Droga Kasnadry

Droga Kasandry (część 1/5)

Moje korzenie sięgają pamięcią miejsca, gdzie rosła stara olbrzymia wierzba, która w gorące dni zmęczonym cieniem pochylała się nad nami. Do jej liściastych uszu szeptał wiatr. Boczne gałęzie miała usytuowane wysoko. Wiele trudu i wysiłku zajęło mi dotarcie na jej wierzchołek.

Byłam kilkuletnią dziewczynką, która uwielbiała wspinać się nie tylko po drzewach. Z łatwością przechodziłam przez ogrodzenia czy płoty.

Ekscytował mnie trud dotarcia na niedostępne drzewa. Natomiast w domu ćwiczyłam wspinanie w korytarzu. Dwie blisko osadzone obok siebie ściany, ułatwiały zadanie.

Wdrapując się na różne rzeczy, nigdy nie oglądałam się w dół, spoglądałam w dal. Strach wiązał ruchy, gdy z mozołem próbowałam wrócić. Dostawałam zawrotów głowy, ręce i nogi stawały się sztywne. To dlatego kiedyś spadłam z daszku nad wejściem do jednej z klatek schodowych bloku. A ze wspomnianej wierzby, nie potrafiłam zwędrować samodzielnie na dół. Grupa dzieciaków zorganizowała drabinę, dzięki której znalazłam się bezpiecznie na ziemi.

Nieopodal tego starego drzewa rosła również czereśnia. Jej konary były naszą huśtawką. Łapaliśmy za gałąź nad nami i bujaliśmy nogami dolną. W wakacje obradzała płonącymi owocami, które po zerwaniu soczyście gasły w naszych dziecięcych ustach.

Moje korzenie sięgają beztroskich chwil, łąk, bunkrów, rzeki, sięgają do miejsc, gdzie teraz przebiega droga ekspresowa i stoi hipermarket. Otulają mą pamięć jak senne ulice rodzinnego miasta: wąskie, długie, brukowane.

Żywy obraz Reksia oraz Bolka i Lolka. Rzeki, która niegdyś z chirurgiczną precyzją przecinała serce miasta na osobne połówki, należące do dwóch różnych województw.

Spoglądam na przepiękny, zabytkowy ratusz. W pobliżu zamku znajduje się gmach poczty z charakterystyczną kopułą, wzorowaną na austriackich budynkach. Obok Teatr Polski wzniesiony według projektu, wiedeńskiego architekta. Na tle błękitnego nieba odznacza się wieża kościoła św. Mikołaja. W Delicjach popijam filiżankę kawy i zajadam kawałek wyśmienitego ciasta.

Od dziecka towarzyszył mi krajobraz szczytów górskich. Zawsze blisko, w zasięgu dłoni, które jedyne niezmienione wciąż majestatycznie otaczają miasto. U nas rowerowe przejażdżki wyglądają tak: ciągle tylko w górę i w dół, w dół i w górę.

To mój mały Wiedeń, mój dom i serce, pulsujące w europejskim kontynencie

W kolejnych częściach tekstu przytaczam pewne myśli, spostrzeżenia różnych ludzi, niekoniecznie musisz się zgadzać z ich treścią, uważać za słuszną. To tylko moje subiektywne rozważania. Ten wachlarz myślicieli ma za zadanie skłonić do pewnej refleksji, do postawienia różnych pytań sobie i skłonienia do próby odpowiedzi na nie. To tylko akcenty, do rozwinięcia dla każdego indywidualnie. Jeżeli kogoś będą drażnić wątki religijne, niech się wstrzyma do piątej ostatniej części, gdzie piszę, jak religia staje się czasami bronią wymierzoną przeciwko innym. Jak dla mnie świat byłby lepszy bez religii, co nie znaczy, że bez wiary. Poniższy tekst nie wyczerpuje poruszanych tematów, jedynie zakreśla pewne problemy. Poruszone tematy pozostają więc niejako otwarte.

***

Naturalny patriotyzm według mnie to jednostka związana z miejscem, wzgórzami, rzekami. Człowiek bez narodowości, bez patriotyzmu, bez korzeni, to człowiek zagubiony. Potrzebuje poczucie bycia u siebie i wśród swoich. Będący na swoim miejscu, które odziedziczył po przodkach.

„Wojna jest zła, lecz nie najgorsza. Jeszcze gorszy jest stan rozkładu i degradacji uczuć moralnych i patriotycznych, nakazujący myśleć, że nie ma rzeczy wartej wojny". — John Stuart Mill.

Dzisiejszego postrzeganie patriotyzmu uległo znacznej przemianie, m.in. z braku aktywnych wojen, jakie miały miejsce we wcześniejszym stuleciu, gdzie czynnie przyszło walczyć w obronie swojego kraju. Z drugiej strony pojęcie patriotyzmu, było pewnym instrumentem w rękach rządzących i nadal nim jest, chociaż obecnie przybiera inną formę. Czasami niebezpieczną. W wyniku wewnętrznego chaosu i zagubienia pewnych tradycyjnych wartości w państwach europejskich pojawiają się ruchy neofaszystowskie, które wykorzystują obecną sytuację. Lęki i obawy społeczeństwa przed coraz większym napływem odmienności, która pragnie akceptacji. Ruchy niegdyś mniejszościowe przybierają na sile, równocześnie powiększając swoje zaplecze, które być może już niedługo nie będzie tylko mało znaczącą mniejszością.

Europa — szachownica ludów, fontanna kultur, cywilizacji, kombinacji języków. Każda wieś, każde miasto, każde państwo jest osobną enklawą. Jak pisał Brzeziński, szachownica euroazjatycka stanowi wrota do kontroli nad Australią i Afryką. Podobnie Europa środkowo-wschodnia jest wrotami do Azji środkowo-wschodniej, tzw. Heartlandu, którego opanowanie jest kluczowe w politycznej rozgrywce.

Obecnie w Europie kraje mające być oazą stabilności, borykają się z problemami wewnętrznymi. Niektóre już teraz stanowczo odmawiają wstępu osobom niepożądanym. Czy Polska i Węgry powinny uwolnić się od okupanta w postaci Unii Europejskiej? Wprowadzić wizy dla niektórych z państw członkowskich, aby utrudnić przyjazd takim osobom? Czy jest to tylko strach przed odmiennością?

„Patriotyzm powinien polegać na miłości swoich; zbyt często zaś polega na nienawiści obcych”. — Kazimierz Przerwa-Tetmajer.

Postęp nie zawsze idzie w dobrym kierunku.

Moje miasto jest spokojne, bez obaw można spacerować wieczorami, nie ryzykując jak francuscy obywatele, których orkiestra na razie jeszcze gra „Odę do radości”, nie ucieka z tonącego statku. Kadłub europejskiego statku zbudowany jest z kilka elementów, jednym z nich jest chrześcijaństwo.

Dlaczego Kościół został wzniesiony w Rzymie? Nie ma to jednoznacznej odpowiedzi, przynajmniej ja nie znalazłam satysfakcjonującej. Raczej widzę tutaj wyjście z założenia, po co coś niszczyć, jak można przebudować od środka. Różne źródła inaczej podają, od legendy, którą zamieścił w jednej ze swoich powieści Henryk Sienkiewicz, po odsyłanie do pewnych fragmentów z Biblii, które nawiązują do postaci konkretnych apostołów. Jedno jest pewne, mieszają się tu wszystkie style i kierunki. Każdy nowy władca nie niszczył starego, a przekształcał i dobudowywał coś nowego. To niegdyś było „centrum świata” i wszystkie narody są z nim na różne sposoby związane.

Tematem poruszanym na jednym z Synodów był „Jezus Chrystus żyjący w swoim Kościele jako źródło nadziei dla Europy”, dlatego że czasy, w jakich żyjemy to okres zagubienia, zdezorientowania, niepewności, pozbawienia nadziei. Społeczność niewątpliwie żyje w większej wolności, ale jak to pisze Andrzej A. Napiórkowski – polski duchowny, profesor nauk teologicznych: „odczuwa skutki spustoszenia, jakiego dawna i najnowsza historia dokonała w najgłębszych tkankach jej ludów, często rodząc rozczarowanie. Zarysowuje się powolna utrata pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego, któremu towarzyszy swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna”.

Historyk Arnold Toynbee kiedyś powiedział: „Cywilizacje umierają śmiercią samobójczą, a nie w wyniku mordu”. Czy Europa Zachodnia jest już w szponach śmierci? Czy nowa tolerancja, to kalectwo i kapitulacja moralna?

Uważam, że Polacy nie prześladują mniejszości seksualnych. Obecnie okazuje się, że tolerancja to już za mało, bo mniejszości domagają się akceptacji. Takie wymuszanie jest już agresją. Naruszanie sfery obyczajów jest prowokacją do konfliktu i działań rewolucyjnych. I oto w gruncie rzeczy chodzi, nie o tolerancję, ale o gwałtowną przebudowę społeczeństwa, czyli konflikt.

Propozycja wolności seksualnej, dla tych, co jak Platon mówił, nie potrafią zapanować nad własną żądzą, dlatego później oddają się w ręce tyrana, jest jak rzucenie psu kiełbasy, „aby odwrócić jego uwagę od zakładania smyczy”.

Warto tutaj przy okazji przytoczyć pojęcie „tolerancji represyjnej”, które wprowadził Herbert Marcuse. Uzasadnia ona dominację niewielkiej, a świadomej swoich celów mniejszości nad rozbitym i zagubionym, nieumiejącym bronić własnego systemu wartości społeczeństwem. O te „tęczowe mniejszości” dba Unia Europejska.

Dlaczego tak rzadko spoglądamy w przeszłość, jak na zamkniętą kłódkę, a wolimy spoglądać w „iluzję czystej przyszłości”. Nie można zakazać milczeć przeszłości, która wciąż żyje w teraźniejszości. Oderwanie Europy, Polski, od korzeni pozbawia nas sił mentalnych.

Dzisiejsze rządy tak wrzaskliwe, milczą w kwestiach istotnych. Dlaczego żadne imperium nie zginie z braku armat?

 

„Zła oświata to dobrowolna trucizna wsączana w łono własnego narodu”. — Gustave le Bon. Może warto wprowadzić do szkolnictwa taki przedmiot jak nauka krytycznego myślenia? Z greckiego słowo „kritikos”, oznacza zdolność wydawania sądów, dostrzegania różnic i podejmowania decyzji. Przytoczę tutaj definicję Stelli Cottrell:

Krytyczne myślenie jest złożonym procesem rozważania pewnego problemu, w który zaangażowany jest wiele umiejętności i postaw:

• rozpoznawanie stanowisk, argumentów i wniosków prezentowanych przez innych ludzi,

• ewaluacja dowodów na rzecz alternatywnych punktów widzenia,

• uczciwa ocena przeciwstawnych argumentów i dowodów,

• umiejętność czytania pomiędzy wierszami i identyfikacji fałszywych lub krzywdzących założeń,

• rozpoznawanie technik mających sprawić, że dane stanowisko będzie w odbiorze bardziej przekonujące niż inne (np. pewnych narzędzi perswazji),

• rozważanie spraw w ustrukturyzowany sposób, wnikliwie i z wykorzystaniem logiki,

• wyciąganie wniosków na temat stopnia uzasadnienia argumentu na podstawie silnych dowodów i sensownych założeń,

• prezentacja własnego punktu widzenia w sposób ustrukturyzowany, jasny, przemyślany, taki, który łatwiej przekona innych.

W skrócie, osoba myśląca krytycznie to taka, która w racjonalny, i pozbawiony uprzedzeń podejmuje decyzje. Zdaje sobie sprawę z wadliwości ludzkiego myślenia, które należy kontrolować. Szczególnie te egocentryczne i socjocentryczne skłonności myślowe.

Jak dzisiejsi obywatele poradzą sobie za kilka-kilkanaście lat w podejmowaniu decyzji wyborczych? To zależy od tego, jak teraz wygląda ich edukacja.

Trzeba uczyć, że każdy problem to wyzwanie, a nie przeszkoda. To kompetencje kluczowe w XXI wieku.

Projekt „odyseja umysłu” (więcej na stronie https://odyseja.org/) uczy dzieci i młodzież kreatywnego i krytycznego myślenia, angażując grupy uczestników w proces twórczego rozwiązywania problemów rozbieżnych, które rozwiązać można na wiele sposobów.

„Odyseusze uczą się marzyć – odważnie i w oparciu o cele, myśleć – samodzielnie i nieszablonowo, i tworzyć – rozwiązania oryginalne i efektywne zarazem. Zachęca się ich, by działali w duchu innowacji – łamiąc schematy i przyzwyczajenia, i w duchu kooperacji – z otwartością na pomysły i opinie innych”.

Dzisiejszą młodzież należy uczyć „łączenia w praktyce wiedzy i wyobraźni, nauki i sztuki, rąk i umysłów. Warto kształcić inicjatorów, nie imitatorów; ryzykantów, nie replikantów; pomysłodawców, nie podwykonawców”.

Najważniejsza w przypadku republiki jest, zdaniem Stempowskiego, „inercja i brak inicjatyw ciał zbiorowych, dzięki której ani wyborcy, ani parlamenty nie podejmą żadnej pochopnej decyzji, a tym samym wszystko pozostaje po dawnemu. Ta stałość to twierdzi autor, źródło zamożności i kultury republik. Ale również ich słabość. Zważywszy jednak główną przyczynę tej ciągłości, można przewidywać, że republiki będą mało odporne na wypadki przychodzące z zewnątrz”.

Czy postać Kasandry dopełnia się obecnie w demokracji? Stempowski z dystansem obserwował świat. Sceptycznie analizował życie społeczne. Widzę w przyszłości ustrojów demokratycznych rodzący się paraliż i śmierć, w okowach ustaw i praw, które miały stać na straży wolności obywateli.

Antyczna Kasandra mówi do Apollina: „W tym płaszczu wystawiłeś mnie na pośmiewisko swoich wrogów”. Czy ustrój demokracji nie służy obecnie konkretnym elitą do kreowania po swojemu świata, krok po kroku w celu przejęcia totalnej kontroli nad społeczeństwem, które pozbawione nauki krytycznego myślenia staje się bezmyślnym tłumem, łatwym do sterowania? Czy w ten sposób doprowadza się do kolejnej fazy przeobrażeń systemu na swoją modłę?

O bezmyślnym tłumie wyborców pisał również Gustave le Bon w swojej książce „Psychologia tłumów”: „cechują go właściwości: zanik zdolności rozumowania, brak krytycyzmu, drażliwość, łatwowierność i prostota uczuć. Ulega on przemówieniom swych przywódców, którzy ciągle jedno i to samo powtarzają, stawiają nie udowodnione twierdzenia, otaczają się prestiżem i liczą na działanie zaraźliwe. Kandydat, który ujmie swój program w mgliste formuły, gdzie będzie wszystko i nic, ma zapewnione powodzenie”.

Czy jesteś w stanie wskazać samodzielnie byłych i obecnych przywódców, którzy stosują w swoich przemówieniach owe powtórzenia?

W kolejnej książce „Psychologia rozwoju narodów” pisze: „Gdy naród dojdzie do tego stopnia cywilizacji i potęgi, w której nie lękając się napaści sąsiadów, zaczyna używać dobrodziejstw pokoju i dostatków, wówczas przy bogactwach giną jego cnoty wojenne, nadmiar cywilizacji tworzy nowe potrzeby i rozwija się w wysokim stopniu egoizm. Nie mając innych ideałów, prócz pośpiesznego użycia dóbr szybko zdobytych, obywatele przestają dbać o sprawy publiczne, zostawiając troskę o nie państwu, i tracą wkrótce wszystkie zalety, jakie dotychczas stanowiły o ich wielkości. Wtedy sąsiedzi barbarzyńcy lub na pół barbarzyńcy, posiadający małe potrzeby, ale silny ideał, napływają do owego zbyt cywilizowanego państwa, zalewają je, a następnie tworzą nową cywilizację z gruzów tej, którą zniszczyli”. Siła cywilizacji opiera się na sile ideałów, a osłabienie tych ideałów w społeczeństwach, jakie możemy ówcześnie obserwować jest zapowiedzią ich cywilizacyjnego upadku. Czy ideały, które są siłą napędową cywilizacji to zawsze marzenia niszczycielskie? Czy ideały to żywe komórki patogenne, z którymi się rodzimy? Rozwijają się i mnożą w błyskawicznym tempie, by na końcu przybrać formę raka w społecznym organizmie? Czy są to autodestrukcyjne geny, które dają nam pozorną siłę tylko po to, by niszczyć?

Och, jak kiedyś kochałam idee, idealizm. Mea culpa, mea kupa, którą trzeba było w końcu przetrawić i wydalić; moja ułuda rzeczywistości; hekatomba tłumu, początek końca, maskarady w pożyczonych strojach.

Tłum to różnorodność stopiona w jednorodność, rządzona odrębnymi prawami niż jednostki, z których się składa. Tłumy nie myślą, tylko działają, naśladują i wcześniej, czy później niszczą, tratując wszystko na swojej drodze, bez poczucia odpowiedzialności, bo ono w nim zanika. „Tłum to nagromadzenie miernoty, nigdy zaś inteligencji”.

I jak teraz myśleć o demokracji? No powiedz mi jak? Jak myśleć o wyborach pewnych prezydentów dziś? Jak myśleć o kolejnych wyborach? Nie zapominajmy tłum kocha despotów.

I pamiętajmy o przeszłości. „Na gruzach przeszłości rozsiadły się złudzenia społeczne, do których należeć będzie przyszłość (...) Rozpoczynają się rządy tłumów, a u wrót państwa pojawiają się hordy barbarzyńców. Czy dla odmiany zamiast Gustava zacytuję „naszego kolegę” Artbook'a: „tymczasem u progu wolności niczym popiół powstaje przyszłość".

Jawi mi się obraz dwóch sił. Z jednej strony wykorzystując dezorientację i lęk obywateli, odżywają na nowo w Europie ruchy neofaszystów, gdzie kolejnym krokiem będą zmiany systemów politycznych w kierunku ustanowienia władz totalitarnych. Jeszcze inaczej patrząc, kto wie może już w najbliższym czasie, Polska doczeka się drugiego Józefa Piłsudskiego, który tak naprawdę niewiele będzie miał z nim wspólnego. Z drugiej strony rysuje się silna elitarna grupa, która różnymi drogami pod hasłami „wolności, swobód, otwartości”, wnika we wszelakie struktury, instytucje i organizacje społeczne, wprowadza stopniową dezorganizację i zamęt, powoduje zachwianie podstawowych fundamentów je tworzących. Ten proces służy przeorganizowaniu tych struktur od wewnątrz, zapełniając swoimi ludźmi.

Pamiętamy, że uległość opiera się na naszej bierności i bezmyślności. Michel Houellebecq pisał, że „lenistwo konsumpcyjnej Europy, prędzej odpuści wolność niż pełną miskę i telewizję z pakietem dla dorosłych”.

Dziś mamy islamizację dobrowolną, kuszącą i opłacalną, dla tych, którym wolność mniej leży na sercu niż równość i braterstwo.

Islam to uległość.

Czy zamiast masowego przyjmowania uchodźców nie powinniśmy w miarę możliwości pomagać tam na miejscu? Taka prawda, że ci najbardziej potrzebujący to ludność, która tam pozostanie. Nie posiadająca układów, które wszędzie się liczą, ani pieniędzy, bo taka ucieczka też kosztuje.

„Czy rezerwa, z jaką bogate kraje naftowe traktują Syryjczyków, oznacza, że szejkowie nie chcą się dzielić bogactwem ze swymi braćmi w potrzebie? Nie. Raczej chodzi tu o bezpieczeństwo wewnętrzne”. Wśród najbogatszych krajów świata na czele listy znajduje się wiele krajów arabskich bliskich kulturowo imigrantom. Dlaczego muzułmańscy uchodźcy nie uciekają do bogatych państw islamskich, tylko wybierają niebezpieczną drogę do Unii?

Czy destabilizacja Europy jednak komuś służy? Kto na tym zamieszaniu będzie korzystał? W świecie arabskim, przybysze zza granicy są w porządku, pod warunkiem, że pracują, rozwijają gospodarkę, a potem wracają do domu. Irakijczycy czy Syryjczycy tego warunku nie spełniają. Bezpieczniejsze szlaki migracji w stronę krajów Zatoki Perskiej są zablokowane. Z drugiej strony „nie znajdziecie uchodźców przepływających przez Morze Czerwone do Arabii Saudyjskiej, ponieważ oni nie chcą tego robić”.

Islamizacja Europy doprowadzi do starcia dwóch jakże odmiennych kultur na tym samym obszarze. Czy obie tak różnie ukształtowane cywilizacje będą mogły koegzystować wspólnie bez konfliktu? Wcześniej czy później, któraś z nich zdominuje i wyprze drugą. Biorąc pod uwagę rozległy rozpad tradycyjnych wartości kultury europejskiej, problemów wewnętrznych, czy coraz większego rozchwiania w Kościele, przyszłość Europy rysuje się na nowo i to w całkiem odmiennych barwach.

Po kolejnej wojnie, która nie oszukujemy się, już się rozpoczęła, na europejskiej katatumbie powstanie nowa cywilizacja, z nowym bogiem i religią, sterowana przez zapieczętowany po cichu pakt nowych dyktatorów.

Czy człowiek, żeby czuć sens swojego istnienia, musi od czasu do czasu, maczać miecz w ogniu? Czy po wyjściu z jaskini, staliśmy się nazistami ziemi i już nimi pozostaniemy? Człowiek — kanibal własnego losu.

Nowoczesny faszyzm może przybrać różne twarze, Eco ostrzegał, że powrót faszyzmu może być początkowo ukryty pod bardzo niewinną postacią czy ideologią, która zawsze stanowi tylko zasłonę dymną.

Wymienia czternaście charakterystycznych cech dla tego zjawiska. Ja przytoczę tutaj dziewięć według mnie najważniejszych z tego katalogu:

1. Kult tradycji.

2. Odrzucenie nowoczesności.

3. Strach przed odmiennością.

4. Frustracja społeczeństwa.

5. Obsesja spisku.

6. „Życie jest uznawane za permanentną wojnę, a pacyfizm za paktowanie z wrogiem. Powstaje wielka Obrona Terytorialna, bo trzeba będzie zmierzyć się z agresją zewnętrzną”.

7. Rola bohaterstwa, podkreślenie narodu wybranego.

8. Kult machismo. Pogarda wobec kobiet, nietolerowanie odmiennych zachowań seksualnych.

9. Prawa jednostek nie są istotne, ważny jest głos Ludu, wyrażający wspólną wolę, którą definiuje tak naprawdę Przywódca.

W przeszłości mogliśmy obserwować bardzo podobne do siebie zjawiska ideologiczne, które odnajdziemy w faszyzmie, komunizmie i nazizmie. One występowały już na długo przed I wojną światową. Idea faszyzmu nie pojawiła się tylko i zniknęła wraz z osobą Hitlera. Faszyzm jest uniwersalny, nie jest prawicowy czy lewicowy.

Raymond Aron pisze: „jeżeli tolerancja rodzi się ze zwątpienia, warto nauczać, że nie należy wierzyć we wzory i utopie, że nie należy ufać ani prorokom, co obiecują niebo, ani zwiastunom katastrof. Życzmy światu, aby pojawili się sceptycy, jeżeli to oni potrafią ugasić fanatyzm... Każdy moment historii ma znaczenie, ale czy cała historia ma sens? Ludzie zawsze zanurzeni są w historii, którą sami stwarzają... poprzez absolutność własnej decyzji – i tylko dzięki temu może ona zawładnąć historią, którą w sobie niesie i która staje się jej własnością.... Sumienie (czy też Bóg) jest sędzią Historii”.

Strońmy od nowych totalitarnych pokus epoki. Nie przyjmujmy do końca postawy Stempowskiego, postawy człowieka palącego fajkę na tonącym okręcie.

Popracujmy nad akceptacją tego, co już mamy. Budujmy, na podstawie drobnych własnych decyzji życie wystarczająco dobre. Bo jak pisał John Stuart Mill: „jedyną wolnością zasługującą na to miano, jest swoboda dążenia do własnego dobra na swój własny sposób, o ile nie próbujemy pozbawiać innych wolności”.

Boję się o przyszłość Europy, Polski, gdzie zbytnia otwartość, eklektyzm kultur wpłynął na wewnętrzne zagubienie, chwiejność fundamentów wspólnego domu, które może pociągnąć ludzi do ucieczki w drugim przeciwstawnym kierunku, w którym bazą będzie strach, lęk. To wszystko może być wykorzystane jako siła napędowa dla niekoniecznie słusznych ruchów i obranych celów przez rządzących.

Uważam, że w następnym stuleciu nastąpi redefinicja granic w Europie. Jak będzie ona wyglądała? Jak będzie wyglądał układ sił w całym świecie? Kto będzie pociągał za sznurki, tym razem już jawnie? Czy ustrój demokratyczny pozostanie tylko ideą, być może i też zaplanowaną, która szybko minie, a słabości zostaną wykorzystane do jej zniszczenia? Była kiedyś taka książka jak „Czwarty rozbiór Polski”. Ciekawi mnie jak będzie wyglądał rozbiór Europy, kto będzie jej okupantem? ( W tym miejscu z chęcią posłucham innych, by poszerzyć własne horyzonty).

O „Zderzeniu cywilizacji” pisał również Huntington, niektóre rzeczy uległy może i przedawnieniu, ale czy wszystkie?

***

Jaki jest sens naszego istnienia, skoro w dalszym ciągu tak mało się uczymy na błędach z przeszłości? Czy jest realne, że ludzkość nauczy się i zamknie pewien krąg powtarzających się wydarzeń? Czy jest możliwa ewolucja moralna? Czy kiedyś będziemy umieli szybko, ale racjonalnie reagować na pewne sytuacje? Czy wymkniemy się ze sterowania układu ludzi, którzy tylko wcześniej czy później sprowadzają śmierć? Czy warto wymienić wszystkich posłów, rządzących na elitę ludzi składających się z myślicieli: filozofów, socjologów, psychologów, historyków, kulturoznawców, którzy znają od podstaw mechanizmy działania ludzkości? Jak z myślicieli uczynić działaczy? Bo czym się różni dzisiejszy poseł, brzydko mówiąc od zwyczajnej dziwki?

Czy realne będzie kiedykolwiek powołanie do życia organu Kasandry, składającej się z ludzi, którzy umieją krytycznie myśleć, wyprzedzać pewne fakty i w duchu wspólnego dobra podejmować słuszne decyzje? Co zrobić, by Kasandrę wysłuchano? Czy realne jest utworzenie grupy rządzących, którzy mają wysoko rozwinięte umiejętności samokontroli, stawiając je na pierwszym miejscu, niż kontrolę innych?

Jak usunąć ludzi w urzędach patentowych, którzy odmawiają prawa do patentu, kolejnym Teslom, tworzącym wynalazki, dzięki któremu wszyscy mieliby prąd za darmo? Odmawiają i oskarżają ich np. o „kradzież”; ale kradzież kogo tak naprawdę? Elitarnych grup interesów, które czerpią zyski z czegoś, co mogłoby być ogólnie dostępne dla wszystkich?

######## Istota tekstu

Podsumowując, nie gońmy za ułudą ideału, strońmy od patologicznego nihilizmu zarazem i pamiętajmy o historii. Wolność to też nie samowola. To przede wszystkim ogromna odpowiedzialność za własne decyzje i te, które mają wpływ na życie wspólnoty.

W wyjątkowy dzień, odzyskania niepodległości przez Polskę zastanówmy się nad wolnością jeszcze w innym wymiarze. Indywidualnym.

Życzę każdemu z osobna zdolności do samokontroli, do zapanowania nad własnymi słabościami: słodycze, obżarstwo, lub apatia i brak apetytu, alkohol, papierosy, emocje, namiętności, lęki, narkotyki, pracoholizm, pedantyzm, frustracja, krzykliwość, gniew, krytykanctwo, i wszystkie inne negatywne sposoby ucieczki od cierpienia, problemów codzienności, czy niespełnienia życiowego. Te wszystkie rzeczy dają ukojenie, tylko chwilowe. Kradną naszą duszę krok po kroku, zniewalając i odbierając nam wolność.

Zadbajmy od dziś o nas samych, o naszą wolność. Pragnę zakończyć moje rozważania, słowami Tischnera: „Strasznie trudno będzie Panu Bogu zbawić człowieka, który nie jest wolny i nie jest rozumny. Ten człowiek wciąż jeszcze nie jest sobą. Więc co tu można zbawiać — skórę i kości? ... Nie jest wolny człowiek, który nie potrafi przyznać się do winy”.

Najtrudniejsze zwycięstwo to te nad samym sobą. Jeżeli chodzi o mnie wiele mam win na sumieniu. To one mnie kiedyś zniewoliły. Przyznałam się do prawdy, do własnego łotrostwa. Paradoksalnie na tym zaczęłam budować drogę do nieba, do odzyskania wolności, do odzyskania siebie. Dzięki temu byłam w stanie wybaczyć osobom, od których doznałam w życiu cierpienia. Każdy z nas miał sytuację w życiu, gdzie raz był w roli ofiary raz kata.

Pokuszę się o tezę, że droga wolności prowadzi poprzez zniewolenie, cierpienie, urazy; poprzez wybaczenie podkładania nóg przez innych i innym na tej samej drodze. Trzeba z rozsądkiem rozważać każdą sytuację, w jaką wpakuje nas życie i niczym krzyż brać na plecy wynikłą z tego odpowiedzialność.

Jan Paweł II mówił: „Potrzeba nieustannej odnowy umysłów i serc, aby przepełniała je miłość i sprawiedliwość, uczciwość i ofiarność, szacunek dla innych i troska o dobro wspólne, szczególnie o to dobro, jakim jest wolna Ojczyzna”.

Z tej okazji dedykuję wszystkim utwór muzyczny NIE Johna Lennona — Imagine

NIE Imagine Dragons - Natural

https://youtu.be/0I647GU3Jsc

a

https://youtu.be/b8wGYIUfVHY

Wykonawca: Julieta Venegas

Album: Limón y sal

A na wieczór dzisiaj coś co podrzucił Can i dopełniło mój obraz:

https://m.cda.pl/video/52709285

Sunset Limited z 2011 r.

Zakończenie filmu można interpretować na wiele różnych sposobów.

Jak dla mnie cały ten dialog, całe te zmagania pokazane w wkreowanym świecie nie ma większego znaczenia. Tak samo jak większość treści w tym tekście ;)

Możemy sobie, jak Jackson walczyć o cudze zbawienie, ratować komuś życie czy też duszę, gdzie zazwyczaj większość ludzi i tak ma to w dupie. W tym boju nie jest istotna wygrana czy przegrana, bo słońce i tak z kolejnym nowym dniem wzejdzie i to bez względu na wynik tej "walki", znowu staniemy na arenie o coś się bić.

Jeżeli to nasza bitwa i przegramy, to pojawia się w nas uczucie bezsensu, niezrozumienia, bezsilności, ale dla Boga i dla nas wiecie, co jest najważniejsze? Według mnie, chęć podjęcia walki o życie, nie tylko nasze, ale i innych, bo wszyscy razem jesteśmy w tej samej celi na ziemi. Tak, tak, cela, to życie na ziemi, gdzie wiele jest umarlaków, automatów na baterie, funkcjonujących już bez nadziei, bez radości. A przecież życie to wielorakie szanse, które do nas przychodzą, to nieustanna walka, w której wygrana czy przegrana nie ma większego znaczenia. Z punktu ludzkiego istnienia, walka jest przesądzona naszą przegraną. Czy to w postaci wojny. Czy końca i początku cywilizacji. Czy uderzenia w ziemię przez ciało niebieskie. Czy spalenie przez słońce. Czeka nas śmierć.

To bezsens istnienia, którego na ziemi i tak nie zrozumiemy, ani nie poznamy prawdy, czym tak naprawdę jest Bóg. Ten inny punkt patrzenia poznamy po śmierci.

Mimo to (przegranej), jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie i w jakimś stopniu za nas wszystkich.

Walka o życie, akceptacja wszystkiego, co nam daje w pełni, nie odrzucając cierpienia i na końcu - przebaczenie innym i sobie, to trzy składowe alchemii ludzkiego istnienia, które być może po śmierci przynoszą spełnienie w postaci zbawienia.

W to wierzę.

Życie skazane na śmierć, może być też piękne, warto o tym pamiętać.

Kasandra wciąż przemierza kamienistą drogę. Jej bose, zmęczone stopy pełne ran napotykają kolejny mur. Spogląda przenikliwie ze zrozumieniem na Hioba, którego sen o Jeruzalem co jakiś czas zakłóca nocny płacz jej dzieci. Coraz niżej „fruwają żałoby" na niebie. Ze spokojem i kojącym uśmiechem głaszcze je po czarnych głowach. One niżej i niżej, ona wspina się jeszcze wyżej i wyżej. Oczekuje na ostateczny deszcz. Pieśń Kasandry jak miedź brzęcząca, śpiew syren, morska fala, która rozbija się o skały przy lądzie, jej echo powraca na ustach ludzi z różnych epok, kołysząc świat dookoła swoim „aaa aaa”.

Ludzkość może uczynić wiele różnych rzeczy, zaradzić wielu problemom, życie wciąż obdarza nas wielorakimi szansami.

Ludzkość może wiele, może... nie musi, ma wolną wolę, ograniczoną w pewnych aspektach ale jednak.

******

„Uważaj na swoje myśli, stają się słowami.

Uważaj na swoje słowa, stają się czynami.

Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami.

Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem.

Uważaj na swój charakter, staje się twoim przeznaczeniem”.

******

Część 2,3,4 - nie ma większego znaczenia, ale ma swój cel, coś obrazuje (wnioski należy wysunąć samemu) i chociaż istotne kwestie porusza, nie są to główne myśli nowej Kasandry.

Średnia ocena: 4.1  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha 4 miesiące temu
    „Otulają mą pamięć jak senne ulice rodzinnego miasta: wąskie, długie, brukowane” - to
    „Żywy obraz Reksia oraz Bolka i Lolka. Rzeki, która niegdyś z chirurgiczną precyzją przecinała serce miasta na osobne połówki, należące do dwóch różnych województw” – i to ładnie ujęte + lubię takie wspominki
    Ładny tytuł, treść bez zarzutu, nostalgicznie, bene.
    Pozdrawiam :)
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Lubię czasami wrócić do wspomnień z przeszłości, z dzieciństwa... Miło, że wpadłaś i ten mały kawałeczek, który jest mi bliski -spodobał się. To taki wstęp do pewnych rozważań, przemyśleń, gdzie w kolejnych częściach jest już nawiązanie do tytułu. Pozdrawiam cieplutko!
  • D4wid 4 miesiące temu
    Mam wrażenie, że urywasz myśli. Według mnie, brakuje w paru miejscach co najmniej jednego zdania.
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Witaj, D4wid tutaj głównie są pewne wspomnienia. Wskaż miejsca, w których czegoś brakuje, to może lepiej zrozumie o co konkretnie Ci chodzi.
  • Freya 4 miesiące temu
    Z dużą przyjemnością przeczytałem ten tekst, znajduję w nim wiele własnych uczuć odnośnie przemijania i dziecięcych wspomnień. Nieustających zmian w otoczeniu, które pozostały już tylko w zakamarkach pamięci. W tych miejscach jest teraz zupełnie inaczej a przecież jeszcze tak niedawno - ciągle trudno to zaakceptować bez żalu...

    Dzieciaki zawsze mają ciągoty aby zobaczyć, poznać, zrobić coś więcej. Podpatrują, naśladują - i tym sposobem nauka nie idzie w tzw. las. Każdy murek czy drzewo jest wyzwaniem, a chęć wspinania się na drzewa jest niezwykle kompatybilna z teorią ewolucji. Czytałem ciekawe spostrzeżenie z jakiegoś parku krajobrazowego, odnośnie zagubionych dzieci. Otóż zawsze znajdowano je na zboczach wzniesień, nigdy nie starały się schodzić w dół, tylko zawsze parły do góry - tam instynktownie szukając bezpieczeństwa. A noworodki mają tak silny uścisk dłoni, że mogą samodzielnie zawisnąć trzymając się czegoś.

    Będąc dzieckiem miałem podobnie, bo pomimo, jeszcze, strefy miejskiej - tuż za płotem zaczynał się las, był także kanałek, tylko ze wzniesieniami było kiepsko - jedna górka z piasku. Teraz jest tam zupełnie inaczej, ale i ja jestem gdzie indziej :) Pozdrawiam serdecznie
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Freya a ja z wielką przyjemnością przeczytałam Twój komentarz. Dziękuję za podzielenie się refleksjami, które skłoniły mnie do kolejnych przemyśleń. Ciekawe rzeczy podsunęłeś. U nas było tak: bloki, plac zabaw, drabinki i na nich zabawy w raz dwa trzy ktoś patrzy, czy tkzw powódź i trzeba było zawisnąć na drabinkach, kanały oj też mam z nimi wspomnienia, były też one punktem spotkań, a jeden nie miał pokrywy, w dole znajdywały się małe kociaki. Za placem zabaw był mały nie ogrodzony "sad": czereśnia, śliwki, gruszki i jabłka kwasy oraz orzech, dalej łąki, bunkier, który groził zawaleniem, a w nim często "ćpuny", małe laski, rzeka, wzniesienia, a z jednego obserwowaliśmy przez dyskietki całkowite zaćmienie słońca. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za Twoje refleksje :)
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Freya tak z tym naśladowaniem, takie głupie rzeczy, ale pamiętam jak były dostępne w kioskach gumy wyglądem przypominajace papierosa, czy rosły takie badyle, które suche przypominały rurkę, i niektórzy podpalali takie małe kawałki badyli i udawali, że palą papierosa.
  • Canulas 4 miesiące temu
    Hej, Kal. Widzę, że tekst przeszedł kastrację odnoście tych wszystkich "dokąd zmierzasz europo?" zawirowań. Fajnie, bo jest przez to bardzo melancholijny. Skondensowany w treści i nostalgiczny. Nie będę się rozwodził, bo moje zdanie znasz. Prawdziwą ucztą dla mnie było ponownie przemierzać wyimki Twego dzieciństwa.
    Pozdrówka.
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Hej Can, nie nie ...nie ma kastracji, to jest w kolejnych częściach, które uważam, ze względu na zbliżający się dzień, mają usprawiedliwienie w publikacji, gdzieś tam jest odpowiedni czas na postawienie pewnych pytań. Bardzo jeszcze Tobie dziękuję na rzucenie przychylnym okiem na ten tekst, który wahałam się czy publikować. Podziękować!
  • Canulas 4 miesiące temu
    Aaaaa, jej, nie spojrzałem, że pierwsza część. Sorrex.
  • Karawan 4 miesiące temu
    Wyjaśnij mi dobry Autorze skąd ta Kasandra skoro niczego nie wieszczy ? Jeśli to prolog to i owszem - całkiem sympatyczny ;) 5
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Drogi Karawanie, tak to wstęp do rozważań, jest 1 w nawiasie, zaraz dopiszę słowa "część". Dziękuję za poczytanie. Dalsze części mają już inne brzmienie.
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Korzenie sięgają pamięcią czy narrator?:)
    Tytuł co najmniej ryzykowny. Metafora dopełniaczowa wymaga przemyślenia konsekwencji, jakie wywołuje. U mnie brak wskazań do jej zastosowania. Sytuuje utwór bezpodstawnie w dolinie pretensjonalnego kiczu. Kasandra w demokracji - nie byłaby lepszym rozwiązaniem?
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Hmm, zacytuję fragment z dalszej części tekstu "Czy postać Kasandry dopełnia się obecnie w demokracji?" Stąd pewnie użyłam metafory dopełniaczowej w tytule (zrobiłam to instynktownie). Czy lepszym rozwiązaniem jest "kasandara w demokracji", nie wiem, na pewno jest to inne rozwiązanie. Czy czepianie się do wskazania takiej a nie innej formy, na podstawie tylko wstępu do danego tekstu jest przemyślane i zasadne? Gdzie dokładnie w komentarzu powyżej napisałam, że nawiązanie do Kasandry jest w kolejnych częściach.
  • Ozar 4 miesiące temu
    Musze przyznać uczciwie że przegapiłem ten tekst choć wyraz demokracja powinien mnie tu przygnać. Fajne wspomnienia. jak widzę jesteśmy w podobnym wieku, bo wizje które roztaczasz stoją mi przed oczami. Ja także bardzo lubiłem siedzieć czy chodzić po drzewach (młodzi teraz pewnie by umarli ze śmiechu - szczególnie że jak ze smartfonem w chodzić po gałęziach). A to że łatwiej się wchodziło to świeta prawda, kurde nie raz utknąłem gdzieś przy wierzchołku np. gruszy i za cholerę nie wiedziałem jak zejść. Bardzo ciekawie i ciepło opisujesz dawne klimaty. A pod zdaniem "Moje korzenie sięgają beztroskich chwil, łąk, bunkrów, rzeki" - podpisuje sie obiema rekami. Kto teraz chodzi po starych bunkrach (poza oczywiście eksploratorami). Kto idzie na łąkę podziwiając kwiaty i słuchając brzęku owadów.
    Kolejne "Żywy obraz Reksia oraz Bolka i Lolka" - to były kiedyś szlagiery w czasach kiedy o 19 20 była bajka dla dzieci. A do tego Koziołek matołek, Smok i czasami Kaczor Donald czy Myszka Miki. Dzieki za tekst który wywołał łezkę w moim oku. To były inne czasy, może lepsze, może gorsze ale nostalgia jak by nie było została. 5 i czytam dalej.
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Jestem trochę młodsza, nie młodszy od Ciebie Ozar ;) ale moje pokolenie jeszcze zahaczyło takim dzieciństwem i bajkami. Mało kto już tak z dzieci spędza czas, a jeśli nawet to przypuszczam, że jest przez pozostałych odbierany jako dziwoląg. Kiedyś nawet nie umawialiśmy się jakoś specjalnie. Nie było komórek. Tylko każdy po szkole wychodził na dwór, albo siadał na ławce przed placem zabaw, albo brał piłkę w naszym przypadku do koszykówki i grał sam, póki nie zleci się reszta. Niektórych osób okna z bloków były zwrócone w stronę placu zabaw, gdzieś tam z drugiej strony ktoś po kogoś gwizdał i wolał by zszedł się pobawić. Pamiętam zabawy w chowanego, bałam się piwnic bo były tam szczury, czy grę w gumę do skakania. Z tym wspinaniem przez dzieciaki ciekawie wypowiedział się Freya, jako taki instynkt. Miło mi że ten tekst w jakiś sposób i u Ciebie wywołał wspomnienia i wzruszenie.
  • Ozar 4 miesiące temu
    kalaallisut Kufa jasna napisałem duży komentarz do reszty i coś nacisnąłem i wsio znikneło. Chyba mnie ta klawiatura nie lubi. Ale jutro jeszcze raz napisze. Przepraszam pomyłkę m/k.
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Ozar Oj czuję ten ból, kiedyś też mi się tak przydarzyło!Boli...
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Ozar na pocieszenie powiem Ci, że kilka rzeczy mnie skłoniło, by napisać ten tekst m.in. to też dla Ciebie, to że historia jest ważna i fajnie, że ktoś taki tutaj jest i porusza wątki historyczne, ten kawałek o wos też mnie zmobilował, gdzie piszę jak ważna jest edukacja przyszłych obywateli, która leży.
  • xfhc 4 miesiące temu
    Mi, przedstawicielowi młodszego pokolenia, wstęp przypadł do gustu, zwłaszcza, że sam trochę nie tak odległych, podobnych wspomnień.
    Chętnie zabiorę się jutro za kolejne części. pozdrowionka
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Xfhc miło, że wpadłeś i zapraszam dalej.pozdrawiam również
  • Justyska 4 miesiące temu
    Hej, Przyznam, że podeszłam jak do jeża przez tytuł. Mam awersję do polityki i jakoś się zniechęciłam. Ale w końcu jestem i ta pierwsza część bardzo mi się podoba. Z czepialstwa to:
    "Dalej, niedaleko zamku znajduje się gmach poczty z charakterystyczną kopułą" dalej/niedaleko jakoś mnie gryzie, a może niedaleko zastąpić w pobliżu?

    "W wakacje obradzała płonącymi owocami, które po zerwaniu soczyście gasły w naszych dziecięcych ustach." a to bardzo ładne

    Pozdrawiam!
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Dziękuję Justynka że jednak zajrzałaś, już skorektowane, thx :) ps nie lubię polityki, nawet nie oglądam tv, raz na jakiś czas, lub bardziej coś sprawdzę po swojemu, ale myśl społeczno polityczna, kulturowa, żywotność cywilizacji, TO NIE POLITYKA, uważam że warto gdzieś jakieś podstawy wiedzy mieć, i nie być tylko biernym, bo coraz więcej osób jest biernych, nieświadomych i nic w przyszłości tego dobrego nie będzie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania