Krowiak

Instrukcja sadzenia drzewka owocowego z prawidłowym wykorzystaniem naturalnego nawozu, udzielana klientce przez pracownika sklepu ogrodniczego, przypadkowemu świadkowi rozmowy przypomniała dzieciństwo.

Wiele lat temu pod niewielki dom czterorodzinny, gdzie każdy lokator z rodziną zajmował jedną z czterech części podjechała ciężarówka z burtami drewnianymi skrzyni ładunkowej, z naciągniętą na żelazne pręty plandeką. Kierowca, zanim się zatrzymał, wykonał manewr zawracania i ustawił pojazd tyłem do drzwi wejściowych. Podczas cofania słychać było dochodzące z części ładunkowej niezrozumiałe okrzyki i dopiero słowo.

- Dobra!

Zostało wypowiedziane w sposób zrozumiały. Wtedy pojazd znieruchomiał i z kabiny wysiadło dwóch pasażerów oraz szofer. Prawie razem zatrzasnęli drzwi i podeszli z dwu stron do tyłu pojazdu, rozsznurowali tył plandeki i opuścili klapę. Następnie unieśli za pomocą dwóch drewnianych drągów umocowanych pod podłogą luźny fragment i zarzucili do góry na dach. Dopiero wtedy wnętrze skrzyni ładunkowej opuściło jeszcze dwóch mężczyzn, w sędziwym wieku i młody oraz kobieta z dwójką dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Chłopiec stanął niedaleko samochodu ciężarowego i rozglądał się zaciekawiony na wszystkie strony. Jego młodsza siostra trzymała kurczowo za rękę matkę, a pod pachą drugą ręką w ściskała pluszowego misia. Właśnie w taki sposób przeprowadzili się nowi lokatorzy na wolne mieszkanie po zmarłym lokatorze.

Dzieciarnia z budynku na przemian opowiadała o duchu staruszka wałęsającym się po pustym mieszkaniu. Najbardziej wrażliwi, albo z najlepszym słuchem, słyszeli po północy kroki zmarłego. Zaczęto zakładać się o słodycze i zabawki, jak szybko nowi uciekną przed zjawą. Dopiero gdy minęło kilka nocy i nikt nie został wystraszony na śmierć, szybko zapomniano o zmarłym i snuto plany w jaki sposób ukraść papierówki z ogrodu po drugiej stronie ulicy. Nowy trzymał się początkowo na uboczu, lecz gdy jako pierwszy zdobył soczyste owoce i podzielił się z pozostałymi, dołączył do grupy. Dość szybko po trzech razach wydał się sposób w jaki wszedł w posiadanie jabłek. Wtedy okazało się, że nie pasuje do zżytej paczki urwisów, ponieważ podszedł do ogrodzenia, gdy właściciel pilnował drzewa i powiedział

- Dzień dobry mógłbym dla siebie i kolegów poprosić o kilka jabłek.

Właściciel zamierzał początkowo go przegonić szczując psa, podobnie, jak każdego roku wszystkich amatorów owocowo warzywnych, jednak nauczony ponoszonymi później stratami zerwał kilka najbrzydszych i dał na odczepnego. Natomiast najważniejszym celem smarkaczy było zdobycie najładniejszych, jakie przeważnie rosły na drzewie wysoko i były oczkiem w głowie właścicieli. Dwóm kolegom z grupy nie specjalnie przeszkadzał sposób w jaki wszedł w posiadanie papierówek, ponieważ dla nich liczyła się skuteczność, a nie kształt owoców.

Wiosną rodzina nowego zaczęła uprawiać przydomowy ogródek należący do zajmowanego mieszkania, który był mocno zaniedbany przez zmarłego lokatora. Napracowali się solidnie przekopując wieloletni ugór oraz po wykiełkowaniu plewiąc systematycznie mocno zarastane chwastami rośliny. Dość szybko zaczęli zrywać nowalijki i zaskakując wszystkich zbierali największe z okolicznych działek plony. Natomiast my w tajemnicy przed dorosłymi i nowym, któremu w pełni nie ufaliśmy przeganialiśmy innych amatorów warzywno owocowych. Nawet uniemożliwiliśmy kilkakrotnie nocną kradzież na naszym terenie. Dlatego czuliśmy się współwłaścicielami tej działki i podczas wakacji, gdy było ciemno wybraliśmy się po ogórki. Mieliśmy też ochotę na spróbowanie papryki rosnącej w niewielkiej szklarni o jakiej tylko słyszeliśmy. Nigdy nikt z nas nie jadł surowej, a konserwowa sprowadzana w słoikach z bratnich krajów, była w sklepie dla naszych rodziców za droga. Może gdyby znali jej smak skusiliby się na zakup i nie oszczędzali. Wtedy jeszcze nikomu przez myśl nie przeszło, że nasze społeczeństwo rozsmakuje się w papryce przyrządzanej na różne sposoby, a nie tylko jako dodawana do potraw w postaci przyprawy w proszku.

Nocą weszliśmy przez płot na działkę nowych sąsiadów od strony sąsiedniego budynku, żeby rano po zauważeniu kradzieży podejrzenia zostały skierowane na obcych. Księżyc zasłaniały chmury i nie było widać jaką dla takich jak my przyszykowano niespodziankę, tak później myśleliśmy. Gospodarze zebrali i przywieźli łajno krowie zebrane, gdy było wysuszone przez słońce z pastwisk, których było pełno w okolicy. Następnie równomiernie porozkładali na ścieżkach i chodząc w gumowcach między plackami, za pomocą konewki obficie je wodą podlewali. Kiedy rozmokły były nie do ruszenia, lecz wyciekała z nich gnojowica i solidnie wszystkie warzywa zasilała. Tajemnica ogrodniczego sukcesu się wydała, lecz dopiero po tym jak w ciemności wszyscy weszliśmy w gówna. W tak podstępny sposób zabrudziliśmy sobie nogi i modne wtenczas trampki. Później uczestnicy nocnej eskapady bojąc się lania, musieli w tajemnicy przed rodzicami wyprać obuwie i w mokrych chodzić przez cały dzień zanim nie wyschły na nogach. Przyjaźń następnego dnia uległa zerwaniu, a spowodowała to utarczka słowna. Wtedy nikt nie zastanawiał się, że zanim cokolwiek się zrobi i powie powinno się wysłuchać tego, który do nas mówi i dobrze się zastanowić, czy zrozumieliśmy jego intencję. W tym przypadku zrodził się antagonizm i ciągnął przez lata systematycznie narastając. Mogła też ta niechęć zostać wywołana w sposób niezamierzony, ponieważ pierwsze nieporozumienie stworzyło między kolegami z podwórka jakąś barierę i nikt nie starał się jako pierwszy ją przełamać. Prawdopodobnie w taki sposób powstają waśnie rodzinne i sąsiedzkie.

Kilka lat później w wakacje do budynku doprowadzano kanalizację i instalację wodną. Wszyscy cieszyli się, że przestaną nosić wiaderkami wodę ze studni i ścieki wylewać do pobliskiego rowu. Snuto plany powstawania łazienek w spiżarniach i uzgadniano pomysły ze specjalistami. W tym czasie zamieszanie na podwórku było największe z jakim dzieci miały do czynienia. Każdy smarkacz upatrzył sobie jakiegoś fachowca i przeszkadzał mu na swój własny sposób. Większość robotników miała własne dzieci, dlatego potrafiła dawać sobie radę z niesfornym towarzystwem. Chłopaki z paczki najwięcej kręcili się przy hydraulikach i poznali rodzaje kluczy uniwersalnych francuski i szwedzki oraz żabkę. Dochodził do tego pionier, narzynka, pakuły, kształtki i umiejętność spawania rur. Spawacz też miał swojego pomagiera i jednocześnie złodziejaszka karbidu, który materiałem wybuchowym zaopatrzył pół szkoły. Jeszcze długo po zakończeniu w budynku prac, odgłosy wystrzałów z puszek rozchodziły się w różnych częściach miasta. Najbardziej ten hałas przeszkadzał milicji i funkcjonariusze z pomocą motocykli Jawa rozpoczęli nagonkę na amatorów strzelania. Początkowo działając przez zaskoczenie kilku patałachów złapali, lecz prawdziwi zawodowcy strzelali z puszek trzymanych w siatkach.

Siatki były to torby uplecione z grubych żyłek i w myśl ich twórców przeznaczone były do noszenia zakupów, lecz niespecjalnie do tego się nadawały. Jednak specjaliści od strzelania karbidem potrafili tak wykorzystać ich zalety, że strzelali w pobliżu gliniarzy i po wystrzale wieczko puszki po farbie olejnej wracało na swoje miejsce. Ofermy musieli się zadowolić kanonadą z podwórek, ponieważ zamiast huku uzyskiwali jedynie warkocz ognia i zniszczenie siatki już po pierwszym razie.

Trzymający się na uboczu Jakub od czasu incydentu działkowego, został pozbawiony towarzystwa ulicznego i żeby się bawić szedł do chłopca przykutego do wózka inwalidzkiego. Tam przebywał wiele godzin i w tym czasie potrafił odrobić w przeciwieństwie do kolegów z klasy, nawet zadane lekcje, a pozostali beztrosko biegali.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Zaciekawiony 6 dni temu
    Całkiem fajnie napisane, tylko może zakończenie jakieś takie mało konkretne, czasem w niektórych zdaniach zmieniłbym kolejność słów.
  • pasja 6 dni temu
    Witam
    Czytając przeniosłam się w czasy dzieciństwa. też kradłam gruszki ze sadu sąsiada i zielony groszek w strąkach. Lubiłam zapach karbidu i beztroskie zabawy.

    Dziękuję i pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania