Kruki w lesie.

KRUKI W LESIE…

Rozdział pierwszy

Odjeżdżający pociąg.

Natasza nie miała rodzeństwa. Była szczupła, opalona, miała długie, czarne i kręcone włosy, które sięgały pasa oraz brązowe oczy. Nie malowała się i nosiła spodnie moro, a także czarne tenisówki - ubrane na nogi. Jej rodzice zmarli dwa lata temu, w wypadku samochodowym, a ponieważ dziewczyna skończyła już 18 lat, zamieszkała sama w tym wielkim, pustym domu, który dostała w spadku po rodzicach i zrezygnowała ze szkoły, chociaż była w klasie maturalnej. Wspomnienie szkoły ją bolało, tak jak śmierć rodziców. Nati nie lubiła przebywać sama, w domu duchów, jak go nazywała więc często biegała po lesie, który znajdował się blisko jej zamieszkania ( mieszkała w Kobylnicy). Miała na sobie dżinsową kurteczkę i białe słuchawki w uszach. Była północ, a las spowijał półmrok gdyż księżyc i gwiazdy świeciły na niebie, rozświetlając egipskie ciemności. Nati znała jednak ten lasek na pamięć więc biegała swoimi ulubionymi ścieżkami – bez śladu zadyszki. Coś zadzwoniło, odezwało się w nocnej ciszy. Po jej plecach przebiegł dreszcz, zimny i lodowaty. Drukowane litery zaświeciły, jak gwiazdy, czerwienią słów, które układały się w następujący napis:

Schowaj się za drzewem, to nie dosięgną cię oczy, które wydłubały kruki. Będziesz następna!

 

Spojrzała w górę, w ciemną zieleń drzewa. Zobaczyła kobietę z wydłubanymi ostrym narzędziem oczyma, z czarną szminką rozsmarowaną na buzi i ubraną w poszarpaną niebieską sukienkę. Prawdopodobnie morderca ją zgwałcił, a potem zabił. Zaczęła krzyczeć, a echo zawisło między nią, a ofiarą. Potem chyba zemdlała.

Policjantka Anastazja siedziała na obrotowym krześle, znajdując się w posterunku policji - w Poznaniu. Ziewała nad szklanką kawy i stertą papierzysk. Choć szef by ją zabił, miała słuchawki na uszach. Słuchała Alice Merton No roots i obracała się, podśpiewując pod nosem ( angielski umiała perfekcyjnie). Zastanawiała się nad kolejną policyjną sprawą, której dotąd nie udało się jej rozwikłać. Nie wyspała się, dlatego ziewała. Ta zagadkowa sprawa śniła się jej nocami. Całą noc nie spała, główkując jak mogło do tego dojść. Chodziło o morderstwo kobiety. Ciało… było zawieszone na drzewie, w lesie, a znalazła je młoda dziewczyna, która nazywała się Natasza Zastępa. Dzisiaj miała być przez nią przesłuchiwana. Ana ( tak ją nazywali przyjaciele) miała podejrzenia co do tej Nataszy. Co ta dziewoja robiła w środku nocy w lesie? Sama. Przeszła się na przechadzkę i zobaczyła przypadkiem trupa wiszącego na gałęzi? Niestety Ana musiała ją wykluczyć z podejrzeń gdyż dziewczyna zemdlała i chyba nie była morderczynią. Znaleźli ją rano leśniczy. Z jej telefonu słychać było muzyczkę Evanescence Bring me to life. Gdyby to leśniczy byli mordercami nie zadzwoniliby raczej na policję i po pogotowie. Dziewczyna znalazła trupa trzy dni temu, ale przebywała w szpitalu i dopiero dzisiaj wróciła do domu. O jedenastej miało się odbyć przesłuchanie dziewczynki. Ana nie mogła się już doczekać i za pięć jedenasta wierciła się w krześle niespokojnie dopóty nie usłyszała pukania do drzwi. Siadła za biurkiem, mówiąc drżącym z przejęcia głosem:

-Proszę wejść.

Do biurka zbliżyła się ładna, młoda dziewczyna, która przedstawiła się z imienia i nazwiska. Była to Natasza Zastępa.

Natasza biegła przed siebie. Od tamtego wydarzenia minął rok, a ona wciąż nie mogła się otrząsnąć od jednej myśli: Schowaj się za drzewem to nie dosięgną cię oczy, które wydłubały kruki. Będziesz następna!

Morderca biegł za nią krok w krok chociaż odwracała się błyskawicznie i widziała za plecami tylko swój cień.

- Przestań o tym myśleć! – krzyknęła na całe gardło, a jakaś staruszka obejrzała się za nią ciekawie, a następnie odeszła w swoją stronę.

Była przecież sama i bezpieczna. Nagle go zobaczyła. Mordercę. Biegł w jej kierunku.

- Nie zabijaj mnie! – krzyknęła.

- Nie miałem takiego zamiaru, ale oddawaj mi telefon i kasę, bo pożałujesz!

Nati wręczyła mu pieniądze i komórkę, ciesząc się, że nie spotkało jej nic gorszego.

- Zatrzymaj się , złodzieju! – krzyknął jakiś chłopak, którego Natasza zobaczyła po raz pierwszy w życiu.

Pobiegł za złodziejem, dogonił go i uderzył go z całej siły w brzuch.

- Oddawaj portfel i telefon!

Chwilę później wybawca Nati zbliżył się do niej i oddał jej rzeczy, a ucieszona nastolatka pocałowała go w policzek.

- Przepraszam! – zawołała.

- Nic nie szkodzi – odrzekł on – Jak masz na imię?

- Natalia – skłamała – A ty?

- Przemek. Miło mi – podał jej dłoń, którą uścisnęła, uśmiechając się do niego – Sorry, ale muszę już iść. Śpieszę się na pociąg.

Przystojniak odszedł, chyba na zawsze. Natasza nie wiedziała jak bardzo się myliła.

Rozdział drugi Wiktoria

Przemek wcale nie śpieszył się na pociąg, ale okłamał dziewczynę. Śledził ją od miesiąca i wiedział, że ma na imię Natasza. Czemu go okłamała? Postanowił jej to wybaczyć. Natasza go pocałowała! Uśmiech jakoś nie opuszczał Przemka gdy szedł za księżniczką z jego snów, do biblioteki. Ciekaw był jaką książkę wypożyczy.

Schował się za regałem, podsłuchując rozmowę Nataszy z bibliotekarką.

- Czy macie państwo może książkę o… krukach? – zapytała Nati.

- Oczywiście, Kruki w Polsce…

- Nie, nie, chodzi mi o kryminał.

- Chwileczkę, poszukam w komputerze.

Kruki i nieznajoma autorstwa Grzegorza Suwalskiego pani odpowiadają?

- Tak, poproszę.

- Momencik, poszukam na regałach.

Minutę później bibliotekarka wróciła, niosąc gruby wolumin.

Dziewczyna podziękowała i wyszła z biblioteki, a Przemek poszedł za nią.

„ Nieznajoma ma piękne oczy- czytała przerażona Natasza, siedząc w lesie na pniu – Pewnego dnia znalazł się w tych oczach czarodziejski okruch zła z baśni Andersena i dziewczyna przestała widzieć, bo nadleciały śnieżne kruki, które wydziobały jej oczy i powiesiły nagą na gałęzi. Zakrakały przerażająco, a piękna nieznajoma zaczęła śpiewać piosenkę o Nataszy, która również straciła wzrok. Nieznajoma śpiewała tak:

DZIEWCZYNINA NATASZA SIĘ NAZYWAŁA

I PEWNEGO RAZU SIĘ ZAKOCHAŁA

WIĘC BEZTROSKO ŚPIEWAŁA W LESIE

TAM GDZIE ECHO SIĘ NIESIE

I GDZIE ROSNĄ POZIOMKI

I LATAJĄ PO POLACH SKOWRONKI

PIOSENKĘ O MIŁOŚCI

OBGRYZIONĄ PRZEZ KRUKI BEZ LITOŚCI

TE KRUKI MIAŁA W SERCU

I WYLĄDOWAŁA NA ŚLUBNYM KOBIERCU.

Natasza krzyczała i płakała, obejmując kolana rękami. Morderca zabije ją dzisiaj o północy, w tym okropnym lesie. Zaczął padać deszcz, a Nati miała na sobie tylko letnią sukienkę. Zrobiło się zimno, powiał wiatr, strząsając zielone listki z drzew. Jeden liść zaplątał się we włosy Nataszy. Nagle jej oczy zrobiły się okrągłe z przerażenia. Przed nią stał Przemek…

Natasza wstała z pnia drzewa, krzyżując ręce na piersiach.

- Od kiedy za mną łazisz? – zaatakowała chłopaka, popychając go.

- Ej, mała! Uspokój się.

- Szpiegujesz mnie!

- Jesteś taka piękna jak się złościsz – wyrwało się z ust Przemkowi.

- Idź stąd.

- Słucham?

- Ja pierwsza tu przyszłam.

- Ten las jest duży…

- I co z tego? Czemu jeszcze tu jesteś?

- Bo muszę coś zrobić.

- Co? Powiesić mnie na gałęzi?

Chłopak nie odpowiedział. Dotknął palcem policzka Nataszy, a kiedy dziewczyna nie zaprotestowała – pocałował ją.

„Chwilo trwaj” – pomyślała Natasza, znajdując się w miłosnej ekstazie.

Wiatr zaszumiał, a po niebie zagrzmiała letnia błyskawica gdy dziewczyna otworzyła oczy. Spojrzała na Przemka, który cały czas nie otwierał oczu. Gdy wreszcie je otworzył, spoli9czkowała go, a potem uciekła, jakby goniło ją stado kruków.

Minął tydzień od pamiętnego pocałunku Nataszy z Przemkiem. Nati wylegiwała się w łóżku, bo była sobota i południe wzeszło już nad miasteczkiem. Z drzemki wyrwał ją esemes. Kto się tam dobija i czego chce? Półprzytomna zbliżyła telefon do oczuy aby odczytać treść esemesa.

- O kurwa – powiedziała głośno.

Przyjeżdżam na tydzień. Będę o pierwszej. Ciocia Wiktoria.

Szybko wstała z łóżka, przecierając zmęczone oczy. Zasnęła dopiero o czwartej. Ciocia Wiktoria była gruba, niższa od Nataszy i miała protezę zamiast zębów. Nie lubiła bałaganu.

- Dziecko, ty żyjesz w brudzie!

- Słucham>

Natasza specjalnie na przyjazd cioci wysprzątałą cały dom.

- Wszędzie pełno kurzu! Wiedziałam, że muszę przyjechać. Twoi rodzice nie żyją, a ciebie nie ma kto wychować. Pewnie spałaś do południa. Masz depresję albo ci się w dupie poprzewracało. Ale gdzie ty idziesz?

- Do biblioteki. Będę za… 15 minut.

Ciocia Wiktoria zacmokała i pokręciła głową z dezaprobatą.

- Tylko randki ci w głowie!

Natasza zaczerpnęła mokrego, świeżego powietrza i odetchnęła z ulgą pełną piersią.

Ta ciotka Wiktoria była okropna. Pobiegła do lasu, bo był najbliżej. W słuchawkach grał jej najnowszy przebój Julii. Położyła się na mokrej trawie i wpatrzona w błękit nieba oraz drzewa falujące na wietrze oddychała spokojnie i miarowo, zamykając oczy. Żałowała, że je otworzyła. Gdzieś w górze wisiała kolejna ofiara mordercy. Była to kobieta. Żyła jeszcze, ale ledwo żyła. Twarz miała całą zakrwawioną i była naga.

- Pomóż mi… - wyjęczała upiornym, ochrypłym głosem umarlaka, a potem głowa opadła jejna pierś i znieruchomiała. Natasza dostała esemesa

Kruki żądają twojego pocałunku, Nataszo!

„Kruki są bezlitosne” – pomyślała przerażona Natasza i uciekła.

Rozdział 3

Cmentarz

Przemek umarł na nowotwór. Nataszy nie było na pogrzebie. Płakała w domu i zapaliła obok jego zdjęcia małą świeczkę. Nie była w stanie iść na cmentarz. Nie powiedziała mu o krukach, nie pocałowała na pożegnanie, znała go tak krótko… Ciocia Wiktoria śpiewała, zmywając naczynia, a ona wymknęła się z domu. Jej telefon zadzwonił. Otarła łzy napływające do oczu i odebrała połączenie.

- Halo.

Usłyszała śmiech, okrutny śmiech, w słuchawce. Wystraszyła się i rozłączyła. Dzwonił do niej morderca. Natasza biegła na cmentarz. Przemysław śpiewak – przeczytała napis na nagrobku.

- hej kochanie – uklęknęła przed jego grobem, a w jej oczach zalśniły łzy – Nie mam znicza, ale posłuchaj mojej historii. Przebywasz teraz z Jezusem, a ja Go nie spotkałam na swojej życiowej drodze. Moi rodzice nie żyją, ale zamiast do nich przyszłam do ciebie. Są pochowani na tym samym cmentarzu, mam tu wszystkie osoby, które kocham. Pewnego dnia w szkole chłopak, który mi się podobał zaatakował mnie. Ja go kochałam, a on przy całej klasie założył mi kosz na śmieci na głowę. To było straszne. Cięłam się tydzień. Do dziś mam blizny na rękach. I..

Natasza urwała. Niebo się zachmurzyło, słychać było okropny grzmot. I nagle ujrzała anioła. Chociaż… to nie był anioł. To był duch Przemka. Był biały, niewyraźny, ale to na pewno był on. I powiedział…

- Znajdź mojego mordercę.

Nataszę przeszył dreszcz. Przemka zaatakowały kruki, wcale nie umarł na nowotwór, ale zginął w lesie. Jego rodzina nie chciała robić zamieszania. Natasza wzięła kilka głębokich wdechów. To niemożliwe. Nie wierzyła w zjawiska paranormalne. Kilka razy chciała wywołać ducha jej matki, ale nic z tego nie wyszło. Duchy nie istniały, a ona się nie wyspała. Zaczęła boleć ją głowa gdy coś postanowiła z całą mocą, przekonana, że to właśnie ona odnajdzie mordercę tych niewinnych kobiet i Przemka.

W domu ciocia Wiktoria łajała ją przez kwadrans, że wychodzi z domu i nie mówi gdzie sobie idzie. Nati zamknęła się bez słowa w swoim pokoju ku oburzeniu ciotki.

Nagle wyleciała z pokoju jak na skrzydłach diabła, bo odkryła z przerażeniem, że nie ma zdjęcia Przemka i świeczki.

- Ciociu – powiedziała głosem ociekającym gniewem – Gdzie jest zdjęcie Przemka?

- Przemka – zapiszczała ciotka – Jakiego Przemka?

- Mojego chłopaka.

- Dziewczyno podarłam to zdjęcie i wyrzuciłam do kosza na śmieci. Nie zawracaj sobie głowy chłopakami.

- Co ciocia zrobiła?! Jak ciocia mogła? Przyjeżdża sobie tutaj ciocia i wchodzi z butami w moje życie! Niech ciocia sobie już jedzie. I tak siedzi ciocia tutaj dwa tygodnie.

- Chcesz żebym wyjechała? – po policzkach cioci Wiktorii płynęły łzy.

- Tak.

- Idę się spakować i już mnie nie ma, a ty dziewczyno zastanów się nad sobą, bo skończysz tak marnie jak twoi rodzice.

- Słucham?

- Dobrze słyszałaś. Za dziesięć minut już mnie nie ma.

Ciotka Wiktoria dotrzymała obietnicy. Dziesięć minut później już jej nie było, a Natasza została sama w domu duchów. O to jej chodziło. W końcu mogła zacząć szukać mordercy. Ten śmiech był kobiecy. Była o tym całkowicie przekonana. Zadzwoniła pod numer, który wyświetlił się jej dwie godziny temu, ale nikt nie odbierał. Innego pomysłu na znalezienie mordercy nie miała. Zrezygnowana zaczęła czytać książkę o krukach, ale nie podobała się jej. Napisała list do rodziców i postanowiła zanieść go im na cmentarz. A w liście było napisane…

Kochani mamo i tato!

Tęsknię za wami, ale jesteście z aniołami w niebie. Pewnie zjeżdżacie po tęczy i huśtacie się na jednorożcach, a w wolnych chwilach zrywacie piękne kwiaty, robiąc z nich śliczny bukiet. Nie dla mnie lecz dla tego tajemniczego Boga, którego nie ma. Gdyby istniał, na pewno byście nie umarli, ale męczyli mnie nadal. To wam się zwierzyłam gdy dostałam pierwszą miesiączkę, to z wami chodziłam na lody i do kina, to wam opowiadałam o moich miłosnych zawodach, a teraz jestem sama. Sama sobie jestem winna, że wygoniłam ciotkę Wiktorię z mieszkania, ale zachowała się skandalicznie. Jest jednak jedyną bliską mi osobą i muszę ją przeprosić. Nie mogę znaleźć pracy, chodzę po lesie i słucham muzyki, a także znajduję trupy. Podejrzewam każdego. Nawet ciotkę Wiktorię, że jest morderczynią. Nie zapaliłam Wam dziś znicza, nie podarowałam kwiatów. Przepraszam. Jestem taka samotna. Chciałabym wrócić do autoagresji, ale nie chcę trafić do szpitala psychiatrycznego. Wiem, że chcielibyście abym była szczęśliwa. Muszę Was rozczarować. Jestem nieszczęśliwa i załamana. Jesteście częścią mojego bijącego serca. Kocham Was

Natasza.

Natasza podarła list, bo się jej nie podobał, a potem napisała esemesa do cioci Wiktorii, którą podejrzewała o morderstwa niewinnych kobiet. „Wiem o wszystkim.” Minutę później ciotka odpisała: „Tak to ja zabiłam Twoich rodziców.” Natasza zemdlała.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • nel55 5 miesięcy temu
    bardzo prosiłabym o zostawienie komentarza po sobie, jeśli ktoś przeczytał. To wiele dla mnie znaczy.
  • Maurycy Lesniewski 5 miesięcy temu
    „Natasza nie miała rodzeństwa. Była szczupła, opalona, miała długie, czarne i kręcone włosy, które sięgały pasa oraz brązowe oczy. Nie malowała się i nosiła spodnie moro, a także czarne tenisówki - ubrane na nogi.” - trochę ten opis taki slabomocny, ale jeszcze by u mnie uszedł no ale z tym dopowiedzeniem „ubrane na nogi” to już za dużo dobra. Jeśli nosiłem tenisówki, to gdzie je miała nosić jeśli nie na nogach? „Ubrane na nogi” zupełnie niepotrzebne.

    18 lat - słowny zapis

    „Jej rodzice zmarli dwa lata temu, w wypadku samochodowym, a ponieważ dziewczyna skończyła już 18 lat, zamieszkała sama w tym wielkim, pustym domu, który dostała w spadku po rodzicach i zrezygnowała ze szkoły, chociaż była w klasie maturalnej. Wspomnienie szkoły ją bolało, tak jak śmierć rodziców...” - rodzice, za częste powtórzenie. Ogólnie wystrzegaj się powtórzeń, używaj synonimów.

    No nie będę Ci wytykał błędów, bo jest ich sporo zwłaszcza to co wyżej zasygnalizowałem.
    Powiem, że pomysł na opowiadanie jest ok, tylko brakuje doświadczenia i umiejętności. Ćwicz i próbuj, jak masz kogoś kto mógłby Ci doradzić jak budować zdania to wątroby było z nim spędzić trochę czasu.
    Według mnie przed Tobą daleka droga do dobrego pisania, ale wszystko jest możliwe i wszystko zależy od Twojej pracy i samozaparcia.
    Życzę szczęścia i sukcesów w pisaniu!
    Pozostawiam bez oceny.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania