Kieszonkowy tłumacz

Po dwóch tygodniach spędzonych w Kolumbii naszła pora wracać do domu. Wsiadłem do taksówki i zacząłem szukać kieszonkowego tłumacza, bo nie znałem praktycznie ani jednego słowa po hiszpańsku.

 

- ¿Dónde? - spytał kierowca.

 

Ja jednak wciąż szukałem tłumacza w plecaku.

 

- ¡Dile a la mierda a dónde ir o salir del auto, idiota blanco! - wrzasnął zdenerwowany kierowca, wyjmując cygaro z ust.

 

W końcu znalazłem tłumacza, wyjąłem go i powiedziałem: Na lotnisko, proszę. Tłumacz powtórzył to w języku hiszpańskim.

 

- ¿Qué?

 

Powiedziałem to jeszcze raz, tłumacz ponownie przetłumaczył.

 

- ¿Qué? No entiendo!

 

I jeszcze raz.

 

- No entiendo!

 

W końcu zdenerwowany powiedziałem coś, co urządzenie przetłumaczyło na: Jódete, pendejo!

 

No i niestety, to akurat zrozumiał.

Średnia ocena: 2.9  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania