Poprzednie częściCyberumysł cz. 5 KONIEC  

Koniec wojny

Nie widział już nieba. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem je oglądał. Tak naprawdę… jasne, nieskażone, niezasnute nieprzeniknionym, czarnym dymem. Nie pamiętał, kiedy na jego ustach ostatnio zagościł uśmiech. Wszystko zmieniło się od rozpoczęcia wojny. Czas zaczął płynąć dziwnym, nienaturalnym biegiem. Dni zlewały się w jedno. Godziny zdawały się mijać jak za mrugnięciem oka, za to sekundy nabrały przykrego zwyczaju, by rozciągać się w poznaczoną setkami koszmarów wieczność.

 

Czuł to… czuł to, jak gdyby to były jego własne doświadczenia… jego własne mroczne myśli. Odnajdywał w sobie cały ten żal, bezradność, rozpacz nawet… i gniew… nieprzebrany niczym morski przestwór gniew. Czuł je głęboko w sercu, choć wiedział, że żadne z tych emocji nigdy tak naprawdę nie należały do niego. Były obce w jego umyśle… obce, lecz zarazem dziwnie… niepokojąco znajome. Przeżycia, których nie doświadczył, a które zdawały mu się łudząco bliskie, jak gdyby wręcz rozgrywały się w jego głowie raz po raz w nieprzerwanej pętli pełnych cierpienia koszmarów.

 

Obrazy, które widział… uczucia, które wrzały w jego sercu były niczym trujące ciernie powoli wżerające się w jego ciało. Chciały wmusić w niego ból. Nagiąć jego los do losu zupełnie obcego, by zmusić go do przeżycia tych wszystkich horrorów, których nigdy nie powinien być świadkiem.

 

Opływała go moc. Silne prądy przyjemnej energii, które wirowały na jego skórze. Znajoma, obezwładniająca moc. Z nią u boku nie istniała rzecz, której nie byłby w stanie sprostać. Nie było walki, której nie mógłby wygrać. Był niezwyciężony. Ta wibrująca potęga w jego ciele.Znał ją… i znał to uczucie. Niebezpieczne uczucie. Tym razem jednak nad nim panował. Moc była całkowicie posłuszna jego woli.

 

Przed sobą dostrzegał armię. Nie zwyczajne oddziały partyzanckich wojowników, ale prawdziwą armię. Dziesiątki tysięcy odzianych w niebieskie mundury, uzbrojonych w zakończone bagnetami muszkiety żołnierzy, którzy zebrani w dywizje, pułki, bataliony i kompanie maszerowali, brodząc po kostki w usypanym na polu popiele. Cały dywizjon artylerii kroczył zaraz z boku, klnąc i złorzecząc, pchał przed sobą setki zamocowanych na kołach dział. Na końcu poruszały się ciągnięte wysiłkiem setek koni tabory z zapasami żywności, amunicji, prochu i kul armatnich. Ci wszyscy mężczyźni z przestraszonymi oczami… z bladością na policzkach szli na wojnę. Na wojnę, jakiej jeszcze nie widzieli… jakiej cały ten świat nie widział. Popychani komendami swoich oficerów wkraczali w samą otchłań.

 

Gdzie nie obrócić wzroku, wszędzie roztaczało się wojsko. Mrowie ludzi, od których próżno było szukać wolnego skrawka pagórkowatego pola. To mrowie żyło w nieustannym ruchu. Gdyby popatrzeć na nie z góry, falowało, wydając z siebie harmider większy, niż na co dzień ktokolwiek byłby w stanie znieść. A jednak, tam gdzie kończyły się szeregi armii, zalegała złowroga cisza. Ciężkie milczenie, w którym zdawała się być pogrążona cała okoliczna kraina. Nie było zwierząt… szumu trawy, liści… Nic. Poza obszarem przemarszu wszystko sprawiało wrażenie posępnie martwego. Zupełnie jak gdyby tam gdzie zwykły wzrok nie sięga, w miejscu, które można dostrzec jedynie kątem oka, czaiła się śmierć.

 

Wszystko wokół budzącą grozę zasłoną osnuwał szary mrok, lecz gdy spojrzało się na granicę horyzontu, widniała tam czerwona łuna płomieni oraz jeszcze większe kłęby dymu unoszące się w powietrze. Unoszące się na spotkanie chmur. Chmur oraz spadających z Reo rozżarzonych skał. To płonęły pola uprawne. To płonęły lasy. To płonęły wsie. To była ta czająca się na granicy pola widzenia śmierć. Ona nie była jednak cicha, dyskretna i subtelna, jak to natura śmierci sobie przyjęła. Ona była jawna, oślepiająco jasna i zupełnie niepowstrzymana. I to właśnie ku niej zmierzali. Na spotkanie z czymś, czego nie rozumieli… czego się lękali, a z czym mimo tego wszystkiego pragnęli walczyć.

 

Za tymi ogarniętymi pożogą lasami znajdowało się Ugramor. Podobno zrujnowane. Zmiecione z powierzchni ziemi jednym, błyskawicznym podmuchem energii, której nie idzie pojąć rozumem. I one tam były… Smoki. Mordowały ludzi. Mordowały wszystkich… Polowały na nich jak na zwierzęta. Pożerały, bawiły się truchłami. Ponoć na jedną z wsi spadły dziesiątki poodrywanych na żywca od ciał głów. Mężczyzn… kobiet… dzieci… Te bestie wszystkich traktowały jednakowo. Nie było dla nich różnicy. Jak gdyby tępili szkodniki z pól… Larwy.

Zbrodniarze.

A oni… cała ta armia… dziesiątki tysięcy ludzi idą dzielnie, by z nimi walczyć, choć większość dobrze wie, że ich muszkiety są bezradne wobec tego wroga. Że proch i ołowiane kule nie czynią ich pancernym skórom żadnej szkody. Że te potwory pozostają odporne nawet na wystrzał armatni z bliska. Z kolei ich zęby, pazury… ich dech… tego nie da się zatrzymać. Przed tym nie da się uciec…

 

Ale on już kiedyś je spotkał. Rozmawiał z nimi. Nie były wcale bezrozumne. W swej pysze uważały się po prostu za nadrzędne. Uważały się za panów. To już jednak wiedział… wiedział wcześniej. Teraz w jego głowie krążyły jednak też i inne informacje.Terminy, których za nic nie potrafił pojąć.

Czuł się zagubiony. Skołowany. Jego myśli mieszały się i plątały ze wspomnieniami, których nie powinien posiadać. Z rzeczami, które wydawało mu się, że wie, a wiedzieć nie miał skąd. Słowa i obrazy, które słyszał i widział w głowie nie miały dla niego sensu, ale jednocześnie czuł, że kiedyś je rozumiał… że jakaś jego część wciąż je rozumie… Mentlik. Bałagan.

 

Raz jeszcze z bólem spojrzał przed siebie. Jego wargi drgnęły. Jak gdyby wiedział… Śmierć znudziła się czekaniem na armię gotową, by z nią walczyć. Śmierć przyszła do nich pierwsza.

Przymknął powieki. Spojrzał nie oczyma, lecz myślą, która swobodnym prądem powędrowała przed siebie niczym niewidoczna bryza. Ujrzał mężczyzn biegnących przez las… panicznie umykających między drzewa. To zwiad, który posłali przodem… Zdziesiątkowany. Co rusz któryś z żołnierzy zostawał poderwany w niebo, jak gdyby przyciągnięty jakąś niewidzialną siłą. Ale to nie była żadna magia, lecz pazury boleśnie wbijające się w pierś i plecy. Pazury zdolne rozerwać ciało na strzępy, zalewając pozostałych krwawą strugą. Szum skrzydeł, świst pikującej śmierci. Ziemia pokrywała się kolejnymi trupami. Ci, którzy uciekli w las, nie zdołali ukryć się na długo, bo zarówno ich, jak i sam las już w następnej chwili strawił ogień ze smoczych trzewi.

 

Otworzył oczy i wiedział już, co dostrzeże ponad czubkami tlących się drzew.

Kilkanaście czarnych, skrzydlatych istot pojawiło się na niebie w oddali. Cała armia, wszyscy żołnierze co do jednego zamarli jak na komendę, choć żadnej komendy nie wydano. Wszyscy zamilkli. Wszyscy wlepili zrezygnowany wzrok w niebo. Smoki leciały w ich stronę. Coraz bliżej. Bliżej. I bliżej. A potem pojawił się oślepiający rozbłysk złotego światła, który pomknął prosto na nich. Huk wystrzału i ciśnienie, które obaliło ich wszystkich na ziemię; pościnało niczym drwal drzewa, a potem… Fala niepojętego gorąca, która w przeciągu ułamków sekund dosłownie obróciła w żarzący się pył pierwsze szeregi batalionów, by potem szybciej niż mrugnięcie powieki objąć całą armię. Dziesiątki tysięcy ludzi… działa… tabory i zapasy… wszystko unicestwione w ciągu kilku sekund.

Wszyscy umarli, a nie wiedzieli nawet, co ich zabiło.

Smoczy Dech, który obrócił w proch armię Zjednoczonej Republiki Terth walczącą w tej Ostatniej Wojnie, a potem rozprzestrzenił się na kolejne pola i lasy, paląc je doszczętnie, by w końcu zająć wszystko, co znali… cały świat, który im pozostał po deszczu ognistych skał. Nerss, Abernoth, Saretha… zniszczone. Twierdze graniczne… zrujnowane. Ludzie kryjący się po wsiach i małych miasteczkach… wybici albo zmuszeni do ucieczki. Cała ziemia poznaczona bruzdami i spowita w popiele. Wody skute lodem, a chmury nieprzerwanie prószące śniegiem w coraz mroźniejsze powietrze. Upadek. A pośrodku tego wszystkiego w największym z kraterów wzniesiona na trupach niewinnych czarna forteca o wieżach okrytych przez ogień. Plująca dymem i nienawiścią. Symbol Tyranii Ognia.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Numizmat 26.04.2018
    Hahaha, dzięki za anonimową jedynkę. Tęskniłem ^^
  • Agnieszka Gu 26.04.2018
    Witam,

    "Dni zlewały się w jedno. Godziny zdawały się mijać jak za mrugnięciem oka, za to sekundy nabrały przykrego zwyczaju, by rozciągać się w poznaczoną setkami koszmarów wieczność." — bardzo ciekawy opis biegu czasu...

    Stworzyłeś świetne obrazy pola z mrowiem wojsk, widziane również z lotu ptaka. Majestatyczne opisy walk ze smokami. Cudne, wspaniale działające na wyobraźnię.
    Nie moje klimaty, ale urzekły mnie te obrazy! ;)
    Pozdrowionka :)

    PS> Chyba za gęsto trochę od tych wielokropków. Myślę, iż z większości spokojnie można by zrezygnować. Ktoś mądrzejszy, kiedyś pod jednym z moich tekstów mi napisał, że to takie trochę jakby "tworzenie tajemnic czy niedopowiedzeń na siłę" czy coś... Trochę w tym racji.
  • Pan Buczybór 26.04.2018
    Pełno... tu... wielokropków... Mógłbyś się ich trochę pozbyć, bo są dość wkurzające i lekko psują estetykę tekstu.
    Samo opowiadanie jest bardzo dobre, klimatyczne, z świetnymi opisami. Niby takie typowe fantasy, ale wizja apokalipsy w takim wydaniu jest całkiem fajna. Jedyny minus to nadmiar wielokropków, ale to można łatwo naprawić, więc nie jest źle. Pozdro
  • Numizmat 26.04.2018
    Dzięki za komentarze. Nie wpadłbym sam na te wielokropki, że może jest ich za dużo, przyznaję. Zajmę się czśścią ;)
  • Numizmat 26.04.2018
    Dobra, wywaliłem chyba z połowę. Dobry pro-tip ;)
  • ausek 01.05.2018
    Miło mi znaleźć Twój tekst na portalu. ;) Ale... Czy Ty to pisałeś na trzeźwo? :D E, no, gdzie Numi ze swoim pięknym językiem i powalającymi opisami? Wybacz, ale kiedy Ty ostatnio coś pisałeś? Skopać Ci tyłek? :P
    Szczerze, trudno mi się to czyta. Nie wiem, ile wielokropków było na początku, ale teraz też jest ich za dużo. A za te nagminne powtórzenia to już powinnam Cię oskubać. Rozumiem, że większość jest celowych - by podkreślić pewne momenty tekstu, wywołać odpowiednie emocje. Ale masz ich za dużo, stanowczo za dużo. Gdzie jest Rasia i Akwus? Zawsze lubiłam czytać opisy przez Ciebie tworzone - one działały na wyobraźnię (nawet moją, mocno ograniczoną) Toniesz w przymiotnikach - zamiast trzech, wybierz jeden oddający jak najwięcej. No i kuwa, pisz dalej, czekam. ;)
  • Numizmat 01.05.2018
    Hej!! Ta, na trzeźwo :D Nie wiem aż, co odpowiedzieć na taką srogą burę XDDD Piszę w zasadzie cały czas :P To akurat trochę wyrwany z kontekstu fragment powieści, którą właśnie skończyłem, i wstawiłem go tu m. in. dlatego, że podobało mi się, jak wyszły opisy :P Także nie wiem, do jakich przeszłych opisów się odwołujesz, ale nie przypominam sobie, bym tworzył kiedyś specjalnie lepsze ;)

    A to mi się oberwało za te wielokropki :D Ale to dobrze. Będę zwracał teraz na nie większą uwagę. I proszę... nie kop XD

    Rasia raczej nie wróci, a Akwus nie mam pojęcia.
    No i dzięki za koment ;)
  • ausek 03.05.2018
    Numizmat, może nieco przesadziłam. Ale... dawno temu byłam na wattpadzie i nie urzekł mnie, niestety. Kilka osób przeniosło się tam ze swoimi publikacjami - o ile pamiętam Ty też. Tu rzadko coś wstawiasz i może stąd taki wniosek. Niezmiernie mnie cieszy, że nadal piszesz. Opis, który spodobał mi się na maksa, to opis jaskini - nie pamiętam, w którym tekście to było, ale wiesz, mam już swoje lata. ;) Z całego serduch życzę Ci, by udało Ci się wydać powieść. A, i jeszcze coś... Opisy w ''Lucyferku'' są dobre, mocno dobre, pozdrawiam. :D
    Wiem, że Rasia brnie dalej - i chwała jej za to - A Akwus... jeśli chcesz, by napisał szczerze, co myśli o Twoim tekście, to napisz do niego na fb, na priw. Na pewno napisze, co myśli o tekście i o samym pomyśle. Mnie nigdy nie zawiódł. :)
  • KarolaKorman 02.05.2018
    ,,To morwie żyło w nieustannym ruchu.'' - tu chyba powinno być mrowie, a nawet na pewno
    Cześć, Numi :D Dawno Cię nie było, to zajrzałam, czym się teraz zajmujesz. Komputerowe gry poszły w siną dal?
    Mnie się podobało, ale te wielokropki wywaliłabym wszystkie.
    To pogorzelisko, jakie zostało po wielotysięcznej armii, dało mroczny obraz. Biedni chłopcy, choć ciężko uwierzyć, że tylu ich jeszcze zostało, gdy to ognisto ziające ptactwo miało taką moc.
    Miałam wrażenie, że ktoś patrzy na to z pagórka obok, ogląda z bezpiecznej odległości, a wyobraźnia podpowiada więcej i więcej przerażających momentów.
    Dałam 5 :)
    Pozdrawiam :)
  • Numizmat 02.05.2018
    Dzięki za komentarz. Morowie już poprawie XD

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania