w nieładzie wycofywała się. Dowódca Armii „Poznań” zdawał sobie sprawę, że teraz liczy się każdy dzień. Jego doświadczenie podpowiadało mu, że właśnie te kilka dni może zadecydować o losie kampanii.

Armia „Poznań”, potężny związek operacyjny liczący około 120 tysięcy żołnierzy cofał się nie atakowany, ani niewykryty przez Niemców. Generał Kutrzeba już wiedział, że pierwszą fazę wojny, czyli obronę granic przegraliśmy, a spodziewany atak na Niemcy przez Anglię i Francję, wynikający z podpisanych umów, nie nastąpił. Nasi sojusznicy nie zamierzali przyjść nam z pomocą i ograniczyli się do zrzucania ulotek na terytorium Niemiec i drobnych akcji na granicy francusko-niemieckiej. Zostaliśmy sami wobec całej potęgi Wehrmachtu.

Tymczasem dowódca 8 Armii niemieckiej (na skrzydło której chciał uderzyć Kutrzeba), generał Johannes Albrecht Blaskowitz parł z całych sił na Warszawę. Chciał jako pierwszy zdobyć polską stolicę. To był jego podstawowy cel. Marsz jego oddziałów był cały czas obserwowany w miarę możliwości przez słabe lotnictwo Armii „Poznań”. Polskie samoloty latały nad pozycjami niemieckimi, donosząc o ich ruchach i rejonach koncentracji, co pozwalało generałowi śledzić ruchy nieprzyjaciela. Ale czas niestety pracował na naszą niekorzyść, a zgody na atak nadal nie było.

Dni mijały, a każdy z nich mógł wpłynąć znacząco na przebieg kampanii wrześniowej. Armia Poznań maszerowała na wschód. Rozkazy Naczelnego Wodza nie zmieniały się, a do tego cały czas narastały problemy z połączeniem. Kiedy wreszcie udało się nawiązać łączność z marszałkiem, rozmowa odbyła się po zwykłej cywilnej linii telefonicznej. Kutrzeba korzystając z okazji do rozmowy, wykorzystał bardzo prosty, opracowany jeszcze przed wojną kod, który, choć prosty był niezrozumiały dla Niemców. Zapytał marszałka, czy może „Iść po bawełnę” co oznaczało zwrot w kierunku Łodzi, na pomoc dla walczącej tam armii. Niestety Rydz-Śmigły ponownie odmówił i nakazał marsz na Warszawę. To była następna fatalna decyzja Wodza Naczelnego, całkowicie niezrozumiała dla Kutrzeby, który zdawał sobie doskonale sprawę, że czas pracuje na naszą niekorzyść, gdyż niemiecka 8 Armia wyprzedzała Armię „Poznań” i w każdej chwili mogło dojść do sytuacji, że to niemiecki dowódca zdecyduje, gdzie i kiedy uderzyć, co dawałoby mu niewątpliwie przewagę i eliminowało element zaskoczenia, tak istotny dla strony atakującej.

Kutrzeba tak to wspomina:

„Chodziło o kwestię bardzo zasadniczą: czy próbować odchodzić i przyjąć uderzenie (odwrót z wymuszoną obroną), czy też torować sobie drogę przez własną ofensywę z zamiarem stoczenia decydującej bitwy z 8 Armią niemiecką (marsz do bitwy)”

Kutrzeba spotkał się z dowódcą Armii „Pomorze” generałem Bortnowskim, który stracił już 1/3 swojej armii i zdradzał pierwsze objawy załamania. Mimo tego chciał się bić i był nawet gotów przejść pod rozkazy generała Kutrzeby. W tej sytuacji otwierała się przed polskimi wojskami możliwość ataku siłami dwóch armii. Szansa tym większa, że Niemcy zapatrzeni na Warszawę nadal coraz bardziej odsłaniali swoje skrzydła, nie patrząc na boki. Trwał istny wyścig między dwoma generałami: dowodzącym 10 Armią Walterem von Reichenau a dowódcą 8 Armii Johannesem Blaskowitzem. Obaj chcieli dać swojemu wodzowi Warszawę.

Żołnierze cofali się kolejny dzień. Byli zdeterminowani i chcieli się bić. Niestety ich dowódca musiał wykonywać niezrozumiały rozkaz: cofać się w kierunku na Warszawę. Kutrzeba, znając sytuację wiedział, że gdyby teraz uderzył, to miałby przed sobą tylko jedną i do tego bardzo rozciągniętą niemiecką dywizję (30 DP). Szansa na sukces była tym większa, że dowódca 8 Armii generał Blaskowitz po rozbiciu Armii „Łódź”, skierował swoje wojska na Warszawę, która była jego głównym celem i nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia, które wisiało nad jego wojskami od północy. Niemcy byli przekonani, że wszystkie większe formacje polskie już przeszły dalej na wschód, za Wisłę, co bardzo dobrze świadczy o polskich dowódcach, którzy potrafili ukryć tak duży związek operacyjny przed nieprzyjacielem.

Gdy po raz kolejny udaje się generałowi dodzwonić do Naczelnego Dowództwa, telefon odebrał szef sztabu naczelnego wodza generał Wacław Stachiewicz, który wyraził wstępnie zgodę na proponowany przez Kutrzebę atak Armii „Poznań” wraz z jednostkami Armii „Pomorze”, na skrzydło 8 Armii. Jednak atak tak wielkimi siłami, wymagał zgody wodza naczelnego, a ten był akurat w drodze na wschód.

Mimo takiej nie do końca jasnej odpowiedzi, generał Kutrzeba nie chciał dłużej czekać. Zdecydował się działać. Po spotkaniu z dowódcą Armii „Pomorze” i ustaleniu szczegółów wydał rozkazy. Armie „Poznań” i „Pomorze” przygotowują się do ataku, który miał nastąpić 9 września

Mimo braku wyraźnego rozkazu, Bortnowski podporządkował się dowódcy Armii „Poznań”. Kutrzeba nie chcąc stawiać Bortnowskiego w niezręcznej sytuacji, postanowił konsultować z nim najważniejsze decyzje. Znając dobrze dowódcę Armii „Pomorze”, wiedział, że współpraca taktyczna obu armii może się odbyć na zasadach uzgadniania, a nie rozkazów nadrzędnych.

Wieczorem 9 września rozpoczęła się ofensywa polskich wojsk, zwana później Bitwą pod Bzurą. Nadszedł tak oczekiwany przez żołnierzy, którzy cofali się od 1 września, rozkaz ataku. Nastroje były bardzo dobre, wojsko chciało się bić.

Bitwa miała trzy główne etapy:

 

I etap-natarcie Polaków na Stryków (9-12 września)

II etap-walki o Łowicz, Skierniewice (13-15 września)

III etap-odwrót w kierunku Warszawy, w którego czasie polskie siły uległy rozbiciu.

 

Etap I

 

Powstało zgrupowanie uderzeniowe Grupy Armii „Poznań” i „Pomorze”, którego trzon stanowiła Grupa Operacyjna pod dowództwem gen. bryg. Edmunda Knoll-Kownackiego w składzie:

14. Dywizja Piechoty (14 DP), 17. Dywizja Piechoty (17 DP), 25. Dywizja Piechoty (25 DP),

7. Pułk Artylerii Ciężkiej (7 pac).

Osłonę od wschodu stanowiła Wielkopolska Brygada Kawalerii (dowódca generał brygady Roman Abraham).

Osłonę od strony zachodniej stanowiła Grupa Operacyjna Kawalerii w składzie:

Podolska Brygada Kawalerii, Pomorska Brygada Kawalerii, 7 Batalion Strzelców

(dowódca generał brygady Stanisław Grzmot-Skotnicki).

Zgrupowanie uderzeniowe zaatakowało maszerującą wzdłuż prawego brzegu Bzury, na północnym skrzydle 8 Armii niemieckiej (dowódca generał Johannes von Blaskowitz), 30. Dywizję Piechoty, która w ciągu 3 dni została praktycznie rozbita, ponosząc ciężkie straty (w tym ranny dowódca gen. mjr Kurt Briesen) i zepchnięta na południe. Zdobyto Łęczycę, Piątek, Uniejów, Walewice, docierając do linii Ozorków-Stryków.

W następstwie tego Niemcy byli zmuszeni ściągnąć początkowo całe siły 8 Armii (X Korpus Armijny: 24. DP, pozostałości 30. DP; XIII Korpus Armijny: 10. DP, 17. DP oraz 221. DP z odwodu Grupy Armii Południe), a potem skierowali do bitwy nad Bzurą główne siły 10 Armii, w tym XVI Korpus Armijny spod Warszawy i XV Korpus Armijny.

11 września Polacy po wprowadzeniu do walki na kierunku Łowicz–Głowno Grupy Operacyjnej gen. bryg. Mikołaja Bołtucia (skład: 4. Dywizja Piechoty, 16. Pomorska Dywizja

Piechoty), zaatakowali i zdobyli Łowicz, znajdujący się na wschodnim skrzydle bitwy i wyrzucili z

niego niemiecką 24. Dywizję Piechoty, która nie zdążyła jeszcze przygotować się do obrony.

W nocy z 12 na 13 września siły polskie zostały wycofane na lewy brzeg Bzury.

 

Etap II

 

W II etapie gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba zdecydował o ataku w kierunku Skierniewic. Natarcie miały wykonać oddziały gen. dyw. Władysława Bortnowskiego w składzie: 26. Dywizja Piechoty; Grupa Operacyjna gen. Bołtucia (4. DP, 16. DP).

Pod osłoną natarcia na Skierniewice, pozostałe siły Armii „Poznań” miały się przegrupować: Grupa Operacyjna gen. Abrahama (Wielkopolska Brygada Kawalerii, Podolska Brygada Kawalerii) nad dolną Bzurę; Grupa Operacyjna gen. Knoll-Kownackiego (w poprzednim składzie) na podstawy wyjściowe do natarcia w rejonie Sochaczewa. Po trzydniowych walkach impet polskiego uderzenia osłabł na skutek szybko narastających sił nieprzyjaciela. W końcowej fazie walk, przeciwko mocno nadwerężonym w walkach polskim ośmiu związkom taktycznym stanęło 15 niemieckich, które miały przygniatającą przewagę techniczną, przede wszystkim w broni pancernej i lotnictwie.

14 września Grupa Operacyjna gen. Bołtucia musiała ponownie zaatakować opuszczony dzień wcześniej, a teraz silnie obsadzony przez Niemców Łowicz. W krwawych walkach oddziałom tym udało się sforsować Bzurę i zagrozić niemieckim pozycjom. Niestety, tragedią zakończył się natomiast atak 26. DP na wschód od Łowicza. Rozwijające się pod ciężkim niemieckim ogniem natarcie zostało wstrzymane w godzinach południowych na rozkaz (przeżywającego prawdopodobnie załamanie nerwowe) gen. Bortnowskiego, (gen. Bołtuć wnioskował w związku z tym o odebranie gen. Bortnowskiemu dowodzenia), wydany z powodu niesprawdzonych informacji o marszu niemieckich oddziałów pancernych w rejon Sochaczewa.

Cała 26. DP wraz z częścią 16. DP odpłynęła na północny brzeg Bzury, ponosząc niewspółmierne i niepotrzebne straty w ludziach i uniemożliwiając oddziałom Bołtucia osiągnięcie sukcesu w rejonie Łowicza (atak na Łowicz). Wieczorem gen. Bortnowski wydał kolejny, niekonsultowany z gen. Kutrzebą, defensywny rozkaz o odwrocie całości sił Armii „Pomorze” na lewy brzeg Bzury. Armia „Pomorze” praktycznie wycofała się z walki. Niemcy zawracali spod Warszawy i innych obszarów zajętych już przez ich wojska, aby zatrzymać atakujące armie „Poznań” i „Pomorze”. W sumie przeciwko Polakom zmierzało 15 wielkich jednostek, jakie dowódca niemieckiej grupy armii przekazał do dyspozycji dowódcy 8 Armii. Była to siła, której polskie armie przeciwstawić się nie były w stanie. Generał Blaskowitz dowodził w tym momencie 1/3 sił, jakie Wehrmacht rzucił na Polskę. A do tego niemieckie samoloty bezkarnie bombardowały pozycje polskie, powodując ogromne straty.

 

Etap III

 

W III etapie bitwy, w dniach 16-18 września dowodzący polskimi oddziałami podjęli decyzję o próbie przerwania okrążenia w celu przebicia się do Warszawy. Miał do tego doprowadzić atak pomiędzy Sochaczewem a Witkowicami. Drogę po osi Sochaczew – Błonie – Warszawa otworzyć miała Grupa Operacyjna gen. Knoll-Kownackiego (14.,17.,25.DP i 7. pułk artylerii ciężkiej) wzmocniona na prawym skrzydle przez 26. DP. Na północ operować miała Grupa Operacyjna Kawalerii gen. Abrahama (WBK i PBK), a za nią miała się poruszać 15. DP. Atak polskich oddziałów nie powiódł się. Niemiecki XVI Korpus Armijny (1. i 4. Dywizja Pancerna oraz 14. i 31. Dywizja Piechoty) zatrzymał nasze wojska, a do tego przeszedł do ataku na odcinkach 14. i 25. DP. Działania tego korpusu uniemożliwiło kontynuowanie polskiego natarcia. Na północy gen. Abraham nie wykonał rozkazu i nie wsparł piechoty uderzeniem ze skrzydła, lecz wprowadził swoje oddziały do Puszczy Kampinowskiej.

16 września dowództwo Armii „Poznań” opuściło Załusków i udało się w kierunku przeprawy pod Witkowicami. Od tego momentu Kutrzeba stracił praktycznie kontrolę nad podlegającymi mu wojskami. Nieudana ofensywa pod Sochaczewem, a także nieciekawa sytuacja na kierunkach osłonowych spowodowała wydanie rozkazu odwrotu przez Puszczę Kampinowską. Generał wierzył w to, że uda się uratować większość żołnierzy z kotła.

Dowódca armii „Poznań” zdecydował przebijać się do Warszawy. Rankiem 22 września polskie oddziały rozpoczęły atak na niemiecką 18.DP pod Łomiankami. W tej beznadziejnej sytuacji części wojsk polskich udało się wyrwać z okrążenia i dotrzeć do Warszawy. Do stolicy dotarli także generałowie:

Tadeusz Kutrzeba,

Edmund Knoll-Kownacki,

Michał Tokarzewski-Karaszewicz,

Franciszek Alter,

Zdzisław Przyjałkowski,

Roman Abraham.

Dotarły też resztki 15. i 25. DP, a także WBK i PBK.

Zwrot zaczepny pod Bzurą, pomimo klęski obu polskich armii, był jedynym tak dużym w kampanii wrześniowej działaniem przeciwko Wehrmachtowi, który do walk w tym rejonie zaangażował 1/3 swoich sił użytych w kampanii polskiej. Bitwa nad Bzurą przyczyniła się do przedłużenia kampanii wrześniowej.

Uczestniczyło w niej razem ponad 650 tysięcy żołnierzy, z tego ponad 225 tysięcy żołnierzy polskich. Poległo 9,5 tysiąca żołnierzy obu armii, a prawie 19 tysięcy zostało rannych. Ponad 150 tysięcy trafiło do niemieckiej niewoli. Po stronie Wehrmachtu było około 12 tysięcy zabitych i rannych. Działania nad Bzurą miały duży wpływ na sytuację wokół Warszawy i w rezultacie przyczyniły się do odciążenia stolicy, dając jej cenny czas na przygotowanie do obrony.

Przeciwuderzenie znad Bzury odegrało bardzo ważną rolę pod względem operacyjno-strategicznym, przyczyniając się do korekty niemieckiego planu wojny błyskawicznej. Do walki ze zgrupowaniem gen. T. Kutrzeby Niemcy byli zmuszeni przerzucić wojska z innych odcinków frontu, co wydłużyło opór wojsk polskich, które jeszcze walczyły i dzięki temu miały czas do zajęcia kolejnych pozycji obronnych i zorganizowania na nowo swoich szyków.

 

Na koniec pozwolę sobie na pewną refleksję. Otóż generał Kutrzeba był niewątpliwie bardzo dobrze wyszkolonym oficerem, jednak brakowało mu tej iskry Bożej, tego, co z dobrego dowódcy robi dowódcę znakomitego. Kutrzeba podobnie jak w bitwie stalingradzkiej feldmarszałek von Paulus był znakomitym sztabowcem, czy idealnie nadawał się na szefa sztabu dywizji, korpusu czy armii, ale nie był równie dobrym dowódcą. Brakowało mu charyzmy, czyli tego, co powoduje, że dany dowódca potrafi podjąć strategiczną decyzję w zależności od sytuacji. Takich dowódców w czasie II ws nie było wielu, ale wypada wymienić choć kilku. Na pierwszym miejscu oczywiście generał Patton, który był niemal Bogiem wojny. On potrafił podejmować decyzje bez oglądania się na przełożonych. Tak samo niemiecki feldmarszałek Rommel, także Guderian, może Model. Z Polaków na pewno pułkownik Maczek, generał Kleeberg, generał Szyling, generał Filipowicz.

Reasumując, gdyby Kutrzeba miał mentalność Pattona, czy Rommla wydałby rozkaz ataku już 2/ 3 września bez oglądania sie na wodz naczelnego i wtedy kto wie, jak skończyłaby się kampania wrześniowa.

 

Armia Poznań:

 

Armia Poznań została utworzona w marcu 1939 roku w celu obrony Wielkopolski.

Dowództwo Armii Poznań:

dowódca: gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba

szef sztabu: płk. Dypl. Stanisław Lityński

Jednostki Armii Poznań:

14 Dywizja Piechoty - dowódca: gen. bryg. Franciszek Wład

- szef sztabu: ppłk. dypl. Jan Kobylański

17 Dywizja Piechoty - dowódca: płk. dypl. Mieczysław Mozdyniewicz

- szef sztabu: ppłk. dypl. ppłk. Artemi Andzaurow

25 Dywizja Piechoty - dowódca: gen. bryg. Franciszek Alter

- szef sztabu: mjr. dypl. Edward Ostrowski

26 Dywizja Piechoty - dowódca: płk. dypl. Adam Brzechwa-Ajdukiewicz

- szef sztabu: mjr. dypl. Witold Sujkowski

Kaliska Brygada Obrony Narodowej:

- dowódca: płk. Franciszek Sudol

Poznańska Brygada Obrony Narodowej:

- dowódca: płk. Stanisław Siuda

- szef sztabu: ppłk. Bogdan Geisler

Wielkopolska Brygada Kawalerii:

- dowódca: gen. bryg. Roman Abraham

- szef sztabu: mjr. dypl. Tadeusz Grzeżułko

Podolska Brygada Kawalerii:

- dowódca: płk. dypl. Leon Strzelecki

- szef sztabu: ppłk. dypl. Witold Święcicki

Grupa Operacyjna „Koło”

Grupa Operacyjna gen. Knoll-Kownackiego

- dowódca: gen. bryg. Edmund Knoll-Kownacki

- szef sztabu: płk. dypl. Michał Białkowski

Ponadto do jego dyspozycji Armii Poznań oddano: lotnictwo (eskadry 3 Pułku Lotniczego z Ławicy pod Poznaniem), artylerię (7 Pułk Artylerii Ciężkiej), a także dywizjon pociągów pancernych:

"Śmierć", "Paderewski", "Sosnkowski", "Poznańczyk" i "Danuta"

Średnia ocena: 3.1  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 2 tygodnie temu
    Ciekawy tekst, tyle mogę powiedzieć o twoim tworze, jeśli chodzi o kampanie wrześniową wiem prawie nic, tyle co kot napłakał.Bzura kojarzy mi się ze starą książką o chłopcu, który przeżył to bitwę. Nie za wiele z niej pamiętam prócz okładki z niemieckim samolotem i drobnych scen. :)
  • Ozar 2 tygodnie temu
    krajew34 ciesze się że być może mój artykuł przydał się tobie jako poszerzenie wiedzy. Bitwa ta aczkolwiek zaczęta zbyt późno mogła i wprowadziła sporo zamętu w niemieckich szeregach. Gdyby Kutrzeba uderzył 2/3 września a do tego złączył swoje siły z armią Pomorze a także dogadał się z armią Łódź mogło być różnie. Pewnie byśmy nie wygrali, ale walki na pewno toczyłyby się przynajmniej miesiąc dłużej.
  • Bogumił 2 tygodnie temu
    Ozarze już się wylogowałem więc się szerzej się sziś nie wypowiem. Proponuję tylko zmienić frazę „bitwa pod Bzurą” na „bitwa nad Bzurą”
  • Bogumił 2 tygodnie temu
    Bo bitwa toczyła się w pobliżu doliny tej piękne rzeki.
  • Ozar 2 tygodnie temu
    Bogumił Oki masz rację zmieniam
  • Bogumił 2 tygodnie temu
    No właśnie, czy gdyby Niemców zaatakowano, gdy istniała jeszcze Armia Łódź? Bronilibyśmy się może dłużej.
  • Bogumił 2 tygodnie temu
    Jak to rzeczywiście oceniacie Ozarze i inni historycy i miłośnicy historii?
  • Ozar 2 tygodnie temu
    Gdyby Kutrzeba uderzył 2/3 września a do tego złączył swoje siły z armią Pomorze a także dogadał się z armią Łódź mogło być różnie. Pewnie byśmy nie wygrali, ale walki na pewno toczyłyby się przynajmniej miesiąc dłużej.
  • Bogumił 2 tygodnie temu
    Ozar Mogliśmy nieco pokrzyżować Niemcom plany. Może to ośmieliłoby też Francję, gdyby zobaczyła, że tu toczą się ciężkie i w miarę wyrównane boje.
  • Marek Adam Grabowski 2 tygodnie temu
    Bardzo ciekawy i merytoryczny artykuł. Tylko jednak uwaga co do wcześniejszej dyskusji; kiedy pisałem o analizach Jędrzeja Giertycha. Ty stworzyłeś artykuł jedynie o taktyce (sztuce prowadzenia bitew), Giertych zaś opisuje strategię (czyli problem całościowy). 5
  • Ozar 2 tygodnie temu
    Marek jak zwykle masz rację. Jednak gdybym dołączył strategię i co idzie z nią w parze politykę, to zrobiłby się moloch na 20 stron. Znowu ograniczyła mnie ilość stron. Postanowiłem po prostu opisać samą bitwę tak jak piszesz tylko od strony taktycznej plus mała uwaga co do zachowania Kutrzeby. Cóż ciekawi mnie jak wyglądałaby sytuacja gdyby generał uderzył 2/3 września w porozumieniu z generałem Bortnowskim a także armią Łódź. Oba te związki nie były wtedy jeszcze rozbite, a co najwyżej powiedzmy trochę poharatane, ale zdolne do walki, znacznie bardziej niż 8/9 września a co najważniejsze były wtedy jeszcze spójnymi jednostkami a nie fragmentami oddziałów rozbitych i wycofujących się nie raz już samodzielnie a czasami nawet w popłochu.
    A wtedy można było już rozważać poważne operację takie w skali frontów. Do tego dochodzi zachowanie Stalina który podobno (tu historycy kłócą się już 80 lat) Armia Czerwona miała uderzyć już 8-10 września, ale Stalin czekał dłużej chcąc pewnie mieć pewność, że Polacy będą już całkowicie pokonani i dopiero jak się dowiedział że prezydent, rząd i Rydz-Śmigły zdążają na południe i prawdopodobnie opuszczą Polską granicę, co uczynili już po ataku AC w nocy z 17 na 18 września, wydał rozkaz ataku.
    Jednak gdyby okazało się, że Polacy mało tego że się bronią to jeszcze kontratakują siłami armii kto wie czy nie czekałby dalej, dając polskim oddziałom szansę na przegrupowanie na wschodnich flankach Rzeczypospolitej. Wtedy kto wie jak by się kampania wrześniowa zakończyła.
  • Marek Adam Grabowski 2 tygodnie temu
    Ozar Chyba jeszcze więcej niż 20, Giertych napisał dużą książkę. Generalnie błędem Marszałka Rydza, była zbyt duża koncentracja w jednym puncie, zamiast bronienia się na terenie całego kraju. Masz rację pisząc że Stalin czekał i patrzył jak nam idzie. Gdybyśmy lepiej się bronili, to by przypuszczalnie nie uderzył. Pozdrawiam
  • Bogumił 2 tygodnie temu
    Marku albo by uderzył później.
  • Ozar 2 tygodnie temu
    Marek Adam Grabowski Tez tak myślę. On głupi nie był i wiedział a jakim stanie jest jego armia po czystkach. Oni dopiero koło 1941 roku odzyskali część kadry na wniosek takich ludzi jak Żukow czy Wasilewski, którzy jakoś przekonali Stalina że ci najlepsi siedzą w Gułagach.
  • puszczyk 2 tygodnie temu
    Najrozsądniejszą decyzją Rydza, byłoby bronić się w punkcie.
    Niestety nie miał już łączności z armiami od pierwszych dni września.
    Obrona całego obszaru i całej granicy była tragiczna wobec koncepcji blitzkriegu.
  • Marek Adam Grabowski 2 tygodnie temu
    Nie pisałem całej graniczy. Z zasady armię rozkłada się w strategicznych puntach i broni całego kraju.
  • Ozar 2 tygodnie temu
    puszczyk dokładnie tak, choć w 1939 roku koncepcja Blitzkriegu powinna już być choć w teorii znana naszym generałów, choćby z książki Guderiana "Achtung Panzer" jednak jak już pisałem w kampani wrześniowej jednak chyba nie była znana.
  • Ozar 2 tygodnie temu
    Marek Adam Grabowski Wystarczyło cofnąć wojsko jakieś 100/150 km w głąb kraju i tam zgromadzić wojska bardzo ciasno. To by być może powstrzymało ataki czołgów, a to już by dawało jakąś szansę na jakikolwiek manewr.
  • puszczyk 2 tygodnie temu
    Ozar Ta koncepcja była tym bardziej znana francuzom w 1940 i jeszcze bardziej dzięki pracom De gaulla "o armii pancernej", poparta doświadczeniem Polski i co?
    Ano nic, wojskowy beton.
    Adam, ja umiem czytać, a J. Giertch nie jest moim mentorem w tym zakresie.
    Ta wojna była taktycznie zupełnie inna, od tej sprzed raptem 20 lat.
    Wszyscy mieli prawo się mylić w jej koncepcji prowadzenia, tylko tragedią było nie wyciągnięcie wniosków.
    A Tu akurat Rydz miał rację, tylko już nic nie mógł.
  • Marek Adam Grabowski 2 tygodnie temu
    puszczyk A czytałeś Giertycha? Koncepcja Marszała nim. osłoniła cały wschód.
  • puszczyk 2 tygodnie temu
    Wybacz, ale nie, bo to dla mnie nie jest żaden autorytet.
    Czyta i śledzę w/g mnie wartościowych, a to głównie wojskowi.
    Nie czytałem pewnie też setki książek w tym temacie.
    Mam swoje zdanie.
    I nie ukrywam, że to zdanie najważniejsze dla mnie.
  • Marek Adam Grabowski 2 tygodnie temu
    Oczywiście masz do tego prawo; nie sposób czytać wszystko. Dla formalności był wojskowym (służył w marynarce), a jego książki są dzisiaj omawiane na studiach wojskowych. Pozdrawiam
  • puszczyk 2 tygodnie temu
    Na moich studiach historycznych nie były.
    Pewnie wiele straciłem.
  • Marek Adam Grabowski ponad tydzień temu
    Historia jedno; nauki o wojskowości drugie. Pozdrawiam.
  • puszczyk ponad tydzień temu
    Chyba nie do końca...
    Wybitnie naciągany argument, bo równie dobrze można powiedzieć, że biologia to jedno, a dendrologia - to co innego ;)
    Też pozdrawiam.
  • Marek Adam Grabowski ponad tydzień temu
    Z tego co wiem (może się mylę) dendrologia jest działem biologii. Natomiast obronność, czy nawet historia wojskowości, to osobne nauki i nie są działami historii.
  • Bogumił 2 dni temu
    Ozar, byłem dzisiaj w muzeum bitwy nad Bzurą w Kutnie, podobno drugie jest w Sochaczewie, ale tam nie dotarłem. Widziałem makietę wizualizującą tę bitwę, robi wrażenie, plan usytuowania jednostek niemieckich i polskich w kolejnych dniach. Makabryczne jest to, że atakując Niemców na kierunku Łódź, Łowicz, Stryków, Sochaczew, za plecami od strony Pomorza, Włocławka mieliśmy duże zgrupowania niemieckie. Tak sobie wcześniej nie umiałem tego wyobrazić przestrzennie, ale teraz mogę powiedzieć, że ta bitwa była nie do wygrania. Tym bardziej, że do okrążenia naszego wojska wykorzystano też dywizje czołgów, które miały zdobywać 10 września Warszawę. Jedyna korzyść z tej bitwy to dwutygodniowy oddech dla stolicy, i tyle.
  • Ozar 5 godz. temu
    Bogumił. Kurdę nie byłem tam nigdy aż mi głupio, ale mam nadzieję w tym roku naprawić swój bład.
  • Bogumił 5 godz. temu
    Ozar W Sochaczewie to Muzeum jest chyba w budynku dawnego ratusza, o ile się nie mylę, czy podobnym, jest połączone z Muzeum Ziemi Sochaczewskiej, ale w Kutnie jest o tyle dziwna sytuacja, że Muzeum bitwy nad Bzurą jest urządzone w kaplicy grobowej dawnych właścicieli miasta, Mniewskich. To jest dawny park dworski, obecnie bardzo fajnie zrobiony park miejski. Ta kaplica w kształcie rotundy z wydłużoną przybudówką, była kiedyś grobem rodzinnym, bodajże w latach sześćdziesiątych wyrzucono trumny, de facto sprofanowano grób i zrobiono tam muzeum na dwóch poziomach, na poziomie parteru i w krypcie. Muzeum ma więc dwa piętra. Parę lat temu urny Mniewskich ponownie wróciły do krypty, która obecnie jest podzielona, w części znajdują się groby, a w części krypty ekspozycja muzealna. My trafiliśmy akurat przed rocznicą 60 lecia powstania muzeum, co było planowane na niedzielę, z udziałem kutnowskich vipów.

    Sama ekspozycja bardzo fajna, ale myślę, że jakbyś się wybierał to warto jednocześnie zwiedzić obydwa muzea w Kutnie i Sochaczewie. My akurat zaplanowaliśmy trasę od d. strony i byliśmy jeszcze w Krośniewicach w muzeum Józefa Dunin Borkowskiego. Też bardzo fajne. Tego nie wiedziałem, ale w Krośniewicach urodził się generał Anders, a w dawnym dworze Andersów mieści się obecnie dom kultury, ale budynek istnieje do dzisiaj.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania