Kukułka

~Kukułka słynie ze zwyczaju podrzucania swych jaj do gniazd drobnych ptaków wróblowych.

Pisklę kukułki po wykluciu usuwa inne jaja lub pisklęta z gniazda i jest karmione przez przybranych rodziców.

 

***

Nad Birmingham zachodziło słońce. Ogromna gwiazda mieniła się w krwawych kolorach, zalewając niebo ostatnimi promieniami światła. Okna w kamienicach mieniły się, a one same nabierały nowych barw, jakby wyrwane z szarej codzienności. Na Wyspach nieczęsto można doświadczyć tak pięknej pogody- na horyzoncie ani jednej chmury, temperatura- jak na późny sierpień- bardzo przyjemna. Między jadącymi samochodami dało się słyszeć klakson, gdzieś indziej jechał ambulans na sygnale. Mieszkańcy leniwie zmierzali do swych domów, bądź podążali do pracy na nocną zmianę. Pomimo tak pięknej pogody, ten dzień nie różnił się dla nich zupełnie niczym- monotonny cykl doby wdawał się ludziom we znaki. Niektórzy popadali w lekki marazm, inni doświadczali nieprzyjemnej depresji. Kilka minut drogi od centrum miasta, w bocznej uliczce, pewien człowiek prowadził swoją kawiarnię. Nie była duża, jednak przynosiła wystarczająco dużo zysków, aby mógł się utrzymać i wieść spokojne życie. Mimo rozmiarów lokalu, zadziwiająco duża liczba osób przewijała się przez jego progi. Nic dziwnego- można było tu wypić naprawdę dobrą kawę. Miała nawet kilku swoich stałych klientów:

- Dzień dobry, panie Worthy!- wykrzyknęła niemalże dziewczyna, wchodząc do lokalu. Wyglądała na bardzo zmęczoną. Jej rude włosy wyglądały, jakby chciały ją zaraz udusić. Kiedy je odgarnęła z twarzy, można było zobaczyć jej bystre, ciemnozielone oczy. Piegi pokrywały jej cały nos i zachodziły na poliki. Zdejmując z czapkę, wydała z siebie oddech ulgi. Zrzuciła torbę z ramienia i usiadła na stoliku tuż obok pana Worthy'ego, który polerował ostatnie filiżanki:

-Dlaczego nikogo tutaj nie ma? Nie sądziłam, że będzie aż tak mały ruch.- zapytała, rozglądając się po lokalu. Starszy mężczyzna skinął głową na drzwi wejściowe i westchnął:

-Gdybyś nie była tak rozkojarzona, zobaczyłabyś, co wisi na drzwiach: "Dzisiaj zamykamy dwie godziny wcześniej. Bardzo przepraszamy i zapraszamy jutro." - dodał, po czym odstawił filiżankę na swoje miejsce i zabrał się za kolejną.

-Ojej, proszę mi wybaczyć, wpadłam tylko po małą czarną. Wypiję i już mnie nie ma!- błagalnym tonem zaczęła. Wiele razy wykorzystywała tą sztuczkę na panu Worthy'm i prawie za każdym razem działała, jednak w tym momencie nie przyniosła oczekiwanego skutku:

-Niestety, ale nie będziesz mogła dzisiaj tutaj zostać, Sonio. Mam... parę spraw do załatwienia, popełniłem błąd nie zamykając się od środka.- spojrzał na dziewczynę, która wlepiła w niego szeroko otwarte oczy. Mężczyźnie zmiękło serce- Ech, dobra. Zrobię ci kawę, ale weźmiesz ją na wynos.- powiedział, poddając się urokowi jego klientki. Wprawdzie nie widywała się z nim poza kawiarnią, jednak Sonia była dla niego jak córka.

- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - prawie wykrzyknęła Sonia, radośnie podskakując na krześle. Mebel, z racji swojego leciwego wieku, z każdym jej gwałtownym ruchem wydawał przeraźliwe piski. Pan Worthy- tak jak obiecał- przygotował dla niej gorącą kawę. Sonia zarzuciła torbę na ramię, ubrała czapkę i zabrała napój, po czym skierowała się w stronę drzwi.

Gdy wyszła, skierowała się w stronę najbliższego przejścia dla pieszych. Kawiarnia znajdowała się na drodze z pracy do domu Sonii, dlatego też była stałym bywalcem. Pan Worthy był poza jej rodzicami jedyną starszą osobą, z którą rozmawiała. Nie miała zbyt wielu przyjaciółek- z rówieśnikami widywała się najczęściej na zaocznych studiach. O tej porze drogą nie przejeżdżało wiele samochodów, jednak nauczona mandatem za przechodzeniu przez jezdnię w miejscu niedozwolonym. Doszła do końca ulicy, po czym skręciła w lewo. Na chodniku nikogo nie było.

Jedynie po równoległej stronie drogi, na przeciwnym chodniku szedł nieznany jej mężczyzna. Ubrany w skórzaną kurtkę, ciemne spodnie z jeansowego materiału i sportowe buty, szedł pewnym krokiem w tym samym kierunku co Sonia. Dziewczyna obserwowała go- na ulicy poza nimi nie było żywej duszy, więc jej spojrzenie, kierowane ciekawością, spoczęło na nim.

Po tamtej stronie drogi znajdował się jej mieszkanie. Sonię od wejścia do kamienicy dzieliło kilkadziesiąt metrów, musiała tylko przejść przez kolejne pasy. Kiedy na nich była, zauważyła, że nieznajomy zatrzymał się przed jej wejściem. Wzrok wbity miał w budynek, jakby zastanawiał się, jak wejść do środka. Sonia zrozumiała, że nie ominie jej rozmowa, chociaż nie miała na nią ochoty:

-Witam, czy mogę jakoś panu pomóc?- powiedziała, podchodząc do mężczyzny. Ten, jakby wyrwany z letargu, wzdrygnął się i spojrzał na dziewczynę. Po paru sekundach milczenia wypalił:

-Eee... n-nie... to znaczy tak! Szukam pewnej dziewczyny, mojej znajomej, dowiedziałem się, że mieszka w tym budynku- wskazał na kamienicę kciukiem- Znasz może Elise? Brunetka, krótko ścięta, dosyć szczupła?- dodał.

-Tak, przypominam sobie kogoś takiego. Jednak to nie zmienia faktu, że nie powinieneś stać tutaj, wpatrując się tępo w drzwi. Wyglądasz jak jakiś zboczeniec!- rzuciła drażliwie. Nie mogła znieść tonu głosu mężczyzny. Skłamała mówiąc, że zna dziewczynę.

-Słucham?- zapytał mężczyzna speszony- No cóż, może i jest w tym trochę racji, w końcu jest już późno- zażartował, nabierając nieco pewności siebie- Przekaż jej w takim razie proszę, że Horace chciał się z nią zobaczyć. Dodaj, że to pilne.- poprosił.

-Dobrze, jak ją spotkam to przekażę, a teraz wybacz, Horace, ale chcę już wejść do domu. Do widzenia.- rzuciła ozięble, przekręcając klucz w bramie. Mężczyzna, pomimo grymasu na twarzy, nie kontynuował rozmowy, tylko odszedł.

-Co za gbur.- powiedziała do siebie Sonia, wchodząc po schodach. Jedyne o czym teraz marzyła, to usiąść w spokoju i obejrzeć swój serial przy kawie.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • fanthomas 2 tygodnie temu
    Te kropki przed myślnikami mi przeszkadzają

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania