Kości Opowieści - 1 - Zagubiony dom

To był stary opuszczony dom. Walające się dookoła przegniłe deski z wystającymi zardzewiałymi gwoźdźmi, które wyginały się niczym spękane drzewa, uniemożliwiały swobodne poruszanie się korytarzami. Od wieków nikt tu nie zaglądał, prócz nieśmiało wkradających się przez szczeliny promieni słońca. Sam wygląd tej rozpadającej się rudery odstraszał ludzi i zwierzęta. Nawet rośliny niechętnie zapuszczały w nim korzenie. Wszystko wskazywałoby na to, że miejsce to zostało zapomniane przez wszystkich setki lat temu. Żyła o nim jedynie pewna legenda…

Kilka lat temu chodziła pogłoska, że istnieje takie miejsce na ziemi, z którego nigdy się nie wraca. Każdy kto się tam znajdzie przepadnie bez słowa. Nikt nie wiedział gdzie ono dokładnie się znajduje, bo miejsce to zmieniało swoje położenie. Wiele osób próbowało je odnaleźć. Bezskutecznie. Jedynie nieświadomi istnienia tego miejsca ludzie, mogli na nie przypadkiem trafić i zniknąć bezpowrotnie. Wiedza o tym miejscu mogła ochronić przed tajemniczymi zniknięciami…

Wracając w środku nocy leśną drogą do domu, po całym dniu ciężkiej pracy przy wycince drzew, napotkałem sporych rozmiarów problem. Zgubiłem się. Wracać skąd przyszedłem czy iść dalej, a może usiąść i czekać aż nastanie poranek? Przez myśl przeszło mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Przerażająca cisza wyrwała mnie z zadumy. Wiatr przestał wiać, sowy nie pohukiwały, świerszcze przestały cykać. Zrobiło się zupełnie ciemno. Wszystkie gwiazdy na niebie zgasły, a księżyc zniknął bez śladu. Zacząłem intensywnie mrugać oczami i przecierać je ręką, próbując dostrzec odrobinę światła. Wpadałem w coraz większą panikę. Cisza i zupełna ciemność ogarnęła wszystko dookoła. Próbowałem znaleźć po omacku telefon w kieszeni, żeby przyświecić sobie drogę. Ostatnia nadzieja padła wraz z baterią w telefonie…

Załamany usiadłem na ziemi. Z podwiniętymi kolanami pod brodą, z szeroko otwartymi oczami, patrzyłem w ciemność. Zrozumiałem co czuje niewidoma osoba, której los nie podarował także zmysłu słuchu. Zupełnie tak jakby coś celowo sprawiało, że mam się poddać. Próbowałem odtrącić czarne myśli, pojawiające znikąd w głowie. Szukałem pretekstu, by choć na chwilę zapomnieć o tym trudnym położeniu. Na próżno. Do głowy napływały coraz mroczniejsze scenariusze. Po policzkach zaczęły spływać ciepłe strużki łez, które zmierzając w dół ku brodzie robiły się coraz chłodniejsze. Przerażenie rodzące się w głowie sparaliżowało całe ciało…

Strach przejął nade mną całkowitą władze. Czułem jak zalęgł się w głowie niczym niechciane obślizgłe robactwo, które spętało wszystkie członki swoimi ohydnymi mackami. Byłem jak marionetka targana niewidzialną ręką strachu. Drżałem. Byłem pewny, że to już koniec, nikt mnie tu nie znajdzie. Kto o tej porze zapuszcza się tak daleko w głąb lasu.

Nie wiem jak długo to trwało, zanim dostrzegłem migotanie słabego, blado pomarańczowego obłoku światła za drzewami daleko na horyzoncie. Byłem niemal pewny, że ktoś zmierza w moim kierunku. Na nowo pojawiła się we mnie nadzieja, a wraz z nią strach stracił na swej sile, odzyskując władze nad ciałem. Wstałem z ziemi i ruszyłem niepewnie w kierunku światła…

Pod stopami bezgłośnie pękały drobne gałązki i suche patyki. Serce tłukło w piersiach bezdźwięcznym echem. Wiedziałem że idę w stronę światła, lecz miałem uczucie, że wcale się do niego nie zbliżam. Uparcie parłem przed siebie, motywując się bezustannie, że ktoś musi stać po drugiej stronie światła. Ciepłe kolory żółtych i pomarańczowych promieni leniwie ocierały się o drzewa, odkrywając nieśmiało skrywane wcześniej otoczenie. Zmierzając ku blasku, drzewa wydawały się coraz mroczniejsze i pozbawione życia. Próbowałem podbiec, lecz niefortunnie zahaczyłem nogą o wystający gruby korzeń drzewa spod ziemi. Upadłem…

Przed oczami znów zrobiło się ciemno. Straciłem przytomność. Ocknąłem się po jakimś czasie. Ból i zawroty głowy towarzyszyły przez chwilę, zanim udało mi się podnieść z ziemi. Zaskoczony tym co zobaczyłem przed sobą zrobiłem kilka kroków w tył tracąc równowagę. Przewróciłem się. Przede mną stał stary zaniedbany drewniany dom. Światło pochodziło prawdopodobnie z wewnątrz, jednakże wszystkie okna, ku mojemu zdziwieniu, były zabite deskami. Podszedłem do drzwi i zapukałem kilkukrotnie. Bez odpowiedzi. Przybliżyłem się do drzwi, przykładając oko do jednej ze szpar w drzwiach. Zrozumiałem, że źródłem światła był płomień z lampy olejnej stojącej na podłodze. Ktoś musiał być wewnątrz…

Natychmiast poczułem przeszywający chłód i ciarki na szyi. Świadomość tego, że nie jestem sam była pokrzepiająca, ale równocześnie przerażająca. Dookoła las, ciemność i cisza, a przede mną stary drewniany dom. Ponownie przebiegły po plecach dreszcze, zimny pot przeleciał bo boku powodując dyskomfort. Zaryzykowałem. Postanowiłem chwycić za klamkę i otworzyć drzwi. Nie było jej. Przeżarty rdzą żelazny pręt znajdował się w miejscu, gdzie kiedyś był uchwyt. Musi być drugie wejście. Odszedłem kilka kroków od ściany i szedłem wzdłuż budynku okrążając go w całości.

Pomimo kiepskiego stanu domu, nie znalazłem żadnego otworu, ani żadnej szczeliny, przez którą dałoby się przecisnąć do środka. Wracając pod drzwi zamarłem w bezruchu. Drzwi były szeroko otwarte…

Rozglądanie nie przyniosło żadnego efektu. Zupełna ciemność skutecznie ukrywała wszystko co mogło być dookoła. Podszedłem bliżej by przyjrzeć się otwartym drzwiom. Rączka znajdowała się jedynie od strony wewnętrznej. Chwyciłem za klamkę i pociągnąłem ją do siebie. Zawiasy zaskrzypiały głośno, niechętnie pozwalając drzwiom ruszyć się z miejsca. Poczułem ponownie dreszcze. Z głębi lasu dobiegały ogromne trzaski łamanych drzew, upadających z wielkim hukiem na ziemię. Ciągnąłem z całych sił za klamkę. Zaklinowały się. Trzaski przybierały cały czas na sile. Czułem że za chwile serce wyskoczy z piersi. Nagły przypływ adrenaliny pomógł w walce ze starymi drzwiami, które zatrzasnęły się z wielkim hukiem. Nastała przerażająca cisza…

Byłem wewnątrz rozpadającej się chaty, w której czuć było mokre, próchniejące drewno. Dopiero teraz można było dokładnie przyjrzeć się, w jak beznadziejnym stanie znajduje się ten dom. Kawałki drewna, z powbijanymi zardzewiałymi gwoźdźmi, leżały na podłodze. Trzeba było uważnie stąpać po ziemi, żeby przypadkiem nie wbić niczego w stopę. Uniosłem lampę naftową z podłogi. Na końcu korytarza znajdowała się drabina prowadząca na poddasze. Była zniszczona. Połamane i brakujące szczeble utrudniały próby dostania się wyżej.

Właz na poddasze był zablokowany. Trzeba było użyć nie lada siły by ruszyć go z miejsca. Wszystko na poddaszu trzeszczało i skrzypiało. Widać było prześwity w dachu i w podłodze. Jeden niewłaściwy ruch i wszystko mogłoby się zawalić. Ostrożnie podszedłem do okienka zabitego deskami i rozejrzałem się przez szczeliny po okolicy. Ciemność nadal zasłaniała wszystko dookoła. Spojrzałem za siebie, dostrzegając małą drewnianą skrzynie, przypominającą sześcian. Nie pasował zupełnie do całości domu. Ściany pudła były wykonane ze sklejki połączonej stalowymi klamrami. Na ścianach skrzyni wypalono dziwne symbole, układające się w nieznaną treść. Wieko skrzyni zostało przyłożone kamieniami. Zepchnąłem kamienie z góry i próbowałem otworzyć skrzynie gołymi rękoma, raniąc przy tym dłonie. Po wielu próbach i staraniach udało się otworzyć pudło. Natychmiast usłyszałem wiatr poruszający liście na zewnątrz budynku, a także zrobiło się jakby jaśniej. Zajrzałem do skrzyni. Na dnie leżała szmaciana lalka. Próbowałem ją dosięgnąć ręką i chwycić. Gdy tylko jej dotknąłem zaczęło z niej wychodzić wszelkie robactwo. Szybko cofnąłem rękę i doskoczyłem w tył. Podłoga zatrzeszczała i z łomotem spadłem w dół…

Przeszywający ból przeszedł przez ciało. Rozlewające się ciepło na plecach i wilgoć spotęgowały kłębiące się w głowie najgorsze obawy. Byłem pewny, że jeden z gwoździ leżących na podłodze wbił się w plecy. Straciłem przytomność…

Przebudziłem się nad ranem. Bałem się wstać z podłogi. Nie chciałem zobaczyć widoku krwi na podłodze. Przekręciłem się powoli na bok i nieco obolały wstałem z ziemi. Ku mojemu zdziwieniu nie było śladu krwi, ani żadnego gwoździa. Wyobraźnia znów płatała figle. Wyszedłem z pokoju na korytarz. Drzwi ponownie stały otworem. Oślepiający blask utrudniał dostrzeżenie czegokolwiek co kryło się na zewnątrz. Ostrożnie wyszedłem na zewnątrz przysłaniając ręką swoje oczy.

Wysokie bloki wieżowców zewsząd mnie otaczały. Odwróciłem się chcąc wrócić do znajomego miejsca. Dom zniknął. Wyrzucony w zupełnie obce miejsce, stałem pośrodku blokowiska, pełnego zabieganych ludzi, spieszących się wypełnić swoje codzienne obowiązki. Zamroczony niecodziennymi przeżyciami usiadłem na ławce spoglądając na swoje ręce. Nie było śladu po zadrapaniach. Czułem się bardziej zagubiony w miejskiej jungli, niż będąc pośrodku ciemnego lasu.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 2 miesiące temu
    "To był stary opuszczony dom . Walające się dookoła stare przegniłe deski z wystającymi zardzewiałymi gwoźdźmi, które wyginały się niczym stare spękane drzewa, uniemożliwiały swobodne poruszanie się korytarzami.' - 3x stary (za dużo) + uciekła kropa na początku.

    "Nawet rośliny niechętnie zapuszczały w nim swoje korzenie. " - wiadomo, że swoje
    "Nawet rośliny niechętnie zapuszczały w nim korzenie."

    "Zgubiłem się ." - kropa zbyt daleko. Tam dalej masz tak samo z przecinkami, więc już nei wyjmuję.

    "Próbowałem odtrącić czarne myśli, pojawiające znikąd w mojej głowie. Szukałem pretekstu by choć na chwilę zapomnieć o tej sytuacji i trudnym położeniu, w którym się znalazłem." - kawałek do wypierdzielenia lub przeredagowania. Tnij pierdoły i nadpowiedzenia.
    "Próbowałem odtrącić czarne myśli. Szukałem pretekstu (,) by choć na chwilę zapomnieć o tej trudnym położeniu".

    I jeszcze taki sbitek nadokreśleń, które również możesz sobie bez straty dla tekstu odpuścić:

    "Do mojej głowy napływały coraz mroczniejsze" - mojej
    "W moim ciele na nowo pojawiła się nadzieja" - moim
    "Pod moimi stopami bezgłośnie pękały drobne gałązki i suche patyki. Moje serce tłukło w piersiach bezdźwięcznym echem." - moimi/moje
    "Natychmiast poczułem przeszywający mnie chłód i ciarki na szyi." - mnie
    I tak dalej. I tak dalej.

    "Do głowy napływały coraz mroczniejsze"
    "Na nowo pojawiła się nadzieja.
    "Pod stopami bezgłośnie pękały drobne gałązki i suche patyki. Serce tłukło w piersiach bezdźwięcznym echem."
    "Natychmiast poczułem przeszywający chłód i ciarki na szyi."

    Lubię horror. Tekst działa na pewnych kalkach (co nie jest do końca zarzutem) i można go reanimować, ale trzeba zakasać rękawy i pogrzebać.
    Pozdro.
  • ProteQ 2 miesiące temu
    Dziękuje za wszystkie uwagi. Nie wiem dlaczego porozwalało mi wszystkie znaki interpunkcyjne, ponowne zamieszczenie poprawionego tekstu rozwiązało problem.
  • Canulas 2 miesiące temu
    ProteQ - napisany tekst możesz edytować już na portalu. Nie wiem czy zamieszczanie poprawionej wersji jako nowego tekstu jest odpowiednim ruchem.
  • ProteQ 2 miesiące temu
    Canulas - dopiero zaczynam, dziękuję za cenną uwagę.
  • Canulas 2 miesiące temu
    ProteQ, kłaniam się.
  • piliery 2 miesiące temu
    Pomysł jest ale sporo cię czeka pracy nad tym tekstem: "Nic tu nie zaglądało oprócz .." - Nikt tu nie zaglądał; "Żyła w nim jedynie legenda" - żyła o nim jedynie legenda; "Wracać się ...?" - wracać; "Podniosłem lampę i uniosłem w górę" - Uniosłem lampę. ( nie da się czegoś unieść w dół czy w bok)." Ściany pudła były wykonane ze sklejki zbitej w całość stalowymi klamrami." - Ściany pudła były wykonane ze sklejki połączonej stalowymi klamrami. To tylko przykłady. Jest tego znacznie, znacznie więcej. Powodzenia.
  • little girl 2 miesiące temu
    Ja to bym się bała na miejscu bohatera otwierać skrzynie I dotykać lalki:) też bym w tym jakiegoś większego celu nie widziała, hmm.. chyba że byłoby tam jedzenie:').
    Pomysł ciekawy, jest parę niedociągnięć w tekście, ale myślę że chwila pracy i uda się je wyeliminować.
    Jak wstawisz następna część postaram się zerknąć:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania