Droga Kasandry (część 1/5)

Moje korzenie sięgają pamięcią miejsca, gdzie rosła stara olbrzymia wierzba, która w gorące dni zmęczonym cieniem pochylała się nad nami. Do jej liściastych uszu szeptał wiatr. Boczne gałęzie miała usytuowane wysoko. Wiele trudu i wysiłku zajęło mi dotarcie na jej wierzchołek.

Byłam kilkuletnią dziewczynką, która uwielbiała wspinać się nie tylko po drzewach. Z łatwością przechodziłam przez ogrodzenia czy płoty.

Ekscytował mnie trud dotarcia na niedostępne drzewa. Natomiast w domu ćwiczyłam wspinanie w korytarzu. Dwie blisko osadzone obok siebie ściany, ułatwiały zadanie.

Wdrapując się na różne rzeczy, nigdy nie oglądałam się w dół, spoglądałam w dal. Strach wiązał ruchy, gdy z mozołem próbowałam wrócić. Dostawałam zawrotów głowy, ręce i nogi stawały się sztywne. To dlatego kiedyś spadłam z daszku nad wejściem do jednej z klatek schodowych bloku. A ze wspomnianej wierzby, nie potrafiłam zwędrować samodzielnie na dół. Grupa dzieciaków zorganizowała drabinę, dzięki której znalazłam się bezpiecznie na ziemi.

Nieopodal tego starego drzewa rosła również czereśnia. Jej konary były naszą huśtawką. Łapaliśmy za gałąź nad nami i bujaliśmy nogami dolną. W wakacje obradzała płonącymi owocami, które po zerwaniu soczyście gasły w naszych dziecięcych ustach.

Moje korzenie sięgają beztroskich chwil, łąk, bunkrów, rzeki, sięgają do miejsc, gdzie teraz przebiega droga ekspresowa i stoi hipermarket. Otulają mą pamięć jak senne ulice rodzinnego miasta: wąskie, długie, brukowane.

Żywy obraz Reksia oraz Bolka i Lolka. Rzeki, która niegdyś z chirurgiczną precyzją przecinała serce miasta na osobne połówki, należące do dwóch różnych województw.

Spoglądam na przepiękny, zabytkowy ratusz. W pobliżu zamku znajduje się gmach poczty z charakterystyczną kopułą, wzorowaną na austriackich budynkach. Obok Teatr Polski wzniesiony według projektu, wiedeńskiego architekta. Na tle błękitnego nieba odznacza się wieża kościoła św. Mikołaja. W Delicjach popijam filiżankę kawy i zajadam kawałek wyśmienitego ciasta.

Od dziecka towarzyszył mi krajobraz szczytów górskich. Zawsze blisko, w zasięgu dłoni, które jedyne niezmienione wciąż majestatycznie otaczają miasto. U nas rowerowe przejażdżki wyglądają tak: ciągle tylko w górę i w dół, w dół i w górę.

To mój mały Wiedeń, mój dom i serce, pulsujące w europejskim kontynencie.

Średnia ocena: 4.1  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha miesiąc temu
    „Otulają mą pamięć jak senne ulice rodzinnego miasta: wąskie, długie, brukowane” - to
    „Żywy obraz Reksia oraz Bolka i Lolka. Rzeki, która niegdyś z chirurgiczną precyzją przecinała serce miasta na osobne połówki, należące do dwóch różnych województw” – i to ładnie ujęte + lubię takie wspominki
    Ładny tytuł, treść bez zarzutu, nostalgicznie, bene.
    Pozdrawiam :)
  • kalaallisut miesiąc temu
    Lubię czasami wrócić do wspomnień z przeszłości, z dzieciństwa... Miło, że wpadłaś i ten mały kawałeczek, który jest mi bliski -spodobał się. To taki wstęp do pewnych rozważań, przemyśleń, gdzie w kolejnych częściach jest już nawiązanie do tytułu. Pozdrawiam cieplutko!
  • D4wid miesiąc temu
    Mam wrażenie, że urywasz myśli. Według mnie, brakuje w paru miejscach co najmniej jednego zdania.
  • kalaallisut miesiąc temu
    Witaj, D4wid tutaj głównie są pewne wspomnienia. Wskaż miejsca, w których czegoś brakuje, to może lepiej zrozumie o co konkretnie Ci chodzi.
  • Freya miesiąc temu
    Z dużą przyjemnością przeczytałem ten tekst, znajduję w nim wiele własnych uczuć odnośnie przemijania i dziecięcych wspomnień. Nieustających zmian w otoczeniu, które pozostały już tylko w zakamarkach pamięci. W tych miejscach jest teraz zupełnie inaczej a przecież jeszcze tak niedawno - ciągle trudno to zaakceptować bez żalu...

    Dzieciaki zawsze mają ciągoty aby zobaczyć, poznać, zrobić coś więcej. Podpatrują, naśladują - i tym sposobem nauka nie idzie w tzw. las. Każdy murek czy drzewo jest wyzwaniem, a chęć wspinania się na drzewa jest niezwykle kompatybilna z teorią ewolucji. Czytałem ciekawe spostrzeżenie z jakiegoś parku krajobrazowego, odnośnie zagubionych dzieci. Otóż zawsze znajdowano je na zboczach wzniesień, nigdy nie starały się schodzić w dół, tylko zawsze parły do góry - tam instynktownie szukając bezpieczeństwa. A noworodki mają tak silny uścisk dłoni, że mogą samodzielnie zawisnąć trzymając się czegoś.

    Będąc dzieckiem miałem podobnie, bo pomimo, jeszcze, strefy miejskiej - tuż za płotem zaczynał się las, był także kanałek, tylko ze wzniesieniami było kiepsko - jedna górka z piasku. Teraz jest tam zupełnie inaczej, ale i ja jestem gdzie indziej :) Pozdrawiam serdecznie
  • kalaallisut miesiąc temu
    Freya a ja z wielką przyjemnością przeczytałam Twój komentarz. Dziękuję za podzielenie się refleksjami, które skłoniły mnie do kolejnych przemyśleń. Ciekawe rzeczy podsunęłeś. U nas było tak: bloki, plac zabaw, drabinki i na nich zabawy w raz dwa trzy ktoś patrzy, czy tkzw powódź i trzeba było zawisnąć na drabinkach, kanały oj też mam z nimi wspomnienia, były też one punktem spotkań, a jeden nie miał pokrywy, w dole znajdywały się małe kociaki. Za placem zabaw był mały nie ogrodzony "sad": czereśnia, śliwki, gruszki i jabłka kwasy oraz orzech, dalej łąki, bunkier, który groził zawaleniem, a w nim często "ćpuny", małe laski, rzeka, wzniesienia, a z jednego obserwowaliśmy przez dyskietki całkowite zaćmienie słońca. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za Twoje refleksje :)
  • kalaallisut miesiąc temu
    Freya tak z tym naśladowaniem, takie głupie rzeczy, ale pamiętam jak były dostępne w kioskach gumy wyglądem przypominajace papierosa, czy rosły takie badyle, które suche przypominały rurkę, i niektórzy podpalali takie małe kawałki badyli i udawali, że palą papierosa.
  • Canulas miesiąc temu
    Hej, Kal. Widzę, że tekst przeszedł kastrację odnoście tych wszystkich "dokąd zmierzasz europo?" zawirowań. Fajnie, bo jest przez to bardzo melancholijny. Skondensowany w treści i nostalgiczny. Nie będę się rozwodził, bo moje zdanie znasz. Prawdziwą ucztą dla mnie było ponownie przemierzać wyimki Twego dzieciństwa.
    Pozdrówka.
  • kalaallisut miesiąc temu
    Hej Can, nie nie ...nie ma kastracji, to jest w kolejnych częściach, które uważam, ze względu na zbliżający się dzień, mają usprawiedliwienie w publikacji, gdzieś tam jest odpowiedni czas na postawienie pewnych pytań. Bardzo jeszcze Tobie dziękuję na rzucenie przychylnym okiem na ten tekst, który wahałam się czy publikować. Podziękować!
  • Canulas miesiąc temu
    Aaaaa, jej, nie spojrzałem, że pierwsza część. Sorrex.
  • Karawan miesiąc temu
    Wyjaśnij mi dobry Autorze skąd ta Kasandra skoro niczego nie wieszczy ? Jeśli to prolog to i owszem - całkiem sympatyczny ;) 5
  • kalaallisut miesiąc temu
    Drogi Karawanie, tak to wstęp do rozważań, jest 1 w nawiasie, zaraz dopiszę słowa "część". Dziękuję za poczytanie. Dalsze części mają już inne brzmienie.
  • Wrotycz miesiąc temu
    Korzenie sięgają pamięcią czy narrator?:)
    Tytuł co najmniej ryzykowny. Metafora dopełniaczowa wymaga przemyślenia konsekwencji, jakie wywołuje. U mnie brak wskazań do jej zastosowania. Sytuuje utwór bezpodstawnie w dolinie pretensjonalnego kiczu. Kasandra w demokracji - nie byłaby lepszym rozwiązaniem?
  • kalaallisut miesiąc temu
    Hmm, zacytuję fragment z dalszej części tekstu "Czy postać Kasandry dopełnia się obecnie w demokracji?" Stąd pewnie użyłam metafory dopełniaczowej w tytule (zrobiłam to instynktownie). Czy lepszym rozwiązaniem jest "kasandara w demokracji", nie wiem, na pewno jest to inne rozwiązanie. Czy czepianie się do wskazania takiej a nie innej formy, na podstawie tylko wstępu do danego tekstu jest przemyślane i zasadne? Gdzie dokładnie w komentarzu powyżej napisałam, że nawiązanie do Kasandry jest w kolejnych częściach.
  • Ozar miesiąc temu
    Musze przyznać uczciwie że przegapiłem ten tekst choć wyraz demokracja powinien mnie tu przygnać. Fajne wspomnienia. jak widzę jesteśmy w podobnym wieku, bo wizje które roztaczasz stoją mi przed oczami. Ja także bardzo lubiłem siedzieć czy chodzić po drzewach (młodzi teraz pewnie by umarli ze śmiechu - szczególnie że jak ze smartfonem w chodzić po gałęziach). A to że łatwiej się wchodziło to świeta prawda, kurde nie raz utknąłem gdzieś przy wierzchołku np. gruszy i za cholerę nie wiedziałem jak zejść. Bardzo ciekawie i ciepło opisujesz dawne klimaty. A pod zdaniem "Moje korzenie sięgają beztroskich chwil, łąk, bunkrów, rzeki" - podpisuje sie obiema rekami. Kto teraz chodzi po starych bunkrach (poza oczywiście eksploratorami). Kto idzie na łąkę podziwiając kwiaty i słuchając brzęku owadów.
    Kolejne "Żywy obraz Reksia oraz Bolka i Lolka" - to były kiedyś szlagiery w czasach kiedy o 19 20 była bajka dla dzieci. A do tego Koziołek matołek, Smok i czasami Kaczor Donald czy Myszka Miki. Dzieki za tekst który wywołał łezkę w moim oku. To były inne czasy, może lepsze, może gorsze ale nostalgia jak by nie było została. 5 i czytam dalej.
  • kalaallisut miesiąc temu
    Jestem trochę młodsza, nie młodszy od Ciebie Ozar ;) ale moje pokolenie jeszcze zahaczyło takim dzieciństwem i bajkami. Mało kto już tak z dzieci spędza czas, a jeśli nawet to przypuszczam, że jest przez pozostałych odbierany jako dziwoląg. Kiedyś nawet nie umawialiśmy się jakoś specjalnie. Nie było komórek. Tylko każdy po szkole wychodził na dwór, albo siadał na ławce przed placem zabaw, albo brał piłkę w naszym przypadku do koszykówki i grał sam, póki nie zleci się reszta. Niektórych osób okna z bloków były zwrócone w stronę placu zabaw, gdzieś tam z drugiej strony ktoś po kogoś gwizdał i wolał by zszedł się pobawić. Pamiętam zabawy w chowanego, bałam się piwnic bo były tam szczury, czy grę w gumę do skakania. Z tym wspinaniem przez dzieciaki ciekawie wypowiedział się Freya, jako taki instynkt. Miło mi że ten tekst w jakiś sposób i u Ciebie wywołał wspomnienia i wzruszenie.
  • Ozar miesiąc temu
    kalaallisut Kufa jasna napisałem duży komentarz do reszty i coś nacisnąłem i wsio znikneło. Chyba mnie ta klawiatura nie lubi. Ale jutro jeszcze raz napisze. Przepraszam pomyłkę m/k.
  • kalaallisut miesiąc temu
    Ozar Oj czuję ten ból, kiedyś też mi się tak przydarzyło!Boli...
  • kalaallisut miesiąc temu
    Ozar na pocieszenie powiem Ci, że kilka rzeczy mnie skłoniło, by napisać ten tekst m.in. to też dla Ciebie, to że historia jest ważna i fajnie, że ktoś taki tutaj jest i porusza wątki historyczne, ten kawałek o wos też mnie zmobilował, gdzie piszę jak ważna jest edukacja przyszłych obywateli, która leży.
  • xfhc miesiąc temu
    Mi, przedstawicielowi młodszego pokolenia, wstęp przypadł do gustu, zwłaszcza, że sam trochę nie tak odległych, podobnych wspomnień.
    Chętnie zabiorę się jutro za kolejne części. pozdrowionka
  • kalaallisut miesiąc temu
    Xfhc miło, że wpadłeś i zapraszam dalej.pozdrawiam również
  • Justyska miesiąc temu
    Hej, Przyznam, że podeszłam jak do jeża przez tytuł. Mam awersję do polityki i jakoś się zniechęciłam. Ale w końcu jestem i ta pierwsza część bardzo mi się podoba. Z czepialstwa to:
    "Dalej, niedaleko zamku znajduje się gmach poczty z charakterystyczną kopułą" dalej/niedaleko jakoś mnie gryzie, a może niedaleko zastąpić w pobliżu?

    "W wakacje obradzała płonącymi owocami, które po zerwaniu soczyście gasły w naszych dziecięcych ustach." a to bardzo ładne

    Pozdrawiam!
  • kalaallisut miesiąc temu
    Dziękuję Justynka że jednak zajrzałaś, już skorektowane, thx :) ps nie lubię polityki, nawet nie oglądam tv, raz na jakiś czas, lub bardziej coś sprawdzę po swojemu, ale myśl społeczno polityczna, kulturowa, żywotność cywilizacji, TO NIE POLITYKA, uważam że warto gdzieś jakieś podstawy wiedzy mieć, i nie być tylko biernym, bo coraz więcej osób jest biernych, nieświadomych i nic w przyszłości tego dobrego nie będzie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania