Korowód Surrealizmów Z Zakamarków Starożytnej Podświadomości

gatunek: fantastyka/fantasy/surrealizm/przygoda/komedia

 

"Korowód Surrealizmów Z Zakamarków Starożytnej Podświadomości"

 

Ciepły, słoneczny, wiosenny albo letni środek dnia. Lata 2011-2015.

 

Na Planecie Tajemniczych Marzeń Sennych wylądował statek kosmiczny w kształcie mózgoczaszki. Z pojazdu wyskoczyły cztery mózgi, posiadające ręce, nogi, uszy, oczy i usta. Spacerowały po okolicy, co jakiś czas obijając się o siebie.

 

— Mmmmm! — powiedział jeden z nich.

— Óóóóó! — odpowiedział drugi.

— Zzzzz! — dodał trzeci.

— Ggggg! — dokończył czwarty.

— Poszukajcie i znajdźcie kogoś lub czegoś ciekawego w okoliiicyyy, yyyyy — delikatnie zaśpiewał Dziwny Tajemniczy Głos Nie Wiadomo Skąd.

 

Mózgi rozejrzały się dookoła. Poszły za pobliskie skaliste wzgórze, a tam znalazły długą kamienną jaskinię kształtu zygzakowatego oraz cztery krasnoludy tańcujące w zabawnych podskokach wokół ogniska, rozpalonego nieopodal skalnej formacji. Każdy z człekokształtnych stworów miał na głowie wysoką szpiczastą czapkę w kształcie stożka.

 

— Psyhyhyhyyhic! — brzmiały dźwięki wydawane przez krasnoludy.

— Mymymymymyyy! — mózgi wydały dziwny odgłos na widok tego, co zastały.

— Bybyby! Byyyyy! Byyyy! Byyy! Byy! — zabrzmiała horda kosmicznych, pszczelich kotów o skrzydłach pterozaurów, buszujących pośród wysokich traw, którymi porośnięte były rozległe łąki na wszystkich kontynentach i większych wyspach niezwykłego globu.

— Dyrddyryryryry! — zagrały potężne liście palm, zdobiących niezwykłe oraz pełne tajemniczych budowli plaże, ciągnące się wzdłuż brzegów mórz i oceanów, porozrzucanych po całej planecie.

— Nannarannnarrrannarranana! Nynnnynynyny! — odezwała się tajemnicza kosmiczna gąbka, ukryta pośród szczelin wewnątrz jaskini

— Parrapapapapam! — zaśpiewała grupka składająca się z kilku płastug i płaszczek, która wyfrunęła z tej jaskini, a następnie wylądowała na porośniętych mchem drzewach, rosnących na wyspach rozsianych po rozległym, mglistym, bagnistym jeziorze.

 

Ze zbiornika wodnego wyłoniło się pięćdziesiąt zielonych potężnych konarów porośniętych wodorostami. Ponad nimi przefrunął ośmiościan, a każda z jego ścian miała inny kolor. Na niebie zjawiło się dziewięćdziesiąt kabaczków i bakłażanów. Bardzo pięknie tańcowały. Żadnemu nie brakowało pary. Powoli i delikatnie płynęły tuż pod powierzchnią nieba, zgrabnie omijając zarówno chmury kołyszące się na boki, jak i wesołe słońce, wykonujące salta.

 

Nagle wszystko zakręciło się tak, jakby było jedną wielką karuzelą. Wtedy można było zobaczyć niekończący się trawnik, a na nim porozstawiane drzewa owocowe, krzewy kwitnące, bananowce i strelicje, oraz mniejsze i większe domy, często przyozdobione eleganckimi tarasami. Z jednego domu wyjrzała ciekawska wiewiórka, po czym czmychnęła do wygryzionej w ścianie norki, gdzie napotkała dwa piżmaki i pięć szczurów. Tymczasem drobny polny ptak, którego wszystkie istoty w sadzie nazywały Sowizdrzałkiem, wylądował na samym szczycie jednego z najwyższych drzew w całej okolicy i zaczął zabawnie gwizdać, czym rozbawił bujającą się na drzewie małpkę z siedmioma ogonami do tego stopnia, że ta spadła na zapuszczoną, zaniedbaną łąkę. Pośród roślin zielnych, niekiedy wyższych niż jeden metr, żyły straszyki, żaby, ropuchy, jaszczurki i przeróżne małe stworki, wyglądające jakby przedostały się tu z uniwersum filmu fantasy albo fantastycznonaukowego.

 

W międzyczasie, w dwukondygnacyjnym domu, stojącym w samym środku obszaru zajętego przez sady i ogrody, rosło drzewo, a w nim mieszkały cztery wiewiórki oraz cztery dzięcioły. Masywna roślina znajdowała się obok krętych schodów, prowadzących na strych wypełniony po brzegi nostalgicznymi, tajemniczymi i zagadkowymi przedmiotami, takimi jak: trzydziestokilkuletnia szafa, wielki wiklinowy kosz, ogromny szklany gąsior, dosyć duża tablica korkowa z plakatami przedstawiającymi gwiazdy muzyki pop z lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, a także niska, otwierana od góry lodówkozamrażarka, pełna białych i różowych lodów w kształcie lekko spłaszczonego prostopadłościanu.

 

Na drzewie tym rosły banany, ananasy i brzoskwinie. Niektóre z owoców zmieniły się w papugi. Przyszły dwa dziwne zwierzaki z nieznanego gatunku, wyglądające jak spacerujące na nogach hybrydy ryb oraz meduz. Oba jednocześnie zaczęły sięgać po banany i ananasy, a wtedy zapadła się podłoga. Jedno stworzenie przybrało postać wielbłąda, a drugie stało się hybrydą dzika oraz byka. Podczas spadania ku nieznanemu przeznaczeniu, oba zwierzaki zjeżdżały przez wnętrze kolorowego, krętego tunelu.

 

W pewnym momencie, stworzenia znalazły się na tle różowo-fioletowego nieba, gdzie powoli przesuwały się niebiesko-pomarańczowe chmury, dając nieco cienia rozległej, zielonej, słonecznej nizinie, otoczonej przez brązowe wzgórza. Pofruwały przez dziesięć minut nad okolicą w towarzystwie kwiatów posiadających skrzydła pięknych, kolorowych motyli z wielu różnych stron świata, a następnie delikatnie opadły na lilię wodną wielkości wyspy Ibiza, dryfującą na powierzchni płytkiego, ciepłego jeziora o rozmiarach Sardynii. Woda w tym zbiorniku była jasnoniebieska i przejrzysta. W pobliżu pływającej rośliny żyło mnóstwo potężnych wodorostów, pośród których mieszkały ryby o wielu różnych kształtach i barwach.

 

Wielbłąd i dziko-byk przeobraziły się w papugę oraz tukana. Przed ich oczami przefrunęło siedem ślimaków, osiem ośmiornic, dziewięć meduz i dziesięć kałamarnic. Następnie, dwa pierzaste zwierzaki stały się świadkami niebywałego widoku. Obok nich przepłynął potężny drewniany żaglowiec. Wpłynął w wielką, przezroczystą dryfującą planetę, która wydawała się być centrum absolutnie wszystkiego w tym niezwykłym świecie. Dookoła globu orbitowały skrzypce, kontrabasy, wiolonczele, gitary i mandoliny. W tle rozbrzmiewała niezwykła, przepiękna, tajemnicza muzyka.

 

Nagle góry stały się morzem, a jezioro wyspą, nad którą fruwały mewy, pelikany oraz flamingi. A wtedy papuga i tukan przeobraziły się w kameleona oraz gekona, które miały niezwykłe zdolności, bo potrafiły fruwać, teleportować się, przenikać przez ściany, jak i sprawiać inne magiczne niespodzianki, bo zostały dotknięte przez promienie słoneczne z alternatywnej rzeczywistości, gdzie mieszkały iście fantazyjne istoty, mniej oraz bardziej dziwaczne i zaskakujące. Pośród wesołych, śpiewających bananowców oraz rapujących ananasów, skrywały się żaby nadrzewne, takie jak chwytnice i nogolotki. Przed dwoma osobliwymi jaszczurkami pojawiło się okrągłe, fruwające, świecące, złoto-srebrne okno z widokiem na ogród zoologiczno-botaniczny w wielkim plażowym mieście u wybrzeży jednego z kontynentów naprawdę bardzo dalekiej planety.

 

— Nadleciało okrągłe, fruwające, świecące, złoto-srebrne okno, a to znaczy, że niedługo cały wszechświat zostanie przerzucony do kolejnej alternatywnej rzeczywistości, gdzie czekają na nas setki tysięcy lat wspaniałych i cudownych podróży, imprez oraz przygód! — powiedział kameleon do gekona.

— Łooooo! Taaaaak! Nareszcie! — odpowiedział gekon.

— Ooooo! — zaśpiewał kameleon.

— Uuuuu! — odśpiewał gekon.

— Yeeeeeah! — wykrzyknęły jednocześnie z radością oba zwierzaki.

 

W pewnym momencie, obok nich przechodził gigantyczny złoty lew, wyposażony w cztery skrzydła, co jakiś czas zmieniające kształt i kolor. Niósł na grzbiecie wielką lampę oliwną oraz ogromny imbryk. Kameleon i gekon wskoczyły do wnętrza naczyń, które następnie wzbiły się w powietrze i pofrunęły daleko, po czym zniknęły za horyzontem. Wylądowały na Pustyni Magiczno-Historyczno-Legendarnej. Stworzenia wyskoczyły na zewnątrz i znalazły się na piasku. Zauważyły unoszącą się w powietrzu wodną chmurę. Podbiegły pod nią i wskoczyły do środka. Zastały tam cztery małże, unoszące się we fruwającym fragmencie toni wodnej. Tymczasem lampa oliwna i imbryk uniosły się w powietrze i rozpłynęły się pośród ośmiu kolorowych obłoków, powoli przesuwających się po niebie.

 

— Bamdarraddideou — zaśpiewały wesołe mięczaki, ukryte w muszlach.

 

Nad zbiornik wodny nadfrunęło niebiesko-żółto-zielone koło. Jaszczurki wyskoczyły z fruwającego jakby kleksa i wleciały wprost do wnętrza okręgu, a wtedy zjawiły się we wnętrzu potężnej oraz monumentalnej muszli, w której niegdyś mieszkał gigantyczny ślimak. Obiekt unosił się na tle niewyobrażalnie wielkiej plaży i mieścił w sobie częściowo zarośnięte lasem jezioro pełne niezwykłych ryb. Z ogromnej ślimaczej muszelki, na której obrzeżach rozciągała się pełna piaskowych i kamiennych zamków plaża z wodospadami, wyrastały tropikalne drzewa z lianami oraz palmy, bananowce i ananasy.

 

Będąc otoczonymi przez spacerujące po lądzie małże, krewetki oraz ośmiornice, kameleon i gekon odpoczęły na niezwykłym wybrzeżu, a następnie zamieniły się w ważkę oraz szarańczaka. Stanąwszy się owadami, uniosły się wysoko w powietrze i pofrunęły pod jeden z wielkich, leżących na potężnej plaży kamieni.

 

Opuszczona przez nie muszla ślimaka była wielokrotnie mniejsza od głazu, obok którego dwa owady nagle zauważyły powoli i majestatycznie przelatujące dziwne, jasnoszare, nakrapiane ryby w kształcie gigantycznych chipsów ziemniaczanych. Możliwe, że były to jakieś płaszczki albo płastugi. Insekty postanowiły pofruwać między kokosowcami i bananowcami, razem z unikalnymi, magicznymi kręgowcami wodnymi o rozłożystych płetwach. Podążając za nimi, w pewnym momencie znalazły się nad Wiecznie Słonecznym Jeziorem Magicznych Ogrodów, znajdującym się we wszechświecie o nazwie Magiczna Czasoprzestrzeń Niekończącej Się Imprezy, Podróży I Relaksu. A tam, wszystko było zupełnie inne, całkiem jak jakiś niebywały, szalony sen o przekraczaniu granic wymiarów, czasu oraz przestrzeni.

 

Kooonieeeec!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • A. Hope.S miesiąc temu
    M
    Ó
    Z
    G

    XD
  • Piotrek P. 1988 miesiąc temu
    Dziękuję za krótki ale zabawny komentarz i pozdrawiam. Właśnie o to chodziło, żeby było dziwnie, zabawnie i zaskakująco :-)
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Jak czytam, to swój styl nadal utrzymujesz. Bogaty wyobrażeniowo – postaciowo – stworkowo.
    Ciągle coś się dzieje, w przedziwnych sytuacjach.Tu jeszcze na dodatek te przerywniki→prawiemowy.
    Chyba nadal, tak tu, w takim stylu, ktokolwiek nie pisze. Mnie się nadal podoba. Bo jest dziwnie.
    Pozdrawiam:)→5
  • Piotrek P. 1988 miesiąc temu
    Dziękuję za inspirujący komentarz i ocenę. Pozdrawiam :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania