Krotochwila 9 - Wiedeński walc

W sypialni panowała głęboka cisza, a wiatr lekko poruszał firankami. Corrado nagle otworzył oczy i poczuł się nieswojo. Wokół niego powiało chłodem. Wysunął rękę spod kołdry w poszukiwaniu Joanny, która czasami sypiała dość niespokojnie. Tej nocy nie zaliczył żadnej sójki w bok ani kopniaka. Wolałby jej agresywne zachowanie niż niepokój, w którym pogrążał go brak kontaktu fizycznego z Joanną.

Niejednokrotnie mówiła coś po cichu w niezrozumianym dla niego języku. Nauczył się sporo słów po polsku, ale brakowało mu zachęty do opanowania języka ze strony żony, która niezwykle pracowicie starała się dorównać mu w kwestiach lingwistycznych. Ciągle górował nad nią znajomością łaciny, której ona nie zamierzała studiować. Mówiła poprawnie zarówno po włosku jak i francusku. Lepiej od niego posługiwała się językiem literackim, on zaś był wybitnie uzdolnionym praktykiem. Bez trudu porozumiewał się z obcokrajowcami, używając niewielu słów. Pobłażliwie odnosił się do jej starań opanowania włoskiego we wszystkich jego aspektach. Wiedziała, że pod tym względem nie dorówna nigdy mężowi, wszak nie urodziła się pod słonecznym niebem Italii. Pasjonowała ją powieść francuska, dziewiętnastowieczna i współczesna, ale język codzienny miał dla niej jeszcze sporo tajemnic.

Nawoływał dość głośno małżonkę w kilku językach, którymi się posługiwali, ale znikąd nie nadchodziła odpowiedź. Zrzucił pościel na podłogę, mając nadzieję, że się odezwie. Zbadał ręką każdy centymetr materac rozścielonego na szerokim łożu małżeńskim. Nadaremnie.

Zajrzał nawet pod mebel, przypominając sobie, jak wnuczka zakradła się niegdyś do pokoju, aby zobaczyć, jak się bawią razem we „fru fru”. Jako racjonalista odrzucał wszelkie fantastyczne sposoby niewytłumaczalnego zniknięcia z materialnego świata.

Ogarniał go coraz bardziej zimny pot. Fale gorąca ustępowały dreszczom. Co chwila przymykał i otwierał okno. Zajrzał do łazienki, odsunął fragment regału biblioteki, za którym kryło się tajne przejście do pracowni. Często korzystał z tego udogodnienia, gdy nie mógł zasnąć, a pracował nad kolejną rozprawą medyczną. Dręczyły go wyrzuty sumienia, że zostawia Joannę w samotności. Jednakże co kwadrans sprawdzał, czy się nie rozbudziła i nie podejrzewa o zdradę.

Zadawał w myśli pytanie, dlaczego zniknęła bez słowa wyjaśnienia. Czasami zachowywała się zagadkowo, ale nigdy nie podrygiwała tak bezlitośnie jakby bawiła się w chowanego.

Przypominał sobie z metodyczną logiką rozmowy, jakie toczyli wspólnie przed udaniem się na spoczynek. Opowiadała o wyprawie z Diną do galerii po zakup dżinsów. Dziewczyna wróciła zachwycona i prezentowała rodzinie nowe spodnie i kurteczkę z tego samego materiału. Nie gustował w tak obcisłych ubraniach dziewczęcych, ale domyślał się, że każde pokolenie hołduje innym trendom. Jak każdy dziadek uwielbiał swoją wnuczkę, ale spostrzegł, że już nie jest tą samą maleńką laleczką, którą huśtał co rano na rękach. Joasia nie pozwalała na krytykowanie mody młodzieżowej, więc Corrado nie wypowiadał się co do jego zdaniem nieco zbyt frywolnych strojów kobiecych. W przeciwnym razie Joanna oskarżała go o brak tolerancji. Z łezką w oku wspominała tatę, którego denerwowały spodnie bez wyprasowanych kantów nadmiernie uwypuklające sylwetkę.

Zarzucił na siebie szlafrok i wyszedł na poszukiwania kobiety, za którą szalał. Z biegiem czasu miłość, jaką się obdarzali, zyskiwała na głębi i wzajemnym szacunku. Znajomi ciągle traktowali tę parę jako niepokornych kochanków, którzy nie stronią od rozrywek uwłaszczających godności profesora, któremu stuknęła już sześćdziesiątka. Wielu mu zazdrościło pogody ducha i beztroski. Swoim swobodnym zachowaniem wzbudzał sympatię wśród studentów, którzy widywali doktora w klubach tanecznych i na dyskotece.

Nie chciał i nie potrafił pogodzić się z nieobecnością Joanny, która nawet podejmowała się roli osobistej sekretarki i tłumaczki, aby dłużej z nim obcować. Nie mógł zrozumieć przyczyny oddalenia się kobiety ze wspólnej sypialni.

— Nie zaglądałem jeszcze do jej pokoju – pomyślał z odrobiną nadziei, że tam się schowała.

Pokój ział pustką, na stoliki leżały kartki, na których zapisywała nieznane wyrazy po włosku, co wywołało lekki uśmiech na jego twarzy. Figurowały tam głównie wulgaryzmy, których nigdy nie wypowiedziałaby na głos. Tym niemniej warto je znać, aby nie narazić się na śmieszność zwłaszcza w towarzystwie młodych, którzy nie nadużywają pewnych nieeleganckich określeń.

Na półce zauważył zeszyt Diny do matematyki z celującą oceną z algebry i gratulacjami nauczycielki za rozwiązanie wielomianu nietypowym sposobem.

— Kto jej podpowiedział to rozwiązanie? Nie prosiła mnie o pomoc. Gianni nie należał do orłów w matematyce. Czyżby Elena? Ona zawsze miała zadatki na prymuskę.

Zapomniał jednak szybko o tej sprawie. Wizyta w pokoju żony niczego nie wyjaśniła. Musiała się na mnie obrazić. Intrygował go ten rys charakteru Joanny. Nigdy nie podnosiła głosu, ani nie krzyczała jak większość przedstawicielek płci pięknej. Zamykała się w sobie i długo nie odzywała, aby ukarać milczeniem małżonka. On nie znosił tego stanu rzeczy i pierwszy przerywał drażniącą ciszę. Przeprosiny szybko przynosiły ulgę obojgu. Chciałby znów ją zobaczyć i podarować ulubione kwiaty z ogrodu.

— Nie nadaję się na detektywa — pomyślał.

Podszedł do okna. Lubił obserwować księżyc. Srebrzysta kula w nowiu zaglądała do mieszkania. Joanna nie znosiła tego widoku. Skarżyła się, że sygnalizuje bezsenną noc. Wtedy uspokajał zdenerwowaną niewiastę delikatnymi pocałunkami i okrężnymi ruchami rąk. Zasypiała w jego ramionach.

— Nie wytrzymam tego napięcia. Zejdę do kuchni. Niewiele zjadła na kolację, głód mógł ją wypędzić na dół.

Niezbyt wierzył w to przypuszczenie, ale każdą ewentualności warto sprawdzić – skwitował tę decyzję.

Nie odnalazł śladu Joanny w tym pomieszczeniu. Szklanki i talerze stały na baczność na suszarce. Dotknął czajnika, na którym osadziły się ślady pary wodnej. Ktoś niedawno zagotował wodę.

— Z nas wszystkich Aśka pija najwięcej herbaty. Gianni wieczorem szykuje sobie zapas soku pomarańczowego na noc, a Elena jest miłośniczką kawy z mlekiem. Spróbuję pójść za tą wskazówką — pomyślał z ulgą.

Odległość z kuchni na pierwsze piętro pokonał w tempie mistrza świata na krótkich dystansach. Wpadł jak burza do pracowni, a łokciem potrącił stojąca na biurku filiżankę po herbacie z dodatkiem kleistej substancji.

— Jestem idiotą jako lekarz. Nie przyszło mi do głowy, że mogła zasłabnąć albo zachorować. Pójdę biegiem obudzić syna. W sytuacjach kryzysowych Gianni zachowuje większą przytomność umysłu ode mnie.

Z impetem przemierzył sypialnię, a w przejściu pomiędzy pracownią a biblioteką zderzył się z żoną, która wolnym krokiem kierowała się do łóżka.

— Kochanie, lekko się zatrułam. Rozbolał mnie żołądek, wstałam i większość czasu przesiedziałam w łazience. Ból nie ustępował, zatem zeszłam do kuchni i zaparzyłam herbatę z dodatkiem soku jagodowego. Dolegliwości mniej mnie męczyły, gdy byłam w ruchu. Próbowałam przepisywać na komputerze twoją pracę lecz bez powodzenia. Wędrowałam po domu. Dręczył mnie niepokój o Dinę. To kochane dziecko zaprosiło mnie na lunch w Mac Donaldzie, na frytki, hamburgera i lody na deser. Uzyskała najlepszą ocenę z klasówki z algebry. Z liceum zapamiętałam specyficzny sposób rozwiązywania wielomianów, jaki zdradziła nam wymagająca pani profesor. Dina pojęła tą metodę i zaimponowała całej klasie. Jutro pochwali się rodzicom swym osiągnięciem na tym polu. Tylko proszę, nie zdradź Elenie naszego sekretu. Jest bardzo wymagającą matką.

— Dziadek nie podejmie żadnych działań przeciwko wnuczce. Masz u niej dodatkowy plus. Nie podejrzewałam cię o umiejętności z zakresu wyższej matematyki. Nie potrafiłem rozszyfrować tej strategii.

— Jedyne, co pamiętam z tego koszmarnego przedmiotu! Jak poznałeś naszą tajemnicę?

— Tajemnicza istoto, zostawiłaś mnie pogrążonego w rozpaczy, rozbudziłem się i nie mogłem cię dopaść. Cierpię na bezsenność, gdy nie wyczuwam ciepła twojego ciała. Przeszedłem dom wzdłuż i wszerz. Gorąca woda w imbryku podsunęła mi pewne rozwiązanie, ale nie do końca. Nie służy mi samotność w tej izbie, gdy panuje arktyczna zima, a księżyc pełną gębą zaśmiewa się ze starego wariata. Kątem oka zerknąłem na zeszyt Dinusi, ale niczego nie zrozumiałem.

— Mój drogi bim-bonie, masz jutro dwie operacje, nie chciałam cię niepokoić, starałam się bezszelestnie opuścić tapczan i nie hałasować.

— Dzięki za troskę! Zyskałem nowe miano, nie pytam nawet, co znaczy. Twój osobisty lekarz prosi o zgłaszanie każdej niedyspozycji, inaczej ostro cię ukarzę za niesubordynację. To jest rozkaz, bez odwołania! Teraz zamieniam się w słuch.

— Poczęstunek lekko mi zaszkodził. Dwa razy ugryzłam bułkę i poczułam gorzki smak w ustach. Kiedy Dina oddaliła się po lody, natychmiast wyrzuciłam hamburgera. Starałam się unikać jedzenia aby przetrwać bez sensacji. Nie wyszło. Sprawdziłam, czy nasza pociecha nie podupadła na zdrowiu po tym posiłku. Nic nie wskazywało, że coś jej dolega. Spała grzecznie jak aniołek.

— Zażyj to lekarstwo! Czy ty nigdy nie spoważniejesz? Młodsze pokolenie lepiej toleruje takie niezdrowe pokarmy.

— Kochanie, wracajmy do łóżka. Mamy przed sobą jeszcze kilka godzin snu.

— Ból już ustąpił — zapytał Corrado nerwowym głosem.

Delikatnie położył jej obie dłonie na brzuchu. Ogarnęła ją pozytywna energia, dolegliwości zniknęły jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Przytuliła policzek do męża, który nie żałował jej czułości. Atak złości Corrado należał już do przeszłości. Druga część nocy przeniosła oboje małżonków w dawny stan euforii, gdy zaspakajali pierwszy głód namiętności. Joanna z rozrzewnieniem wspominała w półśnie Wilanów i rozkwitłe białoróżowe magnolie.

Rankiem na stoliku zobaczyła kolorowy bukiecik stokrotek, który przycisnęła do piersi. Nie dążyła do spięć w rodzinie, ale chwile pojednania z mężem przyprawiały jej organizm o szybsze bicie serca i pogodę ducha.

Następnego dnia Corrado epatował otoczenie szerokim uśmiechem. Zarażał chorych optymizmem i wiarą w odzyskanie zdrowia.

Wieczorem wiedeński walc porwał ich we władanie. Tańczyli bez wytchnienia jakby w tym tańcu miało zamknąć się ich życie. Wszelkie nieporozumienia poszły w niepamięć.

 

Bożena Joanna

20 marca 2020

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania