Kolczyki z doliny kaktusów

Śnieżynko, Śnieżynko, śpisz?

Okienny księżyc tkwi między powiekami, nie da się, nie da się zamknąć drzwi. Twoja siostra drży, szatańska bezsenność męczy. Przychodzę więc do ciebie, jak chcesz - drwij.

Śpisz?

Marzysz o pozostaniu sobą, osobą, marzycielką, osobną sową, która na gałęzi sobie, sama sobie. Dlaczego? Patrzysz niewinnością z doliny łóżka, uwielbiam. Pamiętasz? Nad morzem bezbarwnych oczu dobierałyśmy odpowiednie kolczyki. Kolczyki mają ożywić oczy twe - mówiłam. Wciąż z uporem osła wybierałaś te smutne, podkreślające zamazanie, umazanie bezradną nijakością. Skandynawskie jeziora budzą jednak podziw. Bo gdy, niby przypadkiem, spotykam je, zaczynam widzieć przez wodę świat. Jest wtedy pięknie, wszystko faluje. Tak odbierają topielice. Bladolice szczęściary, czary, czary-mary, kontynent wasz. Ocean mężczyzn.

Zawsze uciekałaś. W garwolińskim "Zieleniaku", czując siostrzany oddech na plecach - przypominałaś sarenkę. Straszny labirynt i przedzierająca się dziewczynka. Dżungla ciuchów, obleśny chichot sprzedających, płochliwość ścigana zazdrością siostry. Musiałaś być skrajnie przerażona wtedy. Chciałam tylko, byś przymierzyła sukienkę, buty.

Pantofelki welur, chodaki skórzane, baleriny z kokardką, koturny korkowe, sandały red, black, orange. These boots are made for walkin'. Prima sort only. Śpisz?

Paryskie sklepy czynią zakłócenia. Koktajlowa kiecka leżała fantastycznie, dlaczego wierzysz ślepo w jakąś abstrakcyjną duszę? Zaniedbujesz ciało, kroczysz po cienkim lodzie. Kto wie co kryje podtaflowość? Może morze, może piasek, może ogień, może nic. Przemyśl to Śnieżynko. Sfera ducha jest niezwykle duża. Niezrealizowane plany dotyczące życia, trafiają do niej i ulegają rozkładowi. Plamy bordo. To jak kibicować własnemu życiu bez udziału woli zwycięstwa. Wierzę, że posiadasz cel, że umalujesz urodę.

Podbijając dzikusów.

Cynamonowy ancymon. Pamięci świętej mama uważała mnie za gorszą. Za cynamonowego ancymona, bo wolałam strzelić kota, focha, gafę. Umorusane córki w cieniu Królowej Matki.

Śnieżynko, zrób mi miejsce. Wiesz, sprawiedliwość zatruwa pokrzywdzone umysły. Gdyby nie istniała - życie byłoby białe, bez soli krwi, ale dążenie do niej wstrzykuje niepokój.

Pragnę piękna siostry. Twojego Śnieżynko. W tobie widzę siebie. Siebie lepszą, subtelniejszą, lżejszą. Wyją psy, słyszysz? Blada-czarna, kwintesencja gotyckiego czarowania. Kontrast, bo blondyna obok. Nieudaczna, cudaczna, pokraczna. Przyniosę mandarynki, okej? Zapal świeczkę, wyłączyli prąd. Sącz, nowy smak nocy, pij. Zatańczysz?

W tańcu szejker, wymieszanie, wygaszenie emocji. Gęsty mus malinowy, częsty niedobór potasu. Poczęstuj elektrolitem, poratuj szczyptą szczypiącej energii. Poranny fit szczypior - od jutra. Futro, figa. Nici z tego, lecz teraz nalej trunku, but twym kielichem. Chwyć za obcas, wypij. Niewygoda, trudna sprawa. Zostaw już.

Miłość, kochanie, to ocieranie się o kolce. Uśmiech jako wykwit zamaskowanego bólu. Bo uśmiech przytula. Bredzi kolorem, ujarzmiając mgiełkę autyzmu. Ociepla. Zatańczmy jeszcze raz. Miłość kochanie, ma mechanizmy obronne. Chwyć za gardło, obezwładnij mnie, przywiąż do drzewa łoża. Zawstydzasz wstydem, zawstydzasz cały czas delikatnością, wycofaniem.

Śnieżynko, śpisz?

Dłonie zimne, porcelanowe. Dressing wydzielin, siostrzyczko! Godzina czwarta zero pięć. Siostrzyczko, płomień świecy nieruchomy, oddech też taki. Niewydolny.

W dolinie kaktusów znalazłam najpiękniejsze kolczyki. Oto one, barwy dopełniające. Pobudka! Leżąc nie wyeksponujesz biustu, nie zawrócisz w głowie wysokiemu facetowi.

Zabiłam strażnika kolczyków, stąd ślady. Zobacz: tu ciął i tu. Warkocz odpadł, utonął w kurzu. Policzkowa szrama dodaje uroku, czyż nie? Spójrz, ażurowe pończochy, poliamid i elastan.

Wstajesz, składasz pocałunek. Wtłaczasz podstępnie senność. Czarodziejko ty!

Jak to dobrze, że tylko w wyobraźni.

Byłaś martwa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Freya 3 miesiące temu
    Mam przeczucie, że tekst jest dedykowany... więc dotyczy bardzo osobistych relacji. Niemniej bardzo ciekawie prezentuje pewne zagadnienia.
    Świat jest coraz mniejszy nawet z perspektywy garwolińskiego "Zieleniaka" :) Pozdro
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Heh, byłem niedawno w Garwo przez parę dni i w Zieleniaku buszowałem. Garwolin bardzo spoko jest. Dzięki za wpad!
  • Canulas 3 miesiące temu
    Jak kiedyś wyjdzie na jaw, że jesteś Lamb aka E make, to się nie zdziwię. Noo, cóż - zajebiste Hamulce ze słów "Śnieżynko, śpisz?" obią piorunującą robotę.
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Porównanie bardzo miłe, ale nie jestem :) jeśli siadło to cieszę się bardzo, dzięki!
  • nimfetka 3 miesiące temu
    Kurczę, płynie się, mimo całej tej niejednoznaczności.

    Tekst o miłości, która w podświadomości funkcjonuje jako nienawiść i zazdrość. Siostrzana zazdrość. Młodsza wydaje się być lepsza, piękniejsza, kochana przez każdego. Przez Ciebie również. A może wcale nie? Może tak Ci się tylko wydaje? Albo chce Ci się wydawać?
    Bardzo dobry kawał prozy poetyckiej. Całe to zachwalanie urody i niezwykłości dziewczyny, zakrawa tak naprawdę kpiarską satyrę. Starsza jest maską, która kocha, ale pod nią kryje się chęć usmiercenia znienawidzonego ideału.

    Wow, to jest naprawdę świetne.
  • nimfetka 3 miesiące temu
    Sory, jeżeli brzmię, jakbym pisała to nieszczerze. Tak teraz zauważyłam, że można pod ironię to dopasować. xD
    Ale nie, dobry kawał tekstu. Właśnie taki lambowy.
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Nimfetka, bardzo trafny komentarz, w punkt w sumie. No i nie zabrzmiało nieszczerze jakby co :). Dzięki wielkie za wizytę :)
  • Lamb 3 miesiące temu
    Osoba mówiąca..jakby o sobie poprzez kogoś. Mimochodem maluje obraz siebie w krzywym zwierciadle, powykręcany, przesączony przez opowieść o kimś, kogo stawia na piedestale; lepszą wersję siebie, lepszą siostrę.
    Że to jest piedestał szczery - widać dla mnie zawsze najbardziej po wszystkich próbach i niemożnościach kogoś z niego strącenia, dlatego tak pięknego autentyzmu dodają wszystkie jadowitości i gorzkość.

    Flow masz piękne, swoje własne, czyta się z podziwem.

    Niesmowicie mi się podoba ten akapit:
    ,,Miłość, kochanie, to ocieranie się o kolce. Uśmiech jako wykwit zamaskowanego bólu. Bo uśmiech przytula. Bredzi kolorem, ujarzmiając mgiełkę autyzmu. Ociepla. Zatańczmy jeszcze raz. Miłość kochanie, ma mechanizmy obronne. Chwyć za gardło, obezwładnij mnie, przywiąż do drzewa łoża. Zawstydzasz wstydem, zawstydzasz cały czas delikatnością, wycofaniem.''
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Kurcze, wnikliwie podsumowane. Fajnie czasem czytać komenty, które są dopełnieniem tekstu jakby. Dzięki!
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Balladyna i Alina.
    XXI wiek. Balladyna nie na Kirkora czeka.
    Świetny tekst.
    5.
  • jagodolas 3 miesiące temu
    No, z tą Balladyną zgadłaś, bo gdzieś tam się ona tłukła przy pisaniu. Tylko tu Kirkor bezrobotny. Dzięki:)
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    O, dzięki:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania