"kochankowie" beksińskiego

na ścianie nad jego głową wisiał obraz

beksińskiego ten z kochankami

wczepionymi w siebie jak my wtedy

na brzegu łóżka jak nad brzegiem

morskiego oka w drodze na szczyty

w żółtym bladym świetle jego oczy

były jeszcze czarniejsze niż zwykle

a rysy twarzy ostre jak palce którymi

rozdarł mnie pół godziny później na pół

jego dłonie moja szyja

jego ramiona moje dłonie

jego włosy czarne jak turmalin

pod moim dotykiem jak futro kota

w tle płyta the smiths w tle życia my

a w kącie trampki żółte jak przebiśniegi

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • befana_di_campi 2 miesiące temu
    Erotyk na sześć plus :)

    Bardzo serdecznie :)
  • maritt 2 miesiące temu
    dziękuję :)
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    maritt zgadzam się. Bardzo zgrabnie ci to wyszło.
  • betti 2 miesiące temu
    Oj jego dłonie do futra kota bym wyrzuciła. Wtedy byloby git.
  • maritt 2 miesiące temu
    oki, dziękuję :)
  • betti 2 miesiące temu
    I bez na pół
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    Tak jak zazwyczaj nie jest przekonany do formy twoich wierszy, tak tutaj w końcu "pykło".
  • maritt 2 miesiące temu
    cieszę się :)
  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    Nagi chłopiec w żółtych trampkach...
    to byłby piękny obraz ;)
  • atmmonki 2 miesiące temu
    świetne
  • Jacom JacaM 2 miesiące temu
    Jest dobrze

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania